Podpisanie umowy wkrótce. Parlament Europejski chce mieć więcej do powiedzenia – i właśnie zrobił w tym kierunku ważny krok. Unijne instytucje po ponad dekadzie aktualizują zasady współpracy. Nowa umowa z Komisją Europejską ma przyspieszyć przepływ informacji i wzmocnić kontrolę nad decyzjami, ale nie wszyscy są przekonani, że to zmiana na lepsze. Parlament Europejski zatwierdził rewizję tzw. umowy ramowej regulującej relacje z Komisją Europejską. To dokument, który określa, jak obie instytucje współpracują na co dzień – od wymiany informacji po udział w procesie legislacyjnym.Nowa wersja opiera się na porozumieniu z 2010 roku, ale ma ambicję pójść o krok dalej. Jej głównym celem jest wzmocnienie roli Parlamentu – przede wszystkim poprzez szybszy i bardziej przejrzysty dostęp do informacji przekazywanych przez Komisję.Większa kontrola i szybsze decyzjeZmiany mają także zwiększyć wpływ europosłów na kluczowe procesy – zarówno legislacyjne, jak i międzynarodowe. Doprecyzowano m.in. zasady dotyczące procedur pilnych, które w praktyce decydują o tempie podejmowania decyzji w sytuacjach kryzysowych. Istotnym elementem jest również większa odpowiedzialność polityczna Komisji. W praktyce oznacza to m.in. większą obecność komisarzy podczas debat i prac komisji parlamentarnych.Kolejna zmiana to usprawnienie procedur związanych z prawem inicjatywy Parlamentu, w tym wnioskami o zmianę lub uchylenie obowiązujących przepisów.Jak podkreślono podczas debaty, chodzi o lepszą koordynację działań. Zwolennicy zmian przekonują, że instytucje UE działają najskuteczniej wtedy, gdy współpracują, a nie konkurują ze sobą.Parlament ogłasza sukcesZa przyjęciem umowy zagłosowało 446 europosłów, przeciw było 100, a 72 wstrzymało się od głosu. Dla zwolenników to wyraźny sygnał poparcia.Autorzy zmian podkreślają, że to krok w stronę realnego wzmocnienia Parlamentu. Kluczowe ma być jednak nie tylko samo przyjęcie nowych zasad, ale ich praktyczne wykorzystanie – zwłaszcza w zakresie inicjatywy ustawodawczej i kontroli działań Komisji. W ich opinii umowa nie rozwiązuje wszystkich problemów zapisanych w unijnych traktatach, ale stanowi istotny postęp.Podobnie ocenia ją Komisja Europejska, która wskazuje na poprawę dialogu, większą przejrzystość i lepsze odpowiadanie na oczekiwania obywateli.Krytycy: To gra o władzęNie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Podczas debaty pojawiły się ostre głosy krytyki – zarówno wobec samej umowy, jak i kierunku zmian w Unii. Część europosłów uważa, że dokument może prowadzić do zaburzenia równowagi instytucjonalnej. Ich zdaniem Parlament próbuje rozszerzyć swoje kompetencje kosztem innych organów, zachowując się coraz bardziej jak „parlament narodowy suwerennego państwa”. Z kolei inni krytycy uderzają w Komisję Europejską, zarzucając jej brak przejrzystości i niechęć do realnej kontroli. Wskazują m.in. na opóźnione i niejasne odpowiedzi na pytania europosłów czy ograniczony dostęp do informacji.W debacie pojawiły się nawet mocne porównania do scentralizowanej władzy – jako ostrzeżenie przed nadmierną koncentracją decyzji w rękach Komisji.Czytaj także: Korupcja po rosyjsku. Zatrzymany minister zgromadził 57 nieruchomościCo dalej?Formalne podpisanie nowej umowy z udziałem przewodniczących Roberty Metsoli i Ursuli von der Leyen planowane jest na drugą marcową sesję plenarną Parlamentu Europejskiego 25-26 marca br.Sama rewizja została zainicjowana jesienią 2024 roku i wpisuje się w szerszą praktykę unijną. Od czasu traktatu lizbońskiego instytucje UE mogą zawierać między sobą wiążące porozumienia, które mają usprawniać ich współpracę.Nowa umowa to kolejna próba uporządkowania tej relacji. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy przełoży się ona na realną zmianę w działaniu Unii – czy pozostanie głównie politycznym sygnałem.Czytaj także: Obrażony Trump grozi NATO. „Zrobili bardzo głupi błąd”