Wnioski po akcji USA w Wenezueli. Albo Europa „się ogarnie” i na bazie UE przeorganizuje swoje funkcjonowanie, by przekształcić się w „Europe of Power”, albo stanie się strefą wpływów któregoś z mocarstw – oceniła prezeska Centrum Stosunków Międzynarodowych Małgorzata Bonikowska. W sobotę doszło do interwencji wojskowej USA w Wenezueli. W efekcie przywódca tego kraju Nicolas Maduro został pojmany i przewieziony do Stanów Zjednoczonych, gdzie stanął przed sądem. Dr Małgorzata Bonikowska przyznała, że sytuacja ta stanowi dla Unii Europejskiej i całej Europy ogromne wyzwanie.Chodzi o wypchnięcie Rosji i Chin z Wenezueli– To kolejny dowód, bardzo ewidentny i brutalny, że epoka świata multilateralnego, z dominacją Stanów Zjednoczonych jako państwa, które pilnuje globalnego porządku opartego na prawie międzynarodowym i na instytucjach międzynarodowych, skończyła się. Jesteśmy już w erze brutalnej rywalizacji mocarstw o strefy wpływów, o surowce i dominację technologiczną – powiedziała Bonikowska.Jej zdaniem Amerykanie jasno dali do zrozumienia, co jest ich strefą wpływów. – Operacja w Wenezueli nie jest wymierzona w Wenezuelę jako taką, tylko chodzi o zasoby, o wypchnięcie z Wenezueli Rosji i Chin oraz danie wszystkim sygnału, że Ameryka jest silna i nie odpuści swoich terytoriów. I że będzie stosować wszelkie metody, które pozwolą jej na utrzymanie prymatu w swojej strefie wpływów – zaznaczyła prezeska CSM.Czytaj także: Złowieszcze słowa po akcji USA. „Kiedy, a nie czy rozpocznie się III WŚ”Amerykanie nie liczą się z EuropąJednocześnie Amerykanie swoim zachowaniem, nie tylko wobec Wenezueli, pokazują, z kim się liczą. – Liczą się z Chinami, z Rosją, bo Rosja to arsenał nuklearny i zasoby, natomiast nie liczą się z Europą – oceniła ekspertka. Stąd dziś Europa musi odpowiedzieć światu i samej sobie na pytanie, czy jest jednym z mocarstw.Zdanie ekspertki obecnie przed Europą są dwa scenariusze. – Pierwszy zakłada, że Europa „się ogarnie” i na bazie Unii Europejskiej przeorganizuje funkcjonowanie, po to żeby się stać „Europe of Power”. Pokaże, że jest silna ekonomicznie, technologicznie, silna w kontroli zasobów, a także militarnie. Że stoi na tych czterech nogach, na których stoi każde mocarstwo – powiedziała ekspertka.Będą tu hasać Chińczycy i Rosjanie, jeśli Europa nie zostanie mocarstwemZ kolei drugi scenariusz zakłada, że Europa stanie się strefą wpływów któregoś z mocarstw. Czasy koncertu mocarstw tym się bowiem charakteryzują, że nie ma krajów neutralnych. Zaś Europa jest dziś przez mocarstwa odbierana jako terytorium niespójne, trochę skłócone, przede wszystkim nie dysponujące „power” – twierdzi ekspertka.– Polska taką sytuację rozumie, bo zawsze była między Niemcami a Rosją. Natomiast dla Europy Zachodniej jest to absolutny szok, ponieważ Europa Zachodnia od 400 lat nie była niczyją strefą wpływów. To sytuacja, która mentalnie wciąż nie została przepracowana przez liderów Europy Zachodniej – przyznała ekspertka.Mocarstwa zrobią wszystko, by osłabić i skłócić Stary KontynentJej zdaniem trzeba się więc liczyć z tym, że mocarstwa zrobią wszystko, by Europa pozostała słaba i skłócona. Rosjanie chcą Europy słabej, bo prowadzą z nią wojnę. Chińczycy chcą zaś Europy słabej, bo wtedy będą mogli przejąć jej najlepsze aktywa. Z kolei Stany Zjednoczone raczej odpuszczają Europę, więc jeśli ta stanie się strefą wpływów, to najprawdopodobniej albo Chin, albo Rosji.Czytaj także: Przewidział obalenie Maduro. Inwestor zarobił prawie półtora miliona złCo Europa może zrobić, by się wzmocnić? Zdaniem ekspertki na pewno powinna dalej mocno wspierać Ukrainę, bo Rosja realnie jest dziś na wojnie z Europą i może ją albo wygrać, albo przegrać. Powinna też przeorientować sposób finansowania, wycofać się z niektórych przedsięwzięć, zwiększyć produkcję uzbrojenia i silniej zintegrować się w niektórych sferach.W tych kwestiach Europa musi dalej zacieśniać współpracęCo jednak wobec sytuacji, że dalsza integracja jest mało realna, bo w wielu krajach UE rośnie siła nacjonalizmów? – Nie musimy tworzyć superpaństwa – twierdzi ekspertka. – Możemy lepiej zdefiniować przestrzeń wspólną, zrobić coś na kształt konfederacji. Nadal mamy odrębne państwa, ale w tematach naprawdę kluczowych, takich jak bezpieczeństwo militarne, technologie, surowce, zarządzamy tym wspólnie. Budujemy więzi w tych sferach między nami, a redukujemy zależności ze światem zewnętrznym. To jest możliwe, problem polega na tym, że potrzebujemy na to czasu i bardzo spójnej polityki – powiedziała Bonikowska.Czytaj także: Amerykanie ocenili obalenie Maduro. Trump nie ma powodów do radościEuropa musi też wyciągnąć wnioski z kryzysu mechanizmów demokratycznych i wybrać rozwiązania, które przywrócą jej siłę. – Chodzi o zarządzanie strategiczne. Demokracja nie powinna oznaczać rządów motłochu i tego, że większość ma zawsze rację. Demokracja powinna polegać na tym, że wybieramy najmądrzejszych, którzy rządzą strategicznie. Ta demokracja, którą dzisiaj mamy, nie jest dobra, wymaga korekty, tak jak kapitalizm wymaga korekty – oceniła ekspertka.Wybrać rozwiązanie, które da siłę– Powinniśmy działać jak starożytni Grecy. Oni na czas wojny wybierali stratega, który miał specjalne uprawnienia. Może Europa powinna mieć kogoś takiego. To oczywiście nie musi być jedna osoba – powiedziała ekspertka.Generalnie, zdaniem prezeski CSM, zamiast trzymać się słów, których znaczenie się dewaluuje, Europa powinna sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie rozwiązanie da jej „power”. – Jeśli nie będziemy skutecznie zarządzać naszymi państwami, naszą gospodarką, naszymi technologiami, to ktoś inny zacznie nami zarządzać – oceniła Bonikowska.