RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Putin chciał wystraszyć Zachód. Zamiast tego doprowadził do paniki wśród Rosjan

Władimir Putin (fot. Contributor/Getty Images)
Władimir Putin (fot. Contributor/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Swoim orędziem Putin miał nadzieję wystraszyć Zachód i sprawić, że przestanie on wspierać Ukrainę. Liczył też, że podniesie „ducha” w szczególności wśród tych, którzy żyją ideą „ruskiego miru”, co spowoduje, że ogłoszona przez niego mobilizacja przebiegnie gładko i sprawnie. Aby pokazać zaś swojemu ludowi, że wciąż jest potężnym carem, a wierchuszce, że nadal jest samcem alfa, pochwalił się aneksją terytoriów śmiertelnego wroga. Nie było jednak znanego sprzed lat „efektu Krymu”, gdy miażdżąca większość Rosjan piała z radości. Dziś wielu z nich ucieka z kraju, inni zaś kryją się, gdzie mogą przed mobilizacją, której przebieg pokazuje, że dzisiejsza Rosja to kolos na glinianych nogach. Cały cywilizowany świat czeka, kiedy upadnie na twarz.

Tak Putin zagrzewa żołnierzy do walki. „To jest jakiś kabaret”

Władimir Putin ogłosił mobilizację. Nie cieszy się ona społecznym poparciem, dlatego powołanym do służby żołnierzom rosyjski dyktator zapewnił...

zobacz więcej

Zagrożeni mobilizacją Rosjanie uciekają wszędzie gdzie mogą. Jak podały ostatnio władze Kazachstanu, od 21 września, gdy w Rosji ogłoszono „częściową” mobilizację na wojnę z Ukrainą, do tego kraju wjechało ponad 200 tys. Rosjan, a 147 tys. z niego wyjechało. Wiele państw europejskich zdecydowało się na zamknięcie granic i zapowiedziało, że nie będzie ich wpuszczać. Inne, jak Niemcy poinformowały, że będą udzielać im azylu. KE tymczasem przestrzega przed otwieraniem dla nich granic, takie samo stanowisko prezentują Ukraińcy.  

 

Rzecznik ministra koordynatora specsłużb i pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej Stanisław Żaryn mówi wprost – „absolutnie nie powinniśmy przyjmować do Polski dezerterów z rosyjskiej armii”. Przekonuje on przy tym, że fala dezercji to nie jest bunt przeciwko rosyjskim władzom czy sprzeciw wobec wojny.


– Nie mamy wiarygodnych informacji, które by pokazywały, że ci ludzie chcą uciekać, ponieważ buntują się przeciwko władzy rosyjskiej. Ci ludzie prawdopodobnie chcą uciekać, bowiem boją się sytuacji jednostkowej związanej z powołaniem do wojska – ocenia Żaryn. 

 

Co więcej, sondaże wskazują, że poparcie dla brutalnej wojny na Ukrainie cieszy się wciąż w Rosji wysokim poparciem. I – jak przekonuje Żaryn – ludzie ci mogliby stać się też zagrożeniem dla bezpieczeństwa naszego kraju. Strona ukraińska podkreśla zaś, że buntujący się przeciwko mobilizacji powinni zamiast uciekać, stanąć w końcu przeciwko reżimowi na Kremlu i go obalić. 

Desperat postawił wszystko na jedną kartę. Putin podbija stawkę w przegranej grze

Jeśli Kreml myślał, że ogłoszeniem mobilizacji, pseudoreferendów na terytoriach Ukrainy okupowanych przez Rosjan, a także kolejnymi groźbami, w tym...

zobacz więcej

Mobilizacyjna degrengolada  

 

To zaś, jak absurdalnie przebiega mobilizacja w Rosji – staje się najlepszym opisem tego, w jakim stanie znajduje się to państwo – a mianowicie, w stanie rozsypu i degrengolady. Sytuacji nie udaje się opanować także rosyjskim reżimowym mediom, w których słychać nawet głosy krytykujące jej przebieg, a pośrednio uderzające nawet w Putina. 

 

Szczególnie bolesna dla reżimowych mediów i ich ekspertów jest utrata Łymanu, za co obwiniany jest brak odpowiedniego zaopatrzenia i wzmocnienia rosyjskich sił w Donbasie. Pojawiają się przy tym wątpliwości, czy Putin dobrze zrobił podejmując decyzję o aneksji tych terenów, bez ich uprzedniego „zabezpieczenia” i czy wysłanie nowozmobilizowanych w ogóle zmieni złą dla Rosji sytuację na froncie.  

 

Podszczypywanie Putina 

 

Zauważalne są również publiczne tarcia wśród wierchuszki władzy. Rosyjskie dowództwo wojskowe krytykują m.in czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow i szef najemniczej grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn. Pośrednio zaś uderza to w Putina – mimo tego, że jego ludzie starają się jak najbardziej odsunąć go od zarzutów, zwalając winę na generałów i biurokrację. Tyle, że Putin wielokrotnie wyrażał zaufanie do dowódców, a sam, jak donoszą zachodnie agencje wywiadowcze, podejmuje strategiczne decyzje. Często wbrew radom wojskowych. 

Petrović: Baltic Pipe wzmacnia suwerenność Polski. Kreml może jeszcze nie raz wykorzystać wpis Sikorskiego

Uruchomienie Baltic Pipe to kolejny dowód na to, że rząd PiS konsekwentnie dąży do uniezależnienia się od dostaw energii ze Wschodu, a przy tym...

zobacz więcej

Dlatego też amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenia w najnowszej analizie, że władze w Moskwie będą starały się odsunąć od siebie odpowiedzialność za niepowodzenia armii poprzez dokonywanie rotacji na stanowiskach dowódców wojskowych. To zaś na pewno nie pomoże Rosjanom na froncie, gdyż wywołuje jeszcze większy chaos decyzyjny. 

 

Łapanka 

 

Kreml stara się skąd tylko może sięgać po kolejnych żołnierzy, którzy mogliby w jak najkrótszym czasie uzupełnić ogromne straty w ludziach w siłach walczących na Ukrainie. Ukraińskie siły informują, że do walk na Ukrainie wysyłane są już oddziały gwardii narodowej (Rosgwardii), które do tej pory znajdowały się w regionach Syberii, a także rosyjski kontyngent wojskowy z Syrii.  

 

W tym samym czasie trwa „polowanie” na „mięso armatnie” – tak by wypełnić limity związane z mobilizacją. Dlatego powołani mogą zostać wszyscy, także uciekający z kraju czy protestujący przeciwko wojnie, również młodzieńcy, bez żadnego przeszkolenia, osoby starsze, schorowane, ojcowie z dużą liczbą potomstwa. 

 

Z kolei w okupowanej części obwodu ługańskiego na wschodzie Ukrainy tamtejsze władze używają dronów, by poszukiwać mieszkańców podlegających mobilizacji. Do tego dochodzą informację o słabym wyszkoleniu, lub jego braku nowych żołnierzy, brakach w uzbrojeniu, wyposażeniu i problemach logistycznych.

 

Pokazówka  

 

Grożąc światu możliwością użycia broni atomowej Putin liczył, że Zachód się przestraszy i będzie wymuszał na Ukrainie przystąpienie do negocjacji, podczas których Kreml miałby narzucić swoją wolę. Jednak dziś takie głosy na Zachodzie nie są dominujące – gdy się pojawiają, a najczęściej wypowiadają je przedstawiciele Niemiec i Francji (chociaż zdarzają się one i w Polsce vide niedawny komentarz byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego), to spotykają się z ostrą krytyką. 

Panie Scholz, zburz Pan ten mur! Ukraińcy potrzebują broni, by odzyskać swoje terytoria

Cały świat z zapartym tchem przygląda się sukcesom ukraińskiej kontrofensywy. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się jedynie myśleniem życzeniowym,...

zobacz więcej

W reakcji na groźby Putina Zachód zapewnił, że będzie w dalszym ciągu wspierać Kijów – wprowadzono kolejny pakiet sankcji, chociaż wielu ocenia go jako słaby, a ostatnio także Parlament Europejski zaapelował o jak najszybsze dostarczanie Ukrainie nowoczesnych czołgów, co należy uznać za prztyczek wobec Niemców, którzy nie chcą tego zrobić, a USA poinformowały o przeznaczeniu kolejnych środków Kijowowi na odparcie Rosji. 

 

Kreml wciąż liczy, że kwestie energetyczne, inflacja i podziały wśród krajów zachodnich doprowadzą do zmiany ich nastawienia wobec Ukrainy. Ukraińcy tymczasem zapewniają, że żaden dialog z Putinem nie jest możliwy. Nie ma się im co dziwić – jak można rozmawiać ze zbrodniarzem, który wciąż dąży do zniszczenia ich kraju? Co miałyby takie rozmowy przynieść?  

 

Nie warto się łudzić, tak jak dziś nie łudzą się Ukraińcy, którzy wiedzą, że najlepsze „negocjacje” prowadzone są na froncie i z sukcesami przeprowadzają swoją kontrofensywę. W tym czasie Rosja gnije od środka, a kolejne porażki na wojnie tylko przyspieszają ten proces. 

 

Petar Petrović 

 

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej