RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Rosja i opozycja. Cynicy grają pierwszych naiwnych

Donald Tusk i Władimir Putin (fot. Jerzy Dudek / Forum)
Donald Tusk i Władimir Putin (fot. Jerzy Dudek / Forum)

Najnowsze

Popularne

Od kilku miesięcy odnieść można wrażenie, że nie ma w Polsce bardziej antyrosyjsko nastawionych polityków niż lewicowo-liberalni. Krótka pamięć części opinii publicznej pozwala liderom opozycji poczynać sobie w tych sprawach coraz śmielej.

Rosja, czyli kolos na glinianych nogach. Dla Zachodu to szok

Choć trudno jeszcze przesądzać o losach ukraińskiej kontrofensywy na wojnie z Rosją, mówi ona o tej wojnie o wiele więcej, niż chciałby Kreml i...

zobacz więcej

Kto z uwagą śledzi rozwój sytuacji od wybuchu wojny Rosji przeciw Ukrainie w lutym tego roku, ten doskonale potrafi opisać polityczne realia tamtego czasu. Jeszcze przed wybuchem otwartego konfliktu mieliśmy do czynienia z rosyjsko-białoruską operacją kombinowaną, hybrydowym atakiem na polską granicę z użyciem celowo zwożonych tutaj mieszkańców krajów Bliskiego Wschodu.


Dziś trudno mieć wątpliwości, że operacja „Śluza” służyła nie tylko „testowaniu” naszych strażników granicznych i możliwości obronnych państwa. Miała także wzbudzać antyuchodźcze nastroje i okołoimigranckie kontrowersje w polskiej polityce, tak by wewnętrzne konflikty paraliżowały zdolności Polski w tym roku. Cały pomysł rosyjskich i białoruskich służb, sterowany oczywiście z Kremla, najprawdopodobniej miał też doprowadzić do tego, że w przypadku wybuchu wojny Polska zamknie wszystkie granice na wschodzie – łącznie z granicą z Ukrainą.


Rosja wygrałaby na tym podwójnie: na arenie międzynarodowej jej agentura mogłaby grać antypolskimi argumentami; polsko-ukraińskie relacje poszłyby w rozsypkę, a przynajmniej uległyby mocnemu ochłodzeniu w najgorszym możliwym momencie.


W tamtym czasie opozycja suflowała właściwie narrację korzystną dla Rosji, uderzającą w polski rząd i „ksenofobiczny elektorat PiS”. Narrację złagodzono dopiero wówczas, gdy z Brukseli przyszedł jasny sygnał: rząd Polski postępuje słusznie, dbając o szczelność granic z Białorusią. Ale i wtedy niemała część opozycji nie odpuszczała i dalej podsycała negatywne emocje, skierowane przede wszystkim przeciw polskim służbom i polityce własnego państwa.


Po wybuchu wojny przyszedł szok. Liderów opozycji jakby zdmuchnęło. Ludzie, którzy przez dekady przeciwstawiali się dywersyfikacji dostaw surowców i na długie lata opóźnili budowę alternatywnych ścieżek dostaw paliw i energii, jakby gdzieś zniknęli. Rozwiali się w powietrzu ci, którzy szczerze zapewniali, że Rosja to po prostu tania energia i nie ma co roztaczać pełnych czarnowidztwa wizji. Tłumaczono Polakom przez lata z protekcjonalnym uśmiechem, że nie ma sensu zabezpieczać się przed Rosją, bo to przecież upadłe imperium, które nie ma żadnego interesu w rozpętywaniu wojny w Europie. Dodawano: „a my przecież jesteśmy w Unii”.

Liberalizm i postkomunizm w III RP, czyli strach i uległość wobec Rosji

Liberałów po 1989 roku cechuje w Polsce kompletna niechęć wobec własnego państwa i liczne kompleksy albo niezdrowa fascynacja Rosją.

zobacz więcej

Na początku wojny Rosji przeciw Ukrainie na czas jakiś wymiotło też z debaty publicznej Donalda Tuska i jego polityczną kamarylę. Ludzie raptem odświeżyli sobie pamięć i z całą jasnością zobaczyli wszystkie polityczne błędy Platformy Obywatelskiej, popełnione względem Rosji (i Niemiec). Archiwa nie płoną, a przynajmniej nie zawsze, więc opinia publiczna raptem zobaczyła prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, obściskujących się przed kamerami z Władimirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem. Zobaczono całe to okropieństwo, kłamstwo i krótkowzroczność „polsko-rosyjskiego resetu” z czasów, gdy Tusk był premierem.

Do tego doszedł mocny spadek zaufania do polityki Niemiec, także wśród liberalnego elektoratu i w liberalnych mediach. Nagle się okazało, że Niemcy nie są takie nieomylne i bezinteresowne w sprawach międzynarodowych. A sam Tusk zaczął zapewniać, gdzie się da – także wśród studentów Uniwersytetu Warszawskiego – że on przecież zawsze był antyniemiecki.


Nie widzieć czemu, nawet studenci z Krakowskiego Przedmieścia mu nie uwierzyli. A oni przecież z reguły wierzą lewicy i liberałom jak Panu Bogu.


Kilka kolejnych miesięcy upłynęło zatem politykom opozycji nieco na marginesie debaty o sprawach polsko-rosyjskich. Raz po raz jakiś publicystyczny zagończyk wypuszczał się z hasłem, że „PiS to ludzie Putina”, ale pomni tego, co sami mają za uszami, politycy opozycji woleli nie irytować opinii publicznej.


Nastroje były tak rozognione, wściekłość ludzi na Rosję tak silna, że każda „przypominajka” materiałów telewizyjnych z czasów „polsko-rosyjskiego resetu” działała na ludzi jak czerwona płachta na byka. Polski rząd dwoił się i troił na arenie międzynarodowej, starał się jak mógł, by wspomóc Ukrainę w walce, że nie dało się bez narażenia się na śmieszność i wściekłość zwykłych ludzi wmawiać im żywe oczy, że PiS wspiera reżim Putina.

Wołodźko: Tusk, polsko-rosyjski reset i chichot historii

Liberałowie z lutego 2022 w niczym nie przypominają tych protekcjonalnych typów, którzy przez długie lata naśmiewali się z obaw dotyczących Rosji...

zobacz więcej

Z czasem jednak wojna nam spowszedniała, także dlatego, że „druga armia świata” okazała się znacznie słabsza, niż spodziewali się także zachodni eksperci wojskowi. Doniesienia o wybuchach bomb, także przy granicy z Polską, przestały budzić dreszcz niepokoju. A my coraz częściej zaczęliśmy się zastanawiać, jak radzić sobie z inflacją, jaka będzie nadchodząca zima, co dalej z codziennym życiem.


I wtedy spod kamienia znów wyszli oni: specjaliści od urabiania anty-PiS-owskich nastrojów, specjaliści od strategii, która mówi, że kłamstwo powtórzony tysięczny raz staje się prawdą. Elektorat liberałów, który już poradził sobie z dysonansem poznawczym, schował w najgłębszej podświadomości swój dawny zachwyt „polsko-rosyjskim resetem” i wszystkimi jego nikczemnościami i kłamstwami, nagle zaczął mówić, że oczywiście, że „PiS jest prokremlowski”.


Wbrew wszystkim możliwym faktom, wbrew ostrzeżeniom Lecha Kaczyńskiego i smoleńskiej tragedii, wbrew polityce energetycznej Polski od 2015 roku, jasno nastawionej na zerwanie zależności od Gazpromu; wbrew stanowczej antyrosyjskiej polityce rządu Mateusza Morawieckiego, którą bardzo dobrze widzi klasa polityczna i społeczeństwo Ukrainy – zaczęto grać rzekomo „prorosyjskością” Prawa i Sprawiedliwości. I to w najgorszym możliwym stylu: posługując się pomówieniami, paralogicznymi skojarzeniami, wątpliwymi koneksjami godnymi najśmieszniejszych teorii spiskowych, pisanych wedle zasady: „tout se tient”.


To tragikomiczne, bo w przypadku opozycji wszystko było przecież widać jak na dłoni. A i tak jej zwolennicy to przeoczyli. I nie trzeba było piętrowych skojarzeń, by rozpracować tak niebezpieczną dla Polski politykę „polsko-rosyjskiego” resetu czasów Donalda Tuska.


Chciałoby się zawołać: ludzie, ochłońcie! Ale cynicy z opozycji wiedzą, że walczą o polityczne być albo nie być.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej