RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

„Pieniądze za rozmowę”. Były szef tenisowej centrali oskarża dziennikarzy Onetu

Mirosław Skrzypczyński, były prezes PZT, opublikował oświadczenie (fot. PAP/Piotr Nowak)
Mirosław Skrzypczyński, były prezes PZT, opublikował oświadczenie (fot. PAP/Piotr Nowak)

Serial o pedofilu, dręczycielu własnej rodziny i młodych tenisistek. Tyle że ta historia od A do Z jest nieprawdziwa – tak Mirosław Skrzypczyński, były już prezes Polskiego Związku Tenisowego komentuje zarzuty, jakie pojawiają się pod jego adresem na łamach portalu Onet . Działacz sportowy ustąpił ze stanowiska w ubiegłym tygodniu, teraz odnosi się do oskarżeń. Twierdzi m.in., że dziennikarze Onetu: Janusz Schwertner i Jacek Harłukowicz płacili jego 85-letniej teściowej za informacje, które mogłyby go pogrążyć.

Nagonka Onetu. Rodzina Skrzypczyńskich demaskuje kłamstwa Schwertnera i Harłukowicza

„Staliśmy się rodzinnie ofiarami walki o władzę – walki, w której próbuje [się] zniszczyć moje córki” – napisał w oświadczeniu prezes Polskiego...

zobacz więcej

Sprawa nabrała rozgłosu pod koniec października za sprawą publikacji Onetu, z których wynikało m.in., że Mirosław Skrzypczyński miał stosować przemoc fizyczną i psychiczną wobec swojej rodziny oraz zawodniczek, które w przeszłości trenował. 

 

Skrzypczyński składa dymisję 

 

Według kolejnych doniesień Skrzypczyński miał też dopuścić się molestowania seksualnego małoletnich, o czym mówiła obecna posłanka Lewicy Katarzyna Kotula, była zawodniczka klubu Energetyk Gryfino. Kotula powiedziała, że jako 14-latka była co najmniej kilkanaście razy napastowana seksualnie przez Skrzypczyńskiego, który był wówczas jej trenerem. Jej zdaniem ofiar było więcej. 

 

Po publikacjach Onetu Skrzypczyński zaprzeczył doniesieniom i zapowiedział podjęcie kroków prawnych wobec autorów artykułów. W ubiegłym tygodniu zrezygnował jednak ze skutkiem natychmiastowym z pełnienia funkcji członka zarządu Polskiego Związku Tenisowego (PZT)

  

W poniedziałek były już szef PZT opublikował oświadczenie, w którym przedstawia powody swojej rezygnacji z kierowania związkiem i odnosi się do oskarżeń kierowanych pod jego adresem. Jego zdaniem to „istne tsunami wzniecone przez Onet” i „medialny walec” nie tylko dla niego, ale też jego bliskich. 

 

Znienawidzony były zięć 

 

„Dwóch dziennikarzy Onetu – Janusz Schwertner i Jacek Harłukowicz – od kilku tygodni pisze serial o mnie, moich ukochanych córkach i byłej żonie, z którą pozostaję w stałej i przyjacielskiej relacji. Z grubsza to jest serial o pedofilu, dręczycielu własnej rodziny i młodych tenisistek” – pisze Skrzypczyński. Dodaje, że jednym z głównych świadków autorów publikacji jest jego 85-letnia teściowa.  

 

Były prezes twierdzi, że od lat była teściowa wysyła mu „pocztówki z obelgami, gazetowe kolaże, na których mam wyłupane oczy, demoniczne szpony dorysowane do torsu, chaotyczne bluzgi, wśród których »skur…yn« zalicza się do najlżejszych”. Jednocześnie cały czas – deklaruje Skrzypczyński – ma dobry i serdeczny kontakt z byłą żoną i córkami (które dementowały już rewelacje o rzekomej przemocy i agresji ze strony działacza tenisowego). 

 

„Tysiąc złotych” 


Przeprosiny w Onecie za 708 tys. złotych. Jak przesunięto przecinek i zwielokrotniono kwotę [WIDEO]

Warszawski sąd rejonowy nieprawomocnie przyznał Radosławowi Sikorskiemu ponad 708 tysięcy złotych od Jarosława Kaczyńskiego. To kwota, za którą...

zobacz więcej

„Moja była teściowa zrelacjonowała swoją rozmowę z dziennikarzami Onetu mojej byłej żonie i naszej córce. Powiedziała im, że dziennikarze Onetu przekazali jej pieniądze za udzielenie informacji, które mnie obciążą. Miało chodzić o tysiąc złotych” – czytamy w oświadczeniu Skrzypczyńskiego, który publicznie pyta: „Czy reporterzy Onetu płacą za danie wkładu do artykułu, który pasuje im pod tezę publikacji?”. 

 

Portal tvp.info zwrócił się z prośbą o komentarz do autorów tekstów Onetu, Janusza Schwertnera i Jacka Harłukowicza. Obaj jednak odmówili rozmowy.  

 

Były szef Polskiego Związku Tenisowego odnosi się też do oskarżeń posłanki Lewicy Katarzyny Kotuli, która twierdzi, że jako nastolatka, 30 lat temu, była wielokrotnie molestowana przez trenera Skrzypczyńskiego w klubie tenisowym w Gryfinie. Skrzypczyński twierdzi, że w obiekcie klubu nie było żadnego „kantorka”, w którym – jak twierdzi dziś parlamentarzystka – miał krzywdzić młode zawodniczki. „Był budynek, w którym znajdowało się biuro trenerów. Nigdy nie zamknąłem się w nim z żadną młodocianą zawodniczką” – przekonuje. 

 

Sto niemieckich marek 

 

„Pewnego dnia zwrócił się do mnie tata Katarzyny Kotuli. Poprosił, żebym odbył kilka treningów z jego latoroślą. Zapłacił mi za to sto marek niemieckich. Pozmieniałem grafik, przesunąłem treningi żony i przeprowadziłem z nią trzy indywidualne sesje treningowe. Nie były to zajęcia w klubie tenisowym w Gryfinie, lecz w sali sportowej w miejscowej szkole. Tam właśnie odbywały się zajęcia w sezonie zimowym. Przy każdej z owych sesji treningowych z Katarzyną Kotulą obecna była moja żona, co ona sama dobrze zapamiętała” – pisze Skrzypczyński. Dodaje, że trenował wówczas zdolne tenisistki, które odnosiły sukcesy, a młoda Katarzyna Kotula „nie była obiecująca zawodniczką”, więc współpraca wygasła. 

Komentuje także inne szokujące oskarżenia, jak to, że rzekomo miał karać podopiecznych biciem sztachetą czy serwowaniem w głowę. Pyta, jak to możliwe, by takie wydarzenia zostały przemilczane w kilkunastoosobowym gronie zawodników, którego codziennymi treningami interesowali się żywo rodzice i opiekunowie. A także: „Dlaczego Katarzyna Kotula nie powiedziała o tym nikomu przez trzydzieści lat?!”. Jego zdaniem to „budowanie sobie rozpoznawalności” przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu. 

 

„Kasiu, zapomniałaś?” 


Niemiecki sprzeciw wobec reparacji na łamach Onetu. Internauci bezlitośni

Polska była agresywna wobec bolszewików w 1920 roku, więc dyskusja o reparacjach od Niemiec za II wojnę światową „do niczego nie prowadzi” – to...

zobacz więcej

Porusza również doniesienia tenisistki Katarzyny Teodorowicz, wielokrotnej mistrzyni Polski, która wyznała, że przed laty Mirosław Skrzypczyński dosypał jej środków nasennych, żeby przegrała mecz. Chodzi o spotkanie z 1990 r. na mistrzostwach Polski, gdy grała przeciwko ówczesnej żonie Skrzypczyńskiego, Renacie. Tenisistka twierdzi, że po przegranej poczuła się źle, wsiadła do samochodu i przespała całą podróż do domu, a także następne kilkadziesiąt godzin. 

 

Droga Kasiu, po półfinale singla nie pojechałaś do domu, grałaś jeszcze finał debla kobiet w parze z moją żoną. I grałyście świetnie, wygrywając z głównymi faworytkami turnieju, Kasią Nowak i Elą Żaboklicką! Zapomniałaś? Są świadkowie” – pisze Skrzypczyński w opublikowanym oświadczeniu. Jednocześnie twierdzi, że Teodorowicz zaledwie rok temu „wydzwaniała”, by poparł jej kandydaturę na trenerkę kadry kobiet, czego ostatecznie nie zrobił, nie chcąc wywierać wpływu na komisję. 

 

Jak nie wiadomo, o co chodzi... 

  

Skrzypczyński ma też teorię na temat tego, co może być przyczyną medialnego ataku na niego i rodzinę. Chodzi o – twierdzi – pieniądze w Polskim Związku Tenisowym. 

 

Gdy w 2017 roku zostawałem prezesem Polskiego Związku Tenisowego, budżet tej organizacji wynosił 2,6 mln złotych. Dziś opiewa na 40 mln złotych. Została wykonana potężna praca nad przyciągnięciem sponsorów do PZT. Tenis stał się znów popularny, pojawił się przy nim splendor i duże pieniądze. Związek stał się łakomym kąskiem dla towarzysko-biznesowych grup” – czytamy. 

 

Na koniec Skrzypczyński pisze, że zrezygnował z kierowania Polskim Związkiem Tenisowym, by medialne oczernianie jego nie szkodziło samej organizacji. Ze wszystkimi osobami stojącymi za „prowokacją” spotka się w sądzie – deklaruje. 


 

Zobacz także: „Polska może stać się potęgą tenisową. Poza Warszawą” 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej