RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Piastowie nie byli Polakami? Co mówi DNA pradziadów

Zanalizowano 1125 fragmentów kości pochodzących z ponad 700 pochówków (fot. Shutterstock/Alex_Traksel)
Zanalizowano 1125 fragmentów kości pochodzących z ponad 700 pochówków (fot. Shutterstock/Alex_Traksel)

Najnowsze

Popularne

Przez media przetoczyła się informacja, że „szczecińscy genetycy pokazali, iż Piastowie nie byli Polakami”. Informacja jest ważna, poważna i ciekawa, zatem postanowiłam się zająć zdjęciem z niej klikbajtowego tytułu i dowiedzeniem się od specjalistów, o co realnie chodzi, co ustalono i co to ewentualnie zmienia w naszym rozumieniu początków państwa polskiego.

Komputer jednokomórkowca

Co jeśli co najmniej kawałek zjawiska nazywanego przez nas (z braku konkretów) instynktem, okaże się wynikiem pracy „wewnętrznej maszyny liczącej”?...

zobacz więcej

Zacznijmy od tego, że z końcem 2021 r. konsorcjum utworzone przez Instytut Chemii Bioorganicznej PAN oraz Wydział Historii i Wydział Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu kierowane przez prof. dr. hab. Marka Figlerowicza zakończyło realizację pierwszego polskiego projektu archeogenomicznego, zatytułowanego „Dynastia i społeczeństwo państwa Piastów w świetle zintegrowanych badań historycznych, antropologicznych i genomicznych”.  

 

O tym, jaki kocioł antropologiczny mieliśmy na dzisiejszych ziemiach polskich w epoce żelaza, a nawet jakie drobnoustroje i jak odmienne co do swej zjadliwości niż ich odzisiejsze odpowiedniki mieli owi mieszkańcy państwa Piastów w ustach, dowiedzieliśmy się z tych badań niemało. O samej genealogii genetycznej naszej pierwszej dynastii panującej – dotąd oficjalnie zgoła nic. 

 

Jak napisali już pół roku temu autorzy tego projektu finansowanego od 2014 r. w całości przez Narodowe Centrum Nauki: „Część uzyskanych wyników została już opublikowana w 18 artykułach, które ukazały się na łamach zarówno krajowych, jak i międzynarodowych czasopism naukowych. […] W pierwszym etapie badań nad pochodzeniem Piastów zweryfikowaliśmy dotychczasową wiedzę na temat ponad 350 opisanych w literaturze pochówków piastowskich. Okazało się, iż w większości z nich nie spoczywają już żadne szczątki lub są one wymieszane z innymi. Zidentyfikowaliśmy 16 osobników płci męskiej, co do których możemy z dużą pewnością stwierdzić, że są przedstawicielami dynastii piastowskiej. Dla każdego z nich określiliśmy haplogrupę chromosomu Y i szereg innych markerów genetycznych. Na tej podstawie ustaliliśmy ich relacje genetyczne z populacją lokalną i sąsiednimi. W przypadku jednego z Piastów udało się także zrekonstruować wygląd twarzy na podstawie zachowanej czaszki. Szczegółowe wyniki badań zostaną wkrótce opublikowane”.

Mechanizm słuchu wreszcie rozszyfrowany

Uczymy się w szkole o uchu i słyszeniu, ale do dziś nieznany był mechanizm molekularny stojący za tym powszechnym dla ssaków zjawiskiem. Został on...

zobacz więcej

Najprościej rzecz ująwszy, tej publikacji pierwszego polskiego centrum archeogenmiki, opisującej skąd – przynajmniej genetycznie – możliwie wywodzą się Piastowie, nadal nie ma w obiegu publicznym. Rzecz zaś cała ma w obiegu naukowym dwie podstawowe hipotezy robocze: autochtoniczną (dającą się streścić słowami: „z naszej ci oni krwi, słowiańskiej”) oraz allochtoniczną, gdzie w ostatniej dekadzie prym przynajmniej w świecie popualaryzacji w środkach masowego przekazu i powieści „historycznych” wiedzie przekonanie, że „Skandynawowie utworzyli państwo polskie, a Mieszko I był wikingiem o imieniu Dago”. Ta teza ma już 150 lat, zrodziła się zaś na łonie historiografii rosyjskiej, a kontynuowana była w niemieckiej (tu wikingów zastępują Germanie).  

 

Współcześni polscy mediewiści są jednak mocno wobec tej hipotezy wstrzemięźliwi. Trzeba na marginesie wyjaśnić, że – jak wiemy z poważnych źródeł pisanych, a także opublikowanych na łamach „Science” dwa lata temu badań archeogenetycznych wczesnośredniowiecznych wikingów – nie stanowili oni zadnego zwartego etnosu. Być wikingiem to da się raczej przetłumaczyć dziś na „być najemnym wojownikiem” niż na „być Skandynawem”. Rdzeń wikingów faktycznie stanowili Skandynawowie, ale wyjątków od tej niby reguły jest tak wiele, że trudno to zignorować.

 

Zakończony 11 miesięcy temu projekt miał dalekosiężne cele, jak „weryfikacja wcześniejszych hipotez dotyczących pochodzenia społeczności państwa Piastów, jego elit i rządzącej dynastii oraz odpowiedź na pytanie, czy przodkowie Słowian zamieszkiwali obszar pomiędzy Odrą a Wisłą przed okresem wielkich wędrówek ludów, czy też przybyli na te tereny później, oraz czy obszar współczesnej Polski zamieszkiwały populacje izolowane czy też otwarte, mieszające się między sobą oraz z populacjami sąsiednimi”. Aby je zrealizować, zanalizowano 1125 fragmentów kości pochodzących z ponad 700 pochówków (29 polskich cmentarzysk i 10 nekropolii piastowskich).  

Mysio-ludzki mózg działa

Powoływanie do życia chimer mysio-ludzkich, całych organizmów, jest zabronione. Jednak eksperymenty, które zaprezentowali na łamach niedawnego...

zobacz więcej

Do dalszych badań zakwalifikowano 710 próbek pochodzących z fragmentów kostnych zawierających DNA człowieka w ilościach wystarczających do tzw. głębokiego sekwencjonowania. 145 próbek reprezentowało okres rzymski (I-IV w. n.e.), 565 wczesne średniowiecze (wieki X do XII).


Tę ostatnią grupę na podstawie rodzaju i wyposażenia pochówków podzielono wg prawdopodobnego statusu społecznego zmarłych: 71 próbek miało reprezentować szczątki Piastów, 100 – elity, a 394 – zwyczajnych zjadaczy chleba. Tylko stosownie wykonane głębokie sekwencjonoiwanie materiału archeogenetycznego zapewnia możliwość rozpoznania, skąd czyj ród (dość zgrubnie, a jednak).  

 

Polega to na ustaleniu tzw. haplotypu chromosomu Y (dziedziczonego wyłącznie z ojca na syna, kobiety są go pozbawione) i znacznie łatwiej dostępnego w materiale ze starych cmentarzysk i prostszego w analizie, bo znacznie krótszego mitochondrialnego DNA, które dziedziczymy zasadniczo po kądzieli. 

 

Zakończony w grudniu 2021 r. projekt był poważnym naukowym przedsięwzięciem, gdyż analiza archaicznego DNA nie jest banalna, zwłaszcza, gdy uzupełnić ją o analizy archeologiczne i antropologiczne. Stąd niekoniecznie dziwi, że na 60 przewidzianych miesięcy prac przyznano zespołowi badawczemu liczącemu 24 wykonawców kwotę 6 mln 281 tys. 205 zł.

Czy ryby nas słyszą? O komunikacji między „milczącymi” zwierzętami

Dźwięki – choć wydają się nas otaczać – w istocie powstają w naszym mózgu, podobnie jak obrazy. Stymulacje, które do tego prowadzą, są fizycznej...

zobacz więcej

Teraz o drugim, znacznie mniej omawianym dotąd w mediach i internecie, ale stanowiącym przyczynek do niniejszej mojej opowieści badaniu archeologicznym i poniekąd archeogenetycznym, gdzie zanalizowano m.in. szczątki kostne ostatnich Piastów Mazowieckich, książąt Stanisława i Janusza III, zmarłych odpowiednio w latach 1524 i 1526 r. Spoczywają one w przepięknym sarkofagu wystawionym przez ich siostrę Annę w archikatedrze warszawskiej. Tu grant był znacznie mniejszy i krótszy, ale też nie przewidywał zupełnie w swej treści drogich nadal – zwłaszcza w stosunku do wiekowych próbek kostnych – badań genetycznych. 

 

Rzecz sama, zasponsorowana przez Narodowy Program Rozwoju Humanistyki, nazywała się „Kultura funeralna elit Rzeczypospolitej od XVI do XVIII wieku na terenie Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego”. Projekt był kierowany przez prof. Annę Drążkowską z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i zakończył się w 2015 r. solidną i piękną monografią wydaną przez UMK. Same jednak wątki dotyczące haplotypu chromosomu Y ostatnich Piastów Mazowieckich, do których przedstawienia zaraz wrócę, nie są w niej ujętę. Bo też prace te były – według słów dr. hab. Tomasza Kozłowskiego, antropologa fizycznego z UMK, który w nich uczestniczył, czynione niejako obok, trochę na zasadzie: zobaczmy, czy się uda.  

 

To dobry pomysł, o ile biorą się za niego fachowcy i tu trzeba powiedzieć, że specjaliści z Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie prowadzą od kilku lat szeroko zakrojone badania archeogenetyczne związane głównie z identyfikacją szczątek ofiar II wojny światowej i okresu stalinowskiego odnajdywanych przez archeologów Instytutu Pamięci Narodowej. Są to zatem próbki znacznie młodsze, a im świeższej daty kość, tym łatwiej z reguły z niej wydobyć dobrej jakości DNA nadający się do analiz pokrewieństw.  

The blob, czyli śluźnia

Czy zredefiniujemy pojęcie inteligencji nie tylko w zetknięciu z futurystyczną AI, ale także z pradawnymi śluzowcami sprzed miliarda lat?

zobacz więcej

A co za tym idzie – ewentualnie – przynależności etnicznej, choć to znacznie bardziej skomplikowana sprawa. Choćby dlatego, że ludzie na przestrzeni wieków migrowali, czasem na bardzo wielkie odległości oraz budowali mniej lub bardziej trwałe związki obdarzone potomstwem z przybyszami. Poczucie przynależności etnicznej to nie tylko kwestia „krwi”, ale wychowania, otoczenia czy osobistego wyboru. 

 

W obiegu publicznym informacja o wykonanej analizie pojawiła się najpierw dzięki wywiadowi z wspomnianym już prof. Kozłowskim dla dziennika „Nowości” z Torunia w kwietniu 2017, a następnie z jej autorem, dr. Andrzejem Ossowskim z Zakładu Genetyki Sądowej PAM dla serwisu Nauka w Polsce afiliowanego przy Polskiej Agencji Prasowej. Także i tu brak zatem publikacji naukowej, a media rozdmuchując niedawno te sprawę miały w rękach jedynie ów wywiad. A szkoda, bo stał się polem do dodatkowego przemycania informacji niepotwierdzonych, zmanipulowanych lub zwyczajnie nieprawdziwych, a obliczonych na „kilkalność: czy wzbudzenie sensacji. 

 

Pewne wzmianki, jaki to haplotyp – a mianowicie R1b – znaleziono u ostatnich mazowieckich Piastów, pojawiły się także ostatnio w mediach społecznościowych za sprawą wspomnianego już prof. Tomasza Kozłowskiego z UMK, który uchylił rąbka tajemnicy. Poprosiłam go zatem o komentarz dotyczący samego tego przeciekawego projektu, ale i wyników badań archeogenetycznych niesprawozdanych w ramach jego zakończenia. Tu okazuje się, że z obu szczątków udało się wydobyć DNA, przy czym to Ksiecia Janusza III było wystarczająco dobrej jakości, by ustalić podstawowy haplotyp ojcowski na wspomniany R1b, z obu zaś materiałów ustalono haplotyp matczyny – i tu zasadniczo uznano, że to, iż szczątki reprezentują osoby blisko spokrewnione po kądzieli, jest bardzo prawdopodobne, gdyż mitochondrialny DNA obu osobników był identyczny. Dla pewności wyniki tych badań genetycznych potwierdzono w jednym z laboratoriów zagranicznych. 

Nobel za rozszyfrowanie genomu neandertalczyka

Zgromadzenie Noblowskie w Karolinska Institutet postanowiło przyznać Nagrodę Nobla z Fizjologii i Medycyny Szwedowi Svante Pääbo „za odkrycia...

zobacz więcej

To media także – bo nie sami uczeni, którzy są ludźmi poważnymi i rozumieją swój fach – zrobiły z informacji, iż żyjący w XVI wieku Janusz III Mazowiecki miał Y określany dziś jako R1b, który w istocie bywa określany jako „atlantycki”, narrację, iż „Piastowie nie byli Polakami”. Faktem jest jedynie, że pokrewne sobie haplogrupy R1b i R1a chromosomu Y są dziś reprezentowane na naszym kontynencie w pewnych swych podwariantach: pierwsza głównie przez Europejczyków zachodnich, druga zaś wschodnich. Te zaś z archaicznych próbek są znane dla wczesnych indoeuropejskich koczowników ze stepów Pontu sprzed 5 tys. lat, odpowiednio zwanych w archeologii (od typu pochówków) jamowcami i zrębowcami.  

 

Ponadto z informacji, że według badań genetycznych R1b charakteryzowało dynastię Wettynów, Habsburgów, Burbonów czy Stuartów, media uczyniły narrację, że Piastowie byli dynastią allochtoniczną. Zanim zatem wejdziemy głębiej w genetykę R1b, co nieodzowne, trzeba rozważyć kilka argumentów oczywistych nawet dla laików, burzących te narracje.

 

Pierwszy, historyczno-genealogiczny. Między XVI-wiecznymi władcami Mazowsza włączonego po ich bezpotomnej śmierci oficjalnie do Korony a pierwszymi Piastami jest sześć wieków różnicy, podczas których wiele się mogło wydarzyć. Więc choć według drzewa genealogicznego linia ta wywodzi się od Konrada I Mazowieckiego (ten zaś był synem Kazimierza II Sprawiedliwego, syna Bolesława III Krzywoustego, powyżej którego już znamy ród Piastów ze szkoły i że owego od Mieszka I dzieli pięć pokoleń w prostej linii ojcowskiej), jest jasne, że, jak mawiali przenikliwie starożytni Rzymianie, „tylko matka jest pewna”.  

Mikrobiom z probówki

Małe jest nie tylko piękne, ale i bardzo potrzebne. Nie ma bowiem życia bez bakterii. Dzięki nim „oddychamy, poruszamy się i jesteśmy” – i to...

zobacz więcej

Nie chcę tu sugerować, bo nie ma na to żadnych historycznych – ani na razie oficjalnie genetycznych – dowodów, że ta czy inna żona piastowskiego władcy była mężowi niewierna, ale po prostu nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie tego wykluczyć. 

 

Zatem żeby twierdzić, do jakiej linii chromosomu Y należeli Piastowie, trzeba by mieć materiał od ich najwcześniejszych przodków, a tu wiemy, że ze względu na najazd Brzetysława szczątki Mieszka I ani jego syna Bolesława Chrobrego się nie zachowały. Dla tego ostatniego istnieje nadzieja znalezienia materiału do badań, ale bez pewności autentyczności, w pewnym średniowiecznym „relikwiarzu”. Należałoby także zbadać kilka gałężi rodu w linii męskiej – i ze szczątków pochowanych w różnych czasach, jak najbardziej oddalonych pokoleniowo. Należy liczyć, że takie właśnie wyniki udało się uzyskać grupie poznańskich badaczy, jak zacytowałam wyżej z ich sprawozdania wstępnego. 

 

Poprosiłam zatem prof. Marka Figlerowicza o komentarz pozwalający zrozumieć, czy istotnie to R1b uzyskane dla ostatnich Ksiażąt Mazowieckich z rodu Piastów i jego grupie wyszło w badaniach, mając oczywiście świadomość, jak łatwo jest „spalić” wynik medialnie, gdy właściwej publikacji naukowej nadal nie ma w obiegu. I wiedząc, jak długo nieraz trwa proces prezentacji wyników naukowych i recenzji prac wysłanych do dobrych czasopism naukowych.  

Nieśmiertelna meduza

Aby zrozumieć śmierć jako zjawisko biologiczne, trzeba ją porównać z życiem. Kłopot w tym, że śmierć jest u organizmów wielokomórkowych od życia...

zobacz więcej

Prof. Figlerowicz poinformował mnie, że jego zespół właśnie publikuje dwie najważniejsze prace podsumowujące te badania. Pierwsza, mówiąca o pochodzeniu ludności tworzącej państwo Piastów, od maja tego roku jest w recenzji w jednym z wiodących międzynarodowych czasopism naukowych. Już niedługo zawarte w niej wyniki będą mogły zostać upublicznione.


Druga praca, przygotowywana do wysłania, dotyczy samych Piastów żyjących od ok. 1100 do ok. 1600 roku n.e. Po bardzo wnikliwej analizie wszystkich zebranych danych, zarówno genomicznych, archeologicznych i historycznych wyselekcjonowano 16 próbek, co do których z bardzo dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że pochodzą od przedstawicieli męskiej linii Piastów. Większość próbek piastowskich ma tę samą haplogrupę chromosomu Y.  

 

Dla niektórych udało się ponadto ustalić pierwszy lub drugi stopień pokrewieństwa, co jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że mamy do czynienia z Piastami. U kilku członków rodziny Piastów występuje jednak odmienna haplogrupa Y. Potwierdza to wcześniejsze przypuszczenia, że oficjalne dane genealogiczne nie zawsze są zgodne z danymi biologicznymi i doszło do tzw. przełamania haplogrupy, choć w języku potocznym jest na to inne określenie.


„Dodatkowo zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa, stąd naszym priorytetem jest rzetelność prezentowanych danych, a nie szybkość, z jaką są publikowane. Mam jednak nadzieję, że w najbliższych kilku miesiącach będziemy mogli zaspokoić ciekawość zainteresowanych także i w odniesieniu do badań genetycznych Piastów. W przypadku ostatnich Książąt Mazowieckich spoczywających w katedrze warszawskiej już dziś chciałbym potwierdzić, że nasze analizy także pozwalają przypisać im haplogrupę Y R1b” – podsumował prof. Figlerowicz. 

Nowo-stara szczepionka

31 sierpnia amerykańska Agencja Żywności i leków (FDA), a 1 września jej europejska odpowiedniczka (ENA) podjęły decyzje o zarekomendowaniu...

zobacz więcej

Drugi argument jest taki, że występowanie haplogrupy R1b na ziemiach obecnej Polski sięga wczesnej epoki brązu, czasów znacznie poprzedzających migracje znanych dziś z nazw ludów, np. Celtów, Germanów czy Słowian. Tym samym R1b mogło znaleźć się w puli linii męskich, która złożyła się potem na Słowian i dalej na mieszkańców państwa Piastów.


Tu musimy zrozumieć, że chromosom Y typu R1b mutował dalej i dzięki temu powstaje rodzaj drzewa genealogicznego tego chromosomu, złożonego z tzw. subkladów – wyobraźmy je sobie jako kolejne rozrastające się i dzielące gałązki owego drzewa. One maja swoje nazwy, czasem brzmiące dla laików jak szyfr, ale dla osób siedzących w genealogii genetycznej one są czytelne.


W tym ujęciu dobrymi kandydatami na takie „zasiedziałe” u nas R1b są niektóre gałązki R1b-Z2103 jak Y5587 (pierwsza z mutacji została znaleziona w pochówkach z kultury pucharów dzwonowatych w Samborzcu), niektóre podgałęzie R1b-L51, w tym R1b-U152. Lista ta nie jest zamknięta i cały czas poddawana jest niuansowaniu, bo wraz z rosnącą ilością danych kopalnych uzyskujemy coraz więcej informacji i bez krzty wątpliwości coraz częściej uda się odsiać gałązki R1b pochodzące typowo z Zachodu Europy od tych autochtonicznych. Do haplogrupy R1b w Polsce należy średnio między 12 a 15 proc. męskiej populacji, czyli łącznie ok. 2,28 – 2,85 miliona ludzi.  

 

Po trzecie, od wielu lat istnieją solidne dowody, że w epoce Wędrówek Ludów terytorium Polski nie pozostało całkowicie opustoszałe aż do ekspansji Słowian. Na pewno zachowała się część populacji zamieszkującej Wielkopolskę i Kujawy, a z czasem być może uda się poznać więcej skupisk także w innych regionach. Biorąc pod uwagę, że Wielkopolska i Kujawy to tereny kolebki państwa Piastów, możliwe jest, że Piastowie mogą należeć do germańskiej podgałęzi R1b jednocześnie nie pochodząc w żadnym stopniu z importu. Po prostu już tu byli i należeli do ludności, która do powstania wczesnego organizmu państwowego uległa slawizacji. 

Regeneracja mózgu

Mózg jest organem tajemniczym i jego poznawanie nigdy się nie skończy. Rozwój i regeneracja mózgu są u jądra tej tajemnicy. Aby zrozumieć...

zobacz więcej

Po czwarte wreszcie, używanie nazwy narodowości (Polacy, ale równie dobrze Niemcy, Francuzi czy Rosjanie albo Brytyjczycy) do sytuacji dotyczącej Europy w wieku X jest doprawdy kuriozalne. I to nie tylko dlatego, że być Polakiem to nie oznacza mieć jakieś konkretne geny, tylko czuć się Polakiem, żyć w świecie kultury i języka polskiego. I tak jest od niemal zawsze, bo do II wojny światowej w okresach swojego istnienia polska państwowość zawsze była wieloetniczna. Polonizowali się na przestrzeni wieków Niemcy, Rusini, Żmudzini, Węgrzy, Szkoci, Ormianie, Wołosi itd. Przykładów z historii Polski nie brak, na Koperniku zaczynając, a na Chopinie nie kończąc.


Przede wszystkim jednak dlatego kuriozalne, że kategorie takie jak narodowość są nieadekwatne do opisania społeczeństwa wczesnośredniowiecznego, a także, a nawet przede wszystkim, jego elit sprawujących władzę. Aby to wyjaśnił, poprosiłam dyrektora Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieznie, dr. Michała Bogackiego.


Przypomniał, że samo pojęcie narodu (nietożsame z grupą etniczną) powstało w XVIII-wiecznej filozofii, powszechniejsza zaś świadomość narodowa pojawia się sto lat później. Wyjaśnił też, że „na przełomie X i XI w. państwo piastowskie dopiero się rodziło nazywane Polską – choć znamy tylko łacińskie określenia: Palania, Polania, Polonia itp. Powstało ono poprzez scalenie, głównie przez Mieszka I, wielu plemion słowiańskich o różnej historii, tradycji i kulturze. Łączyły je dawne wierzenia, odkąd jednak Mieszko przyjął chrzest, oficjalna religia państwowa zwalczała to łączące wcześniej pogaństwo. Rodziła się zupełnie nowa i przekształcały stare tradycje.” 

 

Współczesny pogląd na te procesy jest według dr. Bogackiego taki, iż „poczucie wspólnotowości rodziło przez wiele kolejnych stuleci, począwszy od elit. Dla nich ważne było głównie akumulowanie i utrzymanie we własnym rodzie władzy, bogactwa i sławy, a nie tworzenie kompletnie im pojęciowo obcej „wspólnoty narodowej”. Wprawdzie kronikarze wczesnośredniowieczni wiele wypisywali o szlachetnych początkach i dziejach państw i ludów, wśród których przyszło im tworzyć, ale głównie, by dać mandat władcom”. 

Śpimy z gorąca jak… muchy

Dlaczego w upały chce nam się spać? W odpowiedzi na to ważne, ale, wydawałoby się, proste, wręcz dziecinne pytanie, pomogły właśnie amerykańskim...

zobacz więcej

Była to zatem po części propaganda na użytek władzy typu „zobaczcie, z jakiej starożytnej dynastii wywodzi się nasz władca, zobaczcie, jakich czynów wojennych dokonywali przodkowie naszych wojów/rycerzy”. „Nie inaczej przecież robił Kadłubek, opisując, jak to Polacy pokonali Aleksandra Wielkiego czy Juliusza Cezara. Owszem, pisał o Polakach, ale nie jako narodzie w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, a jako o mieszkańcach kraju, poddanych władcy” – podsumował dyrektor Bogacki. 


A teraz na koniec tzw. argument z zakresu genetyki i genealogii genetycznej przeciw medialnym nadużyciom i klikbajtowym tytułom w popularyzacji nauki. Otóż R1b jest istotnie najczęściej występującym rodowodem ojcowskim w Europie Zachodniej, ale także w niektórych częściach Rosji (np. Baszkirowie) i zagłębiach Afryki Środkowej (np. części Czadu i wśród mniejszości czadyjskich grup etnicznych Kamerunu). Występuje również z niższymi częstotliwościami w całej Europie Wschodniej, Azji Zachodniej, a także w częściach Afryki Północnej, Azji Południowej i Azji Środkowej.


Co więcej, R1b ma dwie główne gałęzie (R1b1a-L754 i R1b1b-PH155), każda z kolejnymi wychodzącymi z nich gałązkami. I tak np. R1b-L754 ma dwie: R1b1a1a2-M269, która dominuje w Europie Zachodniej i R1b1a2-V88, która jest dziś powszechna w niektórych częściach Afryki Środkowej.  

 

To pokazuje, że w przypadku chromosomu Y nie wolno operować tylko i wyłącznie częstością jego występowania na jakimś obszarze jako argumentem, a konieczne jest zejście głęboko w szczegóły, czyli w mutacje. Przykład: co z tego, że R1b że 4 na 5 Bretończyków i podobnie wielu Irlandczyków (oba ludy tzw. celtyckie) by go niosło, skoro nie tylko nie są to na ogół gałęzie pokrewne tym znajdowanym w Polsce, ale również ich wzajemne położenie na drzewie R1b jest dalekie od sąsiedztwa? Nie pochodzą jedne od drugich.

Rany się goją, gdy jesteśmy głodni?

Czasem się zdarza, iż nauka pokazuje, jak „na rozum” zupełnie niezwiązane ze sobą sprawy mogą jednak być realnie powiązane w sposób...

zobacz więcej

W takiej sytuacji wiadomo tylko, że obie te gałęzie miały wspólnego przodka w odległej przeszłości, powiedzmy, we wczesnej epoce brązu. Ten przodek mógł żyć gdziekolwiek, a badania kopalnego DNA z ostatnich lat coraz częściej sugerują, że żył w Europie Środkowej.


Czyli wiedza, że „to R1b” nie daje nam zbyt wiele, dopóki się nie ustali tych dalszych mutacji w chromosomie Y, pozwalających na dalszą klasyfikację i porównanie zarówno z liniami kopalnymi, jak i tymi u ludzi współczesnych. „Voila, c’est-ca!”, jakby to dosadnie ujęli Francuzi, co na polski najprościej przetłumaczyć na „i tyle w temacie”.  

 

Aby wiedzieć, kto ewentualnie jest konkretnie trochę bardziej skądś, trzeba ustalić, do której z gałązek sporego drzewa R1b należał książę Janusz III Mazowiecki i nie wystarczy określenie gałęzi głównej (np. M269, U106, U152 itd.). Trzeba koniecznie wykonać i opublikować pogłębione badania, najlepiej całogenomowe, co dałoby nam assumpt do twierdzenia na temat pochodzenia jego biologicznych przodków w linii męskiej.


Same zaś relacje między konkretnymi haplogrupami Y a etnosami wynikają ze zbiorów danych w bazach genomowych współczesnych ludzi i nieco tylko ze znacznie słabiej przebadanych próbek archaicznych z cmentarzysk rozsianych po świecie. Wiele ludów – w tym Słowianie – w przeszłości kremowało zwłoki przed pochówkiem, więc zawsze pozostaną pewne luki w zapisie i wynikłe z nich potencjalne nieścisłości wnioskowania, o ile nie rozpowszechnią się metody na tyle zaawansowane, żeby ze szczątków spalonych wydobyć wystarczające informacje. 

 

Im więcej badań genetycznych się prowadzi, tym bardziej bazy danych się wzbogacają i coraz precyzyjniej opowiadają historię pochodzenia ludności i jej masowych migracji na naszym euroazjatyckim kontynencie. To smutna moim zdaniem prawda, że jesteśmy 60-milionowym etnosem, z którego ponad połowa mieszka w sporym kraju w samym środku geograficznym Europy, a do dzisiaj tak niewiele wiemy o swojej wczesnośredniowiecznej czy jeszcze dawniejszej przeszłości, skazani na domysły i pseudonaukę, jak fantazmaty Wielkiej Lechii.

Aby tylko nie zaschnąć!

Jak wielu z nas jestem na wakacjach? W regionie, który słynie z tego, że gdy widać drugi brzeg Kanału, to znaczy że będzie padać. A jak nie widać,...

zobacz więcej

W słynnych przekorojwych badaniach z zakresu archeogenomiki Euroazji prowadzonych przez takie sławy, jak Johannes Krause z Instytutu Maksa Planca w Lipsku czy David Reich z Harvard Medical School, o których pisałam już wielokrotnie na tych i innych łamach, próbki z terenu obecnej Polski były ujmowane w zbyt małej liczbie, a dla niektórych okresów, tym bardziej kluczowych z punktu widzenia pochodzenia ludności państwa Piastów – tych próbek nie było.


Na koniec czuję się w obowiązku publicznie to powiedzieć, choć sama pracując wiele lat w nauce wiem, jak trudną rzeczą, czasem trudniejszą od samego prowadzenia badań, jest naukowe publikowanie wyników. Czas dojrzał, by wreszcie wyniki te ujrzały światło dzienne! Wydano naprawdę niemało publicznych pieniędzy w kraju, w którym nauka cierpi na chroniczne niedofinansowanie właśnie po to, aby je uzyskać i pokazać Polsce i światu. Im dłużej zaś trwa przygotowywanie publikacji, tym niższą ostatecznie rangę będą one miały. Co było gigantycznym nowum pięć lat temu, jest dziś w archeogenomice powszedniością, a swoje opracowania własnej genetycznej przeszłości, zwłaszcza jeśli chodzi o dynastie panujące, mają już wszyscy nasi sąsiedzi.


Ja rozumiem, że historia nas nie rozpieszczała i jak nie całopalne obyczaje pogrzebowe, to wojny i demolowanie nekropolii przez liczne maszerujące po terytorium wojska obce, ale nie możemy wszystkiego zwalić na to, że „taki mamy klimat”. Skoro zaś znajdujemy się w okolicy Święta Niepodległosci, ośmielę się na koniec zacytować tu Marszałka Piłsudskiego, który powiedział: „Historię swoją piszcie sami. Inaczej napiszą ją za was inni i źle”.

 

Autorka pragnie bardzo podziękować p. Arturowi Martyce za nieoceniony wkład w powstanie tego tekstu. Jego pradziadek, Robert Stanisław Krzaczek, przedwojenny wójt gminy Werbkowice i pochodzący dalej wstecz z Józefowa na Roztoczu, charakteryzował się haplogrupą R1b.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej