Dariusz Korneluk w „Pytaniu dnia”. Na pytanie Justyny Dobrosz-Oracz, czy kiedykolwiek chciał „rzucić papierami”, Korneluk odpowiedział krótko: „Nie”. Dopytywany przez prowadzącą o polityczną presję i codzienne ataki, podkreślił, że od początku miał świadomość skali wyzwań.– Wiedziałem, że łatwo nie będzie. Nie rozczarowałem się, łatwo nie jest – mówił. Jak zaznaczył, codziennie przypomina sobie rotę ślubowania i swoją rolę w staniu na straży prawa oraz praworządności.Reakcja na ataki i oskarżeniaProwadząca pytała, czy określenia takie jak „łajdak”, „reżim” czy „dyktatura” nie poruszają go osobiście. Korneluk odpowiedział, że tego typu słowa mówią więcej o osobach, które je wypowiadają.– To weryfikuje osoby, które używają takich określeń – ocenił, dodając, że z„ dużym spokojem reaguje na krytykę kierowaną pod adresem prokuratury i jej kierownictwa”.Ziobro i „święte krowy”W rozmowie pojawił się również wątek byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Korneluk przypomniał, że Ziobro wielokrotnie mówił o braku „świętych krów”.– I to prawda. Święte krowy były kiedyś, teraz już ich nie ma – stwierdził prokurator krajowy. Dodał, że obecnie jedyną formą komunikacji prokuratury z byłym ministrem jest kontakt procesowy w ramach przesłuchania w charakterze podejrzanego. Jednym z głównych tematów rozmowy był także zwrot w sprawie Marcina Romanowskiego i uchylenie europejskiego nakazu aresztowania. Korneluk określił tę decyzję jako bezprecedensową.– Nie ma takiego trybu, by sąd uchylał europejski nakaz aresztowania, uzasadniając to manifestem politycznym – mówił, odnosząc się do uzasadnienia sędziego, w którym pojawiło się określenie „kryptodyktatura”.Na pytanie prowadzącej o odmowę wydania czerwonej noty Interpolu wobec Romanowskiego, Korneluk podkreślił, że decyzje tej instytucji często zawierają część niejawną.– Przez wiele lat pracy spotykałem się z ogromną różnicą między „prawdą ekranu” a prawdą akt sprawy – zaznaczył, dodając, że publiczne, kategoryczne wypowiedzi często nie znajdują potwierdzenia w dokumentach.Czytaj także: Świat wchodzi w erę „koncertu mocarstw”. Co czeka nas w 2026 roku?