RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Święto trudnych pytań

Narodowe Święto Niepodległości (fot.  Mateusz Wlodarczyk/NurPhoto via Getty Images)
Narodowe Święto Niepodległości (fot. Mateusz Wlodarczyk/NurPhoto via Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Stwierdzenie, że kolejną rocznicę odzyskania niepodległości przyszło nam świętować w sytuacji cokolwiek wyjątkowej, brzmi jak kompletny banał, a jednak nie sposób chyba go uniknąć.

Karnkowski: Pomniki zburzone, pomniki trwałe

W czwartek w czterech polskich miejscowościach, dzięki ustawowej możliwości i determinacji Instytutu Pamięci Narodowej zdemontowano pomniki...

zobacz więcej

W krajowej polityce kolejny rok trwa gorąca dyskusja na temat tego, jak wiele ze swojej suwerenności i podmiotowości można mniej lub bardziej dobrowolnie oddać instytucjom międzynarodowym. Choć do wyborów został jeszcze prawie rok, temat ten rzutuje też mocno na trwająca już w najlepsze kampanię wyborczą.


Choć czasem zarówno skala akceptowalnych dla części naszych polityków (i, co bardziej niepokoi, części społeczeństwa) ustępstw może niepokoić, a i temperatura tej dyskusji wciąż jeszcze potrafi zaskoczyć, nie to jest jednak dziś zmartwieniem numer jeden. Tuż za polską granica trwa wojna, która, niezależnie od tego, czy odbieramy ją jako „naszą”, czy „nie naszą”, przypomina, że i dziś o wartości, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić, trzeba walczyć. Czasem nawet z bronią w ręku i w huku wybuchających nad głową bomb. A czasem tylko w wytłumionych, przytulnych gabinetach.


Święto Niepodległości wydaje się być trwałym elementem naszego krajobrazu, a przecież jeszcze w późnych latach 80. nie było to wcale oczywiste. Poza krótkim okresem karnawału Solidarności 11 listopada w społecznej świadomości miało nie być lub miał być tylko cieniem 22 lipca. To lipcowe święto było dniem wolnym od pracy. W nieprzyjemne listopadowe wieczory nie było festynów z kiełbaskami i atrakcjami dla dzieci, było ściąganie nielicznych flag (choć z tym jeszcze bardziej kojarzy się inne nielubiane przez komunę święto – 3 maja) i milicyjne szykany wobec skromnych, niezależnych od władz i bez ich zgody organizowanych obchodów.


Gdy Solidarność święto przywróciła już społecznej świadomości, pozostała w sferze oficjalnej jego szczątkowa forma – tego dnia dygnitarze w latach 80. zaczęli składać kwiaty przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Co jednak interesujące, w Warszawie ulica 11 listopada przetrwała spokojnie największe dziejowe burze i nigdy nie zmieniono jej nazwy.

Premier: Dzięki niepodległości przyszłość planujemy na własnych zasadach

Dzięki niepodległości możemy być sobą, cieszyć się wolnością, planować przyszłość na własnych zasadach; Polska, nawet jeśli ma wady, to jest...

zobacz więcej

Coś zmieniło się w 1988 roku. Telewizja przypominała odzyskanie niepodległości, choć z trochę innymi niż dziś akcentami. Rola socjalistów i mocno lewicowy charakter pierwszych pomysłów ustrojowych powstającego państwa, dziś przesadnie i niepotrzebnie marginalizowane, wówczas wyciągnie zostały na pierwszy plan. Być może była to swoista nagroda pocieszenia dla zdychającego PRL, który przyznać musiał się do porażki na kolejnym froncie.


Tygodniki, które po raz pierwszy mogły pozwolić sobie na odpuszczenie propagandowych okładek w lipcu, patriotycznie przystroiły swe okładki i pierwsze strony w listopadzie. Szkolni nauczyciele historii też próbowali odnaleźć się w nowej roli, organizując, po raz pierwszy z tej okazji, uroczyste apele, czasem nawet wpinając w klapy znaczki w podobizną Piłsudskiego, których rok wcześniej nie mieliby jeszcze odwagi (a pewnie i potrzeby, w przypadku niektórych) założyć. 11 listopada 1988 roku był po raz pierwszy obchodzony w miarę uroczyście i za zgodą władzy. Był też ostatnim 11 listopada, który nie był dniem wolnym od pracy.


Pomyśleć, że 30 lat później setną rocznicę odzyskania niepodległości obchodziliśmy z pełnym zaangażowaniem państwa, patronatem prezydenta, jego obecnością na wspaniałym i bardzo tłumnym marszu, zakończonym spektakularnym koncertem i pokazem fajerwerków. Czyli tak, jak powinno być zawsze. I jak niestety przez lata nie było. Od mniej więcej 2010 roku, wcześniej będący raczej niszową i organizacyjną imprezą narodowców Marsz Niepodległości zyskał charakter masowy. Trochę pomógł mu brak innej oferty dla patriotów, chcących uczcić ten dzień, a trochę histeria duchowych oponentów organizatorów, apele o bojkot i organizowane blokady.


W kolejnych latach ulicami szedł coraz większy tłum, a media nakręcały atmosferę obaw i przemocy. Dopiero w 2015 roku, po zmianie władzy, okazało się, że impreza może przebiegać spokojniej. Zrobione dwa lata wcześniej zdjęcia z napaści policjanta na idącego na marsz przechodnia stały się i pozostały jednym z symboli opresyjności poprzedniej ekipy. Która, oprócz policyjnego kija do zaoferowania miała jeszcze marchewkę, a raczej orła z czekolady i pochód bez polskich flag, za to z różowymi balonikami. To nie mogło się udać i się nie udało. A były też kamienie i płonąca budka pod ambasadą Rosji, za którą, pomimo taśm, nikt nie odpowiedział. Czy to nie temat dla komisji weryfikacyjnej paliwowe relacje z reżimem Putina?

104. rocznica wyzwolenia Polski spod jarzma zaborców. Pamięć o polskich bohaterach [RELACJA]

W piątek, 11 listopada, w dniu Narodowego Święta Niepodległości w całym kraju będą odbywały się uroczystości dla uczczenia 104. rocznicy wyzwolenia...

zobacz więcej

Niestety, ten paskudny klimat wrócił na chwilę w roku 2020, gdy marsz szedł w warunkach pandemii, które najwyraźniej źle wpłynęły i na zabezpieczających imprezę policjantów, którym pomyliły się chyba wówczas lata, i zwyczaje rządzących. Do tego co roku dochodziło do formalno-prawnych przepychanek z władzami stolicy, a swoje dokładali też nieżyczliwi obserwatorzy, którym przed oczami roił się tłum faszystów.


Na szczęście prawie wszystkie marsze po 2015 przebiegały spokojnie, pomimo dość szerokiego profilu ideowego uczestników. Jedną drogą szli przecież ludzie, którym normalnie na co dzień po drodze przecież często nie było, co zresztą widać i w tym roku, gdy doszło do konfliktu wśród organizatorów.


Pisząc te słowa nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądał tegoroczny Marsz, lecz wiem, że świętujemy w czasach, w których wracają do nas bardzo trudne pytania, zasygnalizowane na początku tego tekstu. Czy jesteśmy gotowi za wolność poświęcać życie, czy, jak spora część Europy, nie oddamy za nią nawet jednego stopnia temperatury w naszych mieszkaniach? Czy jesteśmy skłonni oddawać ją kawałek po kawałku w zamian za poklepanie po plecach i obietnice udziału w podziale funduszy, do których najpierw sami musimy się obligatoryjnie dorzucić?


Czasem wydaje się, że choć świętować jesteśmy chętni, to nie zawsze mamy ochotę odpowiadać na te niezbyt miłe pytania. Tak jakby dobre rzeczy były dane raz na zawsze lub też dobre były do czasu, gdy nie trzeba za nie płacić. Mamy tego pecha, że jesteśmy w trudnym geograficznie miejscu, a do tego w niebezpiecznym czasie. Mamy to szczęście, że możemy te wyzwania i trzęsienia ziemi obrócić na naszą korzyść, tak, jak robiliśmy to już w naszej historii, choćby właśnie odzyskując w 1918 roku niepodległość.


Dzisiejszy etap wolności, pod wieloma względami przez pierwsze lata dziurawej i niepełnej, przez różne choroby i patologie zatruwanej do dziś, trwa już o 12 lat dłużej, niż ten, rozpoczęty 104 lata temu. Ceniąc to, co mamy, nie bójmy się sięgać po więcej – więcej wolności, podmiotowości, znaczenia i szacunku w świecie, bo tylko na tym zbudujemy dla siebie miejsce, w którym świętowania nie zakłóci nam żadna bieda, żaden wystrzał i żaden samozwańczy autorytet moralny.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej