Przez osiem dni szedł do domu

Młody Łotysz, oszukany przez angielskiego pracodawcę, przez osiem dni przemierzał Europę, by wrócić do matki, na Białoruś. Pokonał ponad 2 tysiące kilometrów, w większości pieszo. Skrajnie wyczerpanego chłopaka przypadkowy kierowca zawiózł z autostrady pod Wrocławiem na komisariat.

Wyziębiony, wygłodzony i wystraszony Jurij trafił do schroniska dla bezdomnych we Wrocławiu. Niechętnie dzielił się swoją historią. By wyjechać do Anglii pożyczył pieniądze od obcych. Chciał zarobić na studia i pomóc matce.

– Pracowałem w Glasgow w organizacji, która dostarczała dary dla potrzebujących rodzin. Dostałem mapę i nosiłem paczki. Firma płaciła 20 funtów co kilka tygodni – opowiada Jurij Turlajs. Gdy przyjechała nowa grupa ze Wschodu, został wyrzucony na bruk i rozpoczął marsz do domu.

– Siedem dni prawie nie spałem. Szedłem nawet w nocy. Było bardzo zimno, łzy zamarzały mi na twarzy – wspomina Jurij.

Szedł z Glasgow przez Anglię. Ktoś życzliwy opłacił Jurijowi prom, inny dał parę funtów na jedzenie. Bywało, że mógł podjechać parę kilometrów, a potem znów marsz do wsi za Witebskiem, której nie ma na mapie.

Na autostradzie we Wrocławiu przy minus 18 stopniach maszerował przez wiele godzin, zanim jeden z kierowców zawiózł go na komisariat, a stamtąd do schroniska. Stopy chłopaka były w opłakanym stanie. Szedł w butach za małych o dwa rozmiary.

W Szpitalu Wojskowym lekarze przebadali i opatrzyli Jurija. W małych butach popękały mu niektóre kości stopy. I tu nastąpił zwrot. Komendant szpitala wręczył chłopakowi pieniądze na bilet do domu. Do schroniska przyszli ludzie z konkretną pomocą, m.in. przynieśli ciepłe ubranie i nowe buty. W czwartek rano po blisko dwóch tysiącach kilometrów marszu, Jurij wsiadł w pociąg do domu...

źródło:
Zobacz więcej