Rośnie bilans ofiar tragedii w Szwajcarii. Naoczni świadkowie pożaru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana mówią o dramatycznych scenach wewnątrz płonącego baru i o trudnościach z opuszczeniem budynku. W pożarze, do którego doszło tam w sylwestrową noc, zginęło 47 osób. Jeden ze świadków dramatu w szwajcarskim ośrodku był w pobliżu baru La Constellation, gdy usłyszał głośną eksplozję, po której pojawiło się dużo dymu. Chociaż inni ludzie uciekali, on wszedł do środka, bo chciał znaleźć swojego brata.– Zobaczyłem płonących ludzi. Palili się od stóp do głów. Nie było już na nich ubrań. To było szokujące – relacjonował. Okazało się, że jego bratu nic się nie stało.Mężczyzna zaznaczył, że chodził do baru La Constellation niemal codziennie, a pożar wybuchł akurat w dzień, gdy go tam nie było.Bar La Constellation: Wąskie wyjście i jeszcze węższe schodyLa Constellation to duży, dwupiętrowy bar z tarasem, który mógł pomieścić około 300 osób. Nie wiadomo jednak ile osób znajdowało się tam w momencie wybuchu pożaru.Dwie Francuzki powiedziały dziennikarzom, że były wewnątrz baru, gdy pojawiły się płomienie. Według nich pożar spowodowały „świeczki urodzinowe”, które jedna z kelnerek postawiła na butelkach szampana. – W ciągu kilku sekund cały sufit był w ogniu. Wszystko było zrobione z drewna – relacjonowała jedna z kobiet.Czytaj także: Seria tragicznych pożarów. Szwajcaria dołączyła do niechlubnej listyWedług obu Francuzek bardzo trudno było wydostać się ze środka, bo wyjście z pomieszczenia, w którym się znajdowały, było „wąskie”, a schody prowadzące na zewnątrz „jeszcze węższe”.Całą noc słychać było krzykiNastolatek, który przebywał wewnątrz baru, usiłował schować się przed „ścianą gorąca”, po czym udało mu się znaleźć schody na zewnątrz. Nie był jednak w stanie wyjść z powodu tłoku, spróbował więc stołem wybić szybę w oknie. Gdy to się nie udało, mocno w nie kopnął i dopiero wtedy udało mu się wydostać.Tragedię widziała też Daniella z Mediolanu, która ma dom na ulicy równoległej do baru. Gdy wracała z mężem z kolacji, oboje poczuli dym i zobaczyli na ziemi zupełnie spaloną kurtkę. – Ludzie biegli we wszystkich kierunkach, wrzeszczeli i płakali. Widziałam, jak kilka osób niesiono na noszach – mówiła. Dodała, że po powrocie do mieszania „przez całą noc słyszała krzyki”.Student, który poszedł do baru z przyjaciółką, w momencie dotarcia na miejsce zobaczył, że „ze środka zaczynają wybiegać płonący ludzie”. Jedna z ofiar powiedziała mu, że wszystko ją boli. – Niektórzy tylko krzyczeli. Sam krzyk. Nic więcej. Inni nic nie mówili, tylko leżeli na ziemi – powiedział.Niektórzy uczestnicy sylwestra nadal są zaginieniPewien Włoch powiedział, że jego znajomy, który był w barze „cały się spalił”, a inny został zabrany do Zurychu śmigłowcem. – Jeszcze jeden nasz znajomy… nie wiemy, co się z nim stało, nie znaleźli go – powiedział mężczyzna stacji.16-latek z Paryża, który po wybuchu pożaru czuł, że się dusi i udało mu się uciec dopiero wtedy, gdy zbił szybę przy pomocy stołu. Jeden z jego znajomych zginął, a z „dwoma czy trzema” wciąż nie wiadomo, co się stało. Nie widział on momentu wybuchu pożaru, ale zapamiętał kelnerki przynoszące butelki szampana z płonącymi zimnymi ogniami.W pożarze zginęło około 40 osób, a 115 odniosło obrażenia, w tym wiele poważne. Znaczna część ofiar śmiertelnych i poszkodowanych to osoby nastoletnie lub w wieku około 20 lat – podała policja. Wiadomo, że wśród poszkodowanych są obywatele Włoch i Francji. W pobliżu baru zaimprowizowano miejsce pamięci ofiar, zostawiane tam są świece i kwiaty. Kilkaset osób modli się pobliskim kościele.Czytaj także: Sylwester pod znakiem zamieszek i pożarów. Spłonął zabytkowy kościół