Dożywocia dla Piotra S. żąda prokuratura w procesie dotyczącym krwawych porachunków w stołecznym półświatku. Kary dożywotniego więzienia zażądał prokurator mazowieckich „pezetów” dla Piotra S., uważanego za bossa gangu ożarowskiego. Gangster oskarżony był przede wszystkim o usiłowanie zabójstwa Krzysztofa M. ps. Fama (przez próbę poderżnięcia mu gardła) w 1994 r., zlecenie zabójstwa niejakiego „Studenta” w 2004 r. i podżeganie rok później do wyeliminowania „Famy”. Bossa pogrążył m.in. zasiadający z nim na ławie oskarżonych Mariusz R. ps. Baton. To on zastrzelił „Studenta”. – Zawodowy gangster. Sztywny przestępca, trzymający się zasad półświatka. Bezwzględny i z bardzo dużymi ambicjami – tak o Piotrze S. mówią śledczy. Mazowieckie „pezety”, których częstych „klientem” jest Piotr S., oskarżyły go przede wszystkim o usiłowanie zabójstwa w 1994 r., zlecenie morderstwa w 2004 r. oraz podżeganie do zabójstwa w 2005 r. Do tego doszła produkcja amfetaminy w latach 2006-2007. W półświatku Piotr S. ma opinię jednego z najmocniejszych ludzi „na mieście”. W lutym 1998 r. przeszedł do historii polskiej policji jako pierwszy przestępca zatrzymany w operacji kontrolowanego zakupu narkotyków. Funkcjonariusze udający Polaków z niemieckimi paszportami kupili od gangstera i jego kompanów trzy kilogramy amfetaminy. Za kilogram białego proszku mieli zapłacić prawie 5 tys. dolarów. Narkotyki przyniosła „przykrywkowcom” kurierka. Została zatrzymana. Przy wejściu do hotelu zatrzymano Piotra S. oraz jego kompanów. Został skazany na siedem lat do więzienia. Gdy wyszedł na wolność, stanął na czele grupy ożarowskiej. Ale zdaniem Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie zanim został bossem dał dowody swojej bezwzględności m.in. pozbywając się groźnego konkurenta.„Student” przestaje być problemem Apetyt na kierowanie „Ożarowem” miał mieć w tamtym czasie Marcin C. ps. Student. Swój pseudonim, mężczyzna zawdzięczał oskarżeniu o udział zabójstwie studenta politechniki Wojtka Króla, 17 marca 1996 r. (wraz z kompanami został uniewinniony od tego zarzutu przez sąd). W 2004. „Student” był na dobrej drodze, aby stać się czołowym graczem w branży narkotykowej. Jednak tą samą drogą chciał podążać Piotr S., a ścieżka ta była za wąska dla dwóch ambitnych gangsterów. Prokuratura oskarżyła „Sajura”, że we wspomnianym roku 2004 r. zlecił Mariuszowi R. ps. Baton, pozbycie się „zawalidrogi”. Za wykonanie zlecenia kiler miał otrzymać 40 lub 50 tys. zł oraz wysoką „pensję” co miesiąc. „Student” został zwabiony na działkę w okolicach Warszawy, gdzie czekał na niego Mariusz R. Pod pretekstem wyjazdu „na robotę”, „Baton” pojechał z Mariuszem C. w okolice Pułtuska. Tam w lesie znaleziono później spalonego nissana ze zwłokami „Studenta”. Siedział za kierownicą. Wiadomo, że zabójca strzelił mu w tył głowy. Według śledczych, na kilka miesięcy przed śmiercią Mariusza C., oskarżony próbował namówić do zabójstwa konkurenta, tzw. twierdzaków, młodych gangsterów wywodzących się z Nowego Dworu Mazowieckiego. Stojący na ich czele Rafał Ł. ps. Zwierzak, miał zażądać za robotę 20 tys. dolarów i do sfinalizowania transakcji nie doszło. W 2005 r. 22-letni „Zwierzak” został zatrzymany i zarzucono mu pięć zabójstw. Sąd udowodnił cztery i skazał go na dożywocie. Co ciekawe, „Baton”, który podczas procesu zdecydował się na przerwanie zmowy milczenia i obszerne wyjaśniania wyznał, że także „Student” zaproponował mu zabicie S. i długo nie mógł się zdecydować, kogo sprzątnąć. Wybrał jednak robotę dla Piotra S. Prokurator mazowieckich „pezetów” uznał, że swoista spowiedź „Batona” zasługuje na nagrodzenie go nadzwyczajnym złagodzeniem kary i przed sądem domagał się dla niego 10 lat więzienia. O włos od śmierci Zdaniem śledczych Piotr S. nie ograniczał się li tylko do wydawania wyroków. Na początku swojej bandyckiej drogi, w czasach dzikiego zachodu lat 90 miał spróbować zabić kompana. Był sierpień 1994 r. Według prokuratury Piotr S. parał się wówczas kradzieżami samochodów i rozbojami. Współpracował m.in. z 16-letnim Krzysztofem M. ps. Fama. – Obaj byli zamieszani w napad na pewną kobietę, której zabrali pokaźną sumę. Ktoś wspominał, że natrafili na całą wersalkę pieniędzy. Okazało się, że o napadzie dowiedział się „Pruszków”. Nie jest pewne, czy gangsterom poskarżyła się sama ofiara, czy też gangsterzy zwąchali okazję do łatwego zarobku. W każdym razie, „Pruszków” chciał dopaść obu młodzieńców – opowiada jeden ze śledczych. „Fama” dowiedział się, że wpadli z „Sajurem” w tarapaty i chciał ponoć ostrzec kompana. Pewne jest, że 26 sierpnia 1994 r. obaj wraz z jeszcze jednym mężczyzną, przyjechali pod wał przeciwpowodziowy w okolicach Wilanowa. Z aktu oskarżenia przeciwko Piotrowi S. wynika, że w pewnym momencie „Sajur” wydobył nóż kuchenny i z całej siły wbił go w klatkę piersiową „Famy”. Tuż obok serca. Cios był tak silny, że ostrze się złamało. Widząc, że kompan nie zginął od razu, Piotr S. miał próbować dobić rannego i kawałkiem ostrza przejechał po szyi. Po całej długości. Dookoła głowy. Tylko cudem nie przeciął tętnicy. Ale o tym, prawdopodobnie, nie wiedział. Bo „Fama” zalał się krwią. Z opinii biegłego, który badał obrażenia, jakie Krzysztof M. odniósł w sierpniu 1994 r., wynika, że mężczyzna znajdował się na krawędzi śmierci. Stracił ponad litr krwi i zaczynał się u niego wstrząs krwotoczny. Ale „Fama” był twardy i przeżył. Jakimś cudem doszedł do pobliskich zabudowań i poprosił o pomoc. W bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Gdy już odzyskał przytomność, a lekarze pozwolili go przesłuchać, nie chciał powiedzieć, ani co się stało, ani kto to mu zrobił. Blizna dookoła szyi stała się znakiem rozpoznawczym „Famy”. A on sam został po latach znanym w warszawskim światku bandytą gotowym na wszystko. Podobno obiecał, że srogo się zemści za zdradę z 1994 r. „Nie mam żadnego konfliktu z S.” Przesłuchiwany w 2019 r. przez prokuratora mazowieckich „pezetów”, opowiedział oględnie o wydarzeniach z połowy lat 90. Nie chciał wskazać sprawcy. Nie odniósł się do zeznań skruszonego członka gangu ożarowskiego, który wskazywał Piotra S. jako oprawcę „Famy”. Przed sądem ofiara zaskoczyła wszystkich. Krzysztof M. zeznając jako świadek, stwierdził, że nigdy nie miał żadnego konfliktu z S. Jako sprawców próby zamordowania go wskazał zupełnie inne osoby niż te, które ustaliła prokuratura. Potem dodał, że jeden z napastników nie żyje, a losów drugiego nie zna. Krzysztof M. wyjaśnił także, dlaczego dopiero przed sądem wskazał nazwiska swoich oprawców. – Nie zdecydowałem się powiedzieć wtedy tego co dzisiaj, bo Bartek W. (to jego podwładni mieli zaatakować „Famę”, wedle słów pokrzywdzonego – przyp. red) był bardzo blisko związany ze Zbigniewem C., który zmarł w tamtym roku w grudniu. Dlatego nie chciałem poruszać tej sprawy z uwagi na Zbigniewa. Gdyby Zbigniew żył, do dzisiaj nie złożyłbym takich zeznań przed sądem – oświadczył. „Fama” powiedział, że Zbigniew C. ps. Daks lub Dax (w prokuratorskich protokołach można znaleźć obie formy) „był zasadniczy w pewnych kwestiach” i nie chciał się z nim poróżnić. Wspomniany „pan Zbigniew” był jednym z bossów gangu mokotowskiego, uważanym za bezwzględnego przestępcę mającego dobre kontakty z gangiem ożarowskim. Zresztą to właśnie podczas spotkania z Piotrem S. w lutym 2007 r., funkcjonariusze CBŚP zatrzymali obu gangsterów. „Daks” zmarł w grudniu 2019 r. po ciężkiej chorobie, za sprawą której wypuszczono go z więzienia. Krzysztof M. był już wtedy ponownie za kratami. Został zatrzymany w październiku 2019 r., kiedy razem z kompanami mieli się szykować do rozboju w Gołdapi. Człowiek z „miasta” Piotr S. nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu przestępstw, jak to ma zwyczaju od lat. O sile S. świadczy fakt, że z dziesięciu członków gangu ożarowskiego, którzy chcieli dobrowolnie poddać się karze w czasie jednego z procesów, wycofało się, gdy dowiedzieli się, że ich towarzysz ma inne zdanie na ten temat. – To bardzo inteligentny i przebiegły człowiek. Wykorzysta każdą okazję do zbicia zarzutów. Cieszy się także dużym szacunkiem w półświatku – mówi jeden ze śledczych. Według śledczych, Piotr S. od wyjścia na wolności na początku lat 2000., związał się z grupą mokotowską, która miała zaopatrywać jego grupę m.in. w kokainę. Miał wówczas wejść w komitywę ze Zbigniewem C. ps. Daks vel Dax. W kolejnych latach co i rusz Piotr S. był zatrzymywany, głównie za przestępstwa narkotykowe. Gang o mocnych korzeniach „Ożarów” pojawił się na mapie polskiego półświatka już w latach 80. za sprawą jego charyzmatycznego lidera Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing. Grupa z podwarszawskiego Ożarowa zaczynała od włamań do sklepów i rozbojów, by w latach 90. zająć się napadami na hurtownie i transporty z przemycanym spirytusem. Gang szybko rósł w siłę i w pierwszej połowie lat 90. połączył się z gangiem pruszkowskim. W ramach jednej grupy, „ożarowscy” cieszyli się dużą autonomią, ale musieli oddawać część zysków do wspólnej kasy „Pruszkowa”. Jednak już pod koniec dekady doszło do rozdziału grupy ożarowskiej od silniejszego sojusznika. W nowe stulecie gang wszedł mocno przetrzebiony i podzielony na kilka odłamów. Ograniczył się do utrzymania wpływów w części Warszawy. Przed kilku laty gang ożarowski przeniósł część swoich interesów do woj. lubelskiego, głównie do stolicy regionu. Bandyci stworzyli sieć handlarzy i przemytników narkotyków, uruchomili nawet kilka własnych laboratoriów amfetaminowych. Gang ożarowski współpracował także z półświatkiem na Dolnym Śląsku i Pomorzu. W Warszawie robił interesy z grupą mokotowską, która obecnie powoli odzyskuje swoje wpływy. Od kilku lat, mimo uwięzienia większości osób z kierownictwa grupy, „Ożarów” jest uważany za wiodący gang w stołecznym podziemiu kryminalnym. Specjalizuje się w dystrybucji amfetaminy produkowanej w laboratoriach gangu lub przez „niezależnych chemików”.