Kulisy specyficznej pracy. Na wielu popularnych turystycznie plażach „naganiacze” pojawiają się wcześniej niż pierwsze promienie słońca. Krążą między leżakami, obserwują nowych gości, zagadują, czasem nawet po polsku, z uroczo niezgrabną fleksją. Dla większości turystów są częścią krajobrazu i elementem, który potrafi irytować, zanim jeszcze zdąży się przedstawić. Dla Omara kenijska Diani Beach nie jest egzotyką ani wakacyjnym przystankiem, tylko domem i miejscem pracy. Tutaj nauczył się chodzić całymi dniami po piasku i rozmawiać w kilku językach bez podręczników. Wie, że jego obecność bywa niechciana, ale wie też, że bez tych kilku zdań wypowiedzianych do obcych nie będzie miał za co nakarmić swoich dzieci. Stoi przed wyborem: zaetykietowanie jako persona non grata albo pustka w lodówce.Karolina Ferens, Portal TVP Info: „Beach boy”, „naganiacz”… Na czym właściwie polega ta praca? Kim jesteś na tej plaży i jak sam siebie określasz?Omar: Lubię mówić, że jestem kapitanem, bo możesz udać się ze mną na rejs katamaranem. Ale „beach boy” i „naganiacz” też jest okej, jednak nie da się tego określić jednym słowem czy nawet jednym zdaniem. Tego dnia sprzedajesz wycieczki, kolejnego pomagasz komuś znaleźć najtańsze safari, trzeciego tłumaczysz, bo ktoś nie dogaduje się w hotelu. Albo bierzesz tuk tuka i wieziesz kogoś tam, gdzie sobie zażyczy. Dużo chodzisz i dużo rozmawiasz. Musisz wiedzieć, kto jest uczciwy, kto nie, gdzie są dobre ceny, kiedy jest przypływ, kiedy odpływ, jakie zwierzęta znajdują się w wodzie i na plaży, żeby móc zrobić ocean safari. Jak nie zagadujesz, nie zarabiasz.Jak zostaje się beach boyem? To jest wybór czy konieczność?Jak dorastasz na wybrzeżu, to nie jest to wielki wybór, wyboru właściwie nie ma. Patrzysz na starszych chłopaków i widzisz, że tak naprawdę są tylko dwie drogi: plaża albo port w Mombasie. Czasem jeszcze budowa, bo Kenia się rozwija i jest coraz więcej budów, ludzie remontują stare domy i mieszkania, ale poza tym nie ma wielu innych opcji. Plaża jest najbliżej, nie potrzeba żadnych papierów ani szkoły, tylko języka i odwagi. Trzeba być trochę bezwstydnym i nie traktować odmów jak porażki, to wtedy byłoby trudno. Jak się nie uda, zawsze możesz iść do portu, tylko to nie jest atrakcyjne dla nas, wychowanych w wioskach przy oceanie. Dlatego większość chłopaków zaczyna od plaży. Czyli od dziecka wiedziałeś, że będziesz pracował właśnie tutaj?Tak. Nikt mi nawet nie mówi, że mogę być kimś innym. Mój ojciec spędził tak życie i często zabierał mnie ze sobą. Tutaj jak kończysz szkołę, to i tak musisz iść do pracy, bo rodzina potrzebuje pieniędzy. Nie myślisz o tym długo, tylko zaczynasz do niej chodzić, pierwszej możliwej, jaka się pojawia. Ale ja mojemu synowi mówię, żeby się uczył i był nauczycielem albo policjantem. To u nas bardzo dobre zawody.Chcesz innej przyszłości dla swoich dzieci. Dlaczego?Bo to bardzo trudna praca i niepewne zarobki. Mój syn jest teraz bardzo mały i nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś mógłby źle go potraktować i być dla niego wrednym.Zdajesz sobie zatem sprawę, że twoja praca irytuje wielu przyjezdnych?O tak, wiem o tym bardzo dobrze. Widzę to po spojrzeniach, po tym, jak ktoś odwraca głowę jeszcze zanim coś powiem. Czasem ktoś od razu krzyczy „nie!”, czasem macha rękami, że mam odejść, ale najczęściej po prostu ludzie udają, że nie słyszą. Już jako dziecko, kiedy obserwowałem tatę, wiedziałem, że nie chodzi o niego czy o kogokolwiek innego, tylko o to, że ludzie chcą spokoju. Ale ja jestem w pracy i muszę spróbować, bo jak nie spróbuję, to nie zarobię nic. Turysta widzi tylko te kilka sekund, kiedy chcę zaoferować im wycieczkę albo pamiątki, a ja mam naprawdę cały dzień chodzenia i czekania na jedną owocną rozmowę. Nie da się robić tej pracy tak, żeby nikogo nie irytować. Dla nich jestem tym męczącym gościem z plaży, a dla mojej rodziny jestem tym, który przynosi pieniądze do domu.Jak wygląda twój zwykły dzień pracy, od rana do wieczora?Wstaję wcześnie, kiedy jeszcze nie ma takiego upału. Jem szybkie śniadanie i idę na plażę. Najpierw patrzę, kto dziś przyjechał, jacy są ludzie. Najczęściej znamy wszystkich turystów, ja bardzo dobrze pamiętam twarze i wiem, do kogo podchodzić. Potem chodzę, cały czas chodzę, witam turystów, zagaduję, staram się nawiązać relacje. W południe jest najgorzej, bo słońce jest mocne, ale nie mogę iść do domu, bo może akurat ktoś będzie chciał coś kupić? Wtedy najczęściej siadamy tutaj, pod murami hoteli, bo palmy dają cień. Nie możemy wchodzić na teren obiektów, ale nie wyganiają nas spod muru, bo w praktyce jesteśmy na plaży. Wieczorem plaża pustoszeje i wtedy praca się kończy, ale często jeszcze siedzę z innymi i podsumowujemy, kto dziś coś załatwił, a kto nie.Jakie macie relacje z pracownikami hoteli, skoro wy nie macie wstępu na ich teren?To jest trudne, bo jesteśmy bardzo blisko hoteli, ale jednocześnie bardzo daleko. Plaża jest publiczna, ale hotel już nie. Często bardzo dobrze znamy ludzi, którzy tam pracują, bo to nasi sąsiedzi albo rodzina, ale w pracy muszą udawać, że nas nie znają. Ochroniarz nie może nikogo wpuścić, bo straciłby pracę od razu, właściciele hoteli są bardzo cięci na beach boyów i panuje wzmożona ochrona obiektów. Nie możemy nawet usiąść na schodach należących do pensjonatów, od razu nas straszą konsekwencjami. Czy zdarzają się wam konflikty z ochroną albo z policją?Tak, zdarzają się. Ochrona krzyczy, przepędza, czasem popycha, bo musi pokazać, że pilnuje porządku, żeby ludzie czuli się bezpiecznie. Chociaż by nigdy nie chcemy nikogo skrzywdzić! Jesteśmy bardzo uczciwymi ludźmi. Policja potrafi zatrzymać bez powodu, zapytać o dokumenty, straszyć. Czasem kończy się to pieniędzmi, które musisz zapłacić, żeby mieć spokój. Lepiej odejść i nie dyskutować.Dlaczego mimo wszystko wybierasz plażę, a nie port w Mombasie, gdzie są stałe pieniądze?W porcie pieniądze są stałe, ale zawsze za małe. Dostajesz wypłatę, płacisz za jedzenie, szkołę dla dzieci i nic nie zostaje. Na plaży nie wiesz, ile zarobisz, ale czasem masz dobry dzień i wtedy możesz kupić dziecku zabawkę, ubrania, korki do grania w piłkę. W porcie takich rzeczy nie kupisz, bo wszystko jest policzone co do grosza. Poza tym w porcie masz szefa, który krzyczy i wymaga. Na plaży nikt nie stoi nad tobą cały czas. Jak wygląda sezon i to, co dzieje się po sezonie?W sezonie jest bardzo dobrze. Jest dużo ludzi, więc codziennie mamy szansę na sprzedaż pamiątek, rejsy katamaranem albo umówienie się na safari. Po sezonie plaża robi się trochę pusta, chodzisz i prawie nikt nie odpowiada. Na szczęście u nas dobra pogoda jest cały rok i zawsze ktoś przyjeżdża, ale w gorszych miesiącach zaczynasz liczyć pieniądze i myśleć, jak długo wytrzymasz. Niektórzy wracają do wiosek, inni jadą do Mombasy szukać pracy. Ja zawsze zostaję, bo zawsze myślę, że może jutro ktoś się pojawi.Jak wyglądają twoje najgorsze dni na plaży?Cały dzień chodzę i cały dzień się staram, a ludzie nawet na mnie nie patrzą albo wręcz uciekają, żeby tylko nie musieć wchodzić ze mną w interakcje. Wracam do domu i muszę powiedzieć rodzinie, że znów nic nie było. Zasypiam głodny i wyczerpany, bo bolą mnie nogi.Z ciekawości: czy wiesz, ile kroków masz na liczniku pod koniec dnia?Średnio 20 tysięcy kroków dziennie. Wymieniłem się kiedyś magnesem z żyrafą na opaskę sportową z kobietą z Norwegii, która jej nie potrzebowała, bo i tak chciała kupić nowszy model. Wszyscy mi zazdrościli! Zastanawiałem się, czy jej nie sprzedać, ale służy mi do dzisiaj. Moja żona powiedziała, że mogę ją zatrzymać i to jest mój prezent na urodziny od niej.Myślisz, że twoja praca wpływa na twoje zdrowie? Psychiczne i fizyczne?Zdecydowanie. Kolana bolą, plecy bolą, kostki puchną. Ale kondycję mam doskonałą, mogę biegać i ćwiczyć, a w ogóle się nie męczę. Możesz zobaczyć, że chłopaki tutaj mają dobre sylwetki, to zasługa bycia w ruchu cały dzień. Psychicznie jest ciężko, bo codziennie zaczynam od zera i nie mam pewności, czy będę mógł kupić rybę, czy tylko ryż. Ale z psychiką trzeba sobie radzić, nie ma wyjścia. Gdybym się załamał, to mój syn byłby głodny.Czy myślisz o tym, jak długo jeszcze dasz radę pracować na plaży?Tak, myślę o tym często, szczególnie jak wracam zmęczony albo jak coś mnie boli. Plaża jest dobra, kiedy masz siłę chodzić cały dzień, kiedy możesz stać w słońcu, kiedy nogi cię niosą. Jak jesteś młody, to o tym nie myślisz, bo wydaje ci się, że tak będzie zawsze. Ale potem widzisz starszych facetów, którzy już nie chodzą, tylko siedzą i patrzą. Niektórzy mieli dobre lata, zarobili coś i teraz mają mały sklep albo łódź. Inni nie mają nic i jest im bardzo ciężko, bo nikt ich już nie zatrudni. Ja nie mam jeszcze planu, jeśli mam być szczery. Wiem tylko, że nie chcę robić tego do końca życia. Chciałbym mieć coś swojego, nawet małego, żeby nie musieć codziennie wychodzić na plażę i zaczynać od nowa każdego dnia. Ale to zależy od pieniędzy i od szczęścia.Czytaj też: Ludożercy znad Obu. Tu ludzie przestali być ludźmi