RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Krzysztof Karnkowski: My, podżegacze

Emmanuel Macron (fot. PAP/EPA/TERESA SUAREZ / POOL)
Emmanuel Macron (fot. PAP/EPA/TERESA SUAREZ / POOL)

Najnowsze

Popularne

Część naszych komentatorów i klasy politycznej oburzyła się na słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który niesprecyzowane, lecz z kontekstu oczywiste państwa Europy Środkowej i Wschodniej nazwał był „podżegaczami wojennymi”. Europa, której Macron chciałby być przywódcą i symbolem, chce szybkiego pokoju, wiecznych negocjacji i bezbolesnych sankcji, tymczasem w gorącej wodzie kąpane państwa dawnego ZSRR i bloku wschodniego chciałyby sprawiedliwego, zwycięskiego dla Ukrainy zakończenia wojny. Tyle że Rosja pokonana, rozbita, nieuchronnie targana walkami o władzę może nawet jakąś nową wiosną ludów, niekoniecznie będzie pewnym i stabilnym partnerem handlowym.

Macron rozmawiał z Scholzem o dostawach gazu do Niemiec

Francja zobowiązała się do dostarczania gazu do Niemiec, które w zamian mogą zaopatrywać ją w energię elektryczną, jeśli tej zimy dojdzie do...

zobacz więcej

Dziś co prawda też nim nie jest, ale z pozycji prezydenta Francji czy kanclerza Niemiec nie ma w tym winy Rosjan (no, może trochę samego Putina), a raczej awanturników takich jak Polska czy kraje bałtyckie, może trochę też skandynawskie, którzy wymogli rozmaite reakcje.


W oczach sytego i ogrzanego dotąd Zachodu pospieszne i przesadzone. Pewnie, choć tego nikt na głos nie powie, liderzy mieliby też trochę pretensji do Ukrainy, która broniąc się zbyt długo i zbyt skutecznie psuje interesy starszym i zamożniejszym. Tu zresztą nie ma co iść na skróty, choć Macron w swoim czasie sporo do Putina podzwonił, to jednak Francja przynajmniej w kwestii dostaw uzbrojenia zachowuje się wobec Ukraińców lepiej niż Niemcy. Gorzej w innych sprawach, takich jak opór wobec bolesnych ograniczeń wizowych dla Rosjan, gdzie oba unijne quasi mocarstwa mówią jednym głosem, jak w starych dobrych czasach niczym nie zakłócanej współpracy.


Macron mówi, że trzeba być gotowym na długą wojnę, deklaruje dalsze wsparcie, w tym militarne, dla Ukrainy, równocześnie jednak zapowiada kontynuację rozmów z Rosją. Z punktu widzenia samej Francji w pewnym stopniu da się to zrozumieć, tradycyjny sentyment do Rosjan miesza się tu z resztkami własnej imperialnej potęgi, z której utratą Paryż nigdy do końca się nie pogodził. Nie chcemy, by jedynym europejskim krajem, była Turcja, mówi więc prezydent Francji, równocześnie oczekując, że Europa, przynajmniej ta zebrana w Unii, da mu mandat i wyłączność na rozmowy z Wladimirem Putinem. I sam sobie mandat ten przyznaje, choć z rozmów prowadzonych dotąd nic tak naprawdę przecież nie wynika.


Macron broni Rosji? Porównał Polskę i państwa bałtyckie z „podżegaczami”

Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że Unia Europejska w polityce zagranicznej nie powinna naśladować strategii „największych podżegaczy...

zobacz więcej

Tymczasem inny europejski przywódca, którego do podżegaczy w logice Macrona zaliczyć nie sposób, czyli Olaf Scholz, chwali się, że zerwał z wieloletnią tradycją pacyfistycznych Niemiec i dostarcza Ukrainie ciężką broń. Równocześnie jednak tej samej broni zdecydowanie odmawia. Gdy ukraiński premier prosi o czołgi, kanclerz rozkłada ręce, choć niemieckie koncerny skłonne są pomóc.


Jednak symbolika podejścia naszych zachodnich sąsiadów do sąsiadów wschodnich jeszcze wyraźniej ujawnia się w programie pomocy dla ukraińskich mediów. Część pieniędzy otrzymać mają ukraińscy dziennikarze, mieszkający w Niemczech od lat, resztę – rosyjskie media niezależne. I tyle. Redakcje, zajmujące się relacjonowaniem wojny na miejscu czy wzmacnianiem ukraińskiego głosu w światowej debacie publicznej pominięto.


Jednak, podobnie jak Macron, i Olaf Scholz nie tak dawno zajął się również Polską i to nie zostawiając miejsca na żadne domysły. Kanclerz oskarżył nasz kraj nie tylko o niepraworządność, lecz również, co szczególnie intrygujące, o rasizm i antysemityzm.


„Rasizm” to odbicie klisz z wojny hybrydowej, które jednak w oczach większości europejskiej, a może i światowej opinii unieważniła nasza pomoc dla faktycznych uchodźców wojennych z Ukrainy. Skąd jednak to drugie oskarżenie? Antysemityzm przez lata pełnił funkcję moralnej pałki, używanej jako argument w sporach nie tyle historycznych, co, bardzo często, finansowych. Często uzasadniającej zdradę Polski przez aliantów po 1945 roku. Czy pojawienie się tego zarzutu pod sam koniec sierpnia ma związek z zapowiedzianym już wtedy wystawieniem przez nasz kraj rachunku za niemieckie zbrodnie wojenne. Ten oczywiście druga strona odrzuca, choć strony naukowej nie kwestionuje. Ale jak płacić antysemitom?

Kanclerz Niemiec popiera działania przeciwko Polsce. „Nie może być miejsca dla rasizmu i antysemityzmu”

Komisja Europejska powinna mieć nowe możliwości wszczynania postępowań i obcinania funduszy państwom członkowskim – uważa kanclerz Niemiec i w...

zobacz więcej

Oskarżenie o antysemityzm, choć nie pod adresem całego państwa, a tylko premiera, trochę wcześniej sformułował zresztą również Macron, choć nie przeszkodziło mu to chwilę później spotkać się z Mateuszem Morawieckim i rozmawiać o interesach. Francuzi chcieliby nam budować elektrownie atomowe, których bardzo nie chcą u nas Niemcy, co sprawia, że i między tymi państwami może pojawić się jednak pewna niewielka strefa konfliktu, choć w najważniejszych sprawach wciąż są ze sobą na ogół zgodne. Jak wtedy, gdy trzeba bronić wiz dla Rosjan.


W tej sprawie, choć finalnie doszło do kompromisu (niespecjalnie zadowalającego dla pomysłodawców), zaznaczył się podział Europy. Stronnictwo „podżegaczy” okazało się być całkiem spore, jednak i zwolennicy formuły przeczekania pokazali swoją siłę. Rosjanie będą więc przyjeżdżać do nas nadal, choć nie będzie to przynajmniej tak łatwe.


Macron ostrzega przed podziałem Europy, równocześnie stwierdzając, całkiem słusznie, że na podział ten gra Rosja, dla której jest on wręcz jednym z celów wojennych. Problem polega jednak na tym, że ten początkowo słuszny argument używany jest, również przez samego Macrona, do próby pacyfikacji najsilniejszych antyrosyjskich nastrojów w państwach wschodu i północy kontynentu. Tak, jakby to łagodniejsze i bardziej wyrozumiale podejście miało być faktycznie najbardziej dla Kremla niebezpieczne.


To absurd, który jednak zdobył swoją popularność wśród liberałów i lewicy nie tylko na Zachodzie, pobrzmiewa on często również u nas. Tyle, że oczekując bezwarunkowego podporządkowania się mainstreamowi europejskiej polityki, to właśnie jej liderzy dzielą kontynent. Czy tylko w imię własnych ambicji.

Co piąty Niemiec to antysemita. Potężny problem z niechęcią do Żydów

Z badania na zlecenie American Jewish Committee wynika, że prawie 22 proc. ludzi w Niemczech podziela postawy antysemickie. „Nowa analiza nie...

zobacz więcej


Na koniec tych rozważań zostawiłem kwestię językową. „Podżegacze wojenni” to oczywiście wybór polskich tłumaczy, którzy ten zwrot uznali za najbliższy użytej przez Emmanuela Macrona frazy „warmongering”. Warto przypomnieć sobie, jakie konotacje te słowa mają w języku polskim. Bo może to żaden wstyd być „podżegaczem wojennym”, o czym Macron wiedzieć przecież nie musi.


Wystarczy jednak przypomnieć sobie, że była to jedna z ulubionych figur propagandowej retoryki wczesnego PRL. Nazywano tak dziennikarzy „Wolnej Europy”, bojowników antykomunistycznego podziemia i wielu obywateli, niechętnych nowej władzy i mających odwagę niechęć tę artykułować. Słowem – po roku 1945 podżegaczem wojennym był każdy, kto nie godził się z dominacją ZSRR w naszej części świata.


Gdy w słowa Macrona wsłuchać się przez pryzmat naszej własnej historii, widać, że niewiele się tu zmieniło. Wraz z Litwinami, Łotyszami, Finami i kilkoma innymi nacjami jesteśmy, tym razem dla Zachodu, podżegaczami, bo nie godzimy się na dominację kolejnego wcielenia tej samej imperialnej Rosji.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej