Andrzej Szejna w „Gościu poranka”. – Takie zachowanie czy propozycje prezydenta Trumpa to siłowe zaproszenie do tańca, przy czym partner czy partnerka musi jeszcze za ten taniec zapłacić – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info były wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna, komentując pomysł utworzenia Rady Pokoju przez Donalda Trumpa. Ministerstwo spraw zagranicznych Białorusi poinformowało, że prezydent USA Donald Trump zaprosił białoruskiego przywódcę Alaksandra Łukaszenkę do udziału w Radzie Pokoju dla Strefy Gazy. Zaproszenie do Rady otrzymali także przywódca Rosji Władimir Putin oraz premier Węgier Viktor Orbán. Według agencji AFP zaproszenia trafiły łącznie do około 60 państw, w tym m.in. Egiptu, Turcji i Kanady. Prezydent USA zagroził prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi wprowadzeniem 200-procentowych ceł na francuskie wina i szampany, jeśli Paryż nie przystąpi do jego Rady Pokoju.Rada ma przede wszystkim nadzorować realizację planu pokojowego Trumpa dla Strefy Gazy, jednak nie wyklucza się, że zajmie się także innymi konfliktami międzynarodowymi, w tym wojną na Ukrainie oraz sytuacją w Wenezueli. Na czele Rady ma stanąć Donald Trump, a według części mediów stałe członkostwo w niej miałoby kosztować ponad miliard dolarów w gotówce.„Siłowe zaproszenie do tańca”W programie „Gość poranka” prowadząca Karolina Opolska zapytała byłego wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Szejnę (Nowa Lewica), jak ocenia ideę powołania Rady Pokoju.– Takie zachowanie czy propozycje prezydenta Trumpa to siłowe zaproszenie do tańca, przy czym partner czy partnerka musi jeszcze za ten taniec zapłacić. To zły początek – zarówno polityczny, jak i dyplomatyczny – powiedział Szejna.– Gdyby Rada Pokoju miała służyć wyłącznie pokojowi, a następnie odbudowie Strefy Gazy i przywróceniu normalnych warunków życia mieszkańcom, którzy przeżyli horror nalotów izraelskich oraz wojny Izraela z Hamasem, można by się pod tym podpisać obiema rękami. Problem polega jednak na tym, że zaproszeni są tacy przywódcy jak Władimir Putin czy Alaksandr Łukaszenka. Największy kłopot tkwi jednak w filozofii, jaką wobec tej inicjatywy prezentuje prezydent Trump. Uważam, że Rada Pokoju nie może być budowana w kontrze do Organizacji Narodów Zjednoczonych – dodał. „Nie damy się rozegrać”W poniedziałek poinformowano, że prezydent Karol Nawrocki również otrzymał od Donalda Trumpa zaproszenie do udziału w pracach Rady Pokoju. Jak przekazał szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, sprawa będzie w najbliższym czasie przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską. BPM zwróciło się także do MSZ o opinię.Do sprawy odniósł się premier Donald Tusk.„Przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm. Rząd kierować się będzie wyłącznie interesem i bezpieczeństwem państwa polskiego. I nikomu nie damy się rozegrać” – napisał na platformie X. – Przy okazji publikacji Narodowej Strategii Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych dowiedzieliśmy się, że administracja prezydenta Trumpa wyróżniła grupę państw, takich jak Włochy, Austria oraz – niestety – Polska, uznawanych za tzw. dobrych-złych sojuszników USA. Dobrych dla Stanów Zjednoczonych, ale złych, bo podejrzewanych o możliwość sprzyjania rozbijaniu solidarności Unii Europejskiej od wewnątrz poprzez silne ruchy nacjonalistyczne i populistyczne – powiedział Szejna w „Gościu poranka”.„Trump często ironizuje”– Z jednej strony prezydent Trump oczekuje, że Europa będzie solidarna, silna i weźmie na siebie większą odpowiedzialność militarną, także poprzez zwiększone wydatki na zbrojenia i zakupy uzbrojenia w Stanach Zjednoczonych. Z drugiej strony nieustannie oskarża Unię Europejską o słabość, o rozbicie wartości – dodał.Poseł Nowej Lewicy został również zapytany, czy Polska powinna przyjąć zaproszenie do Rady Pokoju.– Powinniśmy najpierw spojrzeć, jak reagują na to nasi sojusznicy. Z tego, co wiem, prezydent Francji Emmanuel Macron odmówił. Czy w związku z tym Donald Trump rzeczywiście wprowadzi 200-procentowe cła na francuskie wina i szampany? Obserwuję prezydenta Trumpa i widzę, że często ironizuje, ale niestety ta ironia bywa później przekuwana w realne działania – podsumował Szejna.Zegarek Andrzeja Szejny19 stycznia na sejmowym korytarzu Andrzej Szejna został zapytany o zegarek noszony na co dzień, nieujęty w jego oświadczeniu majątkowym. Poseł Nowej Lewicy odniósł się do tej sprawy w „Gościu poranka”.– Powiedziałem dziennikarzowi, choć nie chce on tego przyjąć do wiadomości, że nigdy nie byłem właścicielem zegarka, którego wartość przekraczałaby 10 tysięcy złotych. Takie przedmioty, czy to zegarek, rower, czy jakikolwiek inny przedmiot ruchomy, trzeba wpisywać do oświadczenia majątkowego. Mój zegarek nie ma wartości przekraczającej ten próg i to powinno temat po prostu zamknąć, bo chyba o to chodzi, żeby w tej transparentności była zgodność z przepisami – powiedział Szejna. Czytaj też: Europa knuje za plecami Trumpa. „Krok w kierunku nowej rzeczywistości”