RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Ambasadorowie 2022. Rzecz o dyscyplinowaniu Polaków

Bruksela zrobi wszystko, żeby kolejne wybory w Polsce wygrali ci co trzeba (fot. SHutterstock/muchomoros)
Bruksela zrobi wszystko, żeby kolejne wybory w Polsce wygrali ci co trzeba (fot. SHutterstock/muchomoros)

Najnowsze

Popularne

Nie ma najmniejszych wątpliwości: Bruksela zrobi wszystko, żeby kolejne wybory w Polsce wygrali ci co trzeba. Opozycja chętnie w tym pomoże – bo tylko katastrofalne rozmiary kryzysu są gwarantem przejęcia przez nich władzy nad Wisłą.

Wołodźko: Gowin 2022, czyli miękkie kręgosłupy opozycji

Można się z czyimiś poglądami zgadzać lub nie. Ale wielu przeciwników politycznych da się szanować za klarowność poglądów i związanych z tym...

zobacz więcej

Kto przyglądał się reakcjom brukselskich salonów na wygraną Braci Włochów w Italii, ten doskonale wie, że polityczna walka w Europie idzie już na noże. Liberalne i lewicowe elity być może lubią demokrację, ale niekoniecznie taką, gdy każdy głosuje jak chce. Dopóki problem ograniczał się do Europy środkowo-wschodniej, łatwiej było wmówić zachodniej opinii publicznej, że to problem postkomunistycznych państw i społeczeństw, które „nie dorosły” do liberalnej demokracji.  

 

Ale coraz trudniej mydlić w ten sposób oczy także zachodnim społeczeństwom. Nie chodzi tylko o wynik niedawnych wyborów parlamentarnych we Włoszech, który dał wygraną partii Giorgii Meloni. Lekcja brexitu była dla brukselskich elit naprawdę zimnym prysznicem. Możemy różnie oceniać wyjście Brytyjczyków z Unii Europejskiej – jedno jest pewne: to był policzek dla eurokratów, którzy myśleli, że mają Stary Kontynent pod kontrolą, że są jedynymi demiurgami i arbitrami elegancji dla narodów Europy. Im bardziej arogancka była Bruksela, tym bardziej pewne wydawało się pożegnanie Wyspiarzy z unijną wspólnotą.

Lekcja 17 września. Bieżącego roku

17 września 2022 roku. Uroczyste otwarcie kanału przez Mierzeję Wiślaną. Inwestycji, którą opozycja u początków rządów Zjednoczonej Prawicy...

zobacz więcej

A przecież to nie koniec problemów liberalno-lewicowych brukselskich elit. Wkrótce może się okazać, że także społeczeństwo francuskie powie dość liberalnej elicie swojego kraju. Nie cieszyłbym się z tego przesadnie, biorąc poprawkę na rusofilskie ciągoty również francuskiej prawicy, ale to Francuzi stanowią o sobie. Wiem, to niepopularna myśl wśród eurokratów: oni akceptują polityczne wybory narodów Europy tylko wówczas, gdy głosowania przebiegają jak trzeba. A dodajmy do tego jeszcze jedną rzecz, mocno nie w smak unijnym komisarzom: także kraje skandynawskie coraz częściej, coraz mocniej wysyłają sygnały, że po drodze im raczej z politykami antyimigracyjnymi.

 

Włosi, Brytyjczycy, być może Francuzi – kto jeszcze nie dorósł do brukselskiego pojmowania liberalnej demokracji? Nie przesadzałbym z schadenfreude, bo wstrząsy polityczne w Europie to niestety od zawsze paliwo dla Rosji, ale brukselskie elity naprawdę solidnie pracują od lat na wotum nieufności. Prawdopodobnie mają świadomość, że karty wypadają im z rąk – szczególnie w ostatnim czasie. Dlatego posuwają się coraz częściej już nie tylko do werbalnych szantażów, ale wprost do ekonomicznych szykan.


To, co przynajmniej deklaratywnie miało być atutem Unii Europejskiej – mechanizmy służące wewnętrznej spójności społeczno-gospodarczej wspólnoty, okazuje się kijem i marchewką w ręku tresera zwierząt. Proszę wybaczyć tak mocne porównanie – ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z próbami coraz jawniejszej tresury ze strony unijnych ośrodków władzy, formalnych i nieformalnych, wobec takich państw jak Polska.

Rosja i opozycja. Cynicy grają pierwszych naiwnych

Od kilku miesięcy odnieść można wrażenie, że nie ma w Polsce bardziej antyrosyjsko nastawionych polityków niż lewicowo-liberalni. Krótka pamięć...

zobacz więcej

Ktoś powie: sprawa jest przecież oczywista. Jeśli Polacy „wybiorą właściwie”, dostaną unijne pieniądze. Politycy i elektorat totalnej opozycji mówi to właściwie otwartym tekstem. Fascynujące, że nie dostrzegają jak przedmiotowo traktują losy polskiego społeczeństwa. Przecież lewicowo-liberalna opozycja, godząc się na strategię Brukseli, czy więcej jeszcze: świadomie podżegając do dokręcania Polsce śruby, de facto godzi się na zagłodzenie „własnego” społeczeństwa.


To wszystko widać gołym okiem: opozycji zależy na jak najcięższym kryzysie w Polsce tej zimy, ponieważ tylko naprawdę katastrofalna w skutkach zapaść energetyczno-gospodarcza, daje im pewność przejęcia władzy. I mało ich obchodzi, że to oznaczać może setki tysięcy ludzkich nieszczęść. Im się to kalkuluje, bo odium tego dramatu spadłby pewnie na rządzących. 

 

Z drugiej jednak strony nie docenili tego, że niemała część społeczeństwa doskonale wie, co się święci. I o co w tym wszystkim chodzi. Niemała część Polek i Polaków doskonale zdaje sobie też sprawę, że akurat ten rząd nie lekceważy problemy milionów mniej zamożnych ludzi. Dlatego głucha złość w opozycyjnych kręgach, gdy okazuje się, że PiS nie tylko rozbudowuje kolejne programy pomocowe (Tarcza Solidarnościowa), ale też realizuje projekty energetyczne takie jak Baltic Pipe – projekty, które liberalno-lewicowi politycy dyskredytowali przez lata, zarówno będąc u władzy, jak i w opozycji. Dziś pozostaje im mądrzyć się w liberalnych mediach – bo tam mogą liczyć na krótką pamięć i liczne mechanizmy wyparcia wśród widzów, dziennikarzy i publicystek.

Rosja, czyli kolos na glinianych nogach. Dla Zachodu to szok

Choć trudno jeszcze przesądzać o losach ukraińskiej kontrofensywy na wojnie z Rosją, mówi ona o tej wojnie o wiele więcej, niż chciałby Kreml i...

zobacz więcej

Wiele słyszymy ostatnio z ust brukselskich eurokratów i ich nadwiślańskich przyjaciół o europejskiej solidarności. Ale to kłamstwo: wojna Rosji na Ukrainie jeszcze zbrutalizowała grę o unijne wpływy. Kryzys energetyczny / ekonomiczny ma działać dyscyplinująco na kraje takie jak Polska. I na polskie społeczeństwo. 

 

To cyniczne kłamstwo Ursuli von der Leyen, że polska pomoc dla Ukrainy to jedno, a nieustanne karanie naszego kraju to drugie. Ze sporu o sądownictwo unijne elity (i totalna opozycja) uczyniły sobie wygodny pretekst dla złamania nie tylko tego rządu, ale też radykalnego wpłynięcia na nastroje społeczne w Polsce. Tak, by pognębić społeczeństwo zmęczone złowrogimi skutkami pandemii i rosyjskiego imperializmu, który przed 2015 r. Donald Tusk i jego ekipa kompletnie zbagatelizowali. Wszystko to jest robione w białych rękawiczkach. Ale ambasadorzy Prus, Rosji i Austrii z rozbiorowych czasów naprawdę byliby dumni z brukselskich komisarzy. I ich nadwiślańskich pomagierów. Pomagierek oczywiście też. 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej