Tajemnic nie brakuje

Adam Sikorski od kilku lat organizuje historyczne poszukiwania (fot. Marcin Kulka)

Historia zawsze była moim przeznaczeniem. Ja po prostu muszę to robić. Nie mogę pozwolić, żebyśmy się wyzbyli tej ogromnej siły, która tkwi w pokoleniach – mówi Adam Sikorski, twórca programu historycznego „Było, nie minęło”, pasjonat lotnictwa II wojny światowej. Od dziesięciu lat, w towarzystwie telewizyjnej ekipy, przemierza Polskę i odkrywa zapomniane fakty z naszej historii – Szczególnie na obszarach granicznych nadal jest wiele historii nieopowiedzianych do końca, dramatycznych, bolesnych. Ciągle do nich wracam. To ciągle jest zadanie szczególnie ważne dla mnie.

– Proszę sobie wyobrazić. W 1939 roku chorąży 73. Pułku Piechoty, pan Edward, zakopał gdzieś sztandar swojego pułku. Potem przyjeżdżał do nas na Zamojszczyznę i szukał go wszędzie. Po wojnie koledzy pomawiali go, że ten sztandar zniszczył, zgubił, że to właśnie przez niego sztandar przepadł. I w końcu udało się go odnaleźć. Na wzgórzu stała kompania honorowa, którą myśmy ściągnęli, i ten chorąży przytulił sztandar i powiedział „kochany”. Wszyscy mieli łzy w oczach, a stało tam wielu żołnierzy, którzy niejedną podobną scenę widzieli. Nawet montażyście, z którym kleiłem tamten odcinek, biegły po policzkach sznureczki łez. To jest dla mnie najważniejsza historia, moja najmocniejsza emocja. Ta wierność sztandarowi, człowiek, który walczył tyle lat, aby powiedzieć światu – ja tego symbolu nie zniszczyłem. Honor i waleczność – to jest fascynujące.

Tak jedną z wypraw z „Było, nie minęło” wspomina Adam Sikorski – twórca programu, historyk i dokumentalista. Pasjonuje się szczególnie dziejami II wojny światowej, partyzantki i opozycji antykomunistycznej. Od kilkunastu lat razem z przyjaciółmi i miłośnikami historycznych tajemnic, organizuje wykopaliska, dzięki którym udało się rozwiązać wiele dziejowych zagadek, a muzea w całej Polsce wzbogaciły swoje kolekcje o oryginalne eksponaty.

– Historia zawsze była moim przeznaczeniem. Wcześniej pracowałem w radiu, gdzie też zajmowałem się podobną tematyką. Wtedy te wydarzenia były bliżej. Świadków było mnóstwo, tajemnic jeszcze więcej, ale teraz też ich nie brakuje. Potem prowadziłem „Ocalić od zapomnienia”. To były takie pasma sentymentu. Szczególnie dla nas, bo my jesteśmy głęboko zakorzenieni w historii na wschodzie. Ona jest nadal nierozliczona, nieopowiedziana do końca i dokończenie tych opowieści wymagało szerokiego spojrzenia, jakie daje telewizja - mówi.

– Tak jak ludzie, programy się rozwijają. W „Było, nie minęło” pojawiła się nerwowa szybka narracja, teledyskowy sposób opowieści. Jednak doszliśmy do wniosku, że w ważnych sprawach, wszystko trzeba dokładnie i solidnie opowiedzieć, i czasem trzeba zwolnić i wrócić do starej formy - opowiada


Po pas w wodzie

Zwiadowcy historii – jak mówią o sobie poszukiwacze historycznych tajemnic – nie boją się zapuszczać nawet w bardzo niebezpieczne rejony. Wykopaliska często prowadzone są na trudno dostępnych terenach, bagnach, oparzeliskach, torfowiskach, gdzie nieustannie muszą pracować pompy i ciężki sprzęt – Niedawno pod Warką wydobywaliśmy samolot Airacobra, wbity na niemal 4 metry w błoto, napierająca ze wszystkich stron woda i ziemia. Na moment wyłączyliśmy pompę i znowu stoimy po pas w wodzie. Ale walkę wygraliśmy – relacjonuje Sikorski. Przyznaje jednak, że nie każda wyprawa kończy się sukcesem.

– Każdy odcinek to wyzwanie. Często pytano mnie – gdzie jest scenariusz twojego programu. Ale scenariusz pisze życie. My, włączając kamerę, nie wiemy jak to się zakończy, co uda nam się odnaleźć, co opowiedzieć. To za każdym razem jest zaskoczenie. Czasem musimy przyznać się widzom, że ponieśliśmy klęskę. Jednak tam na górze jest taki generalny sztab, który mówi: chłopcy nie, spróbujcie tam, bardziej z lewej. I znajdujemy. To jest taka przedziwna siła, która się nami opiekuje– mówi.

Niestety dociekliwymi historykami interesuje się nie tylko ten wyjątkowy sztab, ale także tajne służby państw sąsiedzkich, które towarzyszyły im w poszukiwaniach prowadzonych w Brześciu nad Bugiem – Twierdza Brześć, kagebiści chodzą za nami, fotografują. Za chwilę wsiadamy do samochodu, bo kolejna część zdjęć jest w Kobryniu. Oni mieli stary samochód, my nowe mondeo. Dojechaliśmy na miejsce, nakręciliśmy wszystko, a łada służb specjalnych dopiero do nas dojeżdżała. Podobnych przygód jest mnóstwo. Nawet ostatnio na Wołyniu dość gwałtownie musieliśmy się ewakuować, bo zaczęły się nieporozumienia. Ale to jest wkalkulowane w ten zawód - tłumaczy.

Zapomniani bohaterowie, wyklęci żołnierze

– Wszystko zaczęło się od takiej historii… Pod Białą Podlaską, w takim zaniedbanym lesie, leży dwóch wrześniowych pilotów. Przez pięć lat stawałem przed kamerą i prosiłem cierpliwie władze lokalne i różne najmniejsze instytucje: zabierzmy tych ludzi stąd, przenieśmy ich na cmentarz, pochowajmy z wojskowymi honorami. To naprawdę niezwykli chłopcy. Ci ludzie zostali tam na miejscu pochowani przez kolejarzy. Dopóki istniało pokolenie wojenne, mieszkańcy własnym kosztem wybudowali nagrobki. Dziś tego pokolenia już nie ma, złodzieje rozkradli nawet łańcuchy otaczające mogiłę. Po prostu nie godzi się, aby w takim miejscu zostawali ludzie, którzy tworzyli naszą historię.

Po kilku takich odkryciach, po kilku latach bezowocnych starań o poszanowanie historii, Adam Sikorski postanowił stworzyć Fundację „Było, nie minęło”, której głównym zadaniem jest opieka nad bezimiennymi grobami i mogiłami żołnierzy, partyzantów, obrona ich honoru i czci. Tam, gdzie państwo rozłożyło ręce, zadziała fundacja.

– Wielu wspaniałych bohaterów skrzywdzono, pamięć o wielu zupełnie zatarto, jeszcze innych w ogóle wyeliminowano z obiegu społecznego. Szczególnie na obszarach granicznych jest wiele historii nieopowiedzianych do końca, dramatycznych, bolesnych. Ciągle do nich wracam. Wołyń to ciągle dla Polaków taka biała karta i wyrzut sumienia. Myśmy tego Wołynia nie odnaleźli, nie postawili krzyży na mogiłach. To ciągle jest zadanie szczególnie ważne dla mnie – mówi.

Fani, pasjonaci, ludzie historii

Grupa fanów „Było, nie minęło” na Facebooku liczy ponad 700 osób. Jej członkowie stworzyli małą społeczność historyków – niekoniecznie z zawodu, ale zawsze z zamiłowania. Wymieniają się artykułami, fotografiami, opiniami o kolejnych odcinkach i wyprawach ekipy Adama Sikorskiego. Redaktor podkreśla, że bez nich program nie mógłby istnieć – Niedawno wyemitowaliśmy odcinek o czołgach w Wiśle i natychmiast sypnęły się maile, telefony z sygnałami na temat znalezisk z całej Polski, z opowieściami z tamtych czasów. Ci ludzie mają potrzebę opowiedzenia światu o tym, co wiedzą, a co zawsze wydawało się marginalne. Naszą historię pisano wielkimi freskami, to były procesy dziejowe, nie było w nich bohatera, a ten lotnik, który rozbił się w środku wioski, to był nasz chłopak. My próbujemy dotrzeć do tej historii spersonifikowanej, do każdego pojedynczego zdarzenia i wszędzie, gdziekolwiek byśmy nie zapukali, znajdujemy życzliwość.

2
W wykopaliskach biorą udział poszukiwacze-amatorzy i technicy (fot. Piotr „Pitrex” Przybylski)

W październiku widzowie mieli okazję spotkać się z poszukiwaczami w Jedlinie-Zdroju. Na zlot przybyło tak wielu miłośników historii, że zrodził się pomysł organizowania cyklicznych spotkań z fanami programu

My nie mamy czasu spotykać się z tymi ludźmi. Przyjeżdżamy na miejsce, dzień jest krótki, a my mamy tylko dwa dni zdjęciowe, dużo pracy, ludzi, maszyn. I przychodzą ludzie, którzy zawsze chcą mi coś opowiedzieć. Zawsze mi jest przykro i wstyd, że nie mam dla nich tyle czasu, ile chciałbym – wyznaje Adam Sikorski i zapewnia, że właśnie opowieści świadków tamtych wydarzeń są najważniejszymi źródłami i tropami – Ci ludzie potrzebują rozmowy i my jej potrzebujemy. To jest cudowne źródło. Po takich spotkaniach zwykle mam cały notes zapisany tropami, pomysłami, kontaktami, które potem owocują wspaniałymi znaleziskami.

Historycy-amatorzy i lokalni poszukiwacze przygód są też najważniejszymi sprzymierzeńcami telewizyjnych tropicieli. Tam, gdzie nie wszystko można załatwić formalnie, lub gdzie na biurokrację nie starcza czasu, pojawiają się ludzie z pasją, którzy pomagają z czystej sympatii i ciekawości. – Kiedy mam coś do załatwienia w jakimś terenie, zawsze szukam podobnego mnie, pasjonata. On mówi: „Aha, nie macie pieniędzy, to dostaniecie ode mnie koparkę. A mój znajomy dźwigiem pomoże wam to wyciągnąć”. Tworzymy pewną mafię historyczną, w tym dobrym sensie. Ci ludzie nie żałują czasu, nie żałują nawet pieniędzy, żeby jakąś lokalną sprawę wydobyć na światło dzienne – opowiada.

Historyk-poeta z Budki Suflera

Nie każdy wie, że Adam Sikorski to nie tylko zapalony historyk, ale także kierowca rajdowy i poeta. Jest autorem tekstów z dwóch pierwszych płyt Budki Suflera. Współpracę z zespołem przerwał już dawno, jednak poezji nie porzucił nigdy – Z wrażliwymi duszami jest tak, że nie wszystko da się opowiedzieć w formach dziennikarskich, czasem trzeba to zaśpiewać. Czasem w filmie dokumentalnym potrzebowałem ballady, bo ona niesie przesłanie, którego nie da mi żaden profesor, wypowiadający się przed kamerą. To zadumanie nad losem tych naszych chłopców, taka rzewna nuta, której często brakowało w wystudzonej publicystyce historycznej, gdzie mądrzy ludzie siadali i mówili o prawdzie.

– Poezja przychodzi sama, drepcze za człowiekiem, dźwięczy w głowie. Kiedyś pisałem dla Budki Suflera, potem starałem się do każdego mojego filmu wbudować takie inne spojrzenie, spojrzenie poety na piękne historie. Bardzo lubię formy mieszane, bo wierzę, że my stąpamy po takiej cienkiej czerwonej linii – raz my jesteśmy w historii, innym razem historia jest w nas. To tworzy pewną całość i właśnie poezja jest najlepszym sposobem wyrażania tego. Są emocje tak silne, że zaciskają gardło. I kiedy próbuję opowiedzieć je słowami, to oczywiście je niszczę, trywializuję. Kamera też ma swoje ukierunkowania, obiektyw jest smutny, natomiast poezja może być subiektywna i dlatego może być potrzebna –
opowiada.

Adam Sikorski zawsze podkreśla, że sam pochodzi z historycznej rodziny. Jego ojciec był inżynierem lotnictwa, stąd marzenie aby stworzyć w Polsce muzeum lotnictwa wojskowego i zrekonstruować samoloty z okresu II wojny światowej. Pani Sikorska „była naturą romantyczną” i to po niej syn odziedziczył miłość do historycznych tajemnic. Teraz próbuje zainteresować pasją swoją rodzinę – Żona Tatiana jest namiętną historyczką. Syn Jasiu, który ma dziesięć lat, bardzo lubi historię. Kocha ze mną jeździć na poszukiwania. Jest też nastoletnia córka Noemi, która w ubiegłym roku wygrała konkurs IPN-owski. Cóż, rodzina mocno osadzona w historii.

3
Historia jest domeną rodziny Sikorskich od pokoleń (fot. arch. rodzinne A. Sikorski)



Program Adama Sikorskiego „Było, nie minęło – kronika zwiadowców historii” mogą oglądać Państwo na antenie TVP Info, w każdą sobotę o godz. 15.
Zobacz „Było, nie minęło” na tvp.pl
www.bylo-nie-minelo.pl

Zobacz więcej