RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Zapora na granicy z Rosją to konieczność. Totalsi jednak znów grają jak im Kreml zagra

Budowa tymczasowej zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim w okolicach miejscowości Lenkupie (fot. PAP/Artur Reszko)
Budowa tymczasowej zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim w okolicach miejscowości Lenkupie (fot. PAP/Artur Reszko)

Reżimom w Mińsku i Moskwie nie udało się, poprzez wywołanie wojny hybrydowej na granicy polsko-białoruskiej, zdestabilizować sytuacji w naszym kraju. Działania te zamiast osłabić Polskę, wywołały efekt odwrotny i w efekcie większość społeczeństwa popiera zdecydowaną obronę polskich granic i popiera również budowę umocnień na granicy z obwodem kaliningradzkim. Podobnie jak i przed rokiem, także dziś przedstawiciele totalnej opozycji znów krytykują te plany, wpisując się przy tym w dezinformację płynącą z Kremla.

Święto trudnych pytań

Stwierdzenie, że kolejną rocznicę odzyskania niepodległości przyszło nam świętować w sytuacji cokolwiek wyjątkowej, brzmi jak kompletny banał, a...

zobacz więcej

Budowa tymczasowej zapory na granicy z Obwodem Kaliningradzkim już się zaczęła. Jej celem jest uniemożliwienie powtórzenia się sytuacji z granicy z Białorusią, gdy reżim Alaksandra Łukaszenki ściągał migrantów, przede wszystkim z Bliskiego Wschodu, by następnie przedzierali się z pomocą białoruskich funkcjonariuszy przez granicę z Polską i krajami bałtyckimi.  


Celem było wywołanie chaosu w tych państwach, osłabienie ich bezpieczeństwa, wywołanie międzynarodowej krytyki z powodu „złego traktowania uchodźców”, a także „ukaranie” rządów tych krajów za wspieranie białoruskiej opozycji. 


Hybrydowy atak Łukaszenki nie powiódł się, chociaż sytuacja na granicy była ciężka. Stanowił on jednak dowód na to, jak daleko jest w stanie posunąć się reżim w Mińsku, wykorzystując dramat migrantów, pragnących lepszego życia na Zachodzie, do próby zdestabilizowania krajów, których rządy uważał za wrogie. 


Realne zagrożenie 


Działo się to wszystko zanim jeszcze Rosja dokonała inwazji na Ukrainę. Oczywiście, już wtedy przewidywano, że może być to element szerszej operacji Mińska i Moskwy wobec krajów naszego regionu i że jest on elementem  dezinformacyjnej fali płynącej z Kremla, mającej na celu podważenie wiarygodności tych państw w oczach Zachodu.  

Handlowa „Solidarność” apeluje o ograniczenie wieczornego handlu w marketach

Handlowa „Solidarność” twierdzi, że obroty po 21.00 w hipermarketach stanowią poniżej 1 proc. całodziennego utargu. Zdaniem związkowców w obliczu...

zobacz więcej

To zaś miało przysłużyć się Moskwie jako broń w walce z NATO, poprzez budowanie podziałów w tej organizacji i zniechęcanie jej członków do umacniania wschodniej flanki, a przy tym osłabianie głosu Polski na arenie międzynarodowej. Głosu, który tak krytycznie wypowiada się o Rosji, domaga się nakładania na nią surowych sankcji i większego wsparcia dla Ukrainy. 


Skłócić społeczeństwo  


Dlatego gdy szef MON ogłasza, że Polska musi jak najszybciej uszczelnić granicę z obwodem kaliningradzkim, gdyż tamtejsze lotnisko zostało otwarte dla lotów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – to powinno to budzić zrozumienie także wśród opozycji.  


Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz ostrzegał w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że celem Rosji może być chęć odwrócenia „naszej uwagi” od wojny na Ukrainie i skłócenie polskiego społeczeństwa.  


- To w zeszłym roku miało wywołać kryzys, który miał nas osłabić przed realną fazą wojenną, jaką wówczas planowała Moskwa. Dzisiaj nie możemy wykluczyć, że tego typu scenariusze będą powtarzane. Nie możemy wykluczyć, że Białoruś oraz Rosja będą chciały jeszcze raz odwrócić naszą uwagę, pokłócić nas wewnętrznie i wywołać podziały - mówił.  


Zrozumienie w regionie 

11 listopada nie był końcem walki o niepodległość

11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, co upamiętniamy obchodząc Narodowe Święto Niepodległości. Jest to data...

zobacz więcej

Decyzję tę – zarówno w przypadku granicy z Białorusią, jak i teraz z obwodem kaliningradzkim – popierają kraje bałtyckie. Niedawno premier Litwy Ingrida Simonyte w rozmowie z TVP Info zapewniała, że jej kraj będzie z władzami Polski ściśle monitorować rozwój wydarzeń na granicy z Rosją, a konkretnie profil migrantów przybywających na granicę i ewentualne loty do obwodu kaliningradzkiego. 


Nikt dziś chyba nie wątpliwości, że reżim Putina jest w stanie posunąć się do wszystkiego. Czy trzeba jeszcze w naszym kraju przekonywać kogokolwiek do tego, jak trzeba być w tej kwestii przezornym i zdecydowanym? 


Z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie "Rzeczpospolitej", wynika, że większość Polaków - 63,5 proc - popiera pomysł budowy zapory na granicy polsko-rosyjskiej. 


A oni znów na „nie”… 


Jak się jednak okazuje, przedstawiciele totalnej opozycji ponownie krytykują obronę granicy. Argumenty przypominają te, która przez miesiące stosowali oni wobec budowy muru pomiędzy Polską i Białorusią. I chociaż dziś wszystkie dane wskazują, że była to dobra decyzja, która uniemożliwiła realizację planów Mińska i Moskwy, to wciąż, zarówno sama idea budowy zapory, jak i pogranicznicy są przedmiotem ataków i oszczerstw.  


Wciąż są również organizacje „humanitarne”, które domagają się otwarcia granic dla „uchodźców”, pomimo tego, że deklarują, iż zdają sobie sprawę, że mamy do czynienia z prowokacją ze strony Łukaszenki. 

Rumunia, sojusznik czy rywal? Polityka prezydenta-Niemca budzi wątpliwości

Dwa są kraje na wschodniej flance NATO, mogące pretendować do roli lidera całego regionu: Polska i Rumunia. Dotychczas widzieliśmy zgodną...

zobacz więcej

To zaś oznacza, że prezentują one gotowość do przyjęcia roli ofiary w scenariuszu, który szykuje napastnik. 


Tyle, że koszt tego nie byłby, oczywiście, brany na siebie przez te organizacje, partie polityczne, polityków czy dziennikarzy – tylko przez polskie władze i polskie społeczeństwo. 


To zaś oznacza, że metoda „im gorzej, tym lepiej” – została w tym wypadku posunięta do zgody na to, by migracyjna fala rozlała się po Polsce w imię błędnie rozumianego „humanitaryzm”. 


Brak refleksji  


Szczególnie zastanawia brak refleksji ze strony krytyków – po inwazji Rosji na Ukrainę naprawdę nie trzeba szukać innych dowód na to, jak groźny był dla naszej kraju atak ze strony Białorusi. Jednak nikt z nich nie uderzy się w piersi, nikt nie przyzna, że się mylił, że został oszukany, że niechęć do PiS tak mocno przysłoniła mu oczy, że nie zauważył działań wrogich nam reżimów. 


Dzisiejsi krytycy umacniania granicy z Rosją zdają się nie przejmować tym, że rosyjska propaganda podobnie jak to miało miejsce wcześniej, podczas budowy zapory na granicy z Białorusią, także teraz zareagowała ostrą krytyką na ten ruch polskich władz. 

Zapora Błaszczaka, list Sasina, mizeria Burego

Po zapowiedzi budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej przez Amerykanów, w tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że kolejną mają zbudować w Polsce...

zobacz więcej

Pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP Stanisław Żaryn zwracał uwagę, że wśród głównych tez rozprowadzanych przez Kreml jest to, że Rosja nikomu nie zagraża, dlatego też bariera nie ma sensu i co więcej, zagraża ona środowisku. Moskwa oskarża również polski rząd o populizm i zapewniania, że płot ma powstać po to, by Polacy nie uciekali do Rosji…  


Przedstawiciele totalnej opozycji i wspierające ją środowiska celebrycko-medialne nie liczą się z tym, że wpisują się w narrację Kremla. Robią to nie tylko tak jednoznacznie jak europoseł KO Janina Ochojska, która krytykuje budowę muru, a na Twitterze pisze w komentarz do słów szefa MON: "czy Pan i rząd PiS zostaliście pozbawieni rozumu? Wydaliście 1,6 mld zł na » zaporę « na granicy polsko-białoruskiej po to, żeby mieć furtki do dalszego łamania prawa, na pushbacki, a teraz chcecie zbudować następną? Przestrzegajcie prawa i procedur. To tańsze i skuteczniejsze". 


Gdy nie mogą poprzeć tych absurdalnych argumentów, to szukają i tak „dziury, w całym”, byleby tylko uderzyć w PiS – np. wiceszef PO Tomasz Siemoniak ocenił, że ogłaszanie na konferencji prasowej budowy zapory to „polityczno-propagandowe działanie”. Gdyby jednak szef MON tego nie ogłosił, to ten sam Siemoniak zapewne stał by na stanowisku, że władze ukrywają swoje działania przed społeczeństwem. 


Po co więc to mówi? Przecież ogłaszanie takich, czy podobnych spraw na konferencjach to nic nowego. On musi jednak wbić szpilę, tak by nakierować uwagę odbiorcy, że nawet jeśli PiS podejmuje decyzje słuszne, to i tak robi to w niecnych zamiarach. 


Tusk mówi Ochojską 

Co jednak powiedzieć o Donaldzie Tusku, który podczas niedawnego odbierania nagrody przyznanej mu przez Kongres Kobiet, pytany przez Janinę Ochojską o zaporę na granicy z Białorusią, powiedział, że jest to „jedno z największych łajdactw” i zrównał działania władz polskich do prowokacji ze strony białoruskiej.  


W swojej wypowiedzi przekonywał on, że polskie władze są odpowiedzialne za „przemyślną operację”, która „miała na celu postawienie znaku równania pomiędzy skutecznym egzekwowaniem prawa czy pilnowania granicy, a bezlitosnym traktowaniem tych ludzi, którzy potrzebują pomocy, aby przeżyć”. 


Dodał przy tym, że było to „największe kłamstwo ostatnich lat: państwo, aby pilnować swojej granicy musi być okrutne, bezwzględne i kompletnie wyzbyte humanitarnych zasad”. „Nikt nie może w Polsce umierać z chłodu czy wyziębienia w krzakach niezależnie od koloru skóry. To musi się definitywnie skończyć” – mówił Tusk. 


Ta mieszanka kłamstw, manipulacji, ale też hipokryzji pokazuje, że każdy motyw może przysłużyć się liderowi największej partii opozycyjnej do uderzenia w przeciwnika. Nie wiem jednak czy zdaje on sobie sprawę, że jego słowa stanowią w dużym stopniu powielenie białoruskiej i rosyjskiej propagandy – przede wszystkim oskarżenie służb i państwa o „okrutność” i „antyhumanitarne” działania. Już nie mówię, że sam nie zaproponował żadnych sensownych rozwiązań tej sytuacji. 


Popisy erystyki  


Retorykę tę stosuje również były lewicowy premier i były komunistyczny aparatczyk, a dziś europoseł Leszek Miller, który w podobnym tonie ubolewa, że „część rodaków wierzy w siłę drutu kolczastego”. On zaś ma do tematu budowy zapory „zróżnicowany i ambiwalentny stosunek”. Gdy jednak został zapytany, co sam by zrobił jako premier, to przyznał, że podjąłby… „prawdopodobnie taką samą” decyzję o budowie zapory. 

Kimdzongunizacja Putina

Totalitarny reżim, tępa propaganda, izolacja na arenie międzynarodowej, patologiczne nieliczenie się ze społecznością międzynarodową, skutkujące...

zobacz więcej

Z kolei przedstawiciel „młodej” lewicy, jej poseł dr hab. Maciej Gdula w prowokacyjnym stylu pisze, że „katolicy chętnie jeżdżą na pielgrzymki do Ziemi Świętej, żeby odwiedzić miejsca, w których działał Chrystus-outsider”, gdy „do nich przybywają outsiderzy z Ziemi Świętej odgradzają się płotem i każą im zawracać”. 


Swoje dodała również Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej, która pyta: „Dlaczego PiS chce budować płot na wschodzie, jak oni ciągle twierdzą, że największym zagrożeniem dla Polski są Niemcy i UE?”. 


Każdy z tych przykładów pokazuje, że sztuka erystyki ma się po stronie opozycji totalnej doskonale, a merytoryczne poszukiwanie rozwiązań nikogo tam nie obchodzi. Tak jak i to, że mamy do czynienia ze szkalowaniem nie tylko przeciwnika politycznego, ale samego państwa, co ma fatalne skutki na arenie międzynarodowej.  


A Kreml patrzy i słucha 


Szkoda, że przedstawiciele polskiej opozycji nie chcą brać choćby w tej jednej kwestii przykładu z kolegów z Finlandii, w której budowa zapory na granicy z Rosja została poparta przez wszystkie partie. 

Atak na Kaczyńskiego, atom Morawieckiego, Bayraktary Błaszczaka

To był tydzień wielkich sukcesów: premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że pierwszą polską elektrownię atomową wybuduje amerykański koncern...

zobacz więcej

O tym, jak dezinformacja Kremla czujnie obserwuje nasze podwórko przekonaliśmy się przecież niedawno, gdy rosyjska dyplomacja przywoływała wpis Radosława Sikorskiego, w którym sugeruje on, że to USA uszkodziły nitki NS1 i NS2. 


Z kolei białoruski reżim potrafił na forum ONZ wzywać Polskę do rozebrania zapory na granicy, z powodu „dbania” o ochronę Puszczy Białowieskiej, gdyż bariera miała, rzekomo, stanowić zagrożenie dla bioróżnorodności. Warto jednak przypomnieć, że podobne argumenty stosowali przedstawiciele polskiej opozycji, m.in. europoseł KO Włodzimierz Cimoszewicz, Klaudia Jachira i Franciszek Sterczewski z PO,  czy Robert Biedroń z Lewicy. 


Temat umacniania polskich granic na pewno się nie skończy. Chociaż widać, że przedstawiciele polskiej opozycji po inwazji Rosji na Ukrainę nie chcą już tak często, jak przy okazji dyskusji o sytuacji na granicy z Białorusią, podejmować ten temat, to wzmacniać go mogą atakujące polskie władze głosy z zagranicy.  


Niedawnym przekładem takiej postawy była wiceprzewodnicząca Bundestagu Katrin Goering-Eckardt, która skrytykowała zawracanie migrantów na granicy polsko-białoruskiej mówiąc, że nie jest to „zgodne z prawem europejskim i naszymi wartościami”.   


Nic dodać, nic ująć – rosyjska dezinformacja na pewno będzie mogła się posiłkować takimi i podobnymi sformułowaniami w swoich atakach na nasz kraj.  


Polacy na szczęście stają się na to bardziej odporni. 


Petar Petrović 

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej