Władimir Semirunnij faworytem do medalu. Ma 23 lata i nie mógł poznać innej Rosji niż ta pod rządami Władimira Putina. Gdy jego ojczyzna napadła na Ukrainę, wiedział, że czas wyjeżdżać. Jego los mógł się potoczyć inaczej, ale dzięki wielu zbiegom okoliczności wylądował w Polsce. Dziś będzie jednym z faworytów do medalu w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 5000 m. Dla siebie i dla swojej nowej ojczyzny. Władimir Semirunnij, po prostu Władek, bo nikt inaczej do niego nie mówi. Do Polski trafił w 2023 roku z Jekaterynburga – ponad 3000 kilometrów od Warszawy, daleko za Moskwą, daleko za Uralem. Kim jest Władimir Semirunnij?Jego mama jest nauczycielką, tata informatykiem, dziadek pracował jako inżynier. Gdy wybuchła wojna, rodzina nie była podatna na propagandę. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że „specjalna operacja wojskowa” to nic innego jak zbrodnicza napaść na mniejszego sąsiada.Władek miał wtedy 19 lat. Uchodził za wielki talent, był medalistą mistrzostw świata juniorów, jednak marzeń o międzynarodowej karierze nie mógł spełnić w Rosji. Razem z rodziną zaczął szukać innej drogi. Mógł reprezentować Kazachstan, był w kontakcie z holenderskimi klubami, próbował zainteresować sobą Kanadyjczyków. Wybór padł na Polskę. Przypadkiem. I nie tylko. Paweł Abratkiewicz to niezwykle ważna postać w tej historii. Był czołowym polskim panczenistą, startował w igrzyskach w Albertville, Nagano i Salt Lake City. Później z sukcesami pracował jako trener. W Rosji szkolił łyżwiarki szybkie przez 11 lat. Do 2022 roku, kiedy też wiedział, że trzeba jak najszybciej wyjechać. – Jedna z moich byłych zawodniczek zadzwoniła i powiedziała, że Władek chce wyjechać z kraju. Że chciałby jeździć gdzie indziej. Powiedziałem, żeby dała mu mój numer i Wowa do mnie zadzwonił. Stwierdził, że jest gotowy zmienić swoje życie. Kojarzył, że pracuję teraz z polską kadrą i jednocześnie pamiętał mnie z Rosji – mówił w rozmowie z Weszło.Formalności załatwił dyrektor sportowy federacji Konrad Niedźwiedzki, wcześniej również znakomity panczenista. Dlaczego Semirunnij reprezentuje Polskę?Siemirunnij jako utalentowany sportowiec miał specjalną kartę, mógł swobodnie przemieszczać się po Rosji samolotami. Tak trafił do Kaliningradu. Ze sobą miał pismo od Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, który zaprosił go na treningi.Z taką przepustką przekroczył granicę w 2023 roku. – Rosyjscy celnicy: „no dobrze, to czekamy na ciebie za rok”. Ja się tylko uśmiechnąłem, „czekajcie, czekajcie”. I już byłem w Polsce – wspominał w rozmowie z Weszło. Władek wylądował w Tomaszowie Mazowieckim, z którym przez lata związany był Abratkiewicz. A w zasadzie to w zajeździe Janosik położonym przy trasie S8. Tam spędził półtora roku.Czas spędzał na treningach. Katorżniczych, monotonnych treningach. Kilkunastokilometrowy do hali w Tomaszowie Mazowieckim przeważnie pokonywał biegiem, a gdy dotarł już na miejsce, to na trenażerze potrafił jechać bez przerwy przez pięć godzin. Brakowało mu startów. Jako zawodnik zmieniający federację, musiał odbyć karencję. Do tego czekał na polskie obywatelstwo. Rekord Polski poprawiony o prawie minutęOtrzymał je w sierpniu 2025 roku z rąk prezydenta Karola Nawrockiego. Dzięki temu mógł spełnić swoje marzenia o starcie na igrzyskach. – Nie mam słów, że wszystko skończyło się szybciej niż w dwa lata – mówił po ceremonii. Pół roku wcześniej dla Polski zdobył już brązowy medal na 5000 m i srebrny na 10 000 m w marcowych mistrzostwach świata. W obu przypadkach uzyskał wyniki lepsze od rekordów Polski. Na katorżniczym dystansie 10 kilometrów wyśrubował wynik o... 23 sekundy szybszy. Później na Pucharze Świata dorzucił kolejne kilkadziesiąt sekund. Efekt taki, że utrzymujący się przez lata rekord Pawła Zygmunta został poprawiony w ciągu kilku miesięcy o niemal minutę.Teraz poprzeczka idzie w górę, bo Władek to jedna z naszych największych nadziei na olimpijski medal. „Jestem w najlepszej dyspozycji w życiu”– Jestem w najlepszej dyspozycji w życiu. Czuję, że mogę dać bardzo dużo. Organizm pracuje tak jak trzeba. Głowa jest spokojna – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodał też, że zdaje sobie sprawę, jak duża na nim ciąży presja.– Zdjęcia, wywiady, zainteresowanie mediów – bardzo mi się to podoba. Nie będę udawał, że nie, ale staram się przeżywać to spokojnie, bardziej w swojej głowie albo w rozmowach z bliskimi znajomymi, którym ufam. Nie czytam wszystkiego, wyłączyłem Instagrama, staram się unikać wiadomości. Najważniejsze jest to, co zrobię na lodzie – uzupełnił.Czy to wystarczy do podium? – Władek będzie jednym z pięciu kandydatów do medalu – stwierdził Abratkiewicz w rozmowie z TVP Sport. – Polska dała mi wiele. Co ja mogę zrobić? Mogę zaśpiewać polski hymn i zdobywać medale – zadeklarował Władek, który świetnie mówi w naszym języku.Rywalizacja o medale rozpocznie się o godz. 16. Transmisja w TVP.