Tomasz Siemoniak w „Gościu poranka”. – Nie rozumiem tego amoku, który ogarnął polityków Prawa i Sprawiedliwości przeciwko SAFE. Wojskowi powoływani jeszcze za czasów rządów PiS mówią jednoznacznie: „Bierzmy SAFE” – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. We wtorek prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński spotkali się m.in. z premierem Donaldem Tuskiem w sprawie alternatywy dla unijnego programu SAFE. Prezydencki projekt wpłynął już do Sejmu. Premier skrytykował jednak propozycję „polskiego SAFE 0 proc.” i poinformował, że dotarły do niego „informacje o tym, że prezydent zdecydował się już zawetować program SAFE”.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, czy w przypadku weta prezydenta pojawią się także skutki uboczne dla służb specjalnych.– Służby specjalne nie uczestniczą w tym programie, będą jednak ogromne skutki dla służb podległych MSWiA, przede wszystkim dla policji. Dopiero ustawa wprowadzająca SAFE w Polsce otworzyła ten fundusz dla służb mundurowych w MSWiA. Plan B, czyli inne rozwiązanie w przypadku weta prezydenta, tak naprawdę ograniczałby te środki wyłącznie do sił zbrojnych. Dlatego stawka dla policji i innych służb MSWiA jest bardzo wysoka – podkreślił Siemoniak.– Służby specjalne są bardzo zainteresowane programem SAFE w tym sensie, że cały sektor bezpieczeństwa staje się mocniejszy. Tutaj nie ma co do tego wątpliwości. Działamy razem – wojsko, MSWiA, służby specjalne. Każde osłabienie tego systemu wpływa więc także na służby specjalne – zaznaczył minister.„Nie rozumiem tego amoku”– Plan B oznaczałby opóźnienie w wykorzystaniu środków. SAFE oznacza, że te pieniądze będą szybko, a pewne działania mogłyby ruszyć już w maju. Każdy inny mechanizm wymaga jego przygotowania i zapewne przeformułowania różnych rozwiązań. To także kwestia czasu. Nie znajduję powodów, dla których prezydent miałby zawetować ustawę dotyczącą SAFE. Nie ma żadnego racjonalnego argumentu, żeby to robić – ocenił.– Jakoś politykom PiS nie przeszkadzało kupowanie na kredyt w Korei czy w Stanach Zjednoczonych, z wyższym oprocentowaniem niż SAFE, więc ich argumentacja jest obłudna i nieprawdziwa. Wszystkie głupoty zostały już w tej sprawie powiedziane. Nie rozumiem tego amoku, który ogarnął polityków Prawa i Sprawiedliwości przeciwko SAFE. Wojskowi powoływani jeszcze za czasów rządów PiS, np. szef Sztabu Generalnego generał Wiesław Kukuła, mówią jednoznacznie: „Bierzmy SAFE”. Ten opór, te argumenty, to wymyślanie, że „to za drogie” albo „nie takie”, naprawdę przekroczyły już wszelkie granice – stwierdził.– Słuchałem, czytałem i widziałem, jak się wije jak piskorz prezes NBB. Nie wytłumaczył, skąd pieniądze na „polskie SAFE 0 proc.”. Prawda jest taka: nie ma darmowych lunchów, nie ma pieniędzy za darmo. To, że ktoś coś przepisze z jednej rubryki do drugiej, nie sprawi, że pojawią się pieniądze. Adam Glapiński, który jednak jest ekonomistą i za coś odpowiada, wszedł w projekt polityczny, który ma być alibi dla weta prezydenta, i teraz ma problem z jego wytłumaczeniem – powiedział Siemoniak.„Skąd te zyski?”– Przecież wszyscy widzą stratę NBP przez ostatnie trzy lata. To skąd te zyski? Żeby mieć pieniądze, trzeba sprzedać część złota – niech prezes NBP to uczciwie powie. Pamiętamy czasy drukowania pieniędzy, niech powie, czy to miałoby być w przypadku „polskiego SAFE 0 proc.”. Uwikłał NBP w tego rodzaju sytuację, żeby wspierać prezydenta, a te karty są bardzo słabe. Jego środowa konferencja to było gadanie, gadanie, gadanie – żadnych konkretów. W projekcie ustawy, którą złożył prezydent, jest mowa o zyskach NBP i dotychczasowych źródłach – kredytach, pożyczkach. To jest dublowanie Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych z dopisaniem zysku z NBP. A skoro przez trzy lata nie było zysku NBP, to o czym w ogóle jest mowa – stwierdził minister.„Próby zmieniania ustroju”Z projektu ustawy prezydenta o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych wynika, że miałaby powstać nowa rada decydująca o zakupach uzbrojenia. W jej skład mieliby wejść przedstawiciele prezydenta.– To jest wchodzenie w kompetencje rządu. Oczywiście nikt nigdy tej ustawy nie przyjmie i tak naprawdę parlament powinien postawić mocną tamę ponad podziałami, bo to jest zmienianie kompetencji wewnątrz państwa. Prezydent ma swoje kompetencje i nie może być tak, że teraz ustawą przyzna sobie kompetencje do prowadzenia zakupów w wojsku. To są próby zmieniania ustroju, które są absolutnie nie do przyjęcia. Prezydent ma swoją rolę opisaną w konstytucji, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony narodowej i to minister oraz rząd prowadzą te sprawy. Mamy Radę Bezpieczeństwa Narodowego, Radę Gabinetową, kompetencje prezydenta są opisane w konstytucji i ustawach. Taka próba siłowania się i szukania nowych kompetencji jest po prostu zła – podkreślił Siemoniak.Czytaj też: Kaczyński włącza się w spór o SAFE. „To pułapka”