Felieton Pauliny Sochy-Jakubowskiej. Od kilkunastu dni obserwuję medialną dyskusję na temat reklamy, w której wystąpił Tomasz Karolak. Chodzi o reklamę piwa, w której aktor w stroju Mikołaja m.in. raczy się trunkiem. Reklama oburzająca z wielu powodów i na wielu poziomach, jednak dla mnie najbardziej wstrząsające były opinie na jej temat dorosłych dzieci alkoholików, ludzi, którzy doskonale pamiętają, jak wyglądają święta, gdy któryś z najbliższych świętuje, pijąc jak ten Mikołaj z reklamy, wytwór chorej wyobraźni speców od sprzedaży. O promowaniu picia jako takiego, czy wysyłaniu młodemu widzowi przekazu pt. „piwko jest spoko, nawet Mikołaj pije”, nawet nie chcę wspominać. Na szczęście pewien aktor postanowił zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa, odniósł się do tego, że reklama trunku kierowana jest do małoletnich, a on ma dzieci i w geście sprzeciwu zaczął działać. – Młody mózg uczy się przez obserwację autorytetów. Widząc Mikołaja – postać będącą dla dziecka symbolem dobra i nagrody – z piwem w ręku, w umyśle dziecka powstaje trwałe skojarzenie: alkohol równa się nagroda i spełnienie marzeń. W psychologii nazywa się to modelowaniem zachowań. Choinka zbudowana z butelek piwa to cyniczne wykorzystanie dziecięcej magii świąt dla celów marketingowych. Teksty typu „czy był Pan grzeczny?” to perfidne wykorzystywanie relacji Mikołaja z dzieckiem do promocji używek – napisał Adrian Kłos na Instagramie. I postąpił słusznie.Cieszy mnie też sama dyskusja, bo mam nadzieję, że dzięki niej w przyszłości inne gwiazdy po prostu nie przyjmą takiej reklamowej oferty (bo jak wiadomo, dotychczas przyjmowały bez większych oporów). W tej konkretnej sytuacji, zresztą tak, jak było kiedyś z „alkotubkami”, swoją rolę odegrały media społecznościowe. Bo ta ich siła, w takich sytuacjach, jest naprawdę nie do przecenienia.„Szampan dla dzieci”Dlatego bardzo chciałbym, by wiralem stały się także treści poświęcone szkodliwości serwowania dzieciom szampana bezalkoholowego. Bo niestety w tym kontekście jest jeszcze wiele do zrobienia.Wystarczy pomyśleć o kilku sytuacjach. Cała rodzina robi zakupy, rodzice do wózka sklepowego ładują butelki, by „należycie” uczcić sylwestra, ale tuż obok regałów z twardym alkoholem, stoją te z butelkami kolorowej oranżady, nazwanej „szampanem dla dzieci”. Kupują więc i te butle, by dzieci też mogły świętować… Wiadomo. Dzieciom też się należy.Dziecięce urodziny, w czasie których nie jest serwowany „szampan”, to wciąż rzadkość. Bo przyjęło się, że korek musi wystrzelić, by imprezę, nawet w gronie kilkulatków, uznać za udaną.Wszystkie inne rodzinne celebracje, to samo. Dzieci dostają swojego „szampana” w kieliszkach i dumnie popijają sobie słodki (kwestia cukru też wydaje się być ignorowana) napój. Na szczęście chyba skończyło się „polewanie” wody do kieliszków od wódki dzieciakom przez wujków-żartownisiów. A jeśli się nie skończyło, to sugeruję piętnowanie takich zachowań i uświadamianie ludzi, do których informacja o ich szkodliwości jeszcze nie dotarła.Ktoś powie, że przecież w takim „szampanie dla dzieci” nie ma procentów, a woda pita z kieliszka nie szkodzi. Zatem w czym rzecz? Ano w tym, że – tak jak napisał Kłos i tak jak mówią specjaliści od terapii uzależnień – programujemy nasze dzieci, pokazujemy im, że butelka jest elementem świętowania. Przy każdej okazji. Że nie da się inaczej, że bąbelki muszą być i już. Oczywiście robimy to także za każdym razem, gdy jako dorośli sięgamy przy dzieciach po alkohol, a nawet wtedy, gdy pod płaszczykiem zdrowego trybu życia zamiast butelki z procentami, wybieramy non-alko. Tylko dlaczego w tej sytuacji nie wybrać po prostu lemoniady? Dlaczego kształt butelki, etykieta i te magiczne hasła „wino”, „szampan”, czy „prosecco” albo „mocktail”, wszystko w wersji „zero”, mają determinować to, czy będziemy mieć dobry humor, czy imprezę uznamy za udaną, czy będzie po prostu milusio?Czytaj też: Pijany lekarz na dyżurze. Sprawę bada prokuraturaZostawię państwa jeszcze z wypowiedzią Doroty Woronowicz, specjalistki psychoterapii uzależnień, która od lat zwraca uwagę na ten problem. – W momencie, kiedy osoby uzależnione uświadamiają sobie, że już jako dzieci były częstowane „bezalkoholowym” szampanem, otwierają oczy. Uzmysławiają sobie, że wtedy spotkali się z informacją, że jeśli jest jakakolwiek sytuacja, którą można celebrować, nieodzownym elementem świętowania powinna być butla na stole.Daje do myślenia, prawda?***Obejrzyj ostatni odcinek portalcastu Pauliny Sochy-Jakubowskiej „Powiem to pierwszy raz”: