RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Kreml nawet straszący atomem można zmusić do uległości

Władimir Putin stosuje atomowy szantaż (fot. PAP/EPA/SERGEY GUNEEV / KREMLIN POOL / SPUTNIK / POOL)
Władimir Putin stosuje atomowy szantaż (fot. PAP/EPA/SERGEY GUNEEV / KREMLIN POOL / SPUTNIK / POOL)

Wojownicza retoryka, agresywna polityka, wojny napastnicze, ludobójstwo, szantaż nuklearny – takie działania będące pogwałceniem prawa międzynarodowego Rosja stosuje od dziesiątków lat. Obecna agresja na Ukrainie zawiera wszystkie te elementy, ale historia uczy, że można powstrzymać bandycki reżim na Kremlu, nawet gdy próbuje narzucić swoje jarzmo, odgrażając się użyciem broni jądrowej. Mija właśnie 60 lat od wycofania rosyjskich rakiet z Kuby i tym samym porażki Moskwy w kryzysie kubańskim, który mógł doprowadzić do zagłady ludzkości.

Putin wszczął wojnę nuklearną

Ludobójstwo, gwałty, atakowanie obiektów cywilnych, rabunek na masową skalę zarówno dóbr należących do osób prywatnych jak i instytucji czy całego...

zobacz więcej

Trzeba powiedzieć na wstępie, że groźby jądrowe Władimira Putina nie są kwestią ostatnich miesięcy. Atomem straszył podczas pierwszej części napaści Ukrainę w 2014 roku. W Europie następowało wówczas rozbrojenie jądrowe, Francja już dawno zaprzestała prób, w tym czasie Rosja modernizowała swoje strategiczne uzbrojenie.


We wrześniu 2014 roku reżim przeprowadził próbę rakiety balistycznej Buława, zdolną do przenoszenia głowic nuklearnych. 12-metrowy pocisk wystrzelono na Morzu Białym z okrętu podwodnego o napędzie atomowym „Władimir Monomach”. Zgodnie z komunikatem pocisk trafił w poligon Kura na Kamczatce. Buława jest zdolna do przenoszenia 6 nuklearnych głowic na odległość 8 tysięcy kilometrów, ma więc w swoim zasięgu praktycznie cały świat.


Niedługo przed tym testem Putin mówił podczas spotkania z młodzieżą, że „chce jej przypomnieć”, iż „Rosja jest jednym z najpotężniejszych krajów wyposażonych w atom”. – To rzeczywistość, nie tylko słowa – pysznił się. Oczywiście te słowa, a raczej zawoalowane groźby nie były skierowane tylko do młodych Rosjan z wypranymi przez kremlowską propagandę mózgami, a do Zachodu. Kilka tygodnie wcześniej w Jałcie dyktator przekonywał, że już niebawem „zaskoczy Zachód nowymi rozwiązaniami w dziedzinie broni atomowej”.


Bandycka napaść na Ukrainę 


Bandycka napaść na Ukrainę sprawiła, że Putin mógł już otwarcie dać upust swojej patologicznej potrzebie straszenia świata bronią jądrową. Niedługo po agresji rozkazał ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu postawienie „sił odstraszania” w stan gotowości bojowej po „agresywnych komunikatach” głównych państw NATO. W skład tych sił wchodzą wojska nuklearne.


– Jak widzicie, zachodnie kraje nie tylko podejmują wrogie kroki przeciw naszemu krajowi w wymiarze ekonomicznym – mam na myśli nielegalne sankcje – ale też najwyższej rangi urzędnicy krajów NATO pozwalają sobie na wypowiadanie agresywnych stwierdzeń dotyczących naszego kraju – mówił Putin w państwowej telewizji podczas rozmowy z ministrem Szojgu i szefem sztabu generalnego, generałem Walerijem Gierasimowem. Bandycka agresja na sąsiada – usprawiedliwiona, apele o opamiętanie – złe.

Kimdzongunizacja Putina

Totalitarny reżim, tępa propaganda, izolacja na arenie międzynarodowej, patologiczne nieliczenie się ze społecznością międzynarodową, skutkujące...

zobacz więcej

Wraz z porażkami rosyjskiej armii na Ukrainie, a raczej zdegenerowanych band morderców, gwałcicieli i rabusiów, Putin wrócił do straszenia bronią jądrową. Na początku listopada rosyjskie MSZ ogłosiło, że Moskwa może użyć broni jądrowej wyłącznie w obronie swojego terytorium, gdy zostanie zaatakowana przy wykorzystaniu broni masowego rażenia.


Jednocześnie władze Rosji zaapelowały do mocarstw jądrowych o „powstrzymanie się od działań, które mogłyby doprowadzić do bezpośredniego konfliktu zbrojnego”. Można interpretować to tak – my możemy robić co nam się podoba, a wam wara od tego. Do tego warto zwrócić uwagę na zwrot „w obronie swojego terytorium” – za takowe Kreml uważa nie tylko Krym, ale także bandyckie republiki doniecką i ługańską, czyli w świetle prawa międzynarodowego terytoria Ukrainy.


Putin straszy Hiroszimą


W rozmowie z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem Putin rzucił też kolejną groźbę. Przekonywał, że Hiroszima i Nagasaki są dowodem, iż „nie trzeba atakować dużych miast, by wygrać”. Zasugerował w ten sposób możliwość zamordowania setek tysięcy osób. – Macron był wyraźnie zaniepokojony. Brzmiało to jak bardzo poważna aluzja, że Putin może zdetonować taktyczną broń jądrową na wschodzie Ukrainy, pozostawiając Kijów nietkniętym. Taka była myśl przewodnia jego uwag – przekazało źródło magazynowi „The Mail on Sunday”.


Przypomnijmy, wskutek zrzucenia przez Amerykanów dwóch bomb atomowych na japońskie miasta Hiroszima i Nagasaki, co miało miejsce odpowiednio 6 i 9 sierpnia 1945 roku, zginęło od 129 tys. do 226 tys. osób. Sześć dni po drugim ataku Japonia skapitulowała. Przed zrzuceniem bomby, Hiroszima liczyła około 350 tys. mieszkańców, Nagasaki – około 260 tys., czyli oba były jak na japońskie standardy miastami średniej wielkości. Powiedzmy jak Zaporoże i Winnica.


Dalej w groźbach posuwa się były prezydent, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew. Twierdził już między innymi, że próba odbicia przez Ukrainę terytoriów okupowanych może doprowadzić do wojny jądrowej. „Nazwijmy rzeczy po imieniu: kraje zachodnie popychają świat do globalnej wojny. I tylko całkowite i ostateczne zwycięstwo Rosji jest gwarancją powstrzymania światowego konfliktu” – pisał w mediach społecznościowych.

Nikita Chruszczow chciał zaszachować USA (fot. USAF/Bundesarchiv)
Nikita Chruszczow chciał zaszachować USA (fot. USAF/Bundesarchiv)

Rosyjska dusza karmi się putinowskim upadlaniem

Putinowska agresja na Ukrainę ma nie tylko wymiar militarny, gospodarczy czy geopolityczny. Sięga o wiele głębiej. Mimo gigantycznego okrucieństwa...

zobacz więcej

Zdaniem Miedwiediewa to nie agresywna Rosja, ale broniąca się Ukraina i wspierające ją kraje są odpowiedzialne za eskalowanie konfliktu w Europie Wschodniej. Wiadomo, gdyby Ukraina po złości się nie broniła to już dawno nastałby pokój. Innym razem odgrażał się użyciem broni jądrowej, pisząc że ochrona „republik Donbasu oraz innych terytoriów przyłączonych do Rosji” zostanie „znacznie wzmocniona”.


Groźby Miedwiediewa


„Rosja zapowiedziała, że do takiej obrony mogą być wykorzystane nie tylko zdolności mobilizacyjne, ale także każda rosyjska broń, w tym strategiczna broń jądrowa i broń nowej generacji” – napisał. „Dlatego różni emerytowani idioci z butami generałów nie muszą nas straszyć gadką o uderzeniu NATO na Krym. Broń hipersoniczna to gwarancja znacznie szybszego dotarcia do celów w Europie i USA” – straszył.


Na szczęście na groźbach niezbyt zrównoważonego polityka się skończyło. Historia uczy, że reżim na Kremlu jest mocny w straszeniu, ale mięknie wobec determinacji Zachodu. Mija właśnie 60 lat od najgroźniejszej sytuacji mogącej skutkować wojną jądrową. 14 listopada 1962 roku, w szczytowym okresie zimnej wojny Nikita Chruszczow ugiął się i wycofał rakiety z Kuby, mające straszyć zagładą amerykańskich miast od Miami po Seattle.


Moskwa przegrała próbę sił, a jak mocarstwa doprowadziły cywilizację ludzką na skraj unicestwienia? Trzeba się cofnąć o trzy lata i upadku znienawidzonego przez Kubańczyków reżimu Fulgencio Batisty, który utworzył z Kuby republikę bananową drenowaną przez Stany Zjednoczone. Dyktatora zmiotła rewolucja komunistyczna kierowana przez Fidela Castro, przywódcę Ruchu 26 lipca, który sam został dyktatorem.


Reżim rozpoczął swoją rewolucję społeczną – znacjonalizował usługi publiczne i przemysł, zaczął przeprowadzać industrializację i przekazywać ziemię chłopom. Takie działania godziły w interesy obywateli USA, którzy potracili majątki. Dobrze zostało to przedstawione w filmie „Ojciec Chrzestny II” Francisa Forda Coppoli. Zaniepokojony był Waszyngton, któremu pod noseł wyrósł reżim komunistyczny.

Faszyzm ma się dobrze. W Rosji Putina

Walka z „faszyzmem”, „denazyfikacja” – to ulubione hasła Władimira Putina, mające usprawiedliwić bezprawną napaść na Ukrainę. Neoimperialne ambicje...

zobacz więcej

Izolacja Kuby


Próby izolowania Kuby doprowadziły do ścisłego sojuszu Hawany ze Związkiem Sowieckim. Moskwa jawnie wspierała Castro, ciesząc się z podległego sojusznika, którego władztwo znajduje się niecałe 200 km od terytorium Stanów Zjednoczonych. Waszyngton nie mógł sobie pozwolić na takiego sąsiada i spróbował obalić reżim Castro.


19 kwietnia 1961 roku w Zatoce Świń wylądowały siły złożone z kubańskich emigrantów wyszkolonych przez CIA. Ich celem było siłowe obalenie reżimu i zainstalowanie demokratycznego, czyli proamerykańskiego rządu. Operacja „Pluto”, źle przygotowana i przeprowadzona, zakończyła się totalną klęską. Podczas trzydniowych walk zginęło około 114 rebeliantów z Brygady 2506, ponad 300 zostało rannych, kilkudziesięciu zaginęło. Rebelianci utracili 8 samolotów, 3 transportowce i jeden mały okręt desantowy. Reżim wziął do niewoli około 1190 rodaków przysłanych przez CIA.


Castro triumfował. Sowieci, widząc że jego pozycja w regionie i na arenie międzynarodowej się wzmocniła zacieśnili współpracę. Kuba mogła liczyć już nie tylko na przestarzałe czołgi T-34, pamiętające czasy II wojny światowej, ale też pomoc finansową i materiałową. Hawana na stałe weszła w orbitę ZSRR, który dzięki temu uzyskał możliwość trzymania USA w szachu.



Moskwa potrzebowała go wobec zainstalowania amerykańskich rakiet na terytorium Wielkiej Brytanii („Projekt Emily”), Włoch, a szczególnie Turcji, sąsiadującej z bezpośrednio z Gruzińską i Armeńską SSR. W Wielkiej Brytanii rozmieszczono 60 amerykańskich pocisków balistycznych średniego zasięgu Thor, które mogły trafiać w cele odległe do 2,2 tys. km. Za ich obsługę odpowiadały RAF, ale kontrolę nad głowicami sprawowali Amerykanie.


W przypadku ataku sowietów na Wielką Brytanię, pociski miały być wystrzelone na terytorium ZSRR. Umieszczenie sowieckich rakiet na Kubie byłoby przeciwwagą i pozwalałoby mieć z tego kierunku w zasięgu praktycznie całe Stany Zjednoczone bez Alaski. Amerykańskie siły miałyby w tej sytuacji ledwie kilka minut, by zareagować na atak i wykonać uderzenie odwetowe.

Ludobójcze wywożenie dzieci. Putin idzie w ślady Hitlera

Władimir Putin coraz bardziej upodabnia swój kraj do III Rzeszy. Dowody można mnożyć. Pierwszy z brzegu to implementacja jednej z odmian faszyzmu...

zobacz więcej

Latem 1962 roku w Moskwie gościła delegacja kubańska. Nie trzeba było złej woli, żeby wyciągnąć wnioski, iż celem Kremla jest namówienie sojusznika do umieszczenia na jego terytorium broni mogącej razić USA. Fatycznie, podjęto decyzję o ulokowaniu na Kubie sowieckich rakiet krótkiego i średniego zasięgu. Założono, że na wyspę trafią rakiety R-12 (SS-4 Sandal w kodzie NATO) i R-14 (SS-5 Skean) oraz personel techniczny i wojskowy. Łącznie około 22 tysiące osób.


Wkrótce wyruszyły pierwsze transporty morskie ze sprzętem i Rosjanie zaczęli tworzyć bazę. 2 września Rosjanie podali bowiem, że na prośbę Kubańczyków będą dostarczać im broń i instruktorów. Już w październiku na Kubę trafiły wyrzutnie rakiet balistycznych, stanowiska obrony przeciwlotniczej oraz samoloty myśliwskie mające chronić bazę, a także bombowce, czyli broń ofensywna. Chruszczow chciał przy tym sprawdzić młodego prezydenta USA Johna F. Kennedy'ego, który zastąpił doświadczonego generała Dwighta Eisenhowera. Porażka Amerykanów w Zatoce Świń rozpaliła wiarę genseka, żeby uda się zmusić Waszyngton do uległości.


Zresztą Chruszczow już wcześniej nabrał przekonania, że Kennedy będzie ugodowo i przyjaźnie nastawiony wobec ZSRR. Prezydent USA od początku kadencji szukał kontaktu sowieckim dyktatorem i chciał się z nim spotkać. Do spotkania doszło w czerwcu 1961 w Wiedniu, Nikita Siergiejewicz zgodził się, gdyż chciał poznać człowieka, któremu rzucał wyzwanie, i którego zamierzał rozstawiać po kątach. To spotkanie utwierdziło Chruszczowa w przekonaniu, że w starciu z Kennedym będzie mógł pozwolić sobie na więcej, niż przewidywał. Srodze się zawiódł.


Sowieckie transporty


Pierwsze sowieckie transporty Amerykanie wykryli we wrześniu 1962 roku, a zdjęcia dowodzące istnienia na Kubie pocisków balistycznych przedstawiono Kennedy'emu 14 października. Dwa dni później utworzono Executive Comittee of the National Security Council – Komitet Wykonawczy Narodowej Rady Bezpieczeństwa, który podjął decyzję o rozpoczęciu morskiej blokady Kuby przez siły amerykańskie, żeby uniemożliwić uruchomienie Rosjanom bazy nuklearnej. Było to uzupełnienie wcześniejszych, podpisanych przez Kennedy'ego rezolucji Kongresu – o możliwości powołania pod broń w każdej chwili 150 tys. rezerwistów oraz o możliwości użycia sił zbrojnych przeciwko Kubie w razie zagrożenia bezpieczeństwa USA.


Spirala nakręcała się. Waszyngton wysłał w rejon konfliktu znaczne siły morskie z rozkazami przechwycenia statków wiozących zaopatrzenie radzieckich baz na Kubie, w razie przekroczenia przez nie linii blokady. Amerykanie oświadczyli, że są gotowi do zablokowania instalacji nowych pocisków wszelkimi sposobami, nawet za pomocą zatapiania statków zaopatrzeniowych oraz radzieckich okrętów podwodnych skierowanych w rejon blokady.

Amerykanie zablokowali sowieckie transporty na Kubę (fot. USN/cc)
Amerykanie zablokowali sowieckie transporty na Kubę (fot. USN/cc)

Koteria kontra dyktator. Putin skończy jak Chruszczow?

Na szczytach nigdy nie jest ciepło. Wieją lodowate wichry, każdy stoi skulony i musi pilnować się, żeby sąsiad nie strącił go w przepaść – napisał...

zobacz więcej

Wiadomo, że zdecydowana postawa Waszyngtonu to efekt informacji wywiadowczych, sugerujących że Moskwa nie jest gotowa do globalnej konfrontacji. Dowodził tak między innymi arcyszpieg Oleg Pieńkowski, najcenniejszy agent Zachodu w Moskwie w historii zimnej wojny. Kennedy zdecydował się na blef, zbliżając świat na krawędź wojny nuklearnej, licząc że Moskwa odpuści w tej wojnie nerwów.


23 października prezydent ogłosił wprowadzenie ścisłego embarga na sprzęt wojskowy przysyłany na Kubę i nakazał wojsku podjęcie wszelkich niezbędnych działań mających umożliwić jego realizację. Kuba została otoczona szczelnym pierścieniem blokady. Marynarka Wojenna USA otrzymała prawo do zatrzymywania i kontrolowania statków podejrzanych o przewożenie uzbrojenia lub wyposażenia wojskowego.


Kreml reaguje


Rosjanie odpowiedzieli podniesieniem stanu gotowości swych wojsk oraz oficjalnym komunikatem państwowej agencji TASS, w którym potępiono „imperialistyczne działania” Stanów Zjednoczonych. Dowodzono, że godzą one w suwerenność Kuby, kraju znajdującego się pod opieką ZSRR. Piłeczka była jednak po stronie Waszyngtonu.


24 października wykryto pierwsze z czterech radzieckich okrętów podwodnych projektu 641 (Foxtrot w kodzie NATO): B-4, B-36, B-59 oraz B-130, które 1 października wypłynęły z bazy na półwyspie Kolskim, udając się w rejon Karaibów w misji wsparcia dostawy broni na Kubę w ramach operacji „Anadyr”. Jednostki znajdowały się w odległości kilku mil morskich od strefy blokady.


Twoje INFO - kontakt z TVP INFO


Waszyngton podjął decyzję, że amerykańskie okręty powinny za pomocą sonaru wydać sowieckim okrętom polecenie wynurzenia się i identyfikacji. W razie odmowy wykonania polecenia, Amerykanie mieli użyć małych ładunków wybuchowych w charakterze sygnalizatorów dźwiękowych. Sowieccy dowódcy zignorowali żądania wynurzenia się, ale w końcu i tak musieli to zrobić pod presją amerykańskich niszczycieli, żeby naładować akumulatory i nabrać powietrza, a także usunąć problemy techniczne.


Komunofaszyzm. Putin kopiuje zbrodnicze wzorce

Opętany rządzą władzy absolutnej Władimir Putin tworzy kraj, który nie ma nic wspólnego z żadnymi demokratycznymi wzorcami. Pod względem...

zobacz więcej

Toczyła się jeszcze bardzo niebezpieczna zabawa w kotka i myszkę, ale wiadomo było, że Moskwa przegrała. 26 października Chruszczow przedstawił propozycję wycofania rakiet balistycznych z Kuby w zamian za zagwarantowanie, że Stany Zjednoczone nie dokonają inwazji na wyspę. Sytuacja na moment się zmieniła po zestrzeleniu amerykańskiego samolotu rozpoznawczego na Kubą. Wobec tego Kennedy wydał oświadczenie, w którym pochwalił gotowość Moskwy do porozumienia.


Ultimatum Kennedy'ego


Prezydent USA wiedział, że jest górą i pozwolił sobie na zagrożenie, że jeśli w ciągu 24 godzin nie rozpocznie się demontaż wyrzutni, wówczas lotnictwo USA dokona uderzenia na rosyjskie bazy na Kubie. Sowieci wzięli się do roboty i z oporami zaczęli likwidować bazę. Moskwa zdawała sobie sprawę, że nie będzie w stanie prowadzić wojny w tak odległym regionie świata. Co innego już mając straszaki w postaci rakiet wycelowanych w amerykańskie miasta. Prognozy Pieńkowskiego się sprawdziły.


Wszystkie statki już zmierzające na Kubę zostały zawrócone, a instalacje budowane na wyspie rozebrane, a następnie pod okiem Amerykanów odtransportowane do ZSRR. 20 listopada Biały Dom oficjalnie odwołał blokadę morską wyspy i sami też poszedł na ustępstwa. Już bez rozgłosu Amerykanie usunęli swoje pociski balistyczne z Turcji i Włoch. Strony zgodziły się także na utworzenie gorącej linii telefonicznej pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem, żeby w nadzwyczajnej sytuacji porozumieć się bez ryzyka rozpętania wojny.


A jesienią 1962 roku groźba taka była ogromna. Zdaniem historyków właśnie kryzys kubański był momentem, gdy USA i ZSRR były najbliżej rozpoczęcia konfliktu nuklearnego. Urósł wręcz do miana symbolu zimnej wojny i przesądził o dalszej historii świata i mógł się pośrednio przyczynić do losu głównych bohaterów tego dramatu. Nieco ponad rok później Kennedy został zastrzelony, zaś niecałe dwa lata po porażce Chruszow został usunięty ze stanowiska.


Patrząc na obecną rosyjską agresję na Ukrainie i szantaż nuklearny Putina przez pryzmat kryzysu kubańskiego nasuwa się jeden oczywisty wniosek. Ukrainy pod żadnym pozorem nie można pozostawić samej sobie. Tylko wspieranie sojusznika odpierającego ataki rosyjskich zwyrodnialców i maksymalna presja na reżim na Kremlu mogą wybić dyktatorowi z głowy użycie broni jądrowej.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej