RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Ostatni mecz Rogera Federera. Łzy podczas pożegnania legendy [WIDEO]

Roger Federer (fot.  TPN/Getty Images)
Roger Federer (fot. TPN/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Szwajcarski tenisista Roger Federer, zwycięzca 20 turniejów wielkoszlemowych, porażką w deblu w turnieju Laver Cup zakończył karierę. W parze z Hiszpanem Rafaelem Nadalem uległ Amerykanom Jackowi Sockowi i Francesowi Tiafoe 6:4, 6:7 (2–7), 9–11.

Bartosz Zmarzlik po raz trzeci został mistrzem świata

Zmarzlik w szwedzkiej Malilli został mistrzem świata na żużlu. Jak czytamy na portalu TVP Sport Zmarzlik jest w tym sezonie w wyśmienitej formie....

zobacz więcej

W tym spotkaniu rezultat nie miał żadnego znaczenia. Liczył się tylko on, po raz ostatni występujący oficjalnie na korcie. Zdrowie nie pozwalało mu już wystąpić w meczu gry pojedynczej, zatem do pary debla wybrał największego rywala z czasów swojej kariery – Rafę Nadala. Roger Federer dziś oficjalnie zakończył tenisową karierę. Po 24 latach gry Szwajcar, dwudziestokrotny mistrz wielkoszlemowy, powiedział pas. I chociaż to wyświechtane stwierdzenie, to w przypadku Federera trudno go nie zastosować. To koniec pewnej epoki. Ery tenisa, w którym poza skutecznością gry, liczyło się też jej piękno. A te dwie cechy Roger Federer łączył najlepiej w historii.

Nie oszukujmy się – wynik dzisiejszego meczu w ogóle nie był ważny. Turniej również nie był tak prestiżowy, jak wielkoszlemowe granie, a przecież zwykle to tam kariery kończą najwięksi. Chociaż dla głównego bohatera wieczoru miał szczególne znaczenie. W końcu pierwsza edycja Pucharu Lavera miała miejsce w 2016 roku, i to on był jej pomysłodawcą. W skrócie – Laver Cup to mecz Europa kontra Reszta Świata. Sześcioosobowe zespoły, prowadzone przez kapitanów, przez trzy dni grają ze sobą w łącznie dziewięciu meczach singla oraz trzech debla. Wygrywa ta drużyna, która zgromadzi na swoim koncie większą liczbę punktów. Przy czym wygrane pierwszego dnia warte są 1 punkt, drugiego dnia 2, a trzeciego – 3 punkty.

Chce zjechać na nartach z Everestu. Andrzej Bargiel dotarł już prawie na 8000 m

Andrzej Bargiel, który zamierza zjechać na nartach z najwyższej góry świata Mount Everest (8848 m), dotarł w wyjściu aklimatyzacyjnym do obozu IV,...

zobacz więcej

Nieważna była nawet formuła tego spotkania, choć istotny był partner z którym grał. Był nim Rafael Nadal. W końcu on i Hiszpan razem podzielili środowisko na pół, kiedy w pierwszej dekadzie XXI wieku rozważano, kto jest najlepszym tenisistą na świecie. Później dołączył do nich Novak Djoković – również obecny podczas tegorocznej edycji Laver Cup. I jak opera miała Trzech Tenorów, tak tenis posiadał swoją Wielką Trójkę. Zawodników, którzy osiągali niebotyczne wyniki, bili historyczne rekordy. I tak, ostatecznie Rafa i Nole posiadają więcej wielkoszlemowych tytułów oraz lepszy bilans gier bezpośrednich ze Szwajcarem. Ale kościół jego wyznawców, uznających go za najlepszego w historii, wciąż posiada sporo wiernych dusz. Na co wpływ miał jego wspaniały styl, ofensywny i elegancki zarazem.

Ale dziś suche liczby i statystyki, w których wielcy rywale górują, również nikogo nie obchodziły. Liczył się tylko on. Ikona. Legenda. Bohaterem był tylko i wyłącznie Roger Federer. Mistrz, którego ostatni raz mieliśmy okazję podziwiać na korcie w oficjalnym meczu. W ramach ciekawostki dodajmy, że tym ostatnim wielkoszlemowym spotkaniem Federera była gra z Hubertem Hurkaczem w ubiegłorocznym ćwierćfinale Wimbledonu.

– Być ostatnim, który pokonał Federera… to wina, która, mam nadzieję, kiedyś zostanie mi wybaczona – mówił Hurkacz w rozmowie z La Gazzetta dello Sport.

Bez obrony nie wygramy. Polska słabsza od Holandii

Dwie szybkie, efektowne akcje i dwie bramki - Holendrzy pokazali Polakom, jak należy grać w piłkę. Kolejna porażka (0:2) na Stadionie Narodowym...

zobacz więcej

Tak odchodzi legenda


Jak wspomnieliśmy, wynik tego meczu był najmniej istotny. Liczyła się atmosfera, a ta w londyńskiej O2 Arenie była wyjątkowa. O wprowadzenie fanów w odpowiedni nastrój zadbał Andy Murray. Brytyjczyk, nie bez kozery nazywany czwartym wielkim tenisistą swoich czasów, zagrał świetny, choć przegrany mecz z Alexem de Minaurem. Spotkanie zostało okraszone wieloma znakomitymi obrazkami spoza kortu. Takimi jak Novak Djoković, który w ławce rezerwowych zespołu Europy żywo reagował na każde zagranie Szkoda. Albo Federer i Nadal, oglądający mecz na zapleczu. Federer zajadający – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – ostatni posiłek. Obaj dopingują Andy’ego, zbijają sobie żółwiki. Piękne momenty.
Zaszczyt rozegrania ostatniego meczu przeciwko Szwajcarowi przypadł Amerykanom – po drugiej stronie siatki stanęli Jack Sock oraz Frances Tiafoe. Powtórzymy się kolejny raz – wynik tego meczu miał najmniejsze znaczenie. Niemniej jednak, poza rodzinami Jankesów nie było chyba nikogo, kto trzymałby za nich kciuki. Włączając w to miliony fanów tenisa zza Oceanu. Przecież za przeciwników mieli Federera. I to wspomaganego Nadalem. Zobaczenie takiej pary w deblu przez lata było marzeniem chyba każdego kibica tenisa na świecie. To jak zestawienie w jednym zespole Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Niczym odpalenie NBA2K i wrzucenie do składu Michaela Jordana i LeBrona Jamesa. Jasne, nie oglądamy ich już w szczytowych momentach ich karier, chociaż z dwóch legend Hiszpan zestarzał się o wiele lepiej.

Ostatecznie, na nawierzchni na której trudno było o dobry return, ta sztuka udała się starym wygom z Europy w ostatnim gemie pierwszego seta. Obie pary często grały piłki na przeciwników znajdujących się przy siatce. Zapewne nie była to żadna kurtuazja wobec Szwajcara, ale faktem jest, że to tenisista grający ostatni mecz znakomicie odnajdował się w takiej grze.

Wprawdzie w drugim secie Tiafoe i Sock szybko zyskali przełamanie. Trochę niespodziewanie, ale cóż – widać było, że dwaj wielcy mistrzowie nie są ze sobą zgrani i czasami wchodzą sobie w paradę. Ale większość swoich błędów przyjmowali ze zrozumieniem. A jeżeli coś nie szło po ich myśli… to otrzymywaliśmy z tego powodu kolejne dawki znakomitych scen poza boiskiem. Prawdziwą naradę wojenną drużyny Europy, której z ławki rezerwowych przewodził Djoković.
Oczywiście o żadnym odpuszczaniu ze strony Amerykanów nie było mowy. Przeciwnie – robili wszystko, by popsuć święto wtedy prawie już emerytowanemu Federerowi. Jedenasty gem drugiego seta trwał ponad 10 minut, a reprezentacja Reszty Świata miała w nim aż sześć okazji do przełamania. Więc z jednej strony był to mecz pokazowy, a z drugiej, w kluczowych momentach spotkania obie strony zdawały sobie sprawę z tego, że ich spotkanie ogląda cały tenisowy świat. A w takim meczu, niezależnie od stawki, każdy chce zwyciężyć. Po części mogliśmy być wdzięczni rywalom Federera za ich postawę. W końcu to był ostatni mecz Szwajcara, więc chciałoby się powiedzieć – chwilo, trwaj.

Co niektórzy żartowali nawet, że duet Sock-Tiafoe przedłużył nawet karierę Federera o jeden dzień – wszak w Londynie na zegarze wybiła już północ, a oni dalej grali, bo ta chwila trwała aż do dwóch tie breaków. W pierwszym, decydującym o zwycięstwie w gemie, górą byli Amerykanie. Z tego też względu, zgodnie z zasadami Pucharu Lavera, rozegrano trzeci tie break do dziesięciu punktów. W ostatnim akcie tego spotkania oraz epizodzie kariery Federera, wszyscy chcieli, by to Europa wygrała to spotkanie. Przecież to byłoby idealne zwieńczenie tego pojedynku. To nie było łatwe, Amerykanie również popisywali się znakomitymi zagraniami (to uderzenie ramą rakiety Jacka Socka!). Lecz wszyscy zdawali się myśleć o rywalach Federera i Nadala – panowie, dzięki wam zobaczyliśmy znakomite widowisko, ale wy nie możecie tego wygrać.

Na nieszczęście dla wszystkich, po niesamowitej batalii, zdobyciu przełamania przez Resztę Świata na 8:8, a następnie serwach na zwycięstwo w meczu (!) wykonywanych przez Federera, to Reszta Świata wygrała tie breaka 11:9. Co tu dużo pisać, wielka szkoda, ale Jack Sock który zakończył ten mecz, będzie miał wspomnienie do końca życia. Pokonał Rogera Federera w pożegnalnym meczu, i to w czasie kiedy od północy Amerykanin obchodził urodziny.

Jednak ta porażka i tak nie zakłóciła pożegnania Federera. To wciąż było emocjonujące. U Szwajcara pojawiły się łzy wzruszenia, a dwadzieścia tysięcy kibiców zgromadzonych w O2 Arenie zgotowało mu długotrwałe owacje na stojąco.

– To był dla mnie cudowny dzień, jestem szczęśliwy. Przeżywam to wszystko, ostatni raz być tutaj, pośród kolegów, stresować się wyjściem na kort – jestem szczęśliwy że przez to wszystko przeszedłem – mówił wzruszony Federer. Ale im dłużej trzymał mikrofon, tym bardziej łamał mu się głos. A jego wielcy koledzy i zarazem rywale – Rafa i Novak – płakali razem z nim. W końcu coś bezpowrotnie dobiegło końca. Drugiego takiego jak on już nie będzie.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej