RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Miłosz Manasterski: Diabeł, Smoleńsk, ornat i armaty

Donald Tusk (fot. PAP/Roman Zawistowski)
Donald Tusk (fot. PAP/Roman Zawistowski)

Najnowsze

Popularne

Donald Tusk wypina pierś do orderów za nie swoje zasługi, zapominając o tym, że jeszcze niedawno sam był szefem jednego z najbardziej prorosyjskich rządów Europie.

Gdy Jarosław Kaczyński ostrzegał Zachód przed Rosją, politycy PO wściekali się i obrażali go [WIDEO]

W 2010 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński w liście rozesłanym do europosłów ugrupowania i ambasadorów w Polsce przestrzegał przed neoimperialną...

zobacz więcej

Donald Tusk zbulwersował wiele osób przypisując sobie sukcesy, jakie osiągnęli wspólnie polscy przywódcy pracujący od wielu lat nad zmianą polityki wschodniej Europy. Ta zmiana dokonała się ostatecznie dopiero w obliczu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę.


Jako pierwszy głośno na arenie międzynarodowej odważył się mówić prawdę o Rosji śp. Prezydent Lech Kaczyński, który za swoją bezkompromisową postawę zapłacił cenę najwyższą. I gdyby wówczas sprawa katastrofy smoleńskiej została poważnie potraktowana przez rząd Donalda Tuska, już w 2010 r. udałoby się zmienić wektory polityki Unii Europejskiej, a także administracji USA pod rządami Baracka Obamy.


Donaldowi Tuskowi wtedy jednak zależało nie na prawdzie, ale na tym przede wszystkim (wiemy to z ujawnionych niedawno nagrań), by Polacy nie obwiniali Rosjan o to, co stało się w Smoleńsku. Niezależnie od tego, czy był to niezamierzony wypadek czy celowy zamach, za jedno i drugie nie mogli odpowiadać Rosjanie. A przecież – nawet przy braku twardych dowodów, jeszcze w kwietniu 2010 r. rosyjski zamach na bardzo niewygodnego dla Kremla polityka powinien być traktowany jako podstawowa hipoteza, którą należało wyjaśniać poprzez międzynarodową komisję, angażując także bezpośrednio NATO.


Zamach na głowę państwa jest przecież równoważny z aktem wojny. Donald Tusk jednak zamiast wyjaśniać, postanowił zaciemniać. A także wykorzystać tragedię smoleńską w polityce. W kraju z pomocą zagranicznych mediów pacyfikował wszelkie zdroworozsądkowe opinie zwracające uwagi na dziwne okoliczności „wypadku”, budując poparcie „racjonalistów” dla swojej partii. W polityce zagranicznej dążył do umocnienia relacji z Federacją Rosyjską.

PO chciała uzależnić Polskę od Rosji do 2045 r. Premier: Pokażemy dokumenty

Mateusz Morawiecki ocenił na konferencji prasowej, że posłowie Platformy Obywatelskiej i polityce w Berlinie „stroją się dziś w piórka przeciwników...

zobacz więcej

A przecież jako premier Donald Tusk prawdopodobnie miał od początku bardzo dużą wiedzę dotyczącą tego, co zdarzyło się w Smoleńsku. To oznacza, że świadomie działał wbrew polskim i europejskim interesom.


Dobro Polaków, jak i wszystkich Europejczyków wymagało obnażenia prawdziwej twarzy rosyjskiego reżimu. Gdyby udało się szybko uprawdopodobnić (albo udowodnić) tezę o zamachu smoleńskim, wymusiłoby to zmianę europejskiej, a także amerykańskiej polityki wschodniej. Trudno byłoby zabiegać o reset z Rosją administracji Baracka Obamy.


Równie trudno budować Nord Stream 1 otwarty w kilka miesięcy po wydarzeniach w Smoleńsku i budować kolejny. Udowodnienie lub przynajmniej przyjęcie wysokiego prawdopodobieństwa, że za śmiercią polskiego prezydenta stoi Federacja Rosyjska, spowodowałoby reperkusje międzynarodowe porównywalne do tych, które zostały wdrożone po 24 lutego 2022 r.


Nie byłoby mowy o kolejnych gigantycznych transakcjach Republiki Federalnej Niemiec i Francji. Nawet gdyby wprowadzone sankcje były mniej radykalne niż te wprowadzone w 2022 r., możliwość współpracy z Federacją Rosyjską znacznie by się skomplikowała, a wiele firm europejskich co najmniej ograniczyłoby swoją obecność na rosyjskim rynku. Zmieniłaby się także sytuacja bezpieczeństwa w Europie. Stany Zjednoczone nie rezygnowałyby z budowy tarczy antyrakietowej w Redzikowie, tylko wpisałyby Federację Rosyjską na listę państw-sponsorów terroryzmu.


Umocniona zostałaby wschodnia flanka NATO, byłaby też umacniana (a nie rozbrajana i pomniejszana) polska armia. Szereg procesów, które obserwujemy jako rezultat wojny na Ukrainie, zaistniałoby już w 2010 r., włącznie ze zwiększeniem pomocy militarnej dla Kijowa, co mogłoby powstrzymać rosyjską aneksję Krymu. Albo umożliwić silną militarną reakcję Kijowa wobec rosyjskiej napaści na Krym i Donbas.

Jak Tusk z Putinem sprzątali Polskę po „rusofobach” Kaczyńskich. Kilkadziesiąt faktów, nagrań i cytatów

Jako lider opozycji Donald Tusk przedstawia się jako polityk przeciwny Władimirowi Putinowi, czego nie potwierdzają jednak fakty z okresu gdy był w...

zobacz więcej

Pozwolenie Rosjanom przez Donalda Tuska, by wyjaśniali przyczyny tragedii smoleńskiej, jest porównywalne z sytuacją, gdyby Ukraina w 2022 r. poprosiła rosyjską prokuraturę o wyjaśnienie zbrodni w Buczy. W jednym i drugim przypadku rezultat musiałby być taki sam – rosyjskie instytucje oczyściłyby z zarzutów gospodarzy Kremla.


Właśnie jako dzieło Ukraińców przedstawiane są zbrodnie rosyjskich sołdatów w rosyjskich mediach. Tak samo za tragedię smoleńską „musieli” odpowiedzieć Polacy, nie Rosjanie. W 2010 r. Donald Tusk zmienił bieg historii, ale w taki sposób, że wszystkie sprawy potoczyły się w złym kierunku. Umożliwił koncert mocarstw rozgrywany ponad głowami Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich.


Nasze straty oznaczały zyski europejskiej, szczególnie niemieckiej elity. Spokój Warszawy dał Berlinowi możliwość zarabiania na kontraktach rosyjskich i snucia planów dominacji polityczno-gospodarczej w Europie, opartej na tanich surowcach energetycznych. Dwanaście lat niemieckiej, a po części także francuskiej, holenderskiej i włoskiej prosperity to w znacznym stopniu „sukces” Donalda Tuska.


Zaledwie rok temu, kiedy rozpoczęła się operacja hybrydowa Rosji i Białorusi przeciwko Polsce, Donald Tusk nadal wpisywał się w propagandę Moskwy i Mińska. Twierdzono tam, że polski rząd zachowuje się niehumanitarnie i barbarzyńsko, broniąc się przed sprowadzanymi przez Łukaszenkę migrantami.


To samo twierdził Tusk jeszcze w sierpniu 2021 r, mówiąc, że polski rząd „boi się kobiet i dzieci”. Później całkowicie negował budowę stałej zapory na granicy, wspierając Białoruś, oskarżającą Polskę o ksenofobię, nazizm i niszczenie przyrody. To pokazuje, jak trwałe jest zaangażowanie Donalda Tuska w tworzenie prorosyjskich narracji, w które włączają się zresztą także inni politycy jego formacji.

Niemiecki polityk: Walczymy o Polskę razem z Donaldem Tuskiem

Mówię to pod adresem przyjaciół z Polski: my z Donaldem Tuskiem walczymy o praworządność – powiedział podczas debaty w Parlamencie Europejskim...

zobacz więcej

Teraz, po dwustu dniach wojny na Ukrainie coraz śmielej wyrażana jest na Zachodzie opinia, że w sprawie Rosji od początku to Polska miała rację. Przyznała to nawet sama przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Nie powiedziała jednak, która Polska – ta Donalda Tuska czy ta Lecha i Jarosława Kaczyńskich.


Pochwały Von der Leyen są bowiem całkowicie nieprawdziwe w odniesieniu do entuzjastycznie prorosyjskiego rządu PO- PSL. Rację zaś mieli wówczas ci, których Tusk i wspierające go media przedstawiały, jako niespełna rozumu. Całkowicie zasadnie powiedział o byłym premierze Mateusz Morawiecki: „Diabeł przebrał się w ornat i mszę dzwoni”.


Szkoda, że Ursula von der Leyen nie powiedziała dokładnie, kto przestrzegał przed Rosją. Że robił to śp. Prezydent Lech Kaczyński, prezes PiS Jarosław Kaczyński i pozostali przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy. Że ogromną pracę w zmianę europejskiej optyki włożyli prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.


Na taką rehabilitację z całą pewnością zasługuje wielu polskich polityków i przywódców, którzy za wszelką cenę usiłowali otworzyć oczy Europejczyków na zbrodniczy charakter putinowskiej Rosji. Skoro jednak koleżanka Donalda Tuska nie wymieniła choćby obu braci Kaczyńskich, którzy nie bali się mówić prawdy o Rosji, zanim stało się to „trendy”, w kolejce po ordery ustawił się sam Donald Tusk.


Niegdyś aktorzy zielonogórskiego kabaretu Jurki mieli zwyczaj po zakończeniu skeczu pojawiać się na scenie i to nawet, jeśli sami w nim nie brali udziału. Takie zagarnianie dla siebie aplauzu było samo w sobie celowym żartem, toteż widownia śmiała się jeszcze bardziej z podpinania się artystów pod cudzy sukces.


Donald Tusk dzisiaj zachowuje się jak zielonogórski kabareciarz, ale w jego przypadku nikt się nie będzie śmiał. Zwłaszcza Ukraińcy, którzy dzisiaj składają ogromną daninę krwi w walce ze zbrodniarzem, o którym Tusk mówił „nasz człowiek w Moskwie”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej