RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Petrović: Baltic Pipe wzmacnia suwerenność Polski. Kreml może jeszcze nie raz wykorzystać wpis Sikorskiego

Baltic Pipe w Ciecierzycach k. Gorzowa Wielkopolskiego (fot. PAP/Lech Muszyński)
Baltic Pipe w Ciecierzycach k. Gorzowa Wielkopolskiego (fot. PAP/Lech Muszyński)

Najnowsze

Popularne

Uruchomienie Baltic Pipe to kolejny dowód na to, że rząd PiS konsekwentnie dąży do uniezależnienia się od dostaw energii ze Wschodu, a przy tym wzmocnienia suwerenności Polski. W tym samym czasie były szef MSZ i jeden z liderów opozycji Radosław Sikorski, oskarżając USA o uszkodzenie NS1 i NS2, szerzy rosyjską propagandę. Kreml zaś na tym korzysta. I może też wykorzystywać jego wpis w przyszłości, by kryć swoją terrorystyczną działalność.

Desperat postawił wszystko na jedną kartę. Putin podbija stawkę w przegranej grze

Jeśli Kreml myślał, że ogłoszeniem mobilizacji, pseudoreferendów na terytoriach Ukrainy okupowanych przez Rosjan, a także kolejnymi groźbami, w tym...

zobacz więcej

Baltic Pipe wpisuje się obok m.in terminala LPG w Świnoujściu, CPK, Trójmorza, zacieśniania relacji z USA i z partnerami z Europy Środkowo-Wschodniej, przekopu Mierzei Wiślanej, modernizacji armii, wspierania Ukrainy, projektów budowy elektrowni atomowej – w ciąg inicjatyw, które mają na celu uczynienie naszego kraju silniejszym, bardziej niezależnym i wpłynięcie na podmiotyzację całego naszego regionu. Wszystko to dzieje się wbrew – zarówno Rosji, Niemiec, jak i biurokratów z Brukseli, którzy przyzwyczaili się traktować Polskę jako słabe i zależne państwo, niemające prawa głosu.


Wszystkie te inicjatywy rządu PiS w mniejszym bądź większym stopniu spotykały się z pozbawioną rzeczowych argumentów krytyką polskiej opozycji i zaprzyjaźnionych z nią mediów. Większość z nich miała zaś charakter sugerujący brak kompetencji rządzących, niepotrzebny, naśladujący PRL rozmach.


Utarte komunały


W przestrzeni medialnej powtarzały się utarte komunały, że to bzdury, absurd, że działania te nie przyniosą żadnych korzyści Polsce, a służą jedynie „chorym ambicjom” prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i „kupowaniu” wyborców wizją silnej władzy, budującej silny kraj.


Każdy z tych projektów miał albo w ogóle nie powstać, albo zatrzymać się na pewnym etapie z braku środków na jego ukończenie. Modernizacja armii – to wydawanie pieniędzy na niepotrzebny sprzęt, w końcu wojny już nie będzie, współpraca z USA i przede wszystkim z ówczesnym prezydentem Donaldem Trumpem to zaś antagonizowanie nas z Niemcami i Francją, a współpraca regionalna, to bezsens, w końcu lepiej stawiać na Berlin i Paryż – przecież one chcą dla Polski jak najlepiej.


Gdzieś nad tym wszystkim unosiły się słowa Jacka Rostowskiego, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. 

Panie Scholz, zburz Pan ten mur! Ukraińcy potrzebują broni, by odzyskać swoje terytoria

Cały świat z zapartym tchem przygląda się sukcesom ukraińskiej kontrofensywy. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się jedynie myśleniem życzeniowym,...

zobacz więcej

Nigdy im się nie uda


Atakujący nieustannie podkreślali też, że inicjatywy te nie wpłyną na rozwój kraju, gdyż nie jest to możliwe, by PiS zrobiło coś dobrego. W końcu jest to partia tak niekompetentna, że nawet nigdy nie dojdzie do władzy, jak wielokrotnie głoszono, zanim... doszła do władzy. I, jak się okazuje, nie dość, że utrzymuje ją tyle lat, to ma jeszcze duże szanse na kolejne wyborcze zwycięstwo.


To właśnie ta myśl najbardziej przeraża totalną opozycję. Jakiego znów musiałaby szukać wytłumaczenia dla kolejnej porażki? I to w sytuacji pandemii koronawirusa, która była ogromnym wyzwaniem dla państwa i jego gospodarki. W sytuacji gdy na Ukrainie wciąż trwa brutalna wojna, gdy Rosja grozi kolejnym krajom, gdy jej działania wpływają na inflację, wzrost cen, w szczególności energii.


W realiach, gdy opozycja przeciwko rządowi posługuje się wzajemnie wykluczającymi się tezami – w końcu totalsi są zarówno w KO, jak i u Hołowni – którzy chcą być postrzegani, jako jakaś forma centrum – jak i na lewicy, a także w Konfederacji, która, jak głosi, jest jako jedyna prawdziwie patriotyczna, prawicowa i konserwatywna.


Nic tylko hejt


Nawet w takiej sytuacji totalna opozycja ze swoim liderem Donaldem Tuskiem na czele nie potrafi zaproponować innych rozwiązań niż rząd, przedstawić sensownych alternatyw. Wciąż nie wiadomo, jaki KO ma program, a nawet, jaką ma „linię polityczną” wobec najważniejszych tematów. Panta rhei – wszystko płynie i wszystko w KO jest płynne.


To zaś powoduje, że totalsi ograniczają się właściwie już jedynie do ataków ad personam, krytykowania wszystkiego w czambuł i kolportowania fake newsów. Później zaś mówią, że trzeba być tolerancyjnym, merytorycznym, przekonywać i argumentować. 

Petrović: Niemcy bronią się „głosami z Polski”. Dwuznaczna postawa opozycji wobec reparacji

Polska głośno porusza sprawę reparacji wojennych na arenie międzynarodowej i znajduje zrozumienie dla swoich argumentów. To problem dla Niemiec,...

zobacz więcej

Sukces ma wielu ojców


Gdy zaś sami zauważają, że kolejny temat – jak ukończenie budowy Baltic Pipe – nie uda się znów rozegrać na tę modłę – to chcą na siłę przykleić się do sukcesu.


Liderzy KO mówią więc o wspólnej inicjatywie, o tym, że od zawsze byli „za”, że sukces miał wielu ojców, że poprzednie rządy też na niego pracowały.


Gdy zaś przychodzą kolejne pytania, o to, jak rzeczywiście zachowywały się te rządy, to unikają odpowiedzi lub manipulują.


Prawda jest zaś taka, że rząd PiS szedł po władzę z jasną polityką energetyczną – potrzebna jest jak najszybsza dywersyfikacja źródeł energii i zrezygnowanie z ich dostarczania przez Rosję, gdyż ta wykorzystuje ją do szantażu.


Pistolet u skroni


Premier Mateusz Morawiecki użył porównania do pistoletu przyłożonego do skroni – ten obraz jest najbardziej adekwatny do realiów współpracy energetycznej z Moskwą. Może coś dziś o tym powiedzieć Berlin, który na własne życzenie postanowił się uzależniać od dostaw ze Wschodu i chciał ich więcej i więcej, nie patrząc na krytykę, jaka lała się na nieuruchomiony ostatecznie Nord Stream 2.


Udając nieświadomych tego, że reżimu Władimira Putina nie można traktować jak partnera biznesowego, niemieckie władze dążyły do zwiększenia udziału rosyjskiej energii w całej Europie. Same zaś chciały stać się hubem, a przez to uzyskać nie tylko dodatkowe środki, ale także powiększyć swoje wpływy.


Te rojenia zderzyły się ostatecznie z rzeczywistością, pozostawiając Niemcy w szoku i w strachu o to, jak przetrwają zimę.

Niemcy powinny podziękować Polsce za przypomnienie o reparacjach. Ratujemy im sumienie

Jeśli Niemcy myślały, że polski rząd odpuści kwestię reparacji wojennych, to grubo się pomyliły. Chociaż Warszawa przez lata podnosiła ten temat,...

zobacz więcej

Polska energetycznym hubem


Polska nie musi się o to martwić. Władze potrafiły dotrzymać danego słowa i jesteśmy krajem niezależnym od dostaw energii ze Wschodu. Co więcej, dzięki Baltic Pipe i terminalowi LNG w Świnoujściu będziemy mogli dostarczać energię też do sąsiadów. To zaś nie tylko zyski finansowe, ale także sposób na zacieśnianie relacji i wspieranie niezależności tych państw, a co za tym idzie upodmiotowienie całego regionu Europy Środowo-Wschodniej.


Idea ta – wpisana jest w inicjatywę Trójmorza – również obrzucaną szyderstwami przez przedstawicieli totalnej opozycji. Inicjatywę, która ma ogromne perspektywy rozwoju i cieszy się zainteresowaniem w USA.


Z podejrzeniem jest ona jednak traktowana przez Niemcy i biurokratów w Brukseli, którzy chcieliby, żeby ta część Europy była, po staremu, zależna od decyzji płynących z ich biur.


Niemcom to się nie podoba


O tym, że inicjatywy polskiego rządu nie spotykają się z dobrym przyjęciem w tych kręgach mówił w opublikowanym w czwartek przez PAP wywiadzie belgijski historyk prof. David Engels, który zwracał uwagę, na przykładzie przekopu Mierzei Wiślanej – jak negatywna jest wobec nich niemiecka propaganda.


– Media te twierdzą, że kanał nie ma podstaw ekonomicznych, że doprowadzi do katastrofy ekologicznej uderzającej w zwierzęta półwyspu i równowagę morską, że jest niczym innym jak prowokowaniem Rosji i kolejnym krokiem dyplomatycznej eskalacji, a tak w ogóle to kanał chciał zbudować już Fryderyk II – opisuje prof. Engels.

Zwraca on uwagę, że jest to „dość typowe dla niemieckiego stanowiska wobec ostatnich polskich projektów, czy to budowy nowego lotniska centralnego (zbyt dużego na polskie potrzeby), nowych elektrowni jądrowych (zbyt niebezpiecznych dla mieszkańców Berlina), modernizacji elektrowni węglowych (i tak przestarzałych) czy rozbudowy polskiej armii (co ma być podżeganiem do wojny)".

Petrović: Skończmy z rozbijaniem się Rosjan po europejskich kurortach. Wielu z nich to miłośnicy Putina

Jasne, nie można generalizować, że wszyscy rosyjscy turyści w Europie popierają zbrodniczą politykę Kremla, ale jest ich na tyle wielu, że...

zobacz więcej

Zaskakująca koincydencja czasowa


Negatywna prasa, ataki opozycji nie zatrzymały jednak Baltic Pipe. Jednak jego otwarcie zbiegło się z awarią w obu rurociągach Nord Stream – to zaś powoduje, że trzeba sobie ponownie zadać pytanie o bezpieczeństwo tego projektu – zbieżność tych dwóch wydarzeń wydaje się nie być przypadkowa.


Nikt nie ma też wątpliwości, że mamy do czynienia z rosyjskim sabotażem. CNN, powołując się na dwóch zachodnich przedstawicieli wywiadu i źródło powiązane ze sprawą, poinformowało, że w poniedziałek i wtorek na Bałtyku, w pobliżu wycieków z gazociągów NS, zaobserwowano okręty wsparcia rosyjskiej marynarki wojennej. Trwa śledztwo.


Pytanie nie o to, kto winien, ale czego Rosja chce


Padają pytania o przyczynę sabotażu. To, co jest pewne to fakt, że Rosja chce za wszelką cenę odciąć Europę od gazu, dzięki czemu będzie mogła zwiększyć presję na poszczególne europejskie kraje. Gazprom mógłby wykorzystując kwestię sabotażu, za który oskarża USA, zdecydować się uniknąć kary za to, że nie dotrzymuje warunków kontraktów w związku z dostawą gazu przez Nord Stream. Wcześniej Moskwa wykorzystywała kwestię turbiny, by bronić się z ograniczania dostaw. Teraz zagrała ostrzej.


Gdyby Rosja miała jednak problemy z NS, to zawsze mogłaby wysłać więcej surowca przez Ukrainę, ale tego nie robi. Zamiast tego prowokuje sztuczny deficyt, by zmusić kraje europejskie do naciskania na instytucje unijne.


Z kolei Johannes Peters, ekspert ds. strategii i bezpieczeństwa morskiego z Instytutu Polityki Bezpieczeństwa Uniwersytetu w Kolonii oceniał na łamach RND (RedaktionsNetzwerk Deutschland), że ten akt sabotażu wskazuje, jak bardzo narażone na ataki są dane przesyłane podmorskimi łączami. Zwracał przy tym uwagę, że można go odczytywać również jako ostrzeżenie – „sygnał wysłany dla Niemiec i Polski, że infrastruktura jest podatna na ataki”.

Sojusznicy na pół gwizdka. Niemcy i Francuzi nie mogą pogodzić się z prawdą o Rosji

Wydaje się, że pół roku wojny na Ukrainie wciąż niewiele nauczyły Berlin i Paryż o tym, na jakim etapie historycznym znajduje się Moskwa. Dla tych...

zobacz więcej

Zemsta i ostrzeżenie


Podobnie uważa wykładowca akademicki z Ukrainy dr Jan Matkowski, który w Polskim Radiu 24 zaznaczał, że Rosja mogła dokonać takiego sabotażu, aby z jednej strony zemścić się za sukcesy armii ukraińskiej, a z drugiej, aby dać wyraźne ostrzeżenie państwom Zachodu, że Kreml w swoich groźbach się nie cofnie. - Są oni zdeterminowani do tego, aby atakować kolejne cele, a przede wszystkim te związane z komunikacją strategiczną - stwierdził dr Jan Matkowski.


Nie dziwi przy tym reakcja NATO, które natychmiast ostrzegło przed atakiem na jakąkolwiek infrastrukturę krytyczną sojuszników i zapewniło, że spotka się ono z solidarną i zdecydowaną reakcją.


Poważne konsekwencje


W tym kontekście wpis Radosława Sikorskiego, który oskarżył o sabotaż USA, a następnie żywiołowa reakcja strony rosyjskiej, która wykorzystała go do kolportowania swojej propagandy, okazuje się mieć jeszcze większą wagę, niż to się początkowo wydawało.


Ponoć miał on już rozmowę na ten temat z Donaldem Tuskiem, za co jednak nie spotka go żadna kara, gdyż uznano, że takowej nie może być za wpis na Twitterze.


Ten brak zrozumienia sytuacji, w jakie się znajdujemy, gdy propaganda rosyjska działa na pewnych obrotach, kolejny już raz dowodzi, z jak niekompetentnymi ludźmi mamy do czynienia wśród liderów totalnej opozycji.


Na szczęście Polska jest niezależna od dostaw energii ze Wschodu, a reakcja NATO pokazuje, że organizacja ta jest gotowa na szybką reakcję także w przypadku aktu sabotażu wobec Baltic Pipe.


Petar Petrović


Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej