„Nie jesteśmy przygotowani do takich spraw”. Ciężarówka wypełniona aktami, całe pomieszczenie zajęte regałami i jeden sędzia odpowiedzialny za lekturę 1,6 tys. tomów akt, czyli 320 tys. stron dokumentów. Tak wyglądają kulisy rekordowej sprawy karnej, która trafiła do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Sędzia prowadzący postępowanie nie ma wątpliwości: system nie jest przygotowany na procesy tej skali. Sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski, który ma rozstrzygnąć sprawę karną zawartą w 1,6 tys. tomów akt, ocenił, że polskie sądownictwo nie jest procesowo przygotowane do prowadzenia tego typu spraw. Akta nie są zdigitalizowane, a jedynie część jest zeskanowana.Sąd w Olsztynie pod koniec 2025 roku otrzymał akta rekordowej w polskim wymiarze sprawiedliwości sprawy. Prokuratura Regionalna w Gdańsku zarzuciła 22 osobom m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy oraz przestępstwa skarbowe polegające na urządzaniu i prowadzeniu bez koncesji zbiorowego uczestnictwa w grach hazardowych na automatach.Papier zamiast cyfryzacji – 320 tys. kart dokumentów Sprawa jest wielowątkowa i liczy blisko 1,6 tys. tomów akt, czyli około 320 tysięcy kart dokumentów. Akt jest tak dużo, że przywieziono je ciężarówką. W sądzie zajęły całe pomieszczenie – poukładano je od góry do dołu na regałach ustawionych przy każdej ze ścian.– Każdą kartkę muszę przeczytać, zobaczyć, co na niej jest. Muszę to robić fizycznie, biorąc każdy tom akt do ręki, bo one są w tradycyjnej, papierowej formie. Jedynie akt oskarżenia jest w kilku plikach, ale to są po prostu zeskanowane strony, a nie dokument, w którym ja mogę np. wyszukiwać po nazwisku tego, co dotyczy danej osoby – powiedział sędzia Dąbrowski-Żegalski, którego wylosowano do prowadzenia tej sprawy.Zdaniem sędziego trudno nazwać digitalizacją skanowanie wydruku.Czytaj także: Prezydent rozgrywa koalicję? „Miało być jedno wspólne spotkanie”– Nie jesteśmy procesowo przygotowani, mówię o systemie, do prowadzenia tego rodzaju spraw. (…) Mamy procedurę, jaką mamy. Ona ulegała zmianie, są wprowadzone nowe instrumenty, ale de facto źródło, czyli jądro procesu, to są lata 90. XX w. – ocenił sędzia Dąbrowski-Żegalski.Legalizm i rozdrobnienie zarzutówPodkreślił przy tym, że tak są traktowane wszystkie sprawy karne. Przykładowo w procesach o zabójstwo sąd często więcej czasu traci na rozważanie np. zniszczenia mienia, do którego przy okazji doszło, mimo że kara opiera się na najpoważniejszym czynie. W tej sprawie – jak zaznaczył – jest podobnie.W akcie oskarżenia figurują zarówno poważne przestępstwa, jak i te mniejszej wagi, co również wpływa na objętość materiału dowodowego.– U nas pokutuje zasada legalizmu. Ta zasada nakazuje nie odpuścić żadnego przestępstwa. Nie skupiamy się na poważniejszych zarzutach, zagrożonych wyższą karą, a nawet drobniejsze czyny roztrząsamy z tą samą dokładnością. Tracimy z oczu to, co jest najistotniejsze – powiedział sędzia.Czytaj także: Karambol na trasie S2. Korek liczy już kilka kilometrów„Rozsądny termin” niemożliwy. Ryzyko przedawnienia Sędzia podkreślił, że tak duże sprawy uniemożliwiają realizację podstawowego celu postępowania karnego. – Trzeba pamiętać, że kodeks postępowania karnego mówi, iż sprawa powinna być rozpoznana niezwłocznie, bez zbędnej zwłoki, w rozsądnym terminie. Ja przez miesiąc przeczytałem zarzuty wobec czterech osób. Każda ma po 10 tys. zarzutów. Każdą nielegalną maszynę ujęto w osobny zarzut – powiedział.Nie był w stanie przewidzieć, jak długo zajmie mu lektura 320 tys. kart. – Proszę pamiętać, że mam także inne sprawy w referacie, którym również muszę poświęcić uwagę – dodał.W ocenie sędziego istnieje ryzyko, że część zarzutów przedawni się, zanim sprawa zostanie prawomocnie rozstrzygnięta. – A jeśli wyrok zapadnie za kilka lat, to i tak nikt nie będzie już o tej sprawie pamiętał – dodał.Lata pracy śledczych i jeden sędziaNad sprawą ujętą w 1,6 tys. tomów akt przez kilka lat pracował zespół śledczych. Do jej rozpoznania wyznaczono jednego sędziego. Zapytany, dlaczego postępowania nie podzielono na kilka mniejszych, sędzia odpowiedział, że taką decyzję podjęli śledczy.Czytaj także: Nocny incydent przy granicy. Do Polski wleciały obiekty z BiałorusiSąd ustalił, że przechowywanie dowodów rzeczowych kosztuje około 1,2 mln zł rocznie. Dlatego planowana jest sprzedaż automatów jeszcze przed rozpoczęciem procesu, by ograniczyć koszty. Zapowiedziano również negocjacje dotyczące kosztów wynajmu hal, w których są przechowywane maszyny. Hale należą do Caritasu.Sprawa w całym kraju i za granicąPoczątkowo sprawa trafiła do sądu w Elblągu, jednak z uwagi na miejsce wszczęcia pierwszego śledztwa została przekazana do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Zarzuty dotyczą przestępstw popełnionych w różnych częściach kraju oraz poza jego granicami. Wszyscy oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy.Według ustaleń prokuratury czyny miały być popełniane w latach 2015–2017 w wielu miejscowościach w Polsce oraz w krajach Unii Europejskiej. Zorganizowana grupa miała osiągnąć korzyści majątkowe sięgające około 450 mln zł. Czytaj także: Relacje Polaków i Ukraińców. Rośnie sceptycyzm, ale wciąż chcemy pomagać