RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Polityka zagraniczna Polski w czasach Radosława Sikorskiego

Radosław Sikorski (fot. Jacek Szydlowski / Forum)
Radosław Sikorski (fot. Jacek Szydlowski / Forum)

Najnowsze

Popularne

Słynny już wpis twitterowy Radosława Sikorskiego przypisujący USA eksplozje w Nord Stream oznacza zapewne koniec kariery tego polityka. Nie da się go bowiem wytłumaczyć w żaden korzystny dla niego sposób. Odkąd ów wpis został użyty przez przedstawiciela Rosji w ONZ, a podana w nim wersja – oprotestowana przez rzecznika Departamentu Stanu USA Neda Price’a jako „niedorzeczna”, nie da się go też zlekceważyć jako nieistotne potknięcie. W każdej przyszłej kampanii wyborczej i przy każdej nominacji na stanowisko publiczne fakt ten będzie przypominany jako symbol poziomu intelektualnego, stabilności emocjonalnej (a raczej jej braku) i poczucia odpowiedzialności za państwo człowieka, który był kiedyś szefem polskiej dyplomacji. Towarzyszyć temu będzie wniosek, że już nigdy nim ani nikim innym mającym wpływ na losy Rzeczypospolitej być nie powinien.

Saryusz-Wolski o wpisie Sikorskiego: Pomyślałem, że to fake [WIDEO]

To potwierdza prorosyjskość Radosława Sikorskiego i jego obozu politycznego – tak wpis polityka PO, w którym ten sazugerował, że to USA uszkodziło...

zobacz więcej

Portal TVP Info dał świetny przegląd prorosyjskich posunięć Sikorskiego, nie mam więc potrzeby powtarzania tej listy. Koniec kariery to jednak dobry moment na jej podsumowanie. Przyjrzyjmy się zatem drodze owego polityka – od bohatera narażającego życie, by dokumentować rosyjskie zbrodnie w Afganistanie, po skoncentrowanego na sobie trolla internetowego, obrażonego na współobywateli za to, że nie uznali jego świetności i nie powierzyli mu władzy nad sobą. 

 

Afgańska legenda 

 

Radosław Sikorski w drugiej połowie lat 80. był postacią legendarną dla osób, które jak ja – jego rówieśnik (rocznik 1963) kolportowały podziemne wydawnictwa i słuchały zachodnich rozgłośni, czerpiąc z nich informacje o młodym Polaku, który u boku walczących z Moskalami afgańskich mudżahedinów opowiada światu o ich zmaganiach z naszym wspólnym wrogiem. Budził szacunek. 

 

W obozie niepodległościowym 

 

W 1992 r. Sikorski został wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. 28 kwietnia tegoż roku zostałem zatrudniony w MON w podległym mu pionie i tak poznałem go osobiście. Rząd trwał jednak krótko (obalono go w słynną noc 4 czerwca), zespół rozwiązano, a jego pracowników zwolniono. Ani Sikorski nie zdążył na tym stanowisku wiele zdziałać, ani też ja nie mam o nim z tego okresu istotnych wspomnień z uwagi na sporadyczność kontaktu. 

Wiceszef MSWiA: Zachowanie Sikorskiego to jawna prowokacja

Traktuję zachowanie Radosława Sikorskiego jako jawną prowokację. Jego wpis wszedł już do oficjalnej propagandy rosyjskiej – powiedział wiceminister...

zobacz więcej

W 1997 r. Sikorski rozstał się z ugrupowaniem Jana Olszewskiego, a w kolejnym roku został wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka, gdzie zajmował się Polonią. Pole działania i względna krótkotrwałość rządu znów nie dały mu okazji do wypłynięcia na wody wielkiej polityki. 

 

W latach 2005-2007 był ministrem obrony narodowej w dwóch kolejnych rządach zdominowanych przez PiS. Nie są znane z tego okresu żadne jego strategiczne dokonania w dziedzinie podniesienia obronności państwa. 

 

W 2007 r. miałem okazję być na międzynarodowej konferencji w Bukareszcie, gdzie jedna z jej brytyjskich uczestniczek, gdy rozmowa zeszła na temat ówczesnego szefa polskiego MON, powiedziała: „Głównym obszarem zainteresowania Radka Sikorskiego jest Radek Sikorski”. Byłem zaskoczony. Czas jednak pokazał, że była to diagnoza nadzwyczaj celna. 

 

Zmiana obozu politycznego i nowy styl 

 

Sikorski odszedł z rządu PiS w atmosferze konfliktu z Antonim Macierewiczem, broniąc starego układu w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Wkrótce potem zmienił obóz polityczny i w trakcie kampanii wyborczej w czasie przemówienia w Szczecinie nie miał nic ciekawego do powiedzenia na temat obronności państwa, ale, „jak na gentlemana przystało”, który świeżo „stał na straży rycerskich tradycji Wojska Polskiego”, dywagował na temat jakości damskich torebek posłanek PiS. Patrzyłem na to z zaskoczeniem i niesmakiem, dziwiąc się nie tylko obyczajom, ale i brakowi rozsądku politycznego. Trzeba bowiem być go pozbawionym, by tak niszczyć własny wizerunek, na który się dotąd snobowało.

Otwarcie Baltic Pipe, wpis Sikorskiego, rezygnacja Dworczyka

Gdyby nie Radosław Sikorski, wydarzeniem tygodnia byłoby otwarcie gazociągu Baltic Pipe. Tymczasem post eurodeputowanego PO wywołał potężny,...

zobacz więcej

Zmiana rządu w Polsce w 2007 r. i śmierć prezydenta Kaczyńskiego w 2010 r. doprowadziły do fundamentalnych przekształceń w polskiej polityce zagranicznej. Sikorski miał w nich walny udział jako minister spraw zagranicznych w rządzie koalicyjnym PO-PSL. 

  

Chłód w relacjach z Ukrainą 

 

Rząd PO-PSL „poprawiał stosunki z Rosją popsute przez PiS”. 8 lutego 2008 r., niemal natychmiast po przejęciu władzy przez PO, Tusk pojechał do Moskwy w samym środku rosyjsko-ukraińskiego kryzysu gazowego, za który Sikorski w równym stopniu winą obarczał obie strony. 

 

Kolejnym krokiem wystudzającym relacje z Kijowem było uznanie niepodległości Kosowa. Rząd dokonał tego aktu wbrew opinii prezydenta Lecha Kaczyńskiego i opozycji (PiS), ignorując prośbę, by tego nie czynić, skierowaną do Polski przez Ukrainę i Gruzję, obawiające się wykorzystania tego precedensu przez Rosję (chodziło o wspierane przez Kreml separatyzmy na Krymie, w Osetii Południowej i w Abchazji).


To właśnie wówczas minister Sikorski użył słynnej frazy: „Chcemy, żeby Polska była w głównym nurcie polityki europejskiej w tej sprawie”. Zdanie to stało się symbolem braku podmiotowości polityki zagranicznej Rzeczypospolitej pod rządami PO-PSL. Stanowisko Warszawy nie miało znaczenia dla losów Kosowa, było natomiast testem solidarności Polski z Gruzją i Ukrainą, które takiej solidarności oczekiwały. Prezydent Kaczyński to rozumiał. Rząd Donalda Tuska i minister Radosław Sikorski – nie.

Była działaczka PO: Sikorski powinien być wyrzucony, a Tusk udaje, że to alkotweet

Gdy Aleksandra Wasilewska mówiła kolegom z PO, że Małgorzata Kidawa-Błońska to zły kandydat na prezydenta, została wyrzucona z partii. Dziś ocenia,...

zobacz więcej

Presja mocarstw zachodnich nie była nie do odparcia, o czym świadczy postawa Rumunii – dziś bliskiej sojuszniczki Polski w NATO, w B9 i w Trójmorzu. Sprawa miała ciąg dalszy. W czasie wizyty Baracka Obamy w Warszawie (27-28 V 2011) na odbyte przy jej okazji spotkanie prezydenta USA z przywódcami państw europejskich prezydenta Gruzji nie zaproszono, a prezydent Rumunii zrezygnował z przyjazdu, nie chcąc spotykać się ze swą kosowską odpowiedniczką. 

  

„Rozpoznanie bojem” na rzecz Kremla 

 

Pod wrażeniem wojny w Gruzji szef polskiego MSZ w trakcie wizyty w Waszyngtonie ogłosił (19 XI 2008) tzw. doktrynę Sikorskiego, tzn. przestrzegł Rosję przed stosowaniem scenariusza gruzińskiego wobec Ukrainy. Pozornie było to wsparcie dla naszego południowo-wschodniego sąsiada. Wobec braku dyplomatycznego przygotowania całej akcji, skutkującego jej zignorowaniem przez pozostałe państwa NATO, de facto przyniosło jedynie ujawnienie izolacji Kijowa i Warszawy w kwestii gwarantowania ukraińskiego bezpieczeństwa w razie sporu z Rosją.


Jedynym praktycznym rezultatem deklaracji Sikorskiego było więc wykonanie na rzecz Rosji rozpoznania intencji Zachodu wobec Kijowa i usunięcie z rozważań Kremla (a przynajmniej istotna redukcja) czynnika odstraszającego w postaci niepewności co do reakcji NATO w wypadku militarnego zagrożenia Ukrainy przez ekspansjonizm moskiewski.


Odejście od powszechnego obowiązku służby wojskowej i tym samym zburzenie systemu odtwarzania rezerw osobowych Wojska Polskiego (2008), redukcja budżetu wojskowego (2008/2009 i 2013) i redukcja armii czyniły z „doktryny Sikorskiego” propozycję na wskroś niepoważną. Chcąc zachować powagę nie można bowiem grozić komuś wojną, wzywać do tego samego sojuszników i jednocześnie ciąć wydatki wojskowe i redukować liczebność armii.


Persona (prawie) non-grata w Kijowie 

 

Zbliżenie z Rosją skutkowało ochłodzeniem relacji z Ukrainą. Wizyta ministra Sikorskiego w Kijowie (15-16 I 2009) została skrócona, gdyż czołowi politycy ukraińscy – prezydent Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko, tłumacząc się napiętą sytuacją związaną z kryzysem gazowym w relacjach ukraińsko-rosyjskich, nie znaleźli czasu na spotkanie z szefem polskiej dyplomacji.

Premier: Poczucie racji stanu jest obowiązkiem każdego polskiego polityka

Nienawiść do konkurentów politycznych nigdy nie powinna prowadzić do sprzyjania interesom państw otwarcie wrogich Polsce; elementarne poczucie...

zobacz więcej

Ten ostatni tłumaczył się potem, że to była podróż „polonijna” i kontakty z gospodarzami nie były przewidziane. Trudno założyć, że Ukraińcy nie potrzebowali wsparcia rządu RP, ale trudno też nie wyciągnąć stąd wniosku, że nie mieli złudzeń, iż mogą nań liczyć. Rząd polski sugerował bowiem winę obu stron (Moskwy i Kijowa) za zaistniałą sytuację (której istotą było pozbawienie dostaw gazu znacznej części Europy południowo-wschodniej). Wycofanie się premier Tymoszenko z wizyty na zjeździe w Warszawie (29-30 IV 2009) frakcji europejskiej EPL-ED, do której należała PO, a której „partią siostrzaną” była Batkiwszczyna, z ówczesną szefową ukraińskiego rządu na czele, potwierdziło chłód w stosunkach wzajemnych obu krajów. 

 

Symptomem pogarszających się relacji międzyrządowych było krótkie i do ostatniej chwili niepewne spotkanie Julii Tymoszenko z Donaldem Tuskiem na Westerplatte w trakcie obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej i demonstracyjnie szybkie opuszczenie przez nią uroczystości pod pretekstem spotkania z Muammarem Kadafim. Znacznie dłuższe i słynniejsze spotkanie Tusk-Putin na sopockim molo wyraziście ukazywało kontrast między chłodem w relacjach Warszawy z Kijowem a narastającym ociepleniem na linii Warszawa-Moskwa. Twarzami tego ostatniego byli Tusk i Sikorski. 

 

W 2010 r. rozwiązano UKRPOLBAT (polsko-ukraiński batalion pokojowy). Dobrze rozwijająca się od kilkunastu lat polsko-ukraińska współpraca wojskowa uległa redukcji. Istotą relacji polsko-ukraińskich stały się przygotowania do imprezy sportowej – Euro 2012, a i to z tendencją do odcinania się od Ukraińców. Reżim Janukowycza miał naturalnie swój udział po 2010 r. w miałkim charakterze stosunków Warszawy z Kijowem, ale ich wygaszanie zainicjowane zostało wcześniej w wyżej opisany sposób. 

Zamrożenie relacji z Litwą 

  

Kontakty z Litwą były zamrożone jeszcze głębiej niż relacje z Ukrainą. Minister Sikorski, tak potulny wobec mocarstw unijnych, demonstrował własną potęgę wobec Wilna, ale zamiast rozwiązywać sprawy sporne w relacjach polsko-litewskich, ograniczał się do gromkich połajanek.

Ostre wystąpienie. Putin podziela opinię Sikorskiego ws. ataku na Nord Stream [WIDEO]

Europoseł PO Radosław Sikorski ocenił, że to Amerykanie zniszczyli gazociąg Nord Stream 2. Podobną opinię wyraził w piątek rosyjski dyktator...

zobacz więcej

Ówczesny stan stosunków polsko-litewskich dobrze oddaje wypowiedź Dalii Grybauskaitė na spotkaniu z przedstawicielami wspólnoty litewskiej w Chicago, gdzie prezydent Litwy powiedziała: „Niektórzy politycy w Polsce zdecydowali, że to Rosja ma być przyjacielem Polski, zaś mniejsze państwa, takie jak Litwa, tymczasowo mogłyby zostać kozłami ofiarnymi”.


Wielokrotnie rozmawiałem z Litwinami. Nie ma na Litwie bardziej niepopularnego polityka polskiego niż Radosław Sikorski. Cóż, można oczywiście stwierdzić, że bycie lubianym zagranicą, acz pożądane, nie powinno być priorytetem polskich polityków. Wszak oceniamy ich za skuteczność, a nie za sympatie, którą wzbudzają. Problem polega jednak na tym, że Sikorski był absolutnie nieskuteczny w rozwiązywaniu problemów na korzyść Polski, zaś wystudzenie relacji RP z Litwą niewątpliwie musiało podobać się na Kremlu. 

 

Wygaszanie aktywnej polityki wschodniej, „polityka piastowska” w miejsce „jagiellońskiej” 

 

Wyżej opisane spotkania Tusk-Tymoszenko i znacznie dłuższe i słynniejsze Tusk-Putin poprzedzone były otwartą deklaracją ministra Sikorskiego o rezygnacji Polski z „polityki jagiellońskiej”, rozumianej jako wspieranie wschodnich sąsiadów Rzeczypospolitej zagrożonych dominacją rosyjską. Deklaracji tej towarzyszyła pochwała pod adresem Putina (Rosja od bez mała 20 lat idzie drogą prób modernizacyjnych i demokratyzacyjnych, które, jak mamy nadzieję, uczynią z tego kraju równie wiarygodnego partnera i przyjaciela” – pisał Sikorski). Obie (tak rzeczona deklaracja, jak i owa pochwała) zawarte zostały w artykule szefa polskiej dyplomacji „1 września – lekcja historii” w „Gazecie Wyborczej” z 31 sierpnia 2009 r.


Obraz sytuacji pół roku później dopełniła gra tandemu Tusk-Sikorski z Kremlem o obniżenie rangi wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, aż po jej tragiczny koniec, a potem promowanie przez rządzących kłamstwa o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania i winie pilotów rzekomo zastraszonych przez prezydenta oraz zachwyt nad „współpracą z Rosją” po katastrofie smoleńskiej i deklarowane publicznie zaufanie do rosyjskiego „śledztwa”, o przejęcie, którego przez Polskę nie wystąpiono, gdyż „byłoby to źle odebrane”. Fakty te są powszechnie znane. 

Witczak o Sikorskim: Nie znam drugiego takiego antykremlowskiego polityka

Nie znam drugiego takiego antykremlowskiego polityka w Polsce jak Radosław Sikorski – powiedział Mariusz Witczak z PO, mówiąc o wpisie Sikorskiego...

zobacz więcej

Partnerstwo Wschodnie – gorset ambicji i rzeczywistość 

 

Partnerstwo Wschodnie było sztandarowym projektem rządu PO-PSL wypromowanym przez Radosława Sikorskiego. Samo jego powołanie było krokiem właściwym i należy się za to Sikorskiemu uznanie. Wykorzystał sytuację, gdy UE miała potrzebę, by „coś zrobić” w odpowiedzi na rosyjską inwazję na Gruzję, prezydent Nicolas Sarkozy zgłaszając inicjatywę Unii na rzecz Morza Śródziemnego, złamał zasadę jednolitości unijnej polityki sąsiedztwa, której głównym szermierzem była wcześniej Francja, Niemcy – niechętne odpłynięciu funduszy unijnych na projekt francuski, poparły przy tym Polskę – nie, by „coś się stało na Wschodzie”, ale by „coś się nie stało na Południu” – tzn. by to ostatnie nie wchłonęło zbyt wielu „pieniędzy niemieckich podatników”.


Polska od wiosny 2007 r. pozostająca w sporze z mainstreamem UE o system głosowania w Radzie UE (Nicea czy Lizbona) oraz o PCA UE-Rosja, stanęła przy tym w obliczu projektu unijnej polityki wschodniej, znanym jako synergia czarnomorska, w której Polski nie było. Partnerstwo Wschodnie pozwalało uśmiercić synergię czarnomorską przez jej przelicytowanie, a nie przez konfrontację z UE i tę rolę spełniło. Potem było jednak areną licznych błędów i demonstracją słabości.


Warszawski szczyt Partnerstwa Wschodniego (29-30 IX 2011) zignorowany został przez wszystkich przywódców dużych państw UE, z wyjątkiem kanclerz Merkel i czekającego już na pewną klęskę wyborczą, ustępującego z funkcji premiera Hiszpanii José Luisa Zapatero. Na zakończenie szczytu wszystkie państwa partnerskie odmówiły podpisania przygotowanej przez kierowaną przez Sikorskiego dyplomację polską rezolucji końcowej. Fiasko organizowanego przezeń szczytu było kompletne. Tymczasem polska polityka wschodnia tamtej doby nie wykraczała poza ów unijny program. Pozostałe kontakty minimalizowano. 

 

Bierności na arenie międzynarodowej towarzyszyło zwijanie sieci polskich przedstawicielstw dyplomatycznych. W okresie rządów Sikorskiego w MSZ likwidacji uległo 39 polskich ambasad i konsulatów generalnych. 

 

Rażąca nieudolność na kierunku białoruskim 

 

Podjętej przez Sikorskiego nieudolnej próbie ocieplenia relacji z Białorusią, towarzyszyła kompromitacja w postaci dostarczenia przez polską prokuraturę władzom Białorusi w 2012 r. dokumentów dotyczących białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Został on na ich podstawie skazany na 4,5 roku więzienia.

Tusk o wpisie Sikorskiego: Ewidentny błąd i niepotrzebna ekstrawagancja

Radosław Sikorski wie, że popisał się niepotrzebną ekstrawagancją – powiedział przewodniczący PO Donald Tusk, komentując tweet byłego ministra...

zobacz więcej

Jak by tego było mało, wkrótce po tym, kierowany przez Sikorskiego MSZ, w kopertach z własnym logo wysłał do około 30 białoruskich opozycjonistów deklaracje podatkowe PIT z sumami, jakie otrzymali oni od polskiej dyplomacji. Skutkowało to dekonspiracją ich kontaktów z Polską. Równie dobrze można by przesłać ich pełną listę do białoruskiego KGB. 

 

Ówczesna próba ugody z Łukaszenką nie miała przy tym charakteru manewru politycznego, jak ta z lat 2017-2020, gdy dyplomacja polska ociepliła relacje z Mińskiem, by zdjąć z Łukaszenki obawę o inspirowany przez Warszawę „majdan na Białorusi”, a tym samym umocnić pozycję negocjacyjną mińskiego dyktatora wobec Rosji, której baz wojskowych (poza dwiema w Hancewiczach i Wilejce – obu bez jednostek operacyjnych) na Białorusi nie było. Od decyzji warszawskiego szczytu NATO z 2016 r. trwał wyścig z czasem – czyje bazy będą pierwsze – amerykańskie w Polsce, czy rosyjskie na Białorusi.


Wszystko co opóźniało Rosjan było pożądane, także ówczesne manewry dyplomatyczne Łukaszenki. Wyścig ten wygrała Polska. W czasach Sikorskiego podobnego celu, a zatem i skutku w postaci jego osiągnięcia, za co warto byłoby zapłacić cenę polityczną, nie było.


Umizgi do Rosji i kłamstwa 

 

Lista prorosyjskich kroków Sikorskiego jest długa i, jak wyżej wspomniano, została już wyczerpująco przedstawiona na stronach portalu informacyjnego TVP Info. Tu ograniczmy się więc do dwóch przykładów. Pierwszego – oglądanego w kontraście do polityki PiS, i drugiego – przy okazji którego MSZ publicznie kłamał. 

 

Przykład pierwszy – Na zaproszenie Sikorskiego 2 września 2010 r. szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wygłosił wykład w Warszawie na dorocznej naradzie ambasadorów Polski. Stało się to już po obu wojnach czeczeńskich, wojnie gruzińskiej i po katastrofie smoleńskiej! Dla kontrastu przypomnijmy, że 29 sierpnia 2016 r., minister Witold Waszczykowski wygłosił wykład w Berlinie na dorocznej naradzie ambasadorów niemieckich i prosto stamtąd pojechał na analogiczną naradę ambasadorów węgierskich do Budapesztu. 22 grudnia 2021 r. Minister Zbigniew Rau na dorocznym spotkaniu ambasadorów Ukrainy w Iwano-Frankiwsku wystąpił jako kluczowy gość konferencji i jej główny mówca z zagranicy.

Poseł Lewicy: Sikorski wodą na młyn rosyjskiej propagandy

Nie milkną echa kompromitującego wpisu Radosława Sikorskiego. – To była woda na młyn dla rosyjskiej propagandy – powiedział w programie „Jedziemy”...

zobacz więcej

Różnica roli między Sikorskim a kolejnymi ministrami spraw zagranicznych RP z obecnego obozu rządowego jest uderzająca, co nie przeszkadza opozycji twierdzić, że to „za rządów PiS Polska zbliża się do Rosji i jest izolowana w Europie”. 


Przykład drugi. W maju 2013 r. Państwowa Komisja Wyborcza jako jedyna z całej UE pojechała do Moskwy na spotkanie z rosyjską komisją wyborczą i jej przewodniczącym słynącym z organizowania „właściwych” wyników głosowania – Władymirem Czurowem. Gdy media spytały o to MSZ, kierowane przez Sikorskiego ministerstwo zaprzeczyło, by było o czymkolwiek informowane. PKW przedstawiła jednak dowody o poinformowaniu MSZ na konferencji prasowej 4 lutego i osobnym pismem skierowanym do ministra Sikorskiego z 18 kwietnia 2013 r. Wyjazd był zatem zaplanowany za wiedzą i bez protestu kierowanego przez Sikorskiego resortu, który tłumacząc się, mówił nieprawdę.


„Silna pozycja Polski w UE” – czyżby? 

 

Izolowanie się od sąsiadów ze wschodu (porzucenie „polityki jagiellońskiej”) miało być rekompensowane „polityką piastowską”, czyli skoncentrowaniem się na budowie „silnej pozycji Polski w UE”. Owa mityczna „silna pozycja”, tak reklamowana przez PO, była jednak bezobjawowa. Przykłady tego są nader liczne. 

 

Podejmowane przez Polskę wobec UE (Grupy Schengen) starania o objęcie Lwowa strefą małego ruchu granicznego zakończyły się niepowodzeniem i umowa z Ukrainą w tej sprawie, podpisana w 2008 r., pozostawiła to ważne dla obu narodów miasto poza strefą uproszczonej procedury przekraczania granicy. Były to czasy, kiedy Niemcy jako państwo docelowe imigracji, panicznie bały się nielegalnych imigrantów i stały na straży szczelności granic Schengen.


Radosław Sikorski, wobec życzeń płynących z Berlina był zaś nad wyraz ustępliwy. Jego „hołd berliński” jest powszechnie znany i nie będę go opisywał. Przez ten pryzmat warto jednak spojrzeć także na utworzenie w 2011 r., w kontraście do uszczelnionej systemem Schengen granicy polsko-ukraińskiej, strefy swobodnego podróżowania na granicy Polski z obwodem kaliningradzkim.

Sikorski skasował tweeta o Nord Stream

Radosław Sikorski skasował tweeta, w którym dziękuje USA za uszkodzenie gazociągów Nord Stream. Wpisy europosła odbiły się szerokim echem na całym...

zobacz więcej

Niemcy bardzo wówczas chciały dobrych relacji z Rosją, Rosja zaś żądała ruchu bezwizowego z Unią Europejską. Każdy polityk niemiecki, który by jej to przyznał, ryzykował klęskę wyborczą.


Otwarcie granicy polsko-rosyjskiej było jednak „krokiem we właściwym kierunku”, który dyplomacja niemiecka mogła pokazać Moskwie jako gest dobrej woli ze strony UE, w zamian żądając uszczelnienia rosyjskich granic w Azji Środkowej, o czym było z góry wiadomo, że jest postulatem niewykonalnym. Relacje Berlin-Moskwa pozostawały w ten sposób ciepłe, „piłka przerzucona została na rosyjską stronę boiska”, a cenę w postaci otwarcia się na moskiewską penetrację, płaciła Polska. Mało tego: decyzja Sikorskiego o utworzeniu poszerzonej strefy małego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim zrywała z dotychczasową praktyką polsko-litewskiej solidarności wobec tej rosyjskiej eksklawy i po raz pierwszy z paszportu rosyjskiego czyniła lepszy dokument podróżowania do UE niż paszport ukraiński. 

 

Brak konsultacji z Warszawą w chwili podpisywania francusko-rosyjskiego kontraktu na Mistrale (2010) i niemiecko-rosyjskiego na budowę przez Rheinmetal Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Mulino pod Nowogrodem Niżnym (czerwiec 2011), nie mówiąc już o projekcie Nord Stream 2 i braku uwzględniania postulatów polskich w kwestii polityki energetycznej i klimatycznej, dopełniały obrazu rzekomej „silnej pozycji Polski w UE” i „współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego”. 


Rzeczywiste wpływy Polski w UE obrazowały: dokonana pod naciskiem Francji na przełomie lat 2011 i 2012 (w ramach negocjacji Paktu fiskalnego) odmowa przyznania Rzeczypospolitej miejsca stałego obserwatora na szczytach eurogrupy, mimo próśb Warszawy i zadeklarowania przez premiera Tuska 6,27 mld euro na fundusz stabilizacyjny tej waluty, absencja przywódców mocarstw unijnych na warszawskim szczycie Partnerstwa Wschodniego i odmowa zaproszenia RP do rozmów przy „stoliku ukraińskim” na szczycie ASEM w Mediolanie (16-17 X 2014) – to ostatnie już po odejściu Sikorskiego z MSZ. 

  

Mit wejścia do „wielkiej piątki” i izolacja Polski w regionie 

 

Radosław Sikorski był jednym z czołowych szermierzy koncepcji dyrektoriatu europejskiego, złożonego z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Polski – sześciu największych państw UE. Była ona rozważana od 2008 r. w Polsce, głównie na użytek wewnętrzny, a także wykorzystywana przez ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso do gry propagandowej wobec polskiej opinii publicznej.

Zbigniew Rau krytykuje Radosława Sikorskiego

Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau powiedział Polskiemu Radiu, że coraz bardziej prawdopodobna staje się hipoteza, iż uszkodzenia gazociągów...

zobacz więcej

Pomysł ten, funkcjonujący we wspomnianym wymiarze nieoficjalnie, formalnie podjęty został przez szefa włoskiej dyplomacji Franco Frattiniego we wrześniu 2009 r. w wywiadzie dla dziennika „Il Sole-24 Ore”, w którym minister spraw zagranicznych Italii zaproponował koncepcję dyrektoriatu europejskiej „Szóstki” z udziałem Polski i Hiszpanii. Do idei tej Frattini powrócił w rozmowie opublikowanej na łamach „Financial Times” w początkach listopada 2010 r. 

 

W myśl jego koncepcji formuła unijnego G6 miałaby ograniczać skalę dominacji Niemiec i Francji w procesie decyzyjnym UE, słusznie oskarżanych przez Włochy o koordynowanie swych stanowisk przed szczytami UE i narzucanie ich potem pozostałym państwom. W zaistniałej sytuacji poparcie inicjatywy włoskiej byłoby otwartym krokiem antyniemieckim.


Polska, mimo wspomnianych wcześniejszych aspiracji w tym zakresie, zgłaszanych przez ministra Radosława Sikorskiego, zdystansowała się więc od koncepcji „wielkiej szóstki”. Skądinąd była to postawa słuszna, gdyż system „dyrektoriatu” unijnego wiódłby do izolacji Rzeczypospolitej od mniejszych partnerów z regionu i skazywał ją na klientelizację wobec tych państw, od których woli zależałoby przyznanie Polsce miejsca w owym gronie i utrzymanie go w nim, a zatem od Niemiec. Zadeklarowany przez szefa polskiej dyplomacji dystans wobec propozycji włoskiej nie był jednak stałą pozycją ministra Sikorskiego w tej sprawie. Na potrzeby wewnętrzne często wracał on potem do wizji Polski jako jednego z mocarstw ścisłego kierownictwa UE. 


Polityk nieskuteczny – rzeczywiste cele polityczne doby Sikorskiego i ich fiasko – rekapitulacja 

 

W okresie szefowania polskiemu MSZ przez Radosława Sikorskiego działalność dyplomacji polskiej podporządkowana była zdobyciu posad w strukturach zachodnich dla premiera i ministra spraw zagranicznych RP i ich kolegów. Minister Sikorski, po nieudanych próbach kandydowania na stanowisko sekretarza generalnego Sojuszu w 2009 r. i w 2014 r., podjął próbę kandydowania na fotel Wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Uzyskanie tak eksponowanych stanowisk w UE nie jest możliwe bez posiadania poparcia Niemiec i Francji. Berlin i Paryż chciały zaś współpracy z Rosją i redukcji wpływów USA w Europie.


Ten klucz tłumaczy nam wiele meandrów polityki tandemu Tusk-Sikorski, od parcia do porozumienia z Moskwą, po dystansowanie się od USA. To ostatnie objawiło się nie tylko odmową ratyfikacji podpisanego za czasów rządów PiS porozumienia w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, co ułatwiło administracji Obamy wycofanie się z całego projektu bez żadnych rekompensat dla Polski, ale i zdystansowaniem się od popartej przez USA, a oprotestowanej przez Niemcy brytyjsko-francuskiej interwencji w Libii. Przedwczesne opuszczenie Iraku przez kontyngent polski także było krokiem wystudzającym relacje polsko-amerykańskie.

Czarnek o tweecie Sikorskiego: Nie interesuje mnie, czy napisał to z głupoty, czy coś wziął

– Kto powiedział „dorżniemy watahę” w 2007 r.? Kto organizował Tuskowi wizytę w Smoleńsku rozdzieloną z prezydentem? Kto informował prezesa...

zobacz więcej

Sabotowanie przez ministra Sikorskiego rozmów o tarczy antyrakietowej na długie lata określiło stan obecności wojskowej USA w naszym kraju, zmieniony dopiero w wyniku decyzji warszawskiego szczytu NATO z 2016 r. Zsolidaryzowanie się z Niemcami w krytyce operacji francusko-brytyjskiej, a potem NATO-wskiej w Libii, jak i wyżej opisane poczynania były zerwaniem z tradycją opierania polityki bezpieczeństwa RP na silnych związkach z USA. Zastąpić je miały Niemcy i „reset” z Rosją. 

 

Mimo starań pokazania się jako polityk ugodowy wobec Kremla (wspomniany artykuł Sikorskiego „1 września lekcja historii” z GW 29-30 VIII 2009 – deklaracja rezygnacji Polski z polityki „jagiellońskiej” i pochwała „demokratyzującej się Rosji”), mimo resetu w relacjach polsko-rosyjskich od stycznia 2009 r., porzucenia aktywnej polityki na kierunku gruzińskim i ukraińskim, rezygnacji z weta wobec Porozumienia o partnerstwie i współpracy UE-Rosja, zgłoszonego w Brukseli przez rząd PiS w sporze o rosyjskie embargo na polską żywność, mimo rezygnacji ze sprzeciwu wobec Gazociągu Północnego, prób ugody z dyktatorem Białorusi, odmowy ratyfikowania przez Polskę umowy z USA o tarczy antyrakietowej, uległości wobec Rosji w sprawie katastrofy smoleńskiej, zaproszenia ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa jako gościa honorowego na doroczną odprawę ambasadorów Polski, wreszcie mimo podpisania umowy o współpracy politycznej z Rosją już w trakcie trwania Majdanu, Sikorski nie zdołał pozbyć się przypisywanego Polakom przez Zachód wizerunku rusofoba i jako „zbyt antyrosyjski”, nie mógł być „twarzą” ani NATO, ani UE. Nie pomogło „płynięcie w głównym nurcie polityki europejskiej”, kształtowanym przez Berlin i Paryż. 



Na nic zdało się manifestacyjne przywiązanie do Niemiec i „europejskie” dystansowanie się wobec USA, czy to we wspomnianej sprawie tarczy antyrakietowej, czy w okresie wojny libijskiej i tzw. „hołdu berlińskiego”. Na nic nieracjonalne gospodarowanie skromnymi polskimi zasobami – deklaracja o przeznaczeniu ich na stabilizację strefy euro przez wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego pieniędzmi polskich podatników w kwocie 6,27 mld euro (o blisko 2 mld euro więcej niż cała UE dała na całe Partnerstwo Wschodnie i 418 razy więcej niż całe NATO na szczycie w Newport przeznaczyło na pomoc dla Ukrainy!). Na nic rezygnacja z podmiotowej pozycji Polski w systemie paktu fiskalnego. Sikorski przegrał tę grę, budując podstawy pod osobisty sukces Tuska, a nie swój własny i wiadomo już, że nikim w żadnych strukturach czy to w UE, czy w NATO nie będzie.

  

Na równi pochyłej 

 

Nagrane na „taśmach u Sowy” i później upublicznione wypowiedzi Sikorskiego złamały mu dobrze dotąd rozwijająca się karierę. Od wybuchu afery podsłuchowej szefowie dyplomacji innych państw zapewne zastanawiali się z niepokojem, co i kiedy powiedzieli mu w zaufaniu i co z tych rozmów i gdzie Sikorski powtórzył, ile z tego i przez kogo zostało nagrane, w czyich rękach są te nagrania, kiedy i po co zostaną opublikowane.

Sikorski cytowany przez rosyjską propagandę

Rosyjscy dziennikarze z programu pierwszego telewizji Ria Novosti podchwycili sugestię Radosława Sikorskiego, jakoby Amerykanie mieli coś wspólnego...

zobacz więcej

Sytuacja ta skutkowała wykluczeniem szefa polskiej dyplomacji z rozmów międzynarodowych. Sikorski po ujawnieniu nagrań stracił zdolność reprezentowania Polski. Co gorsza, rząd PO-PSL, nie dymisjonując go natychmiast, stracił reputację niezbędną do bycia partnerem w poważnych rozmowach dyplomatycznych. Było to wyraźnie widoczne choćby w toczonych bez Polski negocjacjach w kwestii wojny na Ukrainie.


Nie była to jedyna przyczyna wypchnięcia naszego kraju z tych spotkań, ale na pewno nie najmniej ważna. Amerykanie oficjalnie kontakty z Warszawą przesunęli z MSZ na MON i zamiast z Sikorskim, woleli rozmawiać z ministrem Tomaszem Siemioniakiem. Wojna na Ukrainie ułatwiła gładkie przestawienie kontaktów z Polską z dyplomatycznych, pozostających w gestii Sikorskiego, na wojskowe – wchodzące w zakres kompetencji szefa MON. W tej sytuacji odejście Sikorskiego było niezbędne. 

 

Niestety zanim odszedł, zdążył jeszcze dokonać kilku szkodliwych posunięć. Już trwał Majdan w Kijowie, a Sikorski pod koniec października 2013 r. jeszcze bronił publicznie zasadności umowy o współpracy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego RP a FSB Rosji, wołając: „Nie damy się sparaliżować we współpracy zagranicznej histerią PiS”.

 

W trakcie trwania Majdanu 19 grudnia 2013 r. ministrowie Sikorski i Ławrow podpisali deklarację o wszechstronnej współpracy polsko-rosyjskiej w tym w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Ostatnim aktem ministra Sikorskiego w rozmowach z Ukraińcami było zaś straszenie przedstawicieli Majdanu śmiercią, gdyby odrzucili warunki Janukowycza. 

 

To długa lista co najmniej błędów, niezręczności i zaniedbań. Na jej tle wpis twitterowy Sikorskiego nie dziwi, przeciwnie: jest jej logicznym ukoronowaniem.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej