RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Karnkowski: Między Poczdamem a Smoleńskiem. Rzecz o prorosyjskości

Donald Tusk i Władimir Putin (fot. PAP/Paweł Supernak)
Donald Tusk i Władimir Putin (fot. PAP/Paweł Supernak)

Najnowsze

Popularne

Większość rozsądnych i pochodzących spoza fanklubu polityka komentarzy, na jakie natrafiłem po wystąpieniu Donalda Tuska w Poczdamie, kwestionuje przede wszystkim jego odwagę i przełomowość. Rozbawienie i zażenowanie może budzić także kreowanie się lidera PO i całego jego środowiska na silę antyrosyjską i od lat ostrzegającą Europę przed Putinem. Wojna trwa ponad poł roku, odwaga w wzywaniu Niemiec i ich kanclerza do działania jest nie jest dziś towarem deficytowym. Nawet pokazowa asertywność Tuska wobec Olafa Scholza niespecjalnie zaskakuje, gdy przypomnieć sobie, że jest przecież zbieżna z obecną agendą niemieckiej chadecji, partii, z którą PO związana jest choćby poprzez Europejską Partię Ludową.

Krzysztof Karnkowski: My, podżegacze

Część naszych komentatorów i klasy politycznej oburzyła się na słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który niesprecyzowane, lecz z kontekstu...

zobacz więcej

Próby pisania historii Platformy na nowo, jako pierwszej rosyjsko-sceptycznej siły polskiej polityki są skazane na porażkę tak samo, jak nie ma szans na przyklejenie do PiS etykiety partii wobec polityki Putina uleglej i entuzjastycznej. Są to bajki dla najtwardszego elektoratu. Nawet co bardziej obiektywni publicyści i komentatorzy sympatyzujący z opozycją widzą jałowość tej konstrukcji propagandowej. „W Polsce najbardziej antyrosyjską w swojej retoryce formacją jest właśnie PiS.


Podobnie też w realnej polityce PiS jest wybitnie antyrosyjskie. Ba, PiS było antyrosyjskie od początku swojego istnienia i nie próbowało z Kremlem żadnych resetów. „Gdy więc krytycyzm wobec Rosji jest oczywistością, to PiS skrzętnie wykorzystuje swoją stałość w tym poglądzie” – to nie jest artykuł z żadnego z kojarzonych z Nowogrodzką mediów, a komentarz Jacka Gądka na gazeta.pl. Co jeszcze ważniejsze, Gądek stawia tę tezę nawet po założeniu, że wiele posunięć PiS, przez elektorat prawicowy odbieranych dobrze lub neutralnie, począwszy od zerwania kontraktu na caracale, mogło przysłużyć się Rosji.


Od początku wojny w polskiej rozmowie (choć coraz trudniej nazwać to „rozmową”) równolegle funkcjonują trzy, wzajemnie wzmacniane przez siebie opowieści. Pierwsza z nich i jedyna zgodna z prawdą, to gorzka satysfakcja prawicy, wynikająca z potwierdzenia się wszelkich obaw i ostrzeżeń, jakie politycy PiS, z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, formułowali na płaszczyźnie międzynarodowej od napaści Rosji na Gruzję, a w debacie krajowej – właściwie od zawsze.


Tymczasem z drugą stroną było jednak inaczej. Cierpliwa i wieloletnia tęsknota za „normalizacją” relacji z Rosją, która zostawiła po sobie setki cytatów i nagrań. Również dokumentów. Kontrakt gazowy, rozpatrywanie Rosji jako potencjalnego kupca firm z sektora paliwowego, przygotowywana (choć na szczęście niesfinalizowana formalnie) umowa o bliskiej współpracy wojskowej, zakładająca nawet udział naszych żołnierzy w rosyjskich operacjach pokojowych to tylko niektóre z nich. Tusk na molo, artykuły i wywiady Radosława Sikorskiego (nawet jeszcze z 2020 roku!), przeprosiny i odznaczenia dla rosyjskiej bezpieki po 2010 roku to wymiar bardziej symboliczny i widowiskowy.

Krzysztof Karnkowski: Trzy rozwojowe wątki

To tydzień poważnych zmian i niepoważnych komentarzy. Można by powiedzieć – jak każdy, niemniej kilka zdarzeń ze świata naszej polityki warto...

zobacz więcej

Opozycja w tym sporze nie ma właściwie argumentów. Nie licząc obsesji z elementami osobistej wendety, jak w przypadku generała Pytla, przez PiS zwolnionego ze służby i oskarżonego o współpracę z FSB, pojawia się właściwie tylko jeden – nagrane przez Jarosława Kaczyńskiego w 2020 roku orędzie „do przyjaciół Rosjan”.


Jednak dziś przywoływany jest tylko tytuł, do treści samego wystąpienia nikt nie wraca. Zapewne dlatego, że trudno z niego zrobić deklaracje jakiejkolwiek uległości wobec rosyjskich władz czy Putina jako takiego. W krótkim, mającym niewiele ponad trzy minuty przesłaniu, Jarosław Kaczyński zwraca się do zwykłych Rosjan. Widzi w nich współofiary nieludzkiego systemu, który stworzył Katyń, ludzi, którzy okazali mu współczucie po wielkiej stracie.


Owszem, kogoś dziwić może wspomnienie, że Lech Kaczyński planował udział w moskiewskich uroczystościach 9 maja 2010 roku, pamiętać trzeba jednak o ówczesnym kontekście. Prezydent wybierał się tam nie po to, by oddać hołd niezwyciężonej Armii Czerwonej, lecz by przypomnieć i upomnieć się o będących częścią antyhitlerowskiej koalicji polskich żołnierzy, wówczas już skrzętnie z rosyjskiej opowieści o historii gumkowanych.


Wreszcie – Jarosław Kaczyński mówi na końcu wystąpienia, że ma nadzieje na zmianę, której początkiem może być tragedia w Smoleńsku. Politycy ówczesnego obozu rządzącego ogłosili, że zmiana ta już się dokonała, a z Putina, Miedwiediewa i kilku innych moskiewskich cyników uczynić próbowali symbol tej zmiany.

Krzysztof Karnkowski: Kto buduje ten mur?

Polska, jak wiele państw na świecie, przechodzi trudny czas. Najpierw pandemia, potem wojna tuż za naszą bliska granicą, a do tego wszystkiego...

zobacz więcej

W kontrze do tej opowieści powstaje przywołana już wcześniej sztuczna kreacja Platformy jako ludzi, na Rosję patrzących trzeźwo i ostrzegających przed jej szaleństwem Europę. Gdy Ursula von der Leyen przyznaje, że trzeba było słuchać Polski, Donald Tusk czuje się zapewne uprawnionym adresatem tych słów, co zresztą potwierdza w swoim wystąpieniu w Poczdamie.


„Mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi geopolitycznymi konsekwencjami Nord Stream 2 czy kiedy starałem się w 2014 roku, po pierwszym ataku Rosji na Ukrainę, przekonać Niemców, Francuzów, Włochów do europejskiej unii energetycznej, która mogła uniezależnić Europę od dyktatu gazowego Rosji” – mówi Tusk.


Chciałbym skupić się na ostatnim zacytowanym zdaniu. Tak, pisałem o tym wielokrotnie w ostatnich miesiącach, Donald Tusk miał rację, namawiając kraje UE do pomysłu, znanego pod hasłem „solidarności energetycznej”. Dlaczego więc temat ten zniknął całkowicie zarówno z agendy polskiego rządu po objęciu funkcji przez Ewę Kopacz, jak i samego Tuska, mającego przecież, przynajmniej w teorii, nowe narzędzia do jej realizacji już w Brukseli, na dużo wyższym i paneuropejskim stanowisku?


Nic więc dziwnego, że pojawia się trzecia, reaktywna opowieść, w której przypomina się, jak naprawdę wyglądały relacje polskich władz z czasów PO-PSL z Rosją. Tezy, do których dziś politycy opozycji bardzo chętnie się przyznają, jeszcze nie tak dawno budziły w ich głowach oskarżenia o rusofobię. Dziś zamiast niej pojawia się rzekoma rusofilia, przypisywana środowisku politycznemu Jarosława Kaczyńskiego.


Jak jednak pokazują ostatnie dni, bardzo łatwo jest wrócić, choćby na chwilę, na stare tory. Gdy pojawia się temat Smoleńska, przedstawiciele opozycji bronią rosyjskiej wersji zdarzeń, leciutko tylko zmienionej na polski rynek w raporcie komisji Laska. Rosjanie wciąż zdolni są do najgorszych zbrodni, poza tą jedną. Czy przypadkiem nie dlatego, że właśnie Smoleńsk jest najbrutalniejszym, najokrutniejszym sfalsyfikowaniem całej narracji o rosyjskich sympatiach i powiązaniach Prawa i Sprawiedliwości?

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej