Portalcast. Widziałam takie rzeczy, że wydaje mi się, że nie można już zrobić nic bardziej okrutnego – mówi adwokatka Karolina Kuszlewicz, obrończyni zwierząt i przyrody. A jednak za każdym razem, gdy prowadzi sprawę znęcania się nad zwierzętami, jest coś, co ją szokuje. - Moje życie jest warte tyle samo, co życie świni – mówiła w rozmowie z TVP Info adwokatka Karolina Kuszlewicz, obrończyni praw zwierząt i przyrody. Kontrowersyjne? Być może. Ale, zdaniem prawniczki, uzasadnione. – Fundamentem jest to, czy dane zwierzę ma zdolność do odczuwania, czyli przetwarzania bodźców jako emocjonalnych przeżyć. Oznacza to, że odczuwają radość, więzi z innymi, miłość, czy przyjemność z zabawy, ale też cierpienie, strach, i stres. Taką zdolność mają wszystkie zwierzęta kręgowe – człowiek, świnia, koń, żubr, ryba, mewa. – tłumaczy Karolina Kuszlewicz. To dlatego walczy o ich prawa na sali sądowej i w debacie publicznej.A zaczęło się od karpi, 16 lat temu. Był grudzień 2010 roku, krótko przed Bożym Narodzeniem. Do jednego z supermarketów idzie założycielka fundacji Noga w Łapę. Tam jej uwagę przyciąga dział rybny. Zauważa, że żywe karpie są przetrzymywane bez wody. Wody nie ma także w siatce, do której są pakowane klientom. Sprawa trafia na policję, a potem do sądu. Jednak przez sześć lat działaczki przegrywają wszystko, co możliwe. Aż w końcu Sąd Najwyższy przyznaje im rację. Uznaje, że trzymanie karpi bez wody jest znęcaniem się nad nimi, nawet jeśli nie było to celem sprzedawców. Od tego czasu adw. Karolina Kuszlewicz przeprowadziła dziesiątki spraw o ochronę zwierząt i przyrody. W ubiegłym roku została laureatką nagrody Viva People Power 2025 w kategorii Człowiek dla Planety. W podcaście TVP Info ekspertka komentowała między gorący ostatnio temat tzw. patoschronisk.Doda głośno o patoschroniskachBytom i Sobolew. To dwa miasta, o których ostatnio mówi się w Polsce najwięcej. Swoją niechlubną sławę zawdzięczają Dodzie, bo piosenkarka nagłośniła problem przerażających warunków, w jakich miały żyć zwierzęta w tamtejszych schroniskach. W obu miejscach już od lat miało dochodzić do bulwersujących nieprawidłowości. Według doniesień osób zaangażowanych w sprawę, ciężko chore psy przebywające w schroniskach nie były leczone i cierpiały, zdrowe z kolei miały być usypiane bez powodu. Poza tym zwierzęta miały mieszkać w brudnych i nieocieplonych kojcach lub króliczych klatkach (to w Sobolewie), czy brodzić we własnych odchodach. Rozpętała się medialna burza. Efekt? Schronisko w Bytomiu zostało odebrane jego kierowniczce i przejęte przez gminę, natomiast to w Sobolewie zostało zamknięte.– O patoschroniskach w środowiskach prozwierzęcych mówiło się cały czas, od lat. Z jednej strony świetnie, że Doda wydobyła ten problem i cała Polska się tym teraz zajmuje. Ale z drugiej obawiam się, że ta sprawa się rozmyje. Musimy więc wymagać od polityków i polityczek, aby nie poprzestały na jednorazowej akcji, tylko doprowadziły te sprawy do końca – przestrzega.Dlaczego prowadzenie schroniska może być dochodowym biznesem? Jak oprawcy katujący zwierzęta tłumaczą swoje czyny w sądzie? Dlaczego księża powinni iść na lekcje do Dody i dlaczego wciąż istnieją komory gazowe? Czy można stać po stronie zwierząt i jednocześnie jeść mięso i pić krowie mleko? I co odpowiedzieć ludziom, którzy przekonują „Zajmijcie się poważniejszymi tematami!”, gdy mowa o prawach zwierząt?O tym wszystkim ekspertka opowiedziała w rozmowie z TVP Info. Podzieliła się także swoją osobistą historią o miłości do swojej psiej towarzyszki – Zi, i żałobie po jej odejściu.Źródło: archiwum prywatne, Zi