Nowa partia chce zrobić z Polski drugą Szwajcarię

Członkowie nowej partii chcą, by najważniejsze decyzje w Polsce były podejmowane w drodze referendów (Fot. arch.)

Polska, podobnie jak Szwajcaria, powinna być rządzona przy większym udziale referendów, a nieudolni politycy powinni móc być w każdej chwili odwołani przez obywateli – uważa nowa partia Demokracja Bezpośrednia, która chce szturmem zdobyć serca wyborców. W odróżnieniu od innych nowo powstałych partii, działa o wiele aktywniej. Jednak politolodzy są sceptyczni co do jej ewentualnego sukcesu – ustalił portal tvp.info.

W Polsce co kilka miesięcy rejestruje się nowa partia polityczna. W ostatnim czasie powstawały m.in. Polska Partia Internetowa, a także Partia kierowców-Bezprawiu Stop. Najmłodsza z polskich partii, Demokracja Bezpośrednia, na tym tle wybija się jednak pod pewnym istotnym względem. Działa o wiele aktywniej, a jej członkowie próbują nawet pokazywać się w TVP Info.

– W skali kraju mamy już około 600 członków, z czego 250 działa aktywnie – twierdzi przewodniczący Demokracji Bezpośredniej Adam Kotucha, 22-letni student prawa z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Najmocniej działamy w dużych miastach, takich jak Warszawa, Lublin, Poznań i Wrocław. Naszym matecznikiem jest Kraków, z którego pochodzi część członków zarządu – dodaje.

Najmłodsza polska partia ma już własną młodzieżówkę. Jej członkowie pojawiają się w krakowskim studio TVP. Powstaje tam program „Młodzież kontra czyli... pod ostrzałem”, w którym młodzi politycy zadają pytania znanym politykom. Partyjni działacze starają się też nawiązywać kontakt z dziennikarzami mediów lokalnych, a na swojej stronie internetowej opublikowali niemal stustronicowy manifest zatytułowany „Turkusowa (R)ewolucja”.

Z manifestu wynika, że partia, zgodnie ze swoją nazwą, zamierza wprowadzić w Polsce demokrację bezpośrednią. Chce, by najważniejsze decyzje w kraju były podejmowane w drodze referendów. W powszechnym głosowaniu obywatele mogliby też zablokować wprowadzenie w życie poszczególnych ustaw i umów międzynarodowych, a nawet odwołać z urzędu skompromitowanych polityków, w tym premiera. Demokracja Bezpośrednia chce też wprowadzenia w Polsce głosowania przez Internet oraz zwiększenia kontroli obywateli nad sądownictwem. Dyskusjom na temat Polski ma służyć nowy kanał TVP Debata.

– Kolor turkusowy jest bardzo pozytywny i w zasadzie nie występuje w przestrzeni publicznej, postanowiliśmy go więc użyć w nazwie naszego programu. Do demokracji bezpośredniej chcemy dochodzić stopniowo, stąd słowo „(r)ewolucja” – tłumaczy Adam Kotucha.

Dodaje, że jego partia nie zajmuje się w ogóle kwestiami gospodarczymi oraz światopoglądowymi, takimi jak aborcja i in vitro. – Na listach Demokracji Bezpośredniej pojawią się kandydaci wszystkich opcji światopoglądowych. Liczyć się będzie merytoryczność kandydata i jego przygotowanie, a nie poglądy – tłumaczy.

Szef Demokracji Bezpośredniej przez kilka lat działał w Platformie Obywatelskiej, z której odszedł „zniechęcony jej ideologicznym upadkiem”. We władzach partii jest też kilku byłych działaczy Ruchu Palikota, ale o żadnym z nich nie można powiedzieć, że jest doświadczonym politykiem.

Jakie nowa partia ma szanse na sukces? Politolodzy są sceptyczni. – Żyjemy w momencie dziejowym, w którym kwestie społeczne i gospodarcze odgrywają szczególną rolę. Trudno, by partia abstrahująca od takiej tematyki mogła w łatwy sposób się przebić – mówi politolog dr hab. Rafał Chwedoruk. – Problemy podnoszone przez tę partię są trudno identyfikowalne. Te postulaty mogą być atrakcyjne dla młodych wyborców, ale oni są kapryśni i mają wiele ofert z różnych stron – zauważa.

W podobnym tonie wypowiada się ekspert w dziedzinie marketingu politycznego dr Norbert Maliszewski. – Z takim programem ta partia może co najwyżej stać się kanapą w salonie jakiejś większej partii – mówi. – W Polsce zagadnienia związane z demokracją bezpośrednią nie budzą szerokiego zainteresowania. Polityk, który chce zaistnieć, powinien wpisać się w bolączki życiowe Polaków. Nie muszą być to kwestie gospodarcze. Mogą być to sprawy związane ze zdrowiem, pracą albo polityką rodzinną – komentuje.

Wiktor Ferfecki

Zobacz więcej