Tomasz Siemoniak w „Pytaniu dnia”. Justyna Dobrosz-Oracz pytała, czy podpis pod ustawą to przełom, czy tylko kalkulacja. Siemoniak odpowiedział wprost: prezydent – jego zdaniem – miałby zbyt wiele do stracenia, gdyby budżetu nie zaakceptował.– To jest sygnał, że prezydent zapłaciłby dużą cenę, gdyby nie podpisał. To była właściwa decyzja, w służbach przyjmujemy to jako dobry znak. Tu podpis prezydenta miał duże znaczenie, ponieważ na służby AW i ABW, na służby cywilne, jest 220 mln więcej – podsumował minister.Budżet podpisany, ale z zastrzeżeniem. „Nie ma to żadnego znaczenia”Prowadząca dopytywała też o to, czy prezydent mógł obawiać się politycznych kosztów weta. Siemoniak przekonywał, że Nawrocki pokazał już, iż potrafi nie podpisywać ustaw, ale w tym przypadku uznał, że się to „nie opłaca”.– Polacy chcą, żeby wydatki na obronę były wysokie. Chcą, żeby nikt tego nie kwestionował – argumentował minister.Jednocześnie prezydent skierował budżet do Trybunału Konstytucyjnego. Dobrosz-Oracz zwróciła uwagę na realne problemy TK – i pytała, czy tam sprawa może utknąć. Siemoniak nie miał wątpliwości, że ten ruch jest już czysto symboliczny.– Nie ma to żadnego znaczenia. Sądzę, że zrobił tak, żeby swojemu zapleczu politycznemu dać trochę uzasadnienia, że nie poparł projektu rządowego – powiedział. W jego ocenie dzisiejszy Trybunał nie jest instytucją, której decyzje realnie rozstrzygają spór polityczny. – Gdyby Trybunał był prawdziwy, to miałoby znaczenie – podsumował gość programu.„Budżet kapitulacji”W rozmowie pojawił się też wątek narracji, którą prezydent dołączył do podpisu. Justyna Dobrosz-Oracz przypomniała określenie, że jest to rzekomo „budżet kapitulacji”. Siemoniak skomentował to krótko, sprowadzając całą dyskusję do jednego punktu: jest podpis, więc politycznie temat jest zamknięty.– To jest retoryka, która ma znaczenie przez kilka godzin, natomiast liczą się fakty – prezydent Nawrocki podpisał budżet – podkreślił minister.Trump, Rada Pokoju i pytanie o PutinaPodczas dzisiejszego wydania poruszono także temat Rady Pokoju dla Gazy i zaproszeń rozsyłanych przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Prowadząca pytała wprost, czy to polityczna pułapka, skoro zaproszenie otrzymał także Władimir Putin. Siemoniak tonował emocje i zaznaczał, że na tym etapie nie ma wystarczającej wiedzy o tym, jak w praktyce miałoby działać takie ciało.– Za wcześnie jest, żeby o tym mówić, nie znamy żadnych szczegółów. Każda taka decyzja przystąpienia do ciała międzynarodowego, jakim ta rada będzie – nie znamy jej statutu, nie znamy szczegółów – wymaga decyzji rządu i ratyfikacji przez Sejm, tak że myślę, że jest za wcześnie, by o tym mówić – powiedział zachowawczo.Dobrosz-Oracz dopytywała także o polityczną wyobraźnię: czy prezydent Nawrocki mógłby siedzieć przy jednym stole z Putinem.– Nie – odparł krótko minister. Siemoniak przyznał jednocześnie, że sam fakt obecności Putina w takiej inicjatywie brzmi fatalnie, ale nie należy – jego zdaniem – formułować ocen bez znajomości szczegółów. – Zostało zaproszonych 60 krajów. Będziemy się do tego odnosili. Nie należy zbyt szybko wygłaszać łatwych sądów, lecz Putin w radzie pokoju brzmi fatalnie, tak – powiedział.NATO i Grenlandia. „To mógłby być potencjalnie duży kryzys”W rozmowie nie zabrakło też najmocniejszych pytań o przyszłość Zachodu. Ze strony prowadzącej padło pytanie, czy Trump może okazać się „grabarzem NATO”. Siemoniak odparł, że kluczowa będzie dyplomacja i próba przekonania Waszyngtonu, że sojusz z Europą jest również w interesie USA.– Powinniśmy przekonywać prezydenta Trumpa, że sojusz z Europą jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Sprawy można prowadzić w taki sposób, żeby nie trząść Zachodem i nie zagrażać przyszłości NATO. Ten tydzień jest kluczowy, Trump będzie w Davos. Zobaczymy, co się wydarzy – zapowiedział.Nominacje oficerskie. „Nie wyobrażam sobie weryfikacji nazwisko po nazwisku”Pojawił się także temat nominacji oficerskich i ewentualnej weryfikacji kandydatów po zdanym egzaminie. Siemoniak wskazywał, że dotąd nie było praktyki podważania takich list i trudno mu wyobrazić sobie nową ścieżkę „ręcznego” sprawdzania.– Do tej pory było tak, że w takich sprawach nikt nigdy nie kwestionował tej listy. To są osoby wyszkolone, sprawdzone pod każdym kątem, z ukończonym kursem. Prezydent może podpisać i może nie podpisać. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, gdzie służby prezydenta będą weryfikować nazwisko po nazwisku. Jak to będzie wyglądać – trudno mi powiedzieć – podsumował minister.Czytaj więcej: „Polityczny teatr”. Ustawa budżetowa skierowana do TK