RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Buzek rozpoczął, Miller wstrzymał. Co byli premierzy mówią teraz o Baltic Pipe?

Donald Tusk: nie potrzebujemy norweskiego gazu, mamy kontrakty z Rosją (fot. PAP/Marcin Bielecki)
Donald Tusk: nie potrzebujemy norweskiego gazu, mamy kontrakty z Rosją (fot. PAP/Marcin Bielecki)

„To zwieńczenie koncepcji mojego rządu uniezależnienia się od dostaw Gazpromu i połączenia się z szelfem norweskim” – tak o otwarciu Baltic Pipe napisał były premier Jerzy Buzek. Jego następca, Leszek Miller, grzmi o „kłamstwie norweskim”, jakim ma być przypominanie, że jego rząd wstrzymał inwestycję (podobnie jak później rząd Donalda Tuska).

Koncepcja importu gazu z Norwegii pojawiła się już na początku lat 90., ale to właśnie za czasów rządu Jerzego Buzka podpisano kontrakty na dostawy gazu z Norwegii. Premierzy Jerzy Buzek (obecnie eurodeputowany PO) i Jens Stoltenberg (obecnie sekretarz generalny NATO) deklarowali, że umowa otwiera drogę do budowy nowego gazociągu. Koncepcję Baltic Pipe forsował doradca Buzka ds. bezpieczeństwa, Piotr Naimski.



Dostawy miały ruszyć w 2008 r. Wówczas Polska miała otrzymać 2,5 mld metrów sześc. norweskiego gazu. Wielkość dostaw miała stopniowo rosnąć do 5 mld m sześc. w 2011 r. 

Otwarcie Baltic Pipe. Mateusz Morawiecki: Kończy się era dominacji rosyjskiej w sferze gazu

Kończy się era dominacji rosyjskiej w sferze gazu; dzisiaj rozpoczynamy nową epokę – suwerenności energetycznej, wolności energetycznej i...

zobacz więcej

Przedsięwzięcie wstrzymano za czasów rządu SLD-PSL pod kierownictwem Leszka Millera, jednak on sam uważa, że obarczanie go za tę decyzję to „kłamstwo norweskie”, bo to właśnie Norwedzy – jego zdaniem – wycofali się z inwestycji. „Dziś ten kontrakt jest taką maczugą, którą wali się rząd SLD i PO-PSL” – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” w maju 2022 r.


Według Millera Norwedzy żądali od Polski zakupów w wysokości 8 mld m sześc. rocznie, co byłoby dla nas niekorzystne, bo polski popyt pokrywały dostawy z kontraktu jamalskiego. Za rosyjski gaz musieliśmy płacić niezależnie od tego, czy go wykorzystamy. Taką formułę („bierz lub płać”) przewidywała umowa zawarta przez poprzedni (1993-1997) rząd SLD-PSL. Zdaniem redaktora naczelnego portalu Biznesalert Wojciecha Jakóbika w dłuższym okresie inwestycja by się zwróciła. Ponadto, jak pisał Jakóbik w 2014 r., „jeśli rząd Millera nie zarządziłby rewolucji w polityce energetycznej zaplanowanej przez Buzka i nie skasował Baltic Pipe” nie tylko nie powstałby Gazociąg Północny, ale byłaby szansa na otoczenie „gazową kurtyną cały region Europy Środkowo-Wschodniej”.



Po przejęciu władzy w 2005 r. przez koalicję PiS-LPR-Samoobrona projekt Baltic Pipe wznowiono, ale gdy do władzy doszła PO w koalicji PSL, z przedsięwzięcia, podobnie jak za czasów Millera, znów zrezygnowano.


– Mamy ważne kontrakty rosyjskie, to wiadomo, że my tego norweskiego gazu za dużo nie potrzebujemy. W związku z tym polski rynek jest za mały dla Norwegii, żeby inwestować w tak potężne przedsięwzięcia, jakim byłby gazociąg – mówił w 2014 r. ówczesnt premier Donald Tusk.

Jednak zdaniem jego następczyni, Ewy Kopacz, PO ma swój udział w budowie Baltic Pipe, ponieważ inwestycja nie byłaby możliwa bez budowy Gazoportu.



Budowę Gazoportu rozpoczął rząd PiS-LPR-Samoobrony, pierwszy gabinet PO-PSL ją wstrzymał. Inwestycję wznowił bezpartyjny minister skarbu w drugim rządzie Donalda Tuska Mikołaj Budzanowski.


Mianem „bezzasadnej” określał – jeszcze w 2022 r. – budowę Baltic Pipe Waldemar Pawlak (PSL). 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej