RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Chersoń wraca do Ukrainy. Kijów wie, jak „negocjować” z Moskwą

Odzyskanie przez Ukrainę Chersonia to kolejny dowód na skuteczność taktyki międzynarodowego wspierania Ukrainy (fot. Celestino Arce/NurPhoto via Getty Images)
Odzyskanie przez Ukrainę Chersonia to kolejny dowód na skuteczność taktyki międzynarodowego wspierania Ukrainy (fot. Celestino Arce/NurPhoto via Getty Images)

Odzyskanie przez Ukrainę Chersonia to kolejny dowód na skuteczność taktyki międzynarodowego wspierania Ukrainy, uderzania w Rosję surowymi sankcjami i izolowania jej na arenie międzynarodowej. Postulaty mające na celu wymuszenie na Kijowie podjęcia negocjacji z Moskwą, których celem jest zgoda na narzucenie warunków Kremla, muszą być z miejsca odrzucane. Rosja słabnie z każdym dniem wywołanej przez siebie wojny i sama z niepokojem patrzy na zbliżającą się zimę.

Zełenski nie boi się rosyjskich rakiet. Przyjechał do odbitego Chersonia

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pojechał do Chersonia (miasta obwodowego na południu Ukrainy nad Dnieprem), który w ostatnich dniach został...

zobacz więcej

Odbicie przez ukraińską armię Chersonia zostało ocenione jako ogromny sukces tego kraju, a także potwierdzenie słuszności podjętej przez nią walki z Rosją. Taktyki, która przez wiele miesięcy, od momentu rosyjskiej inwazji, była przez część zachodnich polityków i ekspertów krytykowana. Przekonywali oni, że stawianie oporu Rosji nie ma sensu, że jest ona zbyt silna, ma zbyt nowoczesną armię, że przedłużanie walk niczego nie zmieni i, koniec końców, to Kreml podyktuje warunki Kijowowi.  


Ci sami „eksperci” przekonywali, że nie ma sensu wysyłać Ukraińcom broni, gdyż nie zmieni ona sytuacji na froncie, a jedynie przesunie w czasie nieuniknione. Nowoczesnego sprzętu również nie warto im wysyłać, gdyż nie nauczą się go obsługiwać. Jak głupio im dziś powinno być, gdy obserwujemy, jak dobry użytek z niego robią ukraińskie siły i jak dostarczanie go przez Zachód zmieniło sytuację na froncie. 


„Eksperci” od leżenia plackiem przed Rosją 


Nie da się ukryć, że oceny takie najczęściej padały z Niemiec i Francji. I chociaż są to państwa, które deklarują wsparcie dla Ukrainy, to od początku inwazji wiele razy prezentowały się jako hamulcowi nakładania sankcji czy ich zaostrzania. Nie potrafiły się one również, w szczególności Niemcy, wywiązać z dostarczania broni. Na przeszkodzie temu stawał albo brak amunicji, a to puste magazyny Bundeswehry, a to obawy przed eskalacją.


Mimo tego, że Kijów przyznaje, iż w ostatnim czasie doszło do pewnych zmian w sposobie myślenia Niemców o wojnie na Ukrainie, wciąż trzeba na nich naciskać. Dziś kanclerz Olaf Scholz przyznaje, że dyplomatyczne zakończenie wojny na Ukrainie jest teraz niemożliwe, gdyż uniemożliwiają to działania wojenne prowadzone przez armię Putina. 

Szokujące zbrodnie Rosjan na Ukrainie. Tarczyński: Nic się nie zmieniło od Katynia [WIDEO]

Od wyzwolenia Iziumu minęły dwa miesiące. W liczącym przed rosyjską inwazją około 45 tys. mieszkańców strategicznym mieście do dziś widać...

zobacz więcej

Szef niemieckiego rządu zapewnił przy tym, że nikt nie będzie wymuszał na Kijowie zaakceptowania zawieszenia broni na warunkach rosyjskich czy „narzuconego pokoju”. Mówi tak, chociaż sam w przeszłości dawał do zrozumienia, że takie rozmowy są priorytetem.


Mówił tak też Emmanuel Macron, który przy okazji uderzał w „podżegaczy wojennych” – mając na myśli zapewne Polskę i inne kraje naszego regionu – które najmocniej domagają się nakładania surowych sankcji na Rosję i intensyfikacji pomocy dla Ukrainy. 


Relacje z Angelą 


Nie można być, niestety, zbyt pozytywnie nastawionym do słów Scholza, gdyż nie tylko wielokrotnie w przeszłości jedno deklarował, drugie realizował, ale również przyznał, że często korzysta z rad swojej poprzedniczki na tym urzędzie, Angeli Merkel.  


I chociaż on jest socjaldemokratą, a ona chadekiem, to, jak ocenił, zawsze dobrze współpracowali. Jednak ten jego brak refleksji co do odpowiedzialności Merkel za niemiecką politykę wschodnią w czasach jej urzędowania musi dla nas wszystkich stanowić poważne ostrzeżenie. Tym bardziej, że i Merkel otacza się specyficznymi „ekspertami”, którzy na potęgę mylą się w ocenie sytuacji na wschodzie.


Dziennik „Bild” przywołał niedawno postać jej byłego doradcy wojskowego, emerytowanego generała Ericha Vada. Dwa dni przed ogłoszeniem, że rosyjscy żołnierze wycofują się z Chersonia, przekonywał on, iż na pewno do tego nie dojdzie i w tym rejonie trwać będzie kilkutygodniowa bitwa.

Rosja grozi brudną bombą. Terrorysta z Kremla chce zastraszyć Zachód

Władimir Putin z przerażeniem patrzy na ukraińską kontrofensywę i jest rozczarowany tym, że nie udaje mu się zmienić negatywnego trendu w wojnie na...

zobacz więcej

Jak zaznacza dziennik, od początku inwazji mylił się on w ocenie prawie każdej kluczowej kwestii wojny. Po inwazji zaś od razu stanął na stanowisku, że „z wojskowego punktu widzenia sprawa się skończyła” i że „to tylko kwestia kilku dni i nic więcej”.


Później krytykował wysyłanie czołgów bojowych i transporterów opancerzonych, uznając, że jest to „militarnie nonsensowne”. Co więcej, oceniał, że Ukraina nie ma co szukać miejsca przy stole negocjacyjnym, gdyż siedzieć tam powinny jedynie Rosja i USA. 


Miejmy nadzieję, że kanclerz Scholz nie będzie słuchał więcej takich głosów i uwierzy, że Ukrainę ma szansę wygrać tę wojnę i odzyskać swoje terytoria i że jest to jedyna szansa na zakończenie walk. 


Berlin wciąż się waha 


Ukraińcy wciąż bardzo liczą na pomoc Berlina, przede wszystkim jeśli chodzi o dostawy ciężkiej broni. Mychajło Podolak, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, poinformował, że „rząd RFN ponownie rozważa swoje stanowisko w sprawie nowych dostaw broni”; dotyczy to czołgów Leopard 2 i bojowych wozów piechoty Marde. Wcześniej Berlin zaczął dostarczać Ukrainie systemy obrony przeciwrakietowej.  


Na szczęście inni sojusznicy Ukrainy o wiele lepiej niż Berlin realizują swoje obietnice – wiele dobrych słów ze strony Kijowa padło w tym kontekście pod adresem Warszawy – i polskiej broni, która sprawdziła się na froncie. 

Kimdzongunizacja Putina

Totalitarny reżim, tępa propaganda, izolacja na arenie międzynarodowej, patologiczne nieliczenie się ze społecznością międzynarodową, skutkujące...

zobacz więcej

Jak wylicza OSW, w ostatnim czasie USA potwierdziły przekazanie Ukrainie systemy obrony powietrznej NASAMS, które miały już zostać wykorzystane w działaniach bojowych. Z Hiszpanii dotarły też wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych Aspide, a także pierwsze 6 z 14 zakupionych w Wielkiej Brytanii przez fundację Petra Poroszenki bojowych wozów rozpoznawczych Spartan.  


Londyn poinformował również o przekazaniu blisko tysiąca dodatkowych rakiet do zestawów przeciwlotniczych, a Paryż – o pierwszych sześciu armatohaubicach CAESAR z nowej partii, które mają trafić na Ukrainę w ciągu kilku tygodni.


Dzieje się to wszystko pomimo tego, że Putin chciał wystraszyć Zachód zarówno ogłaszając „częściową” mobilizację, jak i stosując szantaż energetyczny, a także grożąc użyciem broni atomowej.  Zachód wytrzymał jednak ten atak i potwierdził swoje sojusznicze zobowiązania wobec Ukrainy.  


Porażka Kremla 


Wycofanie się Rosjan z Chersonia to porażka polityczna Kremla, a przy tym – jak ocenia OSW – kompromitacja dokonanej 30 września aneksji okupowanych terenów ukraińskich. Konsekwencje tego mogą być znaczące. Okazuje się bowiem, że Rosja nie potrafi, pomimo propagandowego wsparcia w postaci „mobilizacji”, zatrzymać ukraińskiej kontrofensywy i traci zajmowane dotąd terytoria. Dlatego też Kreml stara się przekonywać, że nie ma mowy o żadnej porażce, tylko o przemyślanej operacji wojskowej, która pozwoli na osiągnięcie sukcesu na innych kierunkach.

Zapora na granicy z Rosją to konieczność. Totalsi jednak znów grają jak im Kreml zagra

Reżimom w Mińsku i Moskwie nie udało się, poprzez wywołanie wojny hybrydowej na granicy polsko-białoruskiej, zdestabilizować sytuacji w naszym...

zobacz więcej

Teraz jednak obie strony umocują się po obydwu stronach Dniepru i jak ocenia OSW, nie mają one w tym momencie możliwości przeprowadzenia dużej operacji desantowej. „Należy więc przyjąć, że linia Dniepru może na dłuższy czas stać się granicą terytorium okupowanego przez Rosję” – podkreślono w analizie.


Co dalej? Wiele zależy od tego, jak wiele wysokiej jakości uzbrojenia otrzyma Ukraina od Zachodu i jak szybko będzie postępować degenerowanie się jednostek rosyjskich, które nie są przygotowane do walki w zimie. 


Ku zwycięstwu 


I chociaż linia Dniepru jest nie lada przeszkodą w odnoszeniu kolejnych sukcesów na froncie, to nie oznacza to jednak, że Ukraina nie będzie czynić dalszych postępów. Jak przekonuje były dowódca sił lądowych USA w Europie, emerytowany generał broni Ben Hodges, ukraińskie siły do stycznia przyszłego roku mogą wyzwolić Mariupol i Melitopol, po czym rozpocznie się wyzwalanie Krymu. 


I chociaż brzmi to z dzisiejszej perspektywy prawie jak abstrakcja, to kto by przewidział, że ukraińskie siły nie tylko zahamują ofensywę rosyjską, ale przejdą do kontrataku i w taki krótkim czasie osiągną takie sukcesy? 


Ważne jest, by Zachód pokazywał determinację we wspieraniu Kijowa i nie ulegał rosyjskiej dezinformacji. To też ogromne zadanie dla Polski i krajów naszego regionu, by wciąż, permanentnie motywowały do tego pozostałe kraje. 


Petar Petrović 

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej