Tą historią żyła cała Polska. Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu I instancji uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Sprawa została przekazana do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy. Orzeczenie jest prawomocne. Ewa Tylman zaginęła w 2015 roku. Jej ciało wyłowiono z Warty kilka miesięcy później. Decyzja sądu oznacza, że Sąd Okręgowy w Poznaniu rozpozna sprawę Adama Z. już po raz czwarty.W marcu 2025 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu po raz trzeci uniewinnił Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Nie znalazł również podstaw do uznania go za winnego nieudzielenia pomocy kobiecie. Od tego orzeczenia apelację do sądu II instancji skierowali pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, ojca Ewy Tylman, i prokuratura, domagając się uchylenia nieprawomocnego wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji.We wtorek sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Po naradzie ogłosił orzeczenie i uchylił wyrok sądu I instancji uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Jednocześnie przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji. Wyrok jest prawomocny.Uzasadniając wtorkowe orzeczenie, sędzia Diana Książek-Pęciak podkreśliła, że sąd apelacyjny skupił się na zbadaniu, czy oskarżony – jak twierdzili w apelacjach prokurator i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego – dopuścił się przestępstwa nieudzielenia pomocy, ponieważ ani prokurator, ani pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego nie kwestionowali wyroku w zakresie, w jakim oskarżony został uniewinniony od popełnienia przestępstwa zabójstwa.Dramat rozegrał się 11 lat temu Ewa Tylman zaginęła w listopadzie 2015 r. Po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało. Ze względu na znaczny rozkład zwłok biegli nie potrafili jednoznacznie określić przyczyny śmierci. Według aktu oskarżenia 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane Adamowi Z. zabójstwo z zamiarem ewentualnym to zbrodnia zagrożona dożywociem.Sąd Okręgowy w Poznaniu trzykrotnie rozpoznawał sprawę i trzykrotnie uniewinniał Adama Z. Dwa pierwsze wyroki wydane przez sąd I instancji także zostały uchylone przez sąd apelacyjny, a sprawa była kierowana do ponownego rozpoznania.Czytaj także: Śmierć Ewy Tylman. Zapadł wyrok w trzecim procesie Adama Z.Wyjaśnienia oskarżonego Adama Z. z 2015 r.Sędzia podkreśliła, że w kontekście treści uzasadnienia wyroku i zarzutów apelacji kluczowa w tej sprawie jest odpowiedź na pytanie: czy dowód z wyjaśnień oskarżonego złożonych 2 grudnia 2015 r., pod nieobecność obrońcy, jest dowodem dopuszczalnym i czy taki dowód w ogóle w sprawie te wyjaśnienia mogą stanowić. Obrońcy oskarżonego wskazywali, że podczas tego przesłuchania nie był obecny obrońca Adama Z., a oskarżony od wielu godzin nie spał – co przełożyło się w konsekwencji na brak gwarantowanego prawa oskarżonego do obrony.Sąd uznał jednak, że z treści sporządzonych 2 grudnia 2015 r. protokołu zatrzymania, protokołu przesłuchania oskarżonego oraz protokołu eksperymentu procesowego przeprowadzonego z jego udziałem nie wynika, by oskarżony żądał zawiadomienia obrońcy o zatrzymaniu i udziału obrońcy w czynnościach prowadzonych z jego udziałem. Ponadto – jak wskazał sąd – funkcjonariusze policji próbowali skontaktować się z obrońcą.– Funkcjonariusze policji po godzinie 2.40 w nocy 2 grudnia 2015 r., a więc po zatrzymaniu oskarżonego, skontaktowali się z kancelarią adwokacką. Oczywiste jest, że z uwagi na porę, w jakiej ten telefon był wykonany, nie nawiązali kontaktu bezpośredniego z obrońcą. Natomiast w okolicznościach tej sprawy to, co uczynili funkcjonariusze policji, należy uznać za skuteczne zawiadomienie obrońcy o zatrzymaniu podejrzanego Adama Z. – mówiła sędzia.Podkreśliła, że przepisy Kodeksu postępowania karnego nie wymagają, aby obrońca potwierdził fakt, że został poinformowany o zatrzymaniu jego klienta.Ponadto – jak zauważyła – między datą zaginięcia Ewy Tylman a datą zatrzymania oskarżonego upłynął tydzień, a w tym czasie oskarżony miał nie tylko sposobność, ale także podjął działania wyprzedzające działania organów ścigania.Wskazała, że mężczyzna skontaktował się z adwokatem, udzielił mu pełnomocnictwa i – jak wynika z materiału dowodowego – został przez adwokata pouczony, w jaki sposób ma się zachować na wypadek zatrzymania. W ocenie sądu dowód z wyjaśnień oskarżonego z 2 grudnia 2015 r. jest jak najbardziej dopuszczalny.Czytaj również: Zabił żonę łomem i latami trzymał zwłoki w beczce. Tak się tłumaczyłOkoliczności śmierci Ewy Tylman – Zastrzeżenia sądu okręgowego co do wiarygodności wyjaśnień oskarżonego z 2 grudnia 2015 r. dotyczyły tego ich fragmentu, co do którego nie było możliwości jego zweryfikowania innymi dowodami – wskazała sędzia i dodała, że „tego, co się wydarzyło w krytycznym momencie 23 listopada pomiędzy godziną 3.26 a 3.31, nie obserwowały żadne kamery ani świadek”.Sąd zaznaczył, że wyjaśnienia oskarżonego co do wydarzeń do 3.26, a następnie od 3.31 „są zbieżne z treścią innych dowodów zgromadzonych w sprawie i bezspornie wiarygodne”.– Ciało Ewy Tylman odnaleziono 25 lipca 2016 r. w Warcie na wysokości Czerwonaka. Ubrana w płaszcz, sweter, spodnie, obuwie na obcasie, które pokrzywdzona miała na sobie w czasie, kiedy zaginęła 23 listopada 2015 r. Przy zwłokach znaleziono torebkę pokrzywdzonej, w której ujawniono jej kartę płatniczą i telefon komórkowy. W spodniach pokrzywdzonej znaleziono klucze z brelokiem. W opinii biegłych w chwili wpadnięcia do wody podstawowe funkcje życiowe Ewy Tylman, w tym krążenie i oddychanie, były zachowane i nic w ocenie biegłych nie sprzeciwia się przyjęciu, że zwłoki Ewy Tylman mogły przebywać w środowisku wodnym od chwili jej zaginięcia, czyli od 23 listopada 2015 r. – powiedziała sędzia.Dodała, że wpadnięcie Ewy Tylman w tym dniu do rzeki potwierdza także przebieg czynności z użyciem psów tropiących, z których jeden znalazł ślad zapachowy przy rzece i tam ślad się urwał.Sąd wskazał, że zarejestrowane przez kamery monitoringu zachowanie Adama Z. po godzinie 3.31 oraz treści rozmów przeprowadzonych przez niego z siostrą i jego partnerem wskazują, że zachowanie oskarżonego zmieniło się diametralnie w stosunku do jego zachowania w czasie, kiedy przemieszczał się z pokrzywdzoną.– O ile wcześniej zachowywał się spokojnie, szedł w uścisku z Ewą Tylman spokojnym krokiem, prowadząc logiczne rozmowy telefoniczne, i to mimo upojenia alkoholowego, o tyle w czasie, kiedy pojawia się w oku kamery po zniknięciu z niego Ewy Tylman, gwałtownie przyspiesza kroku. W prowadzonych z siostrą i partnerem rozmowach jest chaotyczny, zdenerwowany, płaczliwy, przestraszony i zdezorientowany – zaznaczyła sędzia.Wskazała, że w ocenie sądu „te okoliczności jednoznacznie wskazują, że w czasie od godziny 3.26 do 3.31 oskarżony musiał być świadkiem jakiegoś wydarzenia z udziałem Ewy Tylman, które zmieniło jego zachowanie. Jeśli zaś wziąć pod uwagę, że w tym czasie Ewa Tylman pobiegła w kierunku Warty, zaginęła, a jej ciało wyłowiono osiem miesięcy później z tej właśnie rzeki, w której według wszystkich danych znajdowało się od 23 listopada 2015 r., to logiczne jest, że oskarżony, który przecież bezspornie udał się z Ewą Tylman w kierunku rzeki Warty, zobaczył fakt jej wpadnięcia do wody i to, jak odpływa z nurtem rzeki”.W świetle tych okoliczności – jak zaznaczył sąd – wyjaśnienia co do przebiegu wydarzeń nad rzeką „jawią się jako w pełni logiczne i wiarygodne”, a ponadto, co odnotowano także w protokole, oskarżony podczas ich składania płakał, szlochał, a przyznając, że nie udzielił pokrzywdzonej pomocy, stwierdził, że „uciekł jak tchórz”, że spanikował.Czytaj również: Dryfujące ciało w Zatoce Puckiej. Z wody wydobyto zwłoki mężczyznyPrzebieg eksperymentu procesowego z udziałem Adam Z.Sąd zaznaczył, że oceny wiarygodności tych wyjaśnień nie zmienia fakt, że w tym czasie oskarżony był nietrzeźwy. Sąd wskazał, że po opuszczeniu ostatniego lokalu Adam Z. i Ewa Tylman nie spożywali już alkoholu, a jak wskazywali świadkowie, którzy relacjonowali zachowanie oskarżonego później, „bardziej swoim zachowaniem wyglądał na zdenerwowanego niż pijanego”.W ocenie sądu apelacyjnego fakt, że w trakcie eksperymentu procesowego oskarżony wskazał inną stronę mostu niż tę, po której zeszli w stronę rzeki, to „fakt ten był wynikiem omyłki i nie może być argumentem decydującym o ocenie wiarygodności”. Ponadto, jak wskazała sędzia, do zdarzenia doszło w innych okolicznościach niż eksperyment procesowy, co mogło spowodować pomyłkę w relacjach oskarżonego, który mógł sobie inaczej odtworzyć tamte zdarzenia.Podsumowując, sędzia zaznaczyła, że dowód z wyjaśnień oskarżonego z 2 grudnia 2015 r. jest nie tylko dopuszczalny, ale w ocenie sądu apelacyjnego jest to dowód wiarygodny.– Skoro tak, to nie budzi w ocenie sądu apelacyjnego wątpliwości, że oskarżony swoim zachowaniem wyczerpał znamiona przestępstwa nieudzielenia pomocy z art. 162 kk – zaznaczyła. – Wszak dysponujemy opinią biegłych, z której wynika, że pokrzywdzona, wpadając do wody, miała zachowane funkcje życiowe, a sąd sam wykluczył, żeby oskarżony pozbawił Ewę Tylman życia bądź w inny sposób przyczynił się do jej śmierci. W tej sytuacji oskarżony, widząc, jak pokrzywdzona wpada do rzeki, miał prawny i moralny obowiązek udzielenia jej pomocy – dodała.Sędzia przypomniała, że dla uznania przestępstwa nieudzielenia pomocy nieistotne jest, czy działanie, którego sprawca zaniechał, rzeczywiście przyniosłoby ratunek. Dodała, że oczywiście „trudno oczekiwać od oskarżonego, by w okolicznościach tej sprawy w listopadzie nocą rzucił się do wody, zwłaszcza że był nietrzeźwy i – jak mówił – jego umiejętności pływackie były mierne”.– Należało jednak oczekiwać, że skoro oskarżony widział, jak pokrzywdzona wpada do rzeki, zawiadomi o zaistniałym zdarzeniu służby. Zwolnić z tego obowiązku mogłoby go tylko stwierdzenie zgonu pokrzywdzonej, o czym oczywiście nie ma w tej sprawie mowy – zaznaczyła sędzia.Czytaj także: Bezradna Temida. Sędzia dalej nie chce sądzić „Piotruli”, ale będzie musiałOgłoszenie wyroku w sprawie Ewy TylmanPo ogłoszeniu wyroku rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak powiedział dziennikarzom, że sąd apelacyjny uwzględnił w całości argumenty prokuratury zawarte w apelacji, w szczególności odrzucił tezę wskazywaną przez obrońców, że doszło w tej sprawie „do rzekomego naruszenia prawa do obrony podejrzanego – to nie miało miejsca”.Prokurator pytany, czy wtorkowy wyrok sądu jest dowodem na porażkę, czy wiarę w wymiar sprawiedliwości, odpowiedział, że „dla mnie to jest dowód, że ten wymiar sprawiedliwości działa, że umożliwia się podejrzanemu prawo do obrony, że ten proces trwa i racje wszystkich stron są brane pod uwagę. Raz ta racja jest po stronie prokuratury, raz po stronie obrony. Dzisiaj jesteśmy świadkami tego, że ta racja jest po stronie prokuratury. To nie jest żadna satysfakcja ani sukces, po prostu na tym polega wymiar sprawiedliwości, spierają się pewne racje. Wyrażam ubolewanie dla rodziny, że nie udało się tego zrobić wcześniej, ale na takiej zasadzie jest skonstruowany wymiar sprawiedliwości”.Jeden z obrońców oskarżonego adw. Piotr Jóźwiak zaznaczył, że jest wyrokiem zaskoczony.– Czekamy na pisemne uzasadnienie. Ustne było bardzo obszerne, więc mniej więcej motywy znamy, ale po otrzymaniu pisemnych motywów uzasadnienia rozważymy, co dalej – powiedział.Wskazał, że jedną z rozważanych opcji będzie, jeżeli będą ku temu podstawy, żeby złożyć skargę na to orzeczenie do Sądu Najwyższego.– Cały czas konsekwentnie też uważamy, że prawo do obrony i zasada domniemania niewinności muszą funkcjonować i muszą znaleźć zastosowanie w tej sprawie – zaznaczył.Przypomniał również, że do tej pory sprawą w sądzie okręgowym zajmowały się już trzy składy i sędziowie mówili: niewinny.– W tej sprawie już zawsze będzie tak, że więcej sędziów powiedziało niewinny w pierwszej instancji, niż powie cokolwiek innego, więc mamy troszkę sytuację dziwną – dodał.Ojciec Ewy Tylman – Andrzej – nie był obecny na ogłoszeniu wyroku. Przed rozpoczęciem wtorkowej rozprawy powiedział dziennikarzom, że czuje się zawiedziony wymiarem sprawiedliwości i tym, że w trakcie trzech dotychczasowych procesów nie udało się poznać wszystkich okoliczności śmierci jego córki.Czytaj również: Kilkanaście razy dźgnął żonę. Twierdził, że popełniła samobójstwo