RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Wołodźko: Liberalna opozycja i Niemcy. Repetytorium dla zapominalskich

Donald Tusk (fot. PAP/Albert Zawada)
Donald Tusk (fot. PAP/Albert Zawada)

Najnowsze

Popularne

Polska przez lata słyszała, że na arenie międzynarodowej musi ustępować mądrzejszym i silniejszym od siebie. W tej retoryce celowały proniemieckie siły polityczne, które dziś udają, że nie mają z tym nic wspólnego.

Manasterski: Demony Tuska, pogrzeb prezydentów, Marsz Niepodległości

W tym tygodniu świętowaliśmy niepodległość. Był spokojny i piękny Marsz Niepodległości, był pogrzeb sprowadzonych do Polski szczątków Prezydentów...

zobacz więcej

Nie przemawia przeze mnie żaden arystokratyzm: demokracja ma liczne zalety, ale ma też kilka wad, które mogą szkodzić funkcjonowaniu całego państwa i bezpieczeństwu narodowemu. Jednym z największym wyzwań, czasem dramatów, a czasem wręcz tragedii ustroju demokratycznego jest to, że najróżniejsze siły mogą żerować na krótkiej pamięci i zmienności wyborów elektoratu.


Ktoś bystrze zauważy, że to w ogóle domena życia publicznego: w polityce, jak na dobrym meczu piłki nożnej, sytuacja jest na ogół dynamiczna. Zmieniają się nie tylko potrzeby wyborców, ale zmieniają się sami wyborcy i wyborczynie – choćby pokoleniowe przeobrażenia robią swoje. Politycy, jeśli chcą zachować lub zdobyć władzę, muszą to uwzględniać w swoich kalkulacjach.


PiS w sondażach uparcie nie chce spaść


Czasem zdarzają się jednak tak nagłe wolty, że biją po oczach nieco bardziej zdystansowanych uczestników życia publicznego. I nie mówię jedynie o profesjonalistach, zawodowo komentujących polską politykę. Wiele z tych zmian gołym okiem dostrzegają zwykli ludzie, często obdarzeni i niemałym zmysłem obserwacji, i pewną naturalną zdolnością do analizy rzeczywistości. Oni mają często taką niepisaną przewagę przed namaszczonymi przez odpowiednie gremia autorytetami medialnymi, że mówią to, co myślą. I myślą, co mówią. Być może także dlatego, wbrew wszystkim kłopotom w kraju i na świecie, PiS w sondażach uparcie nie chce spaść do poziomu, którego najszczerzej życzy mu kilka znanych lewicowo-liberalnych warszawskich redakcji mediów głównego i bocznego nurtu.


Unijni politycy dalej swoje. „W Polsce trwa demontaż demokracji”

Choć Polska ze wszystkich krajów Unii Europejskiej najmocniej wspiera walczącą z rosyjskim najeźdźcą Ukrainę, to zdaniem lewicowych polityków z...

zobacz więcej

W czym rzecz? We wspomnianych woltach najważniejszej polskiej partii opozycyjnej, czyli Platformy Obywatelskiej. O tym niemała część wyborców wciąż pamięta, a części warto wciąż na nowo odświeżać pamięć. Większość wyborców PO mniej więcej do lutego 2022 roku jako oczywistość przyjmowała fakt, że jest to partia jawnie sympatyzująca z niemieckim postrzeganiem spraw politycznych i gospodarczych. Nie tylko na arenie unijnej, czy europejskiej, ale także w relacjach z Rosją. Filozofia Platformy była w tym względzie czytelna: co jest dobre dla Niemiec, jest też dobre dla Polski. Elektorat Platformy się z tym zgadzał – jawnie lub po cichu. 


Jako argument wskazywano i siłę niemieckiej gospodarki, jej wpływy polityczne, a wręcz pewien „moralny autorytet” Berlina do orzekania o tym, co jest dobre, a co złe, co służy liberalnej demokracji w Europie, a co jej szkodzi. Niemcy bezwzględnie wykorzystywali dość służalcze nastawienie liberalno-lewicowych środowisk politycznych, medialnych, kulturowych w Polsce względem ich własnego programu metapolitycznego. Sponsorowali z pomocą licznych przybudówek swoich partii politycznych polskojęzyczne życie kulturalne i polityczne. A kto płaci ten wymaga, nawet jeśli robi to dyskretnie. Bo Niemców powojenne lata nauczyły jednego: jeśli niemiecka hegemonia w świecie, to tylko w białych rękawiczkach. Inne metody po Zagładzie obudzą ostrożność i opór świata.


Karnkowski: Ciężkie życie prezydentów

Nie jest łatwo być prezydentem. I bynajmniej nie mówię tu o trudnej roli prezydenta państwa, która, zwłaszcza w obliczu naprawdę dramatycznych...

zobacz więcej

Ale ciągnie wilka do lasu. Niemcy wyrzekli się jawnej przemocy, lecz nie wyrzekli się opłacalnej ekonomicznie przyjaźni z jednym z najbardziej bandyckich państw na świecie. Mowa oczywiście o Rosji. Choć dziś wyborcy Platformy Obywatelskiej i przyjazne tej partii centra opinii publicznej wolą o tym zapomnieć, to właśnie niemieckie oczekiwania zadecydowały o tak zwanym polsko-rosyjskim resecie w czasach Donalda Tuska. Nie polska racja stanu, nie polskie interesy polityczne i gospodarcze, ale to proste acz kłamliwe przekonania, które do 2015 roku budowało polską politykę: co jest dobre dla Niemiec, to jest dobre dla Polski.


Są tacy, którzy o tym wciąż pamiętają. Jest ich wciąż niemało wśród wspomnianych przeze mnie zwykłych ludzi. Przez długie lata III RP robiono z nich oszołomów. Sam pomysł, że interesy Polski i Niemiec choćby w podejściu do Rosji, mogą nie być zbieżne, w czasach medialno-politycznej hegemonii Platformy Obywatelskiej albo zbywano milczeniem albo protekcjonalnie wykpiwano. Tak, jeszcze dziesięć lat temu, które dla wielu, szczególnie młodszych, mogą być wiecznością, takie tematy były tabu. 


Liberalny dogmat polskiej polityki zagranicznej


Tak zwani liberałowie uważali, że będą rządzić jeszcze przez długie lata, być może dekadę czy dwie, bo nie mają z kim przegrać. Nie dyskutowali z cudzym punktem widzenia, bo uważali, że są ponadto, jako jedyni cywilizowani politycy w Polsce. No i oczywiście przyjaciele „przyjaznego” Warszawie Berlina. Nie przychodziło im do głowy, że w najgorszym razie zostali otumanieni, a najgorszym – na różne sposoby kupieni. Powtórzę: to był liberalny dogmat polskiej polityki zagranicznej i elektorat Platformy się z tym zgadzał: co jest dobre dla Niemiec, jest dobre dla Polski. 


Niemieccy biskupi skrytykowani. Niespodziewana decyzja Franciszka

„Większość niemieckich biskupów nie odpowiedziała obecnie na propozycję Watykanu. Pozostawia im to jedynie niezwykle wąski zakres możliwości...

zobacz więcej

Są ludzie, którzy myślą, że nienawiść wobec mediów publicznych wśród jej adwersarzy bierze się ze szczerego umiłowania prawdy. Możliwa jest inna sytuacja: ta nienawiść wynika z przyzwyczajenia do licznych kłamstw, na których przed 2015 rokiem budowano polską politykę. Nie trzeba większej wyobraźni, że gdyby Rosja napadła na Ukrainę w czasach rządów Platformy, to najpewniej mielibyśmy do czynienia z polsko-niemieckimi konsultacjami. I płynącymi z liberalnych mediów zapewnieniami, że wszystko będzie dobrze, że „racjonalna polityka” wymaga siedzenia cicho pod niemieckim pantoflem. Nie jest to pewny scenariusz, ale bardzo możliwy – przynajmniej dla tych, którzy cokolwiek jeszcze pamiętają z polskiej polityki i narracji proplatformerskich mediów do 2015 roku.

Proszę państwa, jest jeszcze dużo czasu, żeby sobie i innym odświeżyć pamięć. W czasach kryzysu szczególnie należy pamiętać, kto zawsze grał jaką rolę w polskiej polityce.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej