RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Petrović: Polska modernizuje armię. Opozycja zamiast o Rosji myśli o niemieckiej zbrojeniówce

Polska armia od lat przechodzi modernizację (fot. PAP/Marcin Bielecki)
Polska armia od lat przechodzi modernizację (fot. PAP/Marcin Bielecki)

Najnowsze

Popularne

Polska armia od lat przechodzi modernizację - rośnie liczebnie i kupowany jest coraz nowocześniejszy sprzęt. Władze w Warszawie chwalone są za taką postawę za granicą, zarówno przez NATO, jak i USA, a także przez naszych sąsiadów, którzy zdają sobie sprawę, że silne Wojsko Polskie to wzrost bezpieczeństwa dla całego regionu. Nie wszyscy są jednak zadowoleni z kierunków zakupów sprzętu, który wybiera Polska. A konkretnie nie są zadowolone Niemcy, które tracą zamówienia zarówno z naszego kraju, jak i z państw naszej części Europy. Dziwnym zbiegiem okoliczności plany modernizacyjne polskiej armii spotykają się też z rosnącą krytyką części opozycji, która zapowiada zrewidowanie umów zawartych przez MON. I to w sytuacji, gdy Rosja wysyła na Ukrainę kolejne siły i grozi Europie atakami siłami konwencjonalnymi i użyciem broni atomowej.

Zastraszanie i wymuszanie. Rosja wciąż liczy, że grając szaleńca osiągnie swoje cele

Kolejne dyplomatyczne zabiegi i groźby nałożenia surowych sankcji nie wpływają na zmianę stanowiska Kremla w kwestii coraz bardziej prawdopodobnej...

zobacz więcej

Wszystko wskazuje na to, że Rosja będzie w dalszym ciągu realizować swój cel zniszczenia Ukrainy. Jeśli część polityków na Zachodzie liczyła, że sankcje i porażki na froncie spowodują, że Władimir Putin „zmięknie” i będzie chciał osiągnąć jakąś formę porozumienia, którą zaakceptuje Ukraina - to grubo się pomylili. Piątkową decyzją o aneksji czterech terytoriów ukraińskich okupowanych przez Rosjan potwierdził tylko swoje zbrodnicze cele.


Pomylili się również ci, którzy liczyli, że Ukraińców da się zastraszyć i że będą oni za wszelką cenę szukać „pokoju” - nawet na warunkach podyktowanych przez Moskwę. Te głosy są nadal słyszalne – a najczęściej dochodzą z Berlina i Paryża – co dla nikogo nie powinno stanowić szoku.


Obie stolice, roszczące sobie od lat rolę liderów Europy, wizjonerów, sędziów tego, co jest europejskie, a co nie jest – rozczarowują w swojej reakcji na wojnę na Ukrainę i swoją postawą wobec Rosji.


Wszyscy to widzą i wyciągają wnioski.


Niemcy od początku inwazji prowadzą haniebną politykę wobec Ukrainy – odmawiając jej przez długie miesiące przekazywania broni, czy też przesyłając często wadliwy sprzęt. Wszyscy o tym wiedzą, nie ma sensu przypominać tych wszystkich obietnic i tego, w jakim stopniu były one realizowane. Jednym słowem – mamy do czynienia z wielkim osłabieniem pozycji Niemiec na arenie międzynarodowej – co wiąże się ze zmniejszeniem się zaufania do nich jako do sojusznika z UE i NATO, lidera, będącego w końcu najsilniejszą gospodarką europejską, a przy tym, piątym eksporterem broni na świecie.


Berlin wciąż uważa, że wie najlepiej



I ten piąty eksporter broni na świecie stosuje przez tyle miesięcy wszelkiego rodzaju wykręty, byleby nie dostarczać jej walczącej z bandyckim atakiem Rosji, która masowością zbrodni popełnianych na Ukrainie sama wykluczyła się z grona cywilizowanych narodów.

„Wycofanie wojsk” to dezinformacja. Rosja wciąż straszy militarnie Ukrainę

W pobliżu granicy z Ukrainą i na anektowanym Krymie nadal pozostaje 90 procent sił sprowadzonych tam w ramach tzw. sprawdzianu gotowości bojowej....

zobacz więcej

Dla Berlina jednak – to wciąż za mało. Berlin wciąż uważa bowiem, że to on wie najlepiej, jak należy prowadzić „dialog” z Moskwą. I to pomimo tego, że tak wielu tamtejszych polityków przepraszało za swoją krótkowzroczność i egoizm.


W końcu to przez lata właśnie Niemcy, poprzez zacieśnianie swoich relacji z reżimem na Kremlu, przekazywały mu ogromne środki m.in. za zakup surowców energetycznych. To one chciały wymusić wybudowanie Nord Stream 2, chociaż sprzeciwiał się temu cały region Europy Środowo-Wschodniej. Nie ma sensu wymieniać tu wszelkich win Niemiec w kwestii Rosji i bezpieczeństwa naszego regionu. Efekt tej krótkowzrocznej polityki widzimy dziś na Ukrainie.


Odstraszyć Kreml


Niemcy jednak nie wyciągają z tego wniosków. Zamiast tego szukają winnych nie tam gdzie trzeba, czyli w samych sobie. Agresywna postawa Rosji sprawia, że państwa naszego regionu, w tym Polska, przyspieszyły po inwazji z 24 lutego, z modernizacją swoich armii. I – ku wielkiemu rozczarowaniu Berlina – nie robią zakupów w Niemczech. Wybierają inne kierunki m.in. USA i Koreę Południową.


Czytaj także: Polska zrobiła wszystko, by pomóc Ukrainie


Polska zapowiedziała przeznaczenie w przyszłym roku aż 3 proc. PKB na armię. Przypomnijmy, zgodnie z zobowiązaniami wobec NATO, należy przeznaczać na ten cel co najmniej 2 proc. PKB. Niemcy nigdy nie osiągnęły nawet tego pułapu – dziś jednym z argumentów, którym posługuje się rząd w Berlinie, by nie przesyłać broni Ukrainie – są „puste” magazyny Bundeswehry. 

Petrović: Macki Rosji sięgają coraz dalej. W planach realizacja scenariusza „donbaskiego” w Mołdawii

Rosja robi wszystko, by Zachód obawiał się, że wojna na Ukrainie może przenieść się poza jej granice. Stąd też wywoływanie przez Kreml kolejnych...

zobacz więcej

Gdy wytykał im taką postawę ówczesny prezydent USA Donald Trump, to niemieccy politycy z kanclerz Angelą Merkel sobie z niego dworowali. Teraz już się nie śmieją. Obiecują przeznaczanie większych środków na armię. Na razie jednak to Polska robi poważne zakupy i zyskuje sobie tym samy renomę w Europie.


Zbrojenia, ale nie w Niemczech


Zauważają to też nasi zachodni sąsiedzi. „Die Welt” pisał niedawno, że Polska zbroi się jak żaden inny kraj NATO. Ale, dodaje przy tym znamienne słowa – zbroi się nie w Niemczech – tylko w USA i Korei Południowej. Niemiecki dziennik wylicza, że nasza armia wzbogaci się w ten sposób o ponad 1000 czołgów, 648 samobieżnych haubic i 48 myśliwców FA-50, a do tego zostaną tu wybudowane zakłady produkcyjne.


Zwraca przy tym uwagę na coraz mocniejsze relacje między obu krajami wyliczając, że Samsung ma w Polsce swoje oddziały, a w Warszawie ma największe centrum badawczo-rozwojowe poza Koreą Południową. Do tego kraj ten, z pomocą USA, ma także pomóc Polsce wejść w energetykę jądrową. To zaś sprawia, że nad Łabą ocenia się, że „Korea Południowa dąży do uczynienia z Polski centrum inwestycji i swoistego hubu dla własnego przemysłu na rynku europejskim.”


To wszystko jest traktowane przez Niemcy jako zagrożenie dla swojej pozycji i dla swoich interesów.


I spotyka się z reakcją Berlina. Dziwnym trafem znajdując przy tym zrozumienie wśród przedstawicieli totalnej opozycji.


Niemcy tracą, budzi się opozycja



Podczas trwającego we wtorek w Warszawie spotkania zorganizowanego przez Instytut Bronisława Komorowskiego i Fundację Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”, z okazji 25-lecia rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych pomiędzy Polską i NATO pt. „Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski”, padały tezy, które – w obliczu zagrożenia płynącego z Rosji – należy określić jako szokujące. A w obliczu obaw Niemiec – jako co najmniej zastanawiające.

Ten sojusz zagraża całemu światu. Rosja i Chiny wznoszą toast za upadek Zachodu

Inwazja Rosji na Ukrainę zbliżyła do siebie dwa totalitarne reżimy w Moskwie i Pekinie. Jeśli ktoś wcześniej wierzył, że Kreml uda się przekupić...

zobacz więcej

Bronisław Komorowski ocenił bowiem, że trzeba będzie zrobić audyt polskiego planowania obronnego, gdyż, jak tłumaczył - „konieczne jest odejście od fatalnej praktyki ugruntowanej w polskim zarządzaniu systemami obronnymi – że najpierw się wydaje ogromne pieniądze i przyjmuje ogromne zobowiązania, a potem się planuje”.


Słowa te poparł inny uczestnik spotkania Szymon Hołownia, który powiedział, że „nie mam wrażenia, że dzisiaj podejściem do kwestii bezpieczeństwa narodowego do rozbudowy potencjału Polskich Sił Zbrojnych rządzi jakikolwiek porządek. – Popatrzcie na feerię zakupów, której dokonuje minister Błaszczak. (…) Potrzebujemy przemyślanego sposobu wspartego offsetem rozbudowanego o myślenie o zapleczu technicznym – mówił.


Uderzać ile wlezie lub pomijać milczeniem


Wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli totalnej opozycji w kontekście obronności też zawsze były na „nie”. Gdy reżim Łukaszenki atakował za pomocą nielegalnych migrantów polską granicę – jej totalsi mówili o łamaniu przez rząd w Warszawie praw człowieka i wyzywali pograniczników. Gdy starano się, by jak najwięcej amerykańskich żołnierzy na stałe stacjonowało w Polsce, także obrazowo mówiąc o „forcie Trump” – to szyderstwom nie było końca.


Praktycznie każdy sprzęt zakupiony dla polskiej armii był dla nich: albo za drogi, albo za stary, albo zbyty ubogo wyposażony, albo… wszystko na raz. Gdy zaś polska broń była chwalona przez Ukraińców, którzy podkreślali, że doskonale sprawdza się na froncie – to w „zaprzyjaźnionych” mediach zapadała cisza. Nie było takiego tematu. Tak samo dzieje się, gdy modernizacja polskiej armii znajduje pochlebne opinie za granicą. 


Tylko model niemiecki



Cel totalsów jest jeden - podważyć dotychczasowe elementy modernizacji armii i zastąpić je innymi. Jakimi? Zapewne niemieckimi – gdyż przecież to dla tych właśnie polityków – tak jak i dla Donalda Tuska – tylko ten kraj jest gwarantem „wysokiej pozycji Polski na arenie międzynarodowej”, który osiągamy za każdym razem, gdy „płyniemy razem z mainstreamem”, czyli tak, jak życzy sobie Berlin. Więc i broń powinniśmy kupować od nich, wzmacniając tym samym „partnerskie” relacje.

Petrović: Niemcy bronią się „głosami z Polski”. Dwuznaczna postawa opozycji wobec reparacji

Polska głośno porusza sprawę reparacji wojennych na arenie międzynarodowej i znajduje zrozumienie dla swoich argumentów. To problem dla Niemiec,...

zobacz więcej

Czy politycy ci zająkną się chociaż na temat dzisiejszej postawy Niemiec wobec Ukrainy? Gdy Berlin tłumaczy się, że nie wysyła broni do krajów, gdzie toczy się wojna? Czy Polska i inne państwa Europy Środowo-Wschodniej nie usłyszałyby tego samego – gdyby doszło w przyszłości do rosyjskiego ataku? Niemcy okazały się nielojalnym sojusznikiem, krajem uzależnionym od Rosji – czemu Polska miałaby opierać na nich modernizację swoich sił?


Armia w wersji light


Te pytania rzucają się od razu – ale nie są stawiane politykom podważającym obecną modernizację armii. Oni zaś mówią o audytach, chaosie itd. zapominając, jak za rządów PO i PSL armia miała być „zwinięta” do minimalnych rozmiarów – w końcu jaki jest sens łożyć na nią tak duże środki, skoro wojny już nie będzie, prawda? I skoro Rosja to partner, a nie zagrożenie.


Trzeba szukać oszczędności – a armia to jedno z tych miejsc – przekonywał w 2008 roku minister obrony w rządzie Donalda Tusk Bogdan Klich – w roku ataku Rosji na Gruzję. Mówił o tym także sam Tusk w lutym 2012 roku, równo dwa lata przed rozpoczęciem pierwszego ataku Rosji na Ukrainę, gdy tłumaczył, w kontekście likwidacji jednostek wojskowych we wschodniej części kraju, że „potrzeby militarne obiektywnie opisane nie wskazują w żadnym wypadku na potrzeby budowy i użytkowania dużych jednostek.


Kto był „marionetką”?


Także ostatnie lata przyniosły krytykę formułowaną przez totalną opozycję polityki zacieśniania relacji polsko – amerykańskich – w których kwestie bezpieczeństwa odgrywały najważniejszą rolę. Wściekłe ataki miały miejsce za to, że polskie władze blisko współpracują z prezydentem Donaldem Trumpem, zamiast wraz z Niemcami i Francuzami pozostawać w opozycji wobec niego. Nieustanne oskarżenia o to, że dzieje się tak także dlatego, że zarówno amerykański prezydent, jak i rząd PiS to w rzeczywistości „marionetki Putina”.

Atak w każdym momencie, z każdego miejsca, w dowolny sposób

Podczas gdy Zachód liczy, że kolejnymi spotkaniami z Władimirem Putinem i groźbami sankcji zmusi go do nieprzeprowadzania inwazji na Ukrainę,...

zobacz więcej

Co prawda „marionetka” w Waszyngtonie nakładała na Rosję surowe sankcje i była orędownikiem wzmacniania NATO i krytykiem uzależniania się Niemiec, a przez nich i reszty Europy od rosyjskich dostaw energii. „Marionetki” w Warszawie od momentu objęcia władzy koncentrowały się zaś nad wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski, wzmocnieniem wschodniej flanki NATO, a po inwazji na Rosji na Ukrainę na nakładaniem na Moskwę jak najsurowszych sankcji i stały się wzorem dla innych państw, jeśli chodzi o wspieranie polityczne, militarne i humanitarne Ukraińców.


Gdy dziś zagrożenie agresywną postawą Rosji jest wciąż bardzo wysokie, a wiele krajów wykazuje „zmęczenie” spowodowane inflacją i wysokimi cenami surowców, wynikające z działalności Kremla - Polska musi robić wszystko, by wzmocnić swoje siły odstraszania, a także jednoczyć NATO i UE we wspólnym celu powstrzymania agresora i pomocy ofierze.


Twoje INFO - kontakt z TVP INFO


Gierki Berlina i „przytulających” się do niego przedstawicieli opozycji są kolejnym dowodem na to, jak negatywną rolę wciąż odgrywają Niemcy i jak duży wpływ mają na polską rzeczywistość polityczno-medialną.


Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej