Trwa identyfikacja zwłok. W barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana od lat dochodziło do niepokojących zaniedbań w kwestii bezpieczeństwa i uchybień w zarządzaniu, jak donoszą media W pożarze, który wybuchł w tym lokalu, zginęło 40 osób, a około 120 zostało rannych. Dotąd zidentyfikowano 11 ofiar, w tym ośmiu Szwajcarów i trzech Włochów. Rzymski dziennik „La Repubblica” przytoczył wypowiedzi mieszkańców alpejskiego kurortu, którzy ujawnili, że w lokalu wprowadzano stałe zmiany, by ratować go przed bankructwem. Według tych relacji właściciele stale zwiększali liczbę stolików na dolnym poziomie i o ponad połowę zwęzili schody. Wyjście miało około metra szerokości.Szereg nieprawidłowości w działalności baru w Crans-MontanaJak zaznaczyli rozmówcy gazety znający ten bar, nie sposób było stamtąd uciec, gdy w środku było kilkaset osób. „Obsesja na punkcie zysku sprawiła, że zabawa okazała się pułapką i zakończyła masakrą” – podkreślił dziennik.Cytowana przez „La Repubblicę” 19-latka, która zdołała uciec z płonącego lokalu, relacjonowała, że teoretycznie wstęp na zabawę miały tylko osoby dorosłe, ale usłyszała, że wystarczyło pokazać jeden dokument, by wejść razem z osobami w wieku 16,17 lat.„Niestety posłuchaliśmy tej sugestii” – przyznała. W ten sposób do baru weszło kilkadziesiąt osób w wieku 16 lat, a nawet młodszych.Czytaj także: „Hangar bólu” w Crans-Montanie. Modlą się i czekają na informacjePrasa poinformowała też, że lokal miał licencję na serwowanie jedzenia i alkoholu, nie na funkcjonowanie jako dyskoteka, a mimo to w zaproszeniu na zabawę sylwestrową obiecywano uczestnikom „szalone tańce do rana”. Media przytaczają też wspomnienia ocalałych z pożaru młodych ludzi, którzy widzieli osoby płonące żywcem, próbujące uciec z baru.– Widzieliśmy, jak pojawiły się płomienie, czuliśmy, jak spadają nam na głowy odłamki sufitu. Nikt nie przestał tańczyć i ludzie nagrywali ten spektakl – powiedział 21-letni Liam z miejscowości Sierre niedaleko Crans-Montany.Inny uczestnik feralnej zabawy sylwestrowej, Włoch Edoardo włoskiej telewizji powiedział, że „Filmowałem to tylko przez kilka sekund, a potem uciekłem. Niestety inni nagrywali płomienie o kilka sekund dłużej”.Trwają poszukiwania właścicieli lokalu W związku z toczącą się dyskusją o kwestiach bezpieczeństwa burmistrz Crans-Montany Nicolas Feraud zapewnił w szwajcarskim radiu Rts, że „władze nigdy nie były pobłażliwe podczas inspekcji w barach”.Prokuratura kantonu Valais, w którym położona jest Crans-Montana, wszczęła śledztwo wobec dwojga pochodzących z Francji właścicieli lokalu. Są oni podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbku na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań. Według mediów miejsce pobytu pary nie jest obecnie znane.Czytaj także: Polak wśród rannych w pożarze w Crans-Montanie