RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Karnkowski: Ciężkie życie prezydentów

Prezydenci Gdańska, Białegostoku i Wrocławia  (fot.  PAP/Marcin Gadomski/Tomasz Waszczuk/Artur Reszko)
Prezydenci Gdańska, Białegostoku i Wrocławia (fot. PAP/Marcin Gadomski/Tomasz Waszczuk/Artur Reszko)

Najnowsze

Popularne

Nie jest łatwo być prezydentem. I bynajmniej nie mówię tu o trudnej roli prezydenta państwa, która, zwłaszcza w obliczu naprawdę dramatycznych wydarzeń, spotykających kraj i obywateli, bywa trudna i niewdzięczna. Ostatnie dni przyniosły jednak szereg informacji dotyczących prezydentów niższego szczebla, a przecież też bardzo ważnych, prowadzących czasem nawet własną politykę, w tym zagraniczną i szalenie aktywnych medialnie.

Burzenie jedności w obliczu tragedii. Podsumowanie TVP Szczecin

Nawet w obliczu tragicznej śmierci dwóch obywateli Polski nie ma jedności wśród m.in. polityków – napisał portal TVP Szczecin. Jak stwierdzono,...

zobacz więcej

Do Andrzeja Dudy niektórzy potrafią mieć pretensję nawet za to, że wypowiadając się o zdarzeniu, które dwóm Polakom przyniosło śmierć, jest smutny. Aktywna na Twitterze i szalenie tendencyjna ekspertka od mowy ciała, pani Domalewska-Guzik, niewyraźną minę głowy państwa i towarzyszącego mu na konferencji, dotyczącej dramatu w Przewodowie premiera, zinterpretowała ku uciesze swych czytelników jako oznakę rozczarowania obu polityków.


Nie nieszczęśliwym wypadkiem, jakim najprawdopodobniej okazał się wybuch rakiety, a tym, że takie zdarzenie trudno będzie wykorzystać wizerunkowo na korzyść PiS. Pani ekspertka śmieje się z premiera i prezydenta, razem z nią śmieją się jej czytelnicy, wreszcie jedna z komentujących pyta beztrosko „Umarł ktoś?”, choć poza nią i kilkorgiem innych beztroskich komentatorów o śmierci dwójki mieszkańców przygranicznej miejscowości mówią wszyscy.


„Z takimi tu żyjemy” – jak to się na tym samym Twitterze mawia w podobnych sytuacjach.

Politycy opozycji na kolacji z „niezależnymi sędziami”. Jest nagranie [WIDEO]

Kto finansował nieformalne spotkanie w sopockiej restauracji, na którym w kameralnym gronie spotkali się włodarze Gdańska i Sopotu z sędziami, a...

zobacz więcej

Zostawmy jednak prezydenta Dudę, który obroni się sam, i spójrzmy ma zupełnie inne historie, jakie przytrafiły się w ostatnich dniach włodarzom kilku bardzo ważnych polskich miast.


Seria wizerunkowych wstrząsów zaczęła się od Trójmiasta, gdzie przy wspólnej kolacji rozmawiali i bawili się wspólnie przedstawiciele dwóch różnych władz – samorządowej i sądowniczej. Była prezydent Gdańska, był prezydent Sopotu i byli oni, sędziowie drący koty z rządem, lubujący się w opowieściach o niezawisłości i praworządności.


Niezawisły sędzia być może ma w swym mniemaniu prawo spotykać się, biesiadować i pić z kim tylko chce, a dla nas tylko, naiwnych maluczkich, wygląda to źle. Tak, jak średnio co najmniej wygląda, gdy jako oskarżony i sędzia spotykają się, a zdarza się to przecież co jakiś czas, uczestnicy tej samej demonstracji, na której podsądny demonstruje w obronie interesów sadzącego. Czy wpływa to na wyrok? Chciałoby się wierzyć, że nie wpływa, tyle, że jakoś zawsze w takich sytuacjach sądy są potem bardzo łagodne i wyrozumiałe.


Nietypowe spotkania z udziałem prominentnych sędziów są częścią specyficznego trójmiejskiego klimatu. Wystarczy przypomnieć sobie, gdy to właśnie tam, jeszcze pod wodzą profesora Andrzeja Rzeplińskiego „Wybitni przedstawiciele prawa z Polski i Europy wchodzący w skład Trybunału Konstytucyjnego pojawili się w Gdańsku, aby to tu, w Mieście Wolności, świętować 30. rocznicę swojego powstania. Obchody będą trwały przez cały poniedziałek 17 października i w części będą otwarte dla publiczności.” – z dumą donosił portal gdansk.pl w październiku 2016 roku.


Szefem Trybunału był wówczas jeszcze prof. Andrzej Rzepliński, wówczas fetowany na wszelkie sposoby przez uczestników opozycyjnych demonstracji, którzy wybaczali mu nawet (a może raczej puszczali mimo uszu, a szkoda) jego mocne i jednoznacznie krytyczne wypowiedzi na temat aborcji, a Gdańskiem rządził jeszcze niepodzielnie nieżyjący Paweł Adamowicz.


Jednak najważniejsze okazały się wówczas kwestie finansowania wspaniałych obchodów. Najpierw bowiem martwiono się, że płaci za to polski podatnik, później zaś wcale nie przyjęto z ulgą faktu, że jednak niemiecka fundacja i kilku anonimowych darczyńców. Dziś te same złe języki pytają, za czyje bawili się sędziowie i co przyjemnego wynosili po spotkaniu z politykami w torebkach na prezenty, przyozdobionych miejskim logo.

Marszałek organizuje imprezę dla rodzin, ratusz się nie zgadza. Konflikt z LGBT w tle

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski nie zgadza się na przemarsz uczestników pikniku rodzinnego w tym mieście z kościoła i cerkwi na miejsce...

zobacz więcej

Znad morza przenieśmy się do Białegostoku. Użytkownicy Twittera wiedzą dobrze, że RT oznacza „retweet” czyli podanie dalej cudzego wpisu. Bardzo często natomiast, co wiele osób zaznacza w opisach swoich kont, nie oznacza poparcia. Gdy jednak ktoś zastrzeżenia tego nie czyni, nie wiemy, czy przesłanie dalej cudzych słów służyć ma informacji czy afirmacji.


Dlatego też nie wiemy, co kierowało prezydentem Białegostoku, Tadeuszem Truskolaskim, gdy udostępniał swym czytelnikom i sympatykom wpis, brzmiący „Młodzi Polacy nie mają szans na własne mieszkanie, do lekarzy kilkumiesięczne kolejki, przedsiębiorcy plajtują, wyjeżdżając z kraju za chlebem, polscy emeryci głodują, terror szczypawkowy i aborcyjny trwa i dotyczy tylko Polaków! Dość!!! Ukry-Won!!!”, a do tego zawierający film, którego narratorka opowiada o planach stworzenia nowego Izraela na terenach naszego sąsiada.


Tego wszystkiego było za wiele nawet dla sympatyzujących z prezydentem czytelników, bowiem doszło tu do zakwestionowania spraw, w których panuje raczej konsensus większości sceny politycznej – pomocy dla Ukrainy i szczepień przeciw C-19. Czy dla Truskolaskiego fakt, że obok uderzenia w te dogmaty pojawił się brutalny atak na PiS, był wystarczającym usprawiedliwieniem powielania tego rodzaju treści? Nie wiemy, wpis po prostu zniknął, choć został przecież i na koncie oryginalnej autorki, i we wszystkich mediach, które podjęły watek nietypowej aktywności białostockiego prezydenta.

W sieci zdjęcie dziennikarza, który ujawnia afery we Wrocławiu. „Mogę się czuć bezpieczny?”

Założone w październiku anonimowe konto na Twitterze opublikowało zdjęcie dziennikarza „Super Expressu” Marcina Torza wykonane podczas meczu na...

zobacz więcej

Media społecznościowe są też przyczyną coraz dziwniejszej atmosfery wokół prezydenta Wrocławia, Jacka Sutryka. Kilka tygodni temu wybuchł w sieci całkiem spory, łączący w wzburzeniu ludzi z bardzo różnych środowisk politycznych, skandal, gdy Sutryk obraźliwie i niefrasobliwie odpisał mieszkańcowi swego miasta, skarżącemu się na jakoś usług podlegającej mu pomocy społecznej.


„Mniej internetu, więcej mycia” życzył prezydent niepełnosprawnemu, który właśnie tego mycia, będącego poza sfera samodzielnych możliwości, doprosić się nie mógł. Sutryk jakoś się z tego wykpił, choć coraz więcej przecieków mówi o kurczeniu się jego potencjalnej koalicji wsparcia na kolejne wybory.


Tyle, że właśnie dowiadujemy się, że takie układy we Wrocławiu powstają dzięki bardzo złożonej i ciekawej sieci powiązań, interesów i uprzejmości, lecz także przez tworzenie dobrze opłacanych, lecz nie wymagających zbyt wiele pracy, rad programowych w coraz bardziej absurdalnych instytucjach.


Szczegóły tego procederu znajdą państwo w wielu innych publikacjach, ja natomiast skupię się na mocnym wątku pobocznym. Oto bowiem wiele wskazuje, że prezydent miasta Wrocławia posługuje się prawdopodobnie swą machiną urzędniczą i propagandową, by obrzydzić życie i zastraszyć Marcina Torza, dziennikarza, który poświęca Sutrykowi wiele, w jego optyce zbyt wiele, uwagi.


Torz, piszący dla „Super Expressu” w odpowiedzi na ujawniające interesy prezydenta teksty doczekał się nieumiejętnie ośmieszającego go konta na Twitterze. I to już całkiem sporo, by uznać, że wolność mediów rozumiana jest we Wrocławiu bardzo specyficznie, jednak w ostatnich dniach ktoś poszedł dalej, publikując na wspominanym koncie zdjęcie dziennikarza w prywatnej sytuacji, pochodzące zapewne z monitoringu miejskiego, co zakrawa już na czystej wody bandytyzm.


Czy tym razem wywoła to jakąś reakcję? Opisane wyżej sytuacje z dużych miast pokazują, że prezydentura nie zawsze służy prezydentom, a jeszcze rzadziej, jak się zdaje, ludziom.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej