RAPORT

Prorosyjska era Tuska

US Open: finał jak marzenie. Świątek znów na tronie!

Iga Świątek nie dała rywalce żadnych szans (fot. Getty Images)
Iga Świątek nie dała rywalce żadnych szans (fot. Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Ma dopiero 21 lat, a na koncie już trzy tytuły wielkoszlemowe. Do dwóch triumfów na kortach Rolanda Garrosa, Iga Świątek dołożyła zwycięstwo w Nowym Jorku - w finale turnieju US Open Polka pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur 2:0 (6:2, 7:6).

Spodek odleciał. Polska w finale mistrzostw świata!

To był siatkarski koncert w katowickim Spodku. Polacy pokonali Brazylię 3:2 (23:25, 25:18, 25:20, 21:25, 15:12) i awansowali do finału mistrzostw...

zobacz więcej

Choć do turnieju Iga przystępowała jako światowa "jedynka", tylko nieliczni wymieniali ją w gronie głównych faworytek do końcowego triumfu. Po znakomitej pierwszej części roku, ostatnie miesiące nie były bowiem dla Polki szczególnie udane: stosunkowo szybki koniec przygody z Wimbledonem, potem niespodziewane porażki na wczesnych etapach w Toronto czy Cincinnati - to wszystko sprawiało, że wątpliwości w związku z dyspozycją 21-latki narastały.

Sama Świątek nie rozwiała ich nawet niezłym wejściem w turniej. Zwłaszcza po meczu z Jule Niemeier wielu było takich, którzy przekonywali, że Polkę ratuje tylko "dobra drabinka" (przywilej liderki): sporo było błędów, sporo chaosu w grze. Im dalej w las, tym Iga spisywała się jednak coraz lepiej. Dość łatwo poradziła sobie z dobrze dysponowaną Jessiką Pegulą, pokazała też charakter eliminując Arynę Sabalenkę. Przed finałem bukmacherzy stawiali ją już w roli dość zdecydowanej faworytki.

I słusznie.

Pierwszy set dostarczył emocji co najwyżej umiarkowanych. Po jednej stronie: skoncentrowana, pewna Iga Świątek, która od początku grała na najwyższych obrotach. Po drugiej: zestresowana, przestraszona Ons Jabeur, daleka od dyspozycji prezentowanej choćby w półfinale z Caroline Garcią. Polka nie miała litości. Odbijała każdą piłkę, ratowała się nawet w sytuacjach beznadziejnych, potęgując tylko frustrację starszej rywalki. Kłopoty miała właściwie tylko przez moment: od stanu 3:0 przegrała dwa gemy, ale zaraz potem... wygrała trzy kolejne i całą partię 6:2.

Tunezyjce nie wychodziło nic. Zawodził zwłaszcza serwis, który w normalnych okolicznościach jest przecież jej wielkim sprzymierzeńcem. Dość powiedzieć, że w pierwszym secie wygrała po trafionym pierwszym podaniu tylko... jedną piłkę. Skuteczność co najmniej zawstydzająca.

Drugi set miał nieco bardziej wyrównany przebieg, wymiany trwały dłużej, ale Iga była tego wieczoru jak ściana: cokolwiek nie zrobiła Jabeur, Polka miała odpowiedź. Biegała wszędzie, była wszędzie, trafiała niemal wszystko. Znów prowadziła 3:0, znów chwilę później zrobiło się 3:2, ale - niestety - lustrzanego odbicia z partii pierwszej nie było. Tunezyjka doprowadziła do stanu 4:4, miała okazje do przełamania Świątek, ale popełniła kilka prostych błędów i zamiast spektakularnego powrotu do meczu, niedługo później szykowała się do tie-breaka.

Grę nerwów wygrała Świątek, do 5, a cały mecz 6:2, 7:6. To trzeci wielkoszlemowy triumf w karierze 21-letniej Polki, która wygraną w Nowym Jorku potwierdziła, że jest niekwestionowaną królową światowego tenisa. W kolekcji Igi wciąż brakuje jeszcze triumfów w Australii i Londynie. Czy uda się już w przyszłym roku? Biorąc pod uwagę, jaki postęp robi Iga - nie można tego wykluczyć.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej