Felieton dziennikarza TVP.Info. Wydawałoby się, że rozmawiamy ciągle o tym samym. O SAFE, o unii, o wojnie, o sporcie, o Idze Świątek…Ale w każdym temacie dostajemy niemal codziennie nowe podtematy, nowe bodźce, które każą spojrzeć z jeszcze innej strony. Czas podsumować kolejny tydzień – subiektywnie. – Karol Nawrocki nie spodziewał się zapewne ataku ze strony środowiska, w którym do tej pory mógł liczyć na bezkrytyczne poparcie. I nie spodziewał się zapewne, że nastąpi to akurat po wecie dotyczącym KPK. To ustawa, która miała ograniczyć stosowanie aresztu tymczasowego. Według kancelarii prezydenta decyzja została podjęta w trosce o bezpieczeństwo obywateli. Szkopuł w tym, że środowisko kibicowskie poczuło się niezaopiekowane przez „swojego” człowieka w pałacu prezydenckim, bo przecież w tym szerokim gronie zagrożenie tymczasowym aresztem jest znaczące. Spotkała więc Karola Nawrockiego przykra niespodzianka najpierw na stadionie Górnika Zabrze, na którym został wygwizdany (tłumaczenie otoczenia głowy państwa, że gwizdy były dla kogoś innego, jest typowym zaprzeczaniem faktom), potem w Gliwicach, Lublinie, a nawet w Gdańsku, gdzie do tej pory był najbardziej hołubiony.W tej sytuacji spodziewać się należy zmiany decyzji prezydenta.Choć z drugiej strony być może ważniejsza od miłości kibiców jest przyszłość po ewentualnie wygranych wyborach w 2027 roku. Prawicy może być wtedy potrzebna swoboda w dysponowaniu aresztem tymczasowym.*– Prezydent nie zmieni decyzji w sprawie SAFE. Za daleko to poszło, zbyt wiele słów padło, zbyt wiele osób zostało obrażonych i zlekceważonych. A pomyśleć, że wystarczyło złożyć podpis, zaaprobować ustawę w sprawie SAFE, przyklasnąć i zająć się czymś innym. Wystarczyło wysłuchać tych, którzy program przygotowali i dla których ów program był tworzony.Tylko tyle byśmy nie musieli nadal wysłuchiwać argumentów z kosmosu przeciw programowi i z zażenowaniem mierzyć się z przekonywaniem, że białe jest białe, a czarne jest czarne.Wraz z wetem w sprawie SAFE ruszyła też prymitywna ofensywa Przemysława Czarnka. To nie jest jedynie wygłaszanie opinii czy obrona pewnego światopoglądu. Na pewno nie jest to też tylko próba przekonania do swoich racji. To jest wulgarne opluwanie wszystkich myślących inaczej i werbalna wojna z Unią Europejską. Mam wrażenie, że wielu przeciwnikom Unii taki język może nie odpowiadać. Ale to już problem PiSu i Czarnka.Mocno uderzający jest dysonans między sprawnym posługiwaniem się językiem polskim a pomyjami wylewanymi tą polszczyzną. Podobne odczucia budzą zdolności oratorskie Grzegorza Brauna.Czytaj też: „PiS przejmuje narrację Brauna”. To ma być głównym tematem kampanii*– W minionym tygodniu krew zmroziła informacja o tym, że Marek Suski zasłabł w sądzie na widok Ewy Wrzosek. Twierdził, że ma zawał, więc wezwano karetkę. Ta sytuacja przypomina fragment „Seksmisji”, w którym Jerzy Stuhr lamentuje „Kobieta mnie bije”. Suski uniknął przesłuchania, kolejny termin wyznaczono na 1 kwietnia. Adekwatnie do sytuacji. Będzie niezły Prima Aprilis.Swego czasu w moim zespole redakcyjnym szef wezwał jednego z dziennikarzy i z zaskoczenia wręczył mu wypowiedzenie umowy o pracę. Ten poczuł się źle, prawie zasłabł i wybiegł z gabinetu. Następnego dnia przysłał L4. Dodam tylko, że światopoglądowo i politycznie był i jest z tego samego obozu co Marek Suski.A Suski jeszcze tego samego dnia pojawił się w studiu TV Republika. To dobra wiadomość, bo świadcząca o tym, że poseł PiS jest zdrów jak ryba, najlepiej karp, bo polska, patriotyczna.*– Można było się spodziewać burzy z powodu decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego. Otóż uznał on, że Urząd Stanu Cywilnego powinien uznać małżeństwo jednopłciowe zawarte w Berlinie. Według Prawa i Sprawiedliwości nie dość, że jest to łamanie konstytucji to jeszcze wbrew wartościom chrześcijańskim. I oto ów strażnik wartości i moralności – PiS – jest niezwykle przewidującą partią, bo twierdzi, że następnym krokiem będzie zgoda na adopcję dzieci. Głoszenie takich teorii jest kolejną metodą na betonowanie swojego elektoratu.Tylko jedno pytanie należy tu zadać: dlaczego odmawiacie parom jednopłciowym prawa do szczęścia? Mało tego: do spokojnego życia? Czy ktokolwiek na tym straci, że oni będą szczęśliwi i spokojni? Czy wy na tym coś stracicie? I wreszcie, skoro tyle mówicie o patriotyzmie, Polska na tym straci?*– Wojna na Bliskim Wschodzie trwa i trwać będzie, choć Donald Trump najchętniej wycofałby się z niej w dowolnej chwili, albo przynajmniej nie odpowiadałby na pytania o nią. Głosi jedynie, że wojna jest wygrana, wszystko zniszczone i Stany Zjednoczone odniosły wspaniałe zwycięstwo.Trump jest megalomanem. A megalomania w rękach człowieka, od którego tak dużo zależy jest przypadłością niebezpieczną. Przekonany o swojej wielkości i nieomylności prezydent USA nie toleruje krytyki, atakuje zadających niewygodne pytania, a kiedy może mówić nieprzerwanie, mówi o swoich zasługach, albo daje wyraz swojej nieobliczalności.Kilka dni temu poprosił kraje sojusznicze NATO o pomoc w Iranie. Kiedy te mu odmówiły, obraził się jak dziecko, po czym następnego dnia stwierdził, że już tej pomocy nie potrzebuje, że poradzi sobie bez niej i w ogóle…bez łaski. Jerzy Kiler przewożony w policyjnej suce poprosił o umożliwienie mu pójścia do toalety (w oryginale filmowym padły inne zdania). Po jakimś czasie było już za późno i Kiler tonem obrażonego dzieciaka mówił: „Już mi się nie chce, dziękuję bardzo”.Z wizytą do Trumpa przyjechała premierka Japonii. Po spotkaniu odbyło się spotkanie z dziennikarzami. Jeden z nich zapytał prezydenta USA dlaczego przeprowadził atak na Iran bez poinformowania sojuszników. Odpowiedział, że to miała być niespodzianka a „przecież wy Japończycy wiecie dużo o niespodziankach. Dlaczego nic mi nie powiedzieliście o Pearl Harbor?”. Kurtyna.Czytaj też: „Wolność nigdy nie jest tania”. Tak Kurdowie walczą z reżimem*– Niezłe kino mamy w polityce, czasem teatr, ale Oscary rozdawane są nadal jednak w prawdziwym filmie. Choć wymagania nieco się zmieniły od czasów laurów dla takich obrazów jak na przykład „Ben Hur”,„Lista Schindlera” czy „Tańczący z wilkami”. Oczywiście statuetki nie musi otrzymywać wielkie filmowe widowisko, ale oglądając bardzo dobrą „Jedną bitwę po drugiej”, nie miałem wrażenia, że oglądam epokowe dzieło. Podobnie w przypadku „Grzeszników”. Z pewnością nakręcono w ostatnim roku filmy, które wniosły do kinematografii więcej niż ten Ryana Cooglera. Zresztą, nie trzeba sięgać daleko, w zbliżonym gatunku (walka z zombie czy wampirami mieści się w tej samej konwencji) w 2013 roku powstał znakomity „World War Z” z Bradem Pittem, a żadnego Oscara nie otrzymał.„Grzesznicy” zresztą nie byli jedynym nominowanym filmem, w którym toczy się walkę na śmierć i życie z istotami, nazwijmy to, bez życia. „Zniknięcia” dają podobne emocje, choć rzadziej się na nich ziewa. Ale przyznać trzeba, że Amy Madigan, która zdobyła Oscara za rolę drugoplanową w tym filmie, przykuwa uwagę.Wielkim nieobecnym na gali był Sean Penn. Nie przyjechał odebrać Oscara za rolę człowieka, który jest jego dokładnym przeciwieństwem – Stevena J. Lockjawa. Na czas Oscarów Penn wybrał Kijów. Ma po prostu ważniejsze sprawy na głowie niż zabawa na uroczystej gali przepełnionej blichtrem i radością, kiedy świat płonie.Penn to aktor, który – nawet kiedy pojawia się tylko na kilka minut, jak w „Sekretnym życiu Waltera Mitty” – robi piorunujące wrażenie. Nawet w „Nocą w Nowym Jorku” hipnotyzuje, przez cały film prowadząc taksówkę i rozmawiając z pasażerką.*– Skoro o kinie…w minionym tygodniu zakończyła się emisja historycznego serialu, który zapowiadał się arcyciekawie, ale zawiódł. „Król i Zdobywca” to historia z czasów wczesnośredniowiecznej Anglii, która pokazuje drogę normandzkiego księcia Wilhelma do angielskiego tronu. Nie jest stuprocentowo zgodna z faktami, ale kiedy oglądając, uzupełniamy wiedzę historyczną sięgając do źródeł, wrażenia są przednie.Bardzo słabym elementem serialu są dialogi, w dużej mierze bardzo banalne i zbyt górnolotne. W tym aspekcie twórcy powinni pójść po naukę do swoich kolegów lub George’a R.R. Martina, którzy zachwycali błyskotliwością i intrygami w „Grze o Tron”. Mógł im podpowiedzieć Nikolaj Coster – Waldau, odgrywający rolę Wilhelma, a wcześniej będący jednym z głównych aktorów „Gry o Tron”.*– Zmarł Chuck Norris. Kiedy pojawiła się ta informacja w redakcji, trudno było wziąć ją na poważnie. Czy to kolejny mem? Czy za chwilę przeczytamy, że Norris spoliczkował śmierć i kazał jej spieprzać? Przecież „Chuck Norris jest nieśmiertelny. Dwa razy!”.Ale tym razem to nie mem, nie żart. Chuck Norris zmarł w wieku 86 lat. I nikt nie ma wątpliwości, że to koniec pewnej epoki.Czytaj też: Czołowy twardziel kina. Najważniejsze role Chucka Norrisa*– Iga Świątek ma poważny kryzys. Jeśli przegrywa z Magdą Linette i to w swoim pierwszym turniejowym meczu, to sprawa jest poważna. Ona sama czuje to bardzo mocno skoro w rozmowie pomeczowej przeprasza. Ktoś napisał, że to wołanie o pomoc. Tak daleko bym się nie posunął, ale z pewnością jest to wyrażenie niemocy. Sztab trenerski nie zna przyczyny i nie ma recepty na tę niemoc. Wręcz brnie w problem.Ciekawi mnie postawa Wima Fisette’a. Być może na treningach, w zajęciach, których nie widzimy, jest inny. Ale w trakcie meczu oddaje pierwsze skrzypce w ręce Darii Abramowicz, co już nawet laikom tenisowym i sportowym może wydawać się zaprzeczeniem roli pierwszego trenera. Po każdej jego radzie, swoje trzy grosze dopowiada psycholożka. I jest to zazwyczaj dużo więcej niż trzy grosze, do tego słowa, które zwykle padają i powinny padać z ust szkoleniowca.Jest bardzo możliwe, że Iga pożegna się z Fisette’em i być może on przyjmie to z ulgą, bo z pewnością w żadnym teamie nie spotkał się z tak dominującą rolą psychologa. To rola tak znacząca, że łatwiej zwolnić trenera niż Darię Abramowicz, która jest „nie do ruszenia”.A Magda Linette… cóż. Po triumfie ze Świątek, kolejny mecz przegrała. Z Magdą jest tak, że nawet jeśli wygrywa jakiś spektakularny pojedynek po znakomitej grze, w kolejnym nie jest tą samą zawodniczką i odpada.*– W tym sezonie nie zobaczymy już polskiej drużyny w Lidze Konferencji UEFA. Szkoda zmarnowanych szans zarówno Lecha (dwumecz z Szachtarem Donieck) jak i Rakowa (mecze z Fiorentiną), ale znów mieliśmy emocje europejskie wiosną. Staje się to normą w polskim futbolu, który spotyka notoryczna krytyka. Do ideału brakuje bardzo dużo, ale faktem jest, że dzięki występom w europejskich pucharach, w kolejnym sezonie w eliminacjach Ligi Mistrzów wystąpią dwa polskie kluby.*– W kolejnym tygodniu czeka nas pierwszy mecz barażowy o awans na mistrzostwa świata. Reprezentacja Polski zagra w Warszawie z Albanią. O powołaniach na ten mecz Jan Urban poinformował w piątek. Zbyt dużego pola manewru selekcjoner nie ma, więc trudno było się spodziewać wielu niespodzianek wśród nazwisk piłkarzy. Pierwszy rzut oka skierowałem na obecność w kadrze Oskara Pietuszewskiego. Po tym co wyprawia ten siedemnastolatek w FC Porto, trudno byłoby go nie powołać. Robi na boisku, co chce, niezależnie od rywala. Wszedł do drużyny i od początku bryluje. Nie wie co to aklimatyzacja w zespole, a takowej potrzebował nawet Lewandowski w Borussii, do której przeniósł się z Lecha Poznań.Mecz z Albanią 26 marca.Czytaj też: Wszystko jasne. Selekcjoner ogłosił kadrę Polski na barażeCiąg dalszy nastąpi za tydzień...