Bronisław Komorowski w „Pytaniu dnia”. – Jeżeli ambasador USA myli obelgi z krytyką polityczną, to jest to bardzo zła sytuacja. To wygląda trochę na próbę świadomego zamykania ust tym, którzy wyrażają krytyczne opinie wobec prezydenta Trumpa, do czego mają pełne prawo – powiedział w „Pytaniu dnia” w TVP Info były prezydent Bronisław Komorowski. „Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym” – oświadczył w czwartek ambasador USA w Polsce Tom Rose. Powodem decyzji są – jak dodał – „oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta USA Donalda Trumpa”.W poniedziałek marszałek Sejmu zadeklarował, że nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi Trumpowi, ponieważ – jak ocenił – amerykański przywódca na nią nie zasługuje.Justyna Dobrosz-Oracz, prowadząca program „Pytanie dnia”, poprosiła byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego o komentarz do decyzji amerykańskiego ambasadora.– To jest bardzo dziwna sytuacja. Pan marszałek Czarzasty jest drugą osobą w polskim państwie, więc nie bardzo wyobrażam sobie, jak pan ambasador chce dobrze pełnić swoją funkcję, nie utrzymując kontaktów z ważną instytucją państwa polskiego. To jest sprzeczne z logiką postępowania w polityce i dyplomacji – powiedział Komorowski. – To, co mnie najbardziej niepokoi, to uzasadnienie tej decyzji. Pan marszałek Czarzasty rzeczywiście w pewien sposób celebrował odmowę udzielenia poparcia prezydentowi Trumpowi – były na przykład dwie konferencje – ale ja zadałem sobie trud i przejrzałem wszystkie jego wypowiedzi. Nie znalazłem tam żadnych obelg pod adresem prezydenta Trumpa. Jeżeli ambasador myli obelgi z krytyką polityczną, to jest to bardzo zła sytuacja. Dla mojego pokolenia Stany Zjednoczone były ostoją wolności demokratycznych, w tym wolności słowa. To wygląda trochę na próbę świadomego zamykania ust tym, którzy wyrażają krytyczne opinie wobec prezydenta Trumpa, do czego mają pełne prawo – dodał.„To byłoby karygodne”Były prezydent zasugerował również, że sprawa może wynikać z braku doświadczenia po stronie ambasady.– Być może jest to kwestia pewnej amatorszczyzny. W Stanach Zjednoczonych są dwie kategorie ambasadorów: jedni to zawodowi dyplomaci, fachowcy „do kwadratu”, a drudzy to osoby powoływane ze względów politycznych – sympatii partyjnych czy wdzięczności za wsparcie wyborcze. Być może mamy tu do czynienia z taką sytuacją, w której zabrakło doświadczenia w zakresie tego, co w dyplomacji wolno, a czego nie – ocenił Komorowski. Został także zapytany, czy w jego ocenie ambasador działał w tej sprawie samodzielnie, bez uzgodnień z prezydentem Trumpem.– Urzędnicy na całym świecie są do siebie bardzo podobni. Chętnie schlebiają swoim przełożonym, a jeszcze chętniej przełożonym swoich przełożonych. To mogło wyglądać właśnie w ten sposób – stwierdził.– Szczerze mówiąc, bardzo bym chciał, żebyśmy mogli zapomnieć o tym przykrym incydencie. Klucz do rozwiązania sprawy ma, niestety, ambasador amerykański. Być może także Kancelaria Sejmu mogłaby coś zrobić poprzez bezpośrednie kontakty. Byłoby jednak czymś naprawdę karygodnym, gdyby tego rodzaju sytuacja zaciążyła na relacjach polsko-amerykańskich. Były one zawsze oparte na niezwykle silnym, znacznie silniejszym niż w innych krajach, polskim proamerykanizmie. To ogromny kapitał polityczny. Mam wrażenie, że poprzez różnego rodzaju zachowania oraz meandry polityki amerykańskiej ten kapitał jest stopniowo trwoniony. Ta sytuacja może dodatkowo przyspieszyć erozję polskiego proamerykanizmu – podsumował Komorowski.Czytaj też: „Stanowiska nie zmienię”. Czarzasty odpowiada ambasadorowi USA