RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Zmarnowana żywność, pusty portfel i globalne ocieplenie

Według ONZ każdego roku na świecie wyrzuca się około 931 milionów ton żywności (fot. Shutterstock/Andrey_Popov)
Według ONZ każdego roku na świecie wyrzuca się około 931 milionów ton żywności (fot. Shutterstock/Andrey_Popov)

Najnowsze

Popularne

Właśnie się dowiedziałam, że 10 proc. gazów cieplarnianych na naszym najlepszym ze światów powstaje z rozkładających się śmieci. Na wysypiskach zaś rozkładać się mogą tworząc dwutlenek węgla czy metan zasadniczo jedynie resztki organiczne, a dokładnie … wyrzucona żywność. Rozumiem, że możemy mieć w nosie planetę i do niewyrzucania jedzenia może nas skłonić tylko jego niedostatek lub drożyzna. No to chyba nadszedł czas.

Nobel z fizjologii i medycyny, czyli dlaczego chili grzeje, a mentol chłodzi

Zgromadzenie Noblowskie w Karolinska Institutet w Sztokholmie po raz 112. zakończyło obrady i ogłosiło tegorocznych laureatów Nagrody Nobla w...

zobacz więcej

W ramach Międzynarodowego Szczytu Klimatycznego COP27 w Kairze – odbywającego się w cieniu eskalacji wojny Rosji przeciw Ukrainie i największego zagrożenia niedostatkiem zboża na rynku od dekad – tematem realnie wiodącym okazało się marnowanie żywności. Problem jest międzynarodowy, i choć na podium największych marnotrawców stoją dumnie od lat USA, Australia i Nowa Zelandia (tuż za podium uplasowały się Irlandia i Kanada), to badanie ONZ z zeszłego roku wykazało brak korelacji między marnotrawieniem żywności w gospodarstwach domowych a produktem krajowym brutto. Choć przysłowie mówi, że „syty głodnego nie zrozumie”, wyrzucają jedzenie do śmieci zamożni i niezamożni, pod każdą szerokością geograficzną.

 

Według ONZ każdego roku na świecie wyrzuca się około 931 milionów ton żywności, z czego większość trafia na wysypiska śmieci, gdzie rozkłada się, wytwarzając około jednej dziesiątej emitowanych globalnie gazów cieplarnianych. To udział w ocieplaniu klimatu równie wielki, jak wnosi pozyskiwanie i dystrybucja paliw kopalnych i o 4 proc. mniejszy, niż spalanie paliw kopalnych przez wszystkie środki transportu razem wzięte!  UE już w 2010 r. postawiła sobie za cel opracowanie konkretnych działań ukierunkowanych na ograniczenie o połowę zjawiska marnotrawienia żywności do 2025 r., a jednocześnie na zapobieganie produkcji odpadów żywnościowych.

Magdalena Kawalec-Segond: Mozart łagodzi objawy epilepsji

Muzyka łagodzi obyczaje. Czy jednak muzykoterapia ma naukowy sens? Owszem, o ile zdołamy zrozumieć, jak to działa. Neurologom amerykańskim udało...

zobacz więcej

Najwięksi marnotrawcy żywności


Na Polskę przypada z tej puli blisko pięć milionów ton żywności na wysypiskach. Najwięcej marnują jej konsumenci – aż 60 proc., czyli blisko 3 mln ton wyrzucanej żywności pochodzi z naszych gospodarstw domowych. Produkcja i przetwórstwo odpowiadają łącznie za 30 proc. strat. Reszta marnuje się w handlu. Jak wynika z badań Banku Żywności w Polsce, do marnotrawienia żywności przyznaje się 30 proc. Polaków.


Z serialu „Wojna domowa” Jerzego Gruzy pamiętamy absolutnie kultową scenę powtarzającą się w każdym odcinku. Do drzwi pukał Jarema Stępowski w berecie i prochowcu, z teczką i pytaniem nieśmiertelnym: „czy jest suchy chleb dla konia?”. Może warto, aby ów zbieracz powrócił. Pamiętam, jak chleb na śmietnikach był tematem mrożących krew w żyłach reportaży z czasów stanu wojennego, bo byłam wtedy dzieckiem, a na wsiach często chleba nie dowozili do GS-owskiego sklepu i trzeba było bardzo szanować ten, który już się kupiło – aby go starczyło. Pamiętam też, że w domu nie marnowano żadnej żywności, bo czego z odpadków nie rozdziobały kury, to zjadła świnia. Ta jedna, jedyna, która była zawsze, aby w ogóle przetrwać, a i pomóc przetrwać „miastowym” znajomym.

Trzeba dać szansę na oddech

Potrzebujemy prostego w obsłudze, niedrogiego urządzenia, które podtrzyma oddychanie u tysięcy chorych na COVID-19. Jak to się mówi w medycynie: na...

zobacz więcej

Babcine sposoby


Dziś nie mam zwierząt gospodarskich i nikt w okolicy ich nie trzyma na własny użytek, ale kompostuję, bo mam ogród. Zasadniczo każdy odpadek organiczny – od kawowych czy herbacianych fusów po kości, skorupki od jajek, obierki, zepsute owoce czy warzywa, zużyte ręczniki papierowe etc. Ze starzejącego się pieczywa robię sucharki do zup i sałatek, bułkę tartą do kotletów czy pyszną zupę (wystarczy parę warzyw i sos z mięsa czy ryby z poprzedniego dnia). Mam po babci też zestaw przepisów, dzięki któremu z zeschłego chleba można zrobić nawet świetny tort.


Faktem jest jednak, że od lat już nie widziałam żadnego telewizyjnego programu kulinarnego, który by nauczył pokolenie urodzone już w wolnej Polsce, jak odświeżyć pieczywo, jak zrobić „zapiekankę” z tego, co zostało z dwóch ostatnich obiadów, jak można dalej wykorzystać niedzielny rosół, sos z wczorajszej pieczeni, zeschnięty ser żółty czy gliwiejący ser biały (ktoś jeszcze robi w domu „fundę”?). Co więcej, kulinarni szołmeni prześcigają się w nieużywaniu wszystkich półproduktów, które przygotowali, niewybieraniu dokładnemu z misek etc. A są trendsetterami.

Polak może polecieć w kosmos. „To jest dopiero początek” [WIDEO]

Myślę, że to jest dopiero początek. Zostałem wybrany jako rezerwowy astronauta. Teraz jest kwestia, żeby zbudować możliwości takie, aby polska...

zobacz więcej

Nie tylko wyrosło pokolenie ludzi niegotujących regularnie w domu, ale jednocześnie robiących gigantyczne zakupy w domach handlowych podczas wyprzedaży. Niestety, nieznających się ani na domowym przechowalnictwie żywności, ani na jej szybkim przetwarzaniu, ani wreszcie na gotowaniu z resztek. A że prąd zrobił się drogi, rodzin, które kupują żywność w dużych ilościach, gdy jest w dobrej cenie, by potem ją po prostu zamrozić, też raczej już nie ma.


Brakuje „lodówek miejskich”



Funkcjonują wprawdzie w mediach społecznościowych witryny, które gromadzą ludzi uprawiających modny od kilku lat DIY (ang. do it yourself, czyli swojskie „zrób to sam”), gdzie motywem może być próba oszczędzania, używania mniej czy recyklingu, ale rzadko są one skupione na przygotowywaniu posiłków „z resztek”. Jednocześnie systemy „lodówek miejskich” (rzadziej jeszcze wiejskich), gdzie można odstawić swój nadmiar, zanim się zepsuje, aby mógł go wziąć anonimowo ktoś w potrzebie, jest bardzo słabo rozwinięty.

To już pandemia? Ozdrowiali zarażają się ponownie

Zakażeniu koronawirusem może ulec od 40 do 70 procent światowej populacji. Wirus najprawdopodobniej stanie się kolejnym, który spędza sen z powiek...

zobacz więcej

Brak też często w ramach sortowania śmieci (i przykro tu przyznać, że jako sortujący też nawalają głównie konsumenci, bo w tych oznakowanych precyzyjnie kontenerach można znaleźć wszystko) osobnych pojemników na popsutą żywność i inne odpady organiczne, które z pocałowaniem ręki odebraliby być może działkowcy, kompostujący na swoich małych ogródkach. Nie działa „w tym temacie” najczęściej samoorganizacja sąsiadów na osiedlach – jesteśmy anonimowi. Na marginesie: kompostowanie też generuje gazy cieplarniane, ale przynajmniej jednocześnie użyźnia ziemię pod kolejne uprawy. Które rosnąc, wykorzystają CO2 z atmosfery.


Nie wiemy ani z kim się podzielić nadmiarem, póki jest zdatny do jedzenia, choćby dla zwierząt gospodarskich, ani komu przekazać popsute resztki, gdy są mu potrzebne. Masowość produkcji żywności oznacza również, że masowo nie karmimy zwierząt gospodarskich „suchym chlebem dla konia”. Rozumiem argumentację, że tak jest lepiej dla ich zdrowia, sytuacja jednak musi znaleźć jakieś rozwiązanie systemowe. Spalarnia śmieci nie jest tu rozwiązaniem służącym środowisku.

Magdalena Kawalec-Segond: Uderzyć w udar

Być może mamy w ręku nowy lek, który pomaga w naprawie uszkodzeń martwych fragmentów mózgu dotkniętych niedawnym udarem. Prosto rzekłszy – w...

zobacz więcej

Ogólnoświatowy problem



Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło cel dotyczący marnotrawienia żywności w 2015 r., nie ustanowiło jednak jasnego punktu odniesienia, względem którego można by mierzyć postępy, z powodu niejednoznacznych szacunków zjawiska na poziomie poszczególnych krajów. Kraje zobowiązały się jednak już wtedy do zmniejszenia o połowę marnowania żywności do 2030 r., ale niewiele z nich jest na dobrej drodze, aby to osiągnąć. Według urzędników ONZ, z którymi niedawno rozmawiała na ten temat agencja Reuters, jak Rosa Rolle, lider zespołu ds. Strat i marnotrawienia żywności w Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa: „Zostało osiem lat i nie jesteśmy blisko osiągnięcia założonego celu”.


Smutną konstatacja podczas COP27 było, że państwa wiodące w marnotrawstwie żywności od 2015 roku nie tylko nie zmniejszyły tego fatalnego procederu, a jeszcze go zwiększyły. Eksperci twierdzą, że te ponure statystyki wynikają z braku inwestycji publicznych i jasnej polityki przeciwdziałania takim sytuacjom, jak psucie się żywności w ciężarówkach i magazynach. Pamiętamy, ile trzeba było w Polsce legislacyjnego zachodu, idącego pod prąd prawodawstwa europejskiego (dbającego o to, byśmy się wszyscy żywnością nie potruli), aby piekarzowi, któremu został na półkach niesprzedany chleb, było wolno go podarować lokalnym instytucjom dobroczynnym. Ten sam problem mają mali sklepikarze w towarami „z krótką datą ważności”.

Magdalena Kawalec-Segond: Uwaga, wiking!

Kilka dni temu przewaliła się nad Polską niemała naukowa burza. Przez wszystkie przypadki odmieniana była nazwa wsi Wiejków koło Wolina oraz...

zobacz więcej

Natomiast ciężko znaleźć w Polsce (we Francji ta inicjatywa działa świetnie) po prostu sklepowe regały chłodnicze czy lodówki, gdzie leżą przecenione ze względu na szybko zbliżającą się datę ważności wszelkie produkty żywnościowe. Wymaga to tyle, by pracownik sklepu raz dziennie wybierał takie produkty z lad i wkładał zaetykietowane nową ceną do owych lodówek. Klienci sobie znajdą i wybiorą, co im pasuje. Kładzenie ich tuż przy kasie jest błędem. Ludzie wstydzą się grzebać w tych koszach, nie zabezpieczają one również tak wyłożonych produktów przed dalszą utratą jakości.


Nieprzydatne do spożycia?


Francuska telewizja, gdy ta inicjatywa startowała trzy lata temu, zajęła się jej promocją w serii niedużych reportaży. Oczywiście jest tu też problem, jak w ogóle te daty ważności są określane i opisywane. Najśmieszniejszy przykład z wspomnianej Francji to oznakowywanie jako „nieprzydatnych do spożycia” po jakiejś określonej dacie serów długo dojrzewających. Na takie okazje, gdy Comte czy Mimolette idzie do lodówki z przecenionymi produktami, warto polować. Bo płacimy połowę ceny za produkt, który w istocie raczej nabiera z czasem wartości, niż ją traci. Szkoda, że europejscy urzędnicy nie wpadli równie błyskotliwie na ustalanie daty przydatności do spożycia czerwonych win! Istnieją także w Europie ogólnokrajowe inicjatywy, jak banki żywności czy „restauracje serca”, ale to ciągle za mało. Nadal łatwiej jest wyrzucić, niż przebrać z tyłu sklepu to, co zepsute, i oddać wciąż dobrą żywność chociażby do kuchni dla ubogich.


Nowa broń na wojnie bakterii z wirusami

Życie, poza kooperacją i symbiozą, to także drapieżnictwo i pasożytnictwo. Prostą konsekwencją skomplikowanych relacji ekologicznych na naszej...

zobacz więcej

Oczywiście jest te 60 proc. marnowane w naszych domach, czyli nie przez europejskich czy krajowych urzędników, czasem w swych decyzjach ignorujących fakty i zdrowy rozsądek, nie przez sklepy, nie przez przetwórnie. Dodać też trzeba, że również gdy dochodzi do marnowania na etapie produkcji czy przetwórstwa, nie bez winy jest właśnie konsument – a raczej PR, na którym urósł w kwestii żywności w ramach reklam telewizyjnych, programów kulinarnych czy tzw. food-pornu rozlewającego się z czasopism o gotowaniu. Wystarczy spytać rolników, jakiej wielkości jabłka czy ziemniaki, jakiego kształtu marchew w ogóle mogą zbyć. Nie ma to nic wspólnego ze smakiem tych produktów. Przestaje się uprawiać wiele tradycyjnych odmian warzyw czy owoców, bo choć mają pewne właściwości cenne dla przygotowania konkretnych potraw, brak im wyglądu jak z okładki czasopisma kulinarnego.


Każdy, kto się na tym zna, wie, że niewielkie ziemniaki są przydatniejsze, gdy chcemy w domu zrobić ziemniaki przysmażone (tzw. pomme sautee), że ta mniej kształtna, za to nadal pomarańczowa marchew jest mniej słodka i nie psuje smaku zup, że mniejsze selery korzeniowe są aromatyczniejsze i mają znacznie mniej gąbczastego jak próchno, chłonącego wodę miąższu, wreszcie zaś te „eleganckie” natki pietruszki są wyłącznie dekoracyjne, brak w nich aromatu, a w dodatku są łykowate. A jednak, zwiedzeni oczami i brakiem stosownej prostej kulinarnej edukacji, którą miały jeszcze nasze babcie czy mamy, udajemy się do sklepu wielkopowierzchniowego, który wybrał już dla nas te warzywa i owoce „jak z reklamy” albo – co gorsza – na targowisko, gdzie sami wybieramy często to, co ładne i wielkie, a nie to, co realnie smaczne czy po prostu równie dobre, tylko mniejsze, nieco koślawe.

Białko szkodliwe, a nawet pomocne, czyli tajemnice Alzheimera

To samo białko, zależnie od ilości w naszym organizmie, może wpływać silnie negatywnie lub nieco pozytywnie na powstawanie i rozwój choroby...

zobacz więcej

Zacznijmy od śmieci


Żeby, zapewniając średnio 2 tys. kalorii, wyżywić milion ludzi dziennie, potrzeba jakieś 250 ton ryżu (czy innych produktów skrobiowych), 250 ton fasoli (lub innych strączkowych), nie więcej niż 200 ton mięsa (wieprzowina, kurczak) i 500 ton warzyw (liście, łodygi i korzenie jadalne). Oczywiście fantastycznie i niezbędnie, żeby dodać do tego świeże owoce, choćby jedno 150 g jabłko czy pomarańczę na osobę – 150 ton zatem. W planie minimum to nam daje 1350 ton jedzenia na milion ludzi dziennie. Rocznie daje to 492 750 ton. Czyli zmarnowaną rokrocznie żywnością można wyżywić przez rok niemal 1,9 miliarda ludzi! A nawet w tak kryzysowym roku, jak obecny, chroniczny głód cierpi 828 mln ludzi.

 

To chwalebne i potrzebne, że dzielnie i odgórnie zmniejszamy emisje w transporcie (chętnie się dowiem, kto i jak zutylizuje te zużyte akumulatory, ale rozumiem konieczność tworzenia nowych rozwiązań technicznych i nowych legislacji), budujemy infrastrukturę dla korzystania z odnawialnych źródeł energii, próbujemy zastąpić węgiel atomem czy naukowo zamknąć CO2 na powrót w tworzywach, ograniczamy hodowlę krów i owiec, ograniczamy konsumpcję materiałów nieenergooszczędnych. To jednak chyba trochę dziwne, że nie zaczynamy od śmieci, od ograniczania marnotrawstwa. Samochody elektryczne i energia dostępna dla nas w gniazdku są drogie i będą droższe. A tu, ograniczając marnotrawstwo żywności, i ratujemy planetę, i zostaje nam jakiś ekstra grosz w kieszeni.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej