Przegląd tygodnia. Mamy kolejne podpisy i kolejne weta Karola Nawrockiego. Zacznijmy od dobrych wiadomości: prezydent podpisał ustawę o zakazie hodowli zwierząt na futra. Od wejścia ustawy w życie hodowla futerkowców (z wyjątkiem królików) przestaje być w Polsce legalna, a czas na wygaszenie działalności wyznaczono do końca 2033 roku. Po niemal czterdziestu latach walki ten barbarzyński biznes wreszcie dobiega końca. Branża w oficjalnych komunikatach dziękuje za „czas na dostosowanie”, choć nieoficjalnie mówi się wprost, że to interes schyłkowy. Futer nikt już nie kupuje, poparcie społeczne dla zakazu jest ogromne, a biznes dawno przestał się opłacać.Równocześnie jednak prezydent zawetował tzw. ustawę łańcuchową, czyli regulację ograniczającą trzymanie psów na uwięzi. Nawrocki podkreślił, że intencja była dobra, ale sama ustawa, jego zdaniem, mogłaby pogorszyć los zwierząt, zamiast go poprawić. Najwięcej emocji wzbudziły normy dotyczące kojców dla psów, które politycy prawicy z lubością porównywali do kawalerek w centrum Warszawy. „I co ci psy zawiniły?” – skwitował na X premier Donald Tusk. Tu robi się ciekawie, bo ustawę łańcuchową poparła wcześniej część posłów PiS, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim. Teoretycznie więc istnieje matematyczna szansa na odrzucenie weta. Tylko że wtedy ci sami posłowie musieliby zagłosować przeciw „swojemu” prezydentowi. I jakoś trudno sobie wyobrazić, że zdecydują się na taką polityczną gimnastykę. Zwłaszcza że ci, którzy niedawno byli „za”, już dziś przekonują, że głosowali tak, bo innej ustawy nie było, a prezydent ma oczywiście rozwiązanie lepsze i skuteczniejsze.Marszałek Czarzasty wprawdzie zapowiada próbę odrzucenia weta na kolejnym posiedzeniu, ale nie łudźmy się, prawdopodobieństwo, że posłowie PiS zagłosują przeciwko Nawrockiemu, jest minimalne.Czytaj też: Tusk: Dopóki KO jest u władzy, nikt nie wyprowadzi Polski z EuropyKolejne weto prezydenta Karola Nawrockiego dotyczy ustawy o kryptowalutach. Prezydent uzasadnił je między innymi tym, że nowe przepisy miałyby dać rządowi możliwość szybkiego blokowania stron podmiotów z branży krypto, co stanowi zagrożenie dla wolności obywatelskich. Tymczasem sens ustawy był w gruncie rzeczy dość prosty, wdrożyć unijne regulacje, uporządkować rynek, wyznaczyć zasady działania i zweryfikować, które podmioty są bezpieczne, a które niosą ryzyko. Sejm próbował weto odrzucić. Próba zakończyła się porażką.Donald Tusk sytuację skomentował na platformie X: „Rosyjskie pieniądze i służby kontra bezpieczeństwo państwa i obywateli. Za chwilę zobaczymy, kto za czym głosuje. #KryptoAferaPiS”. I zobaczyliśmy – wniosek o odrzucenie prezydenckiego weta nie uzyskał wymaganej większości, choć emocji w debacie nie brakowało. Premier ocenił, że celem ustawy była ochrona klientów i stabilności rynku, a decyzja prezydenta zamiast porządku wywoła chaos, za który Nawrocki bierze pełną odpowiedzialność. A przecież, jak sugeruje prezydent, żadnych wet w ogóle by nie było, gdyby rząd konsultował z nim wszystkie ustawy już na etapie pierwszych prac. Taką wizję współpracy Karol Nawrocki zaprezentował w krótkim filmie opublikowanym na platformie X. Zapewniał, że wczesne konsultacje „usprawniłyby proces legislacyjny, ograniczyły konieczność wetowania ustaw wadliwych, a przede wszystkim służyły obywatelom”. Brzmi pięknie, tylko że trudno znaleźć uzasadnienie dla takiej praktyki w polskiej konstytucji.Bo jeśli przyjąć tę logikę, równie dobrze rząd mógłby poprosić prezydenta, by to on konsultował swoje inicjatywy ustawodawcze z większością sejmową jeszcze przed ich podjęciem. I właśnie na tę symetrię, nie bez ironii, zwrócił uwagę marszałek Włodzimierz Czarzasty.Z Węgier do Brukseli Zbigniew Ziobro za pośrednictwem telewizji wpolsce24.pl ogłosił, że opuścił Węgry i przebywa obecnie w Brukseli. Zapewniał, że podróżuje po Europie jako człowiek wolny, a „ich ręce” (w domyśle ręce polskich władz) nie są w stanie go dosięgnąć. Podkreślał, że Bruksela widnieje na liście adresów przekazanych prokuraturze przez jego obrońców, więc jego lokalizacja nie powinna być dla nikogo niespodzianką. Przekonywał też, że nie uciekał, lecz „postanowił nie wracać do stanu bezprawia”. Metafora, która ma szansę wejść do kanonu polskiej polityki: nie uciekam, po prostu nie wracam.W piątek doszło jednak do nagłego zwrotu akcji. Klub PiS zaprosił media na specjalne oświadczenie Ziobry przy Nowogrodzkiej. Przez moment można było odnieść wrażenie, że były minister sprawiedliwości wrócił do Polski. Szybko okazało się jednak, że poseł Ziobro połączył się zdalnie i występował z ekranu.Kilka dni wcześniej Ryszard Terlecki, pytany o sprawę Ziobry, stwierdził: „to oczywiście nas topi”. Dodał jednak, że nie zalecałby powrotu, bo oczywiście Zbigniew Ziobro zostałby zamknięty. I ta szczerość, być może przypadkowa, wybrzmiała mocniej niż partyjny przekaz dnia. Wizerunkowo PiS tę sprawę wyraźnie odczuwa, sondaże pokazują trend spadkowy, a sprawa Ziobry na pewno nie pomaga.Sejm może wkrótce pochylić się nad postawieniem przed Trybunałem Stanu byłego premiera Mateusza Morawieckiego oraz byłych ministrów Mariusza Błaszczaka i Krzysztofa Ardanowskiego. Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Generalnej Anna Adamiak, minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek przekazał marszałkowi Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu informacje dot. zarzutów, które, jak czytamy, mogą stanowić podstawę do rozważenia przez Sejm, czy nie doszło do deliktu konstytucyjnego. Mateusz Morawiecki na platformie X skwitował sprawę: „Upadłość system ochrony zdrowia, najdroższe święta w historii, Donaldowi została tylko prokuratura, żałosne”. W piątek Krystyna Pawłowicz oficjalnie przeszła w stan spoczynku i opuściła Trybunał Konstytucyjny, trzy lata przed końcem kadencji. Decyzję zapowiedziano już w lipcu, a podstawą miała być niezdolność do pełnienia obowiązków potwierdzona przez lekarza orzecznika ZUS. Co ciekawe, ta niezdolność nie uniemożliwiła sędzi Pawłowicz pracy w samym Trybunale aż do grudnia, ale formalnie – stało się. Teraz czeka ją wysoka odprawa i dożywotnie uposażenie, o jakim większość polskich emerytów może tylko pomarzyć.Jej odejście ma jednak znaczenie nie tylko personalne, ale i instytucjonalne. Po rezygnacji Pawłowicz w Trybunale pozostało dziesięciu sędziów, a zgodnie z ustawą pełny skład wymagany do rozpoznawania najważniejszych spraw musi liczyć co najmniej jedenastu.Czytaj też: Ziobro unika powrotu. „Niektórzy stawiają się ponad prawem”