RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Oszustwo na upolowanego dzika? Myśliwi przed sądem [WIDEO]

Najnowsze

Popularne

Dzika afera w Kole Łowieckim „Ryś” na wokandzie Sądu Rejonowego w Choszcznie w woj. zachodniopomorskim. Trzech myśliwych miało zastrzelić po jednym dziku, ale po pieniądze zgłosić się już do kilku punktów skupu, by ten sposób zarobić kilkakrotnie więcej. Oskarżeni nie przyznają się do winy, a całą sprawę uważają za spisek – informuje TVP3 Szczecin.

Uciekał policjantom kradzionym autem i miał narkotyki [WIDEO]

Do aresztu trafił 36-latek, którego po pościgu zatrzymali policjanci z Zielonej Góry. Okazało się, że jechał kradzionym autem, miał narkotyki i był...

zobacz więcej

Dzik wielokrotnego użytku to patent myśliwych z Choszczna, który dość szybko znalazł swój finał w sądzie. Sprawa dotyczy trzech myśliwych z Koła Łowieckiego „Ryś”. To dwaj bracia: łowczy Przemysław Sz. i podłowczy Seweryn Sz., a także Marek M.


Dwa lata temu mężczyźni mieli zastrzelić trzy dziki. Później każdy z nich miał swojego dzika zgłaszać kilka razy: najpierw do punktu skupu w Sławęcinie, potem w Inspekcji Weterynaryjnej w Choszcznie i Stargardzie.


– Po uprzednim sporządzeniu dokumentacji dotyczącej pozyskania zwierzyny leśnej w wyniku odstrzału sanitarnego, to jest dzika samicy, które nie miało miejsca, działając tym samym na szkodę Skarbu Państwa – przedstawił zarzuty Kamil Kaszak z Prokuratury Rejonowej w Choszcznie.


Jak ustalili śledczy, w dokumentacji było kilka fotografii tego samego zwierzęcia, co stanowiło podstawę do wypłaty ryczałtu w kwocie 650 zł. Myśliwi nie przyznają się do winy, a całą sprawę uważają za pomówienie. – Postawiono mi w akcie oskarżenia dzika. Problem polega na tym, że ja nigdy nie odstrzeliłem dzika o takim numerze – stwierdził oskarżony Przemysław Sz.

– Nigdy nie zrobiłem fikcyjnej dokumentacji i cudownie nie rozmnażałem żadnego dzika. Podejrzewam, że zarzut, który mi postawiono, ma związek z pełnieniem przeze mnie funkcji, a szczególnie funkcji strażnika łowieckiego – zaznaczył oskarżony Seweryn Sz.


Jeden ze świadków twierdzi jednak, że Seweryn Sz. pożyczył od niego dzika, którego później sfotografował. Nie pamięta tylko, kiedy.


– Spytał, czy mogę mu użyczyć na chwilę dzika. Stwierdziłem, że mogę. Zauważyłem zza mojego samochodu błyski flesza, Seweryn Sz. Robił zdjęcia mojego dzika z dołączoną opaską, którą po wykonaniu zdjęć zdjął – opisuje świadek Zbigniew Borodiuk.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej