RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

W domu nie mam statusu gwiazdy

f
- Siebie samego nie cierpię oglądać. Wiem, że to nie jest profesjonalne, ale nie robię tego. Dla mnie to była największa katorga, gdy ktoś kazał mi analizować swoje wystąpienia - mówi Adrian Klarenbach (fot. TVP)

– Moje dzieci mają poukładane w głowach, zdają sobie sprawę, że mój zawód nie różni się niczym od profesji, które wykonują rodzice ich rówieśników. Nie chełpimy się tym, nie obnosimy się z tym, że ja występuję w telewizji. Nie mam w domu statusu „gwiazdy”, co mnie trochę boli – przyznał Adrian Klarenbach z „przymrużeniem oka” odpowiadając na niektóre pytania internautów tvp.info.

Co radziłby pan młodym ludziom pochodzącym z prowincji, którym marzy się kariera w telewizji? Iza

Z radami bywa różnie, dlatego ja wolę podpowiadać albo życzyć. Życzyłbym im konsekwencji i uporu, a do tego wsparcia najbliższych, bo ich rola jest nieoceniona. W moim życiu taką rolę odgrywała i wciąż odgrywa żona. To ona mnie motywowała do tego, by konsekwentnie, sukcesywnie postępować, nie dawać za wygraną. Trzeba jechać na jeden casting, na drugi, na trzeci, a potem po 37, kiedy się wygrywa, ale ostatecznie zajmuje i tak drugie miejsce – nie zniechęcać się. Jeśli ktoś ma takie marzenie, by zaistnieć w telewizji, upatrzył sobie taki cel – nie może odpuścić nawet na moment.

A małe miasteczko jest dodatkowo nobilitujące i motywujące, bo człowiek nabiera pokory i ogłady. Poza tym zdobywa się doświadczenie także w czasie podróży. Ja podróżowałem z Przemyśla do Warszawy i wiem, że ten czas w pociągu można efektywnie spędzić – czytając książki, zgłębiając wiedzę, przygotowując się „na sucho” do rozmów.

Żona sprzyjała determinacji, a kto był dla pana dziennikarskim wzorem? Elżbieta

Stara telewizyjna gwardia z Woronicza. Pamiętam jak dziś Karola Małcużyńskiego, Manna i Maternę, którzy odgrywali ogromną rolę w moim życiu, Pamiętam Irenę Dziedzic, Jana Suzina, Edytę Wojtczak, Kamila Durczoka… Tych osób było wiele, dlatego trudno w moim przypadku mówić o jednym autorytecie.

Przed laty marzył pan o aktorstwie. U czyjego boku chciałby pan zagrać? Albo w jakim filmie widziałby pan dla siebie miejsce? Dariusz

Mnie zawsze bardziej inspirował i pociągał teatr. Dlatego ciężko mówić mi o aktorach filmowych, u boku których chciałbym zagrać. Kiedy oglądam jakiś film, nie zwracam uwagi na to, kto w nim gra, po prostu chcę odreagować.

Jak wygląda dzień Adriana Klarenbacha po tym, jak o godzinie 11 skończy prowadzić poranek w TVP Info? Zbyszek

Jest nudny…Klarenbach po pracy zajmuje się dziećmi, jeśli ma taką możliwość. Teraz są wakacje więc dzieci są w domu, można się powygłupiać, pobawić w ogrodzie, gdzieś pojechać. A gdy dzieci nie ma, w większości wypadków – biorę gazety, które albo już w domu są, albo właśnie je kupiłem, włączam telewizor i oglądam stacje informacyjne. Trzecią możliwością jest pójście spać. Więcej opcji nie ma.

Po zakończonym „poranku”, wyjściu ze studia – zdarza się panu oglądać swój program, analizować rozmowy z gośćmi? Bogusia

Siebie samego nie cierpię oglądać. Wiem, że to nie jest profesjonalne, ale nie robię tego. Dla mnie to była największa katorga, gdy ktoś kazał mi analizować swoje wystąpienia, albo jeszcze gorzej – siebie słuchać. Nienawidzę tego.

Kto jest najostrzejszym recenzentem pana telewizyjnych poczynań? Leszek

Moja żona i cała moja rodzina. Gdy jest dobrze, mówią, że jest dobrze. Gdy jest źle, nie ukrywają tego. Są bardzo uczciwi i srodzy w swoich ocenach.

Pana dzieci, małżonka, wciąż siadają przed telewizorem, gdy ma prowadzić pan „poranek”, czy może oglądanie taty – gwiazdora już im spowszedniało? Radek

Nie znudziło im się, bo wiedzą, że za każdym razem dzieje się coś innego. Moje dzieci mają poukładane w głowach, zdają sobie sprawę, że mój zawód nie różni się niczym od profesji, które wykonują rodzice ich rówieśników. Nie chełpimy się tym, nie obnosimy się z tym, że ja występuję w telewizji. Nie mam w domu statusu „gwiazdy”, co mnie trochę boli (śmiech).

Każdemu prezenterowi telewizyjnemu zdarzają się wpadki. Czy któraś z nich śni się panu po nocach? Szymon

Jest takie jedno przejęzyczenie, które „hula” w Internecie. To dotyczyło XXIX Igrzysk Olimpijskich. Źle odmieniłem liczbę, co jest mi raz na jakiś czas wypominane, nawet pliki mp3 z tym nagraniem można było sobie ściągać (śmiech).

Jaki jest pana ulubiony album zespołu Queen? Paweł

Nie wiem skąd to pytanie, bo nie jestem jakimś wielkim fanem zespołu Queen! Słucham tak naprawdę każdej muzyki… Kiedyś miałem taki etap, że uwielbiałem polskich wykonawców. Kochałem się w Bajmie, wsłuchiwałem w Perfect, Lady Pank, Kombi i zresztą z prawdziwą przyjemnością w dalszym ciągu sięgam po płyty tych wykonawców. Chętnie wracam też do Starego Dobrego Małżeństwa, Marka Grechuty…

Najtrudniejszy rozmówca, z którym przyszło się panu mierzyć? Jan

Myślę, że takiego jeszcze nie było, nikt nie odpowiadał na moje pytania „tak”, albo „nie”. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, o jakiej porze z danym gościem się rozmawia, o czym ma się z nim rozmawiać, kim jest dany człowiek, czy pada deszcz, czy może świeci słońce. Od prowadzącego też wiele zależy. Dziś na szczęście niewielu jest perfidnych gości, którzy chcą się boksować słownie.

Poza tym zmieniło się też nasze podejście do rozmów. Kiedyś mówiło się „miałeś wywiad z kimś”, dziś mówi się „masz rozmowę”. Kiedyś było mnóstwo czasu do tego, by przygotować się do rozmowy z jednym gościem, dziś w ciągu godziny masz zaplanowane rozmowy z trzema, a nawet czterema osobami. A antena jest otwarta i w zależności od tego, co się dzieje – natychmiast musimy reagować.

f
f
Tak kilka lat temu prezentował się ulubieniec widzów TVP Info (fot. archiwum TVP)

Mógłby pan uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, jak pańskie programy są przygotowywane? Czy już dzień wcześniej powstaje scenariusz poranka? Klaudia

Nie może być tak i nie jest, że przyjeżdżasz świtem do pracy i dowiadujesz się, czego dotyczył będzie poranny program. Ramówka jest zawsze taka sama. Wiadomo, o której godzinie jest gość, o której zaplanowano przegląd prasy. Już dzień wcześniej staram się zainteresować, jakie mogą być czołówki gazet następnego dnia, czytam, sprawdzam te najbardziej palące tematy, żeby wiedzieć, co może być w poranku. A kiedy wstaję o godzinie 4 rano włączam Internet i dowiaduję się, jakie tematy dominują w gazetach, co się pojawia, bo nie chcę być całkowicie zaskoczony.

Kiedy zaczynałem pracę w TVP, to był rok 2002 i program „Kawa czy herbata?”, bardziej stresowałem się takimi przeglądami prasy, musiałem wziąć gazetę do ręki, by dowiedzieć się, na co warto zwrócić uwagę. Dziś wiem już gdzie i czego szukać.

Co do gości – najczęściej już dzień wcześniej wiem, kto odwiedzi studio. No chyba, że wydarzy się coś ekstremalnego, zupełnie nieprzewidywalnego i gość zapraszany jest w czasie trwania programu.

Niczego sobie nie rozpisuję, schematy rozmów raczej układam w głowie. Staram się odpowiedzieć sobie na pytanie, czego widz chciałby się dowiedzieć po tej rozmowie. To mi pomaga działać. Ostatnio, gdy w studiu rozmawialiśmy o łaziku „Ciekawość”, który wylądował na Marsie, ja zapytałem gościa o to, co człowieka obciążonego kredytami interesuje jakiś łazik?

Jakich tematów nie lubi pan poruszać? A o czym mógłby pan rozmawiać godzinami? Nadia

Kiedy przychodziłem do telewizji deklarowałem, że nie znam się na gospodarce, rolnictwie i sporcie. Stało się jednak tak, że z rolnictwem miałem do czynienia przy okazji jednego z programów, a z gospodarką miałem przygodę w TVP 1. Tylko o sporcie w dalszym ciągu ze mną się nie rozmawia, bo kompletnie się na nim nie znam. No może poza siatkówką, bo w ogólniaku grałem przez 4 lata w siatkówkę i to w kaplicy, bo nie mieliśmy sali gimnastycznej.

Moim zdaniem najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy rozmowa ma być „na siłę”, czy ma być przyjemnością dla obu stron i oczywiście dla odbiorców.

Chciałby pan powrócić do pasma wieczornego? To poranne wstawanie musi być męczące… Irena

I co mam teraz odpowiedzieć (śmiech)? Myślę, że z tym pytaniem powinienem odesłać chyba do dyrekcji…

Czy żona nie jest zazdrosna o kobiety, z którymi pan występuje na ekranie? Bo widz może odnieść wrażenie, że rozumiecie się bez słów… Tymon

f
f
- Moja żona też lubi moje fanki. Nie będę tworzył historii, że jest zazdrośnicą i chce mi oczy wydrapać… A pieprzyka mam nie tylko nad ustami - wyznał gwiazdor TVP Info

Nie jest zazdrosna. Poza tym z moją żoną też rozumiem się bez słów (śmiech). Generalnie ja z kobietami nie mam większego problemu, a moja żona nie ma problemu z tym, że ja tego problemu nie mam. I nie jest to też problemem dla niej.

W takim razie jak żona reaguje na rzesze fanek, które ujawniają się na forach internetowych? Większość z nich zachwyca się pieprzykiem nad pana ustami… Wiktoria

Moja żona też lubi moje fanki. Nie będę tworzył historii, że jest zazdrośnicą i chce mi oczy wydrapać… A pieprzyka mam nie tylko nad ustami.



Ludzie telewizji muszą dbać o formę, co Pan robi, by pozostać „fit”? Marta

Dopiero teraz zostałem „fit”, bo szczęśliwie udało mi się rzucić palenie, a nieszczęśliwie przytyłem 25 kilogramów w ciągu czterech miesięcy. Z tych 25 zrzuciłem już troszkę. Chodziłem do sauny, trochę pobiegałem, ale szczerze mówiąc panicznie boję się sportu, bo jestem po operacji kręgosłupa.

Podobno lubi pan „szyć”? Kacper

Wodolejstwo i pływanie jest super! Gdy program jest zaplanowany od początku do końca, człowiek siada i jak rzemieślnik realizuje go punkt po punkcie. A gdy coś się dzieje i nie chodzi mi tylko o tragiczne wydarzenia – dostaję informację „na słuchawkę” i w ciągu sekund muszę reagować. Dowiaduję się, kto za chwilę będzie rozmówcą, dostaję jakieś szczątkowe informacje, nie ma czasu na zgłębianie tematu. Adrenalina towarzysząca takim chwilom jest bezcenna. Umiejętność szycia też!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne