RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Putin przejmuje Bułgarię

Władimir Putin używa gazu jako geopolitycznej broni (fot. Contributor/Getty Images)
Władimir Putin używa gazu jako geopolitycznej broni (fot. Contributor/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

To nie jest Moskwa! – skandowali demonstranci w Sofii zaledwie trzy dni po zaprzysiężeniu tymczasowego rządu Galaba Donewa. Rekordowo szybki kryzys zaufania? Reakcja na permanentny chaos? Gorzej. Oburzenie po ogłoszeniu przez gabinet, że rozważane jest wznowienie kontraktu z rosyjskim Gazpromem po odcięciu dostaw gazu do Bułgarii w kwietniu. Jeżeli chodzi o rozmowy z Kremlem, nigdy nie mają one wyłącznie wymiaru gospodarczego, a w tym przypadku porozumienie może oznaczać ponowne wepchnięcie Sofii w objęcia Moskwy. Zakusy Władimira Putina trwają już od dłuższego czasu.

Wołodźko: Gorbaczow umarł. Ale duch sowietyzmu żyje

Wczoraj dowiedzieliśmy się o śmierci Michaiła Gorbaczowa, byłego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, czyli...

zobacz więcej

Bułgaria to jeden z najosobliwszych krajów Unii Europejskiej. Trudno nie odnieść wrażenia, że do Wspólnoty został przyjęty, gdyż w tym kierunku akurat wiał wiatr historii, natomiast pod względem organizacyjnym bliżej mu do Rosji, co jest spuścizną czasów komunizmu i nieudanej transformacji po upadku ZSRR. Wszechobecna korupcja, pauperyzacja, folklor sceny politycznej to czynniki, których ponad 15-letnie członkostwo w UE nie zdołało wyrugować.


Symbolem dengrengolady był premier Bojko Borisow, a dokładnie jego zdjęcia, które ujrzały światło dzienne w czerwcu 2020 roku. Widać na nich nocną szafkę ówczesnego szefa rządu z tysiącami euro w banknotach o nominale 500 euro. Do tego w pokoju są sztabki złota oraz pistolet typu Glock, a także sam Borisow, śpiący snem sprawiedliwego.


Po co korzystającemu z ochrony państwowych służb premierowi potężny pistolet? To jego tajemnica. Skąd się wzięły pieniądze, złoto? Jako były policjant prowadził dobrze prosperującą firmę ochroniarską, więc się dorobił, ale nasuwa się sugestia, że zrobił to w sposób nie do końca uczciwy. Tak to odebrali nieufni Bułgarzy.


Protesty


Wybuchły wielomiesięczny protesty, podczas których krytykowano także postawę władz Unii Europejskiej. Te, mimo kolejnych materiałów kompromitujących Borisowa, niezmiennie popierały szefa bułgarskiego rządu. Ich nastawienia nie zmieniły nawet takie dowody jak nagranie, na którym słychać premiera sugerującego, że „trzeba spalić” lewicową europosłankę Elenę Jonczewą.


Ówczesny przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Donald Tusk, spotkał się z Borisowem, sojusznikiem z EPP, i oświadczył, że ten „wyznał” mu szczegóły skandalu z ujawnionymi zdjęciami z banknotami, złotem i bronią. Rzeczonych szczegółów nie chciał zdradzić, ale wskazał, że to, co usłyszał, brzmiało jak „film kryminalny”.

Petrović: Skończmy z rozbijaniem się Rosjan po europejskich kurortach. Wielu z nich to miłośnicy Putina

Jasne, nie można generalizować, że wszyscy rosyjscy turyści w Europie popierają zbrodniczą politykę Kremla, ale jest ich na tyle wielu, że...

zobacz więcej

„Zachowam dyskrecję, ponieważ jego historia brzmiała jak wyznanie. I proszę, pozwólcie mi być bardziej dyskretnym, bo chodziło o jego życie osobiste. Ale nadal wierzę, że jest w stanie udowodnić, iż jest demokratą; jeśli nie idealnym demokratą – to nadal demokratą” – bronił Tusk Borisowa. Na demokracie nie poznali się jednak Bułgarzy.


Pod wpływem opinii publicznej w kwietniu ubiegłego roku odbyły się wybory, które, co ciekawe, nie zmiotły Borisowa ze sceny politycznej. Ot, uroki Bułgarii. Oczywiście tymczasowy rząd generała Stefana Janewa, ani jego następcy prozachodniego Kiriła Petkowa, który mianował Janewa ministrem obrony, nie uzdrowił sytuacji, bo nie mógł. Krajem regularnie wstrząsały skandale, w tym – największego kalibru.


Szpiegowanie NATO


Wiosną ubiegłego roku ujawniono, że kraj należący do NATO zinfiltrowały rosyjskie służby. Moskwa dotarła do parlamentu, wywiadu wojskowego i ministerstwa obrony. Zatrzymano sześć osób, którym zarzucono szpiegostwo w celu uzyskania tajnych informacji o Bułgarii, NATO i Unii oraz dostarczenia ich przedstawicielom ambasady Federacji Rosyjskiej w Sofii.


Rosyjscy dyplomaci zostali pogonieni, a służby zajęły się domorosłymi szpiegami. Śledczy ustalili, że członkowie grupy mieli otrzymywać po 2-3 tys. dolarów miesięcznie za dostarczane Rosji dane stanowiące tajemnicę państwową. Wśród nich byli płk Petar Petrow, wiceszef zarządu budżetu i planowania w resorcie obrony czy płk Liubomir Medarow, wieloletni pracownik tego resortu i szef tajnej kancelarii bułgarskiego parlamentu.

Siatką kierował emerytowany pułkownik wywiadu wojskowego Iwan Iliew, który w latach 70. ubiegłego wieku przeszedł 10-miesięczne szkolenie w ośrodku GRU w Moskwie, potem był między innymi rezydentem bułgarskiego wywiadu w Grecji. O skuteczności transformacji w Bułgarii świadczy fakt, że po upadku komunizmu odpowiadał za wydział wojskowej informacji w resorcie obrony i aż do 2016 roku był ważną postacią w wywiadzie wojskowym.

Tymczasowy premier Gyłyb Donew to zaufany człowiek prorosyjskiego prezydenta Bułgarii (fot. Georgi Paleykov/NurPhoto via Getty Images)
Tymczasowy premier Gyłyb Donew to zaufany człowiek prorosyjskiego prezydenta Bułgarii (fot. Georgi Paleykov/NurPhoto via Getty Images)

Sojusznicy na pół gwizdka. Niemcy i Francuzi nie mogą pogodzić się z prawdą o Rosji

Wydaje się, że pół roku wojny na Ukrainie wciąż niewiele nauczyły Berlin i Paryż o tym, na jakim etapie historycznym znajduje się Moskwa. Dla tych...

zobacz więcej

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, słynąca z szermowaniem wszelkiego rodzaju kłamstwami, wezwała wówczas Bułgarię do zaprzestania „polowania na czarownice, szkodzącego interesom samej Bułgarii” i zaapelowała o powrót do „konstruktywnego dialogu” z Rosją. Moskwa oczywiście miała powody, by obawiać się utraty Bułgarii i informacji wywiadowczych płynących z tego kierunku. Kraj bowiem jako członek NATO stanowi ważny element południowej flanki Sojuszu i bazę dla okrętów Paktu na Morzu Czarnym.


Prorosyjska postawa


Dowodem wpływów Rosji oraz stopnia uzależnienia wojskowego Sofii od Moskwy była reakcja ministra obrony Janewa na wzrost rosyjskiego zagrożenia pod koniec ubiegłego roku. „Rozmieszczenie wojsk NATO w Bułgarii w związku z rosnącą liczbą rosyjskich żołnierzy przy granicy z Ukrainą jest niepotrzebne” – oświadczył w grudniu. „W mojej opinii taka decyzja mogłaby doprowadzić do niepożądanego wzrostu napięć w regionie” – napisał.


Dowodził przy tym, że nie ma powodu, by uważać rosnącą liczbę rosyjskich żołnierzy jako zagrożenie dla Sojuszu i jego strefy bezpieczeństwa. Gdy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Janew odmówił nazwania inwazji wojną, podnosił też konieczność zachowania przez Bułgarię neutralności. Moskwa straciła sojusznika 1 marca, gdy bułgarski parlament odwołał ministra obrony.



Kreml ma jednak w zanadrzu więcej narzędzi nacisku na Sofię. Infiltracja wojska, wpływy polityczne to jedno, ale głównym orężem Putina mającym na celu podporządkowanie sobie państwa należącego do Unii jest szantaż gazowy. Niestety, zaczyna on odnosić skutek. W kwietniu Bułgaria, podobnie jak Polska, odmówiła płacenia Rosji za gaz w marniejących rublach, wobec czego Gazprom odciął również naszym krajom dostawy surowca.


O ile Warszawa zaczęła importować gaz z innych źródeł, Sofia zaczyna przebąkiwać o konieczności ponownego dogadania się z Gazpromem, mimo że pieniądze dawane Rosji sponsorują bestialską agresję na Ukrainę. Przed wojną Gazprom pokrywał 90 procent bułgarskiego zapotrzebowania na gaz, teraz w obliczu sezonu zimowego władze muszą zapewnić nowe dostawy, ale nie idą drogą Polski, która importuje surowiec między innymi z USA, tylko planuje krótkowzrocznie. O ile podporządkowanie kraju zbrodniczemu imperium nie jest celowym dzianiem prorosyjskiego lobby.

Ukraińcy bronią się już od pół roku. Rosji pozostaje czekanie na zimę

Ukraina miała paść w kilka dni: szybka akcja, atak z wielu stron. Porwanie władz i ustanowienie marionetkowego rządu podległego Kremlowi, żeby...

zobacz więcej

A to jest bardzo silne. Udało mu się obalić prozachodni rząd Petkowa, który chciał uniezależnić kraj od dostaw gazu z Rosji. Premier chciał uruchomić środki z Krajowego Planu Odbudowy, w efekcie dostał wotum nieufności. Było to pierwsze takie głosowanie zakończone sukcesem w najnowszej historii Bułgarii. Doprowadził do niego Borisow, a ułatwiła koalicyjna partia Jest Taki Naród (ITN) telewizyjnego celebryty i muzyka folkowego Sławi Trifonowa, która zdecydowała się wystąpić z rządu. Taki folklor.


Dywersyfikacja energetyczna


Premier Petkow zdążył miedzy innymi zakontraktować dostawy gazu skroplonego (LNG) z USA i doprowadził do dokończenia opóźnianej (na ile celowo?) budowy interkonektora gazowego ICGB łączącego Starą Zagorę z Greckim Komotini i ściąganie przy jego pomocy „błękitnego paliwa” z Azerbejdżanu. Inwestycja ta ma ogromne znaczenie, jeżeli chodzi o dywersyfikację energetyczną nie tylko dla Bułgarii, ale i całego regionu, poprzez możliwość budowy kolejnych interkonektorów. Dzięki tej inwestycji maleją szanse na uzależnienie państw bałkańskich od dostaw z Rosji i szantaż energetyczny Putina, ale właśnie to wywołuje opór różnych kręgów.


Teraz zamiast dywersyfikacji Sofii grozi ponowne podporządkowanie energetyczne Moskwie, o co dba nie tylko prezydent Rumen Radew, ale i wyznaczony przez niego tymczasowy premier Gyłyb Donew, dotychczasowy doradca prezydenta Radewa ds. polityki społecznej. Tymczasowy minister energetyki Rossen Hristow ogłosił pierwszego dnia urzędowania, że powrót do usług Gazpromu jest „nieunikniony”. Wszyscy wywodzą się lub są związani z Bułgarską Partią Socjalistyczną (BSP), poprzedniczką niesławnej Bułgarskiej Partii Komunistycznej.


Choć do wyborów zostały niecały dwa miesiące i ich wynik jest niepewny, prorosyjskie lobby ma dość czasu, żeby zmienić kierunek wektora kraju – z zachodu na wschód. Swoje w tym zakresie robił już Bojko Borisow, gdy był premierem. Wprawdzie jego działania przyćmił kompromitujący upadek, to jednak warto pamiętać, że działał na rzecz jak najszybszego ukończenia gazociągu Turkish Stream, który transportuje gaz z Rosji.


Teraz rząd tymczasowy jak może sabotuje wcześniejsze działania Petkowa. Minister Hristow stwierdził już, że Bułgaria przyjmie tylko jeden gazowiec z USA, ponieważ nie ma praw do rozładunku dla pozostałych sześciu zamówionych. Swoje robi też Turcja, która nie zezwala na przepłynięcie statków z USA przez Cieśninę Bosfor, dzięki czemu mogłyby one płynąć dalej do bułgarskich portów, więc trzeba dogadać się z Grecją, by jej terminal przyjął skroplony gaz i przetworzył do stanu gazowego, który popłynąłby interkonektorem.

Bułgaria może znów uzależnić się do Rosji (fot. Nicolas Economou/NurPhoto via Getty Images)
Bułgaria może znów uzależnić się do Rosji (fot. Nicolas Economou/NurPhoto via Getty Images)

Rodzinna Europa. Derusyfikacja 2022

Choć Zachód głośno tego nie mówił, godził się, że rosyjska strefa wpływów rozciąga się także na niemałą część Europy środkowo-wschodniej, którą...

zobacz więcej

Tu staje na przeszkodzie prorosyjskie lobby. Minister Hristow zaczął swoje urzędowanie od wstrzymania komercyjnego uruchomienia interkonektora. Miał zacząć działać w lipcu, potem w sierpniu, ale nie wiadomo, czy zostanie uruchomiony i do października. Pojawiają się głosy o problemach z rzekomą „certyfikacją” oraz tajemniczymi wymogami formalnymi, choć możemy się domyślać, jakie są prawdziwe przyczyny.


Sabotaż


Z jednej strony mamy sabotowanie działań na rzecz dywersyfikacji energetycznej, a z drugiej – chęć ponownego porozumienia z Rosją, która znana jest z tego, że używa energetyki jako geopolitycznej broni. Trudno nie odbierać tego typu działań jako dywersji wobec bezpieczeństwa energetycznego kraju. Sytuacja może ulec pogorszeniu po wyborach zaplanowanych na 2 października, już czwartych w ciągu ostatniego półtora roku, co też świadczy o stabilności bułgarskiej demokracji.


Faworytami w wyborach wydają się centrowa partia Kontynuujemy Zmiany (PP) Petkowa i Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB). Temu drugiemu ugrupowaniu przewodzi niezatapialny były premier Borisow, ale żadna nie może myśleć o samodzielnych rządach. Koniecznością będzie zbudowanie koalicji. Naturalnym koalicjantem dla PP jest Demokratyczna Bułgaria (DB), dla GERB – partia mniejszości tureckiej Ruch na rzecz Praw i Wolności (DPS), kontrolowana przez oligarchów Delyana Peevskiego oraz Ahmeda Dogana, która zasłynęła skandalami korupcyjnymi.


Twoje INFO - kontakt z TVP INFO


Jest też cały blok otwarcie prorosyjski. W tym przypadku spektrum jest niezwykle szerokie. Z jednej strony są postkomuniści z BSP, z drugiej – skrajnie prawicowe Odrodzenie oraz Bułgarski Postęp (BV), nowa partia założona przez byłego premiera Janewa. Zwycięzca wyborów będzie więc musiał ponownie zbudować delikatną koalicję, co biorąc pod uwagę tamtejsze warunki oznacza ciągłe zagrożenie paraliżem prac rządu, chaosem i kolejnymi przyspieszonymi wyborami.


W tej sytuacji kluczowa jest postawa prezydenta, ale Radew dał się poznać jako polityk prorosyjski. Perspektywa, jaka się rysuje po październikowych wyborach, to kilkumiesięczny rząd, jego upadek, kolejny rząd tymczasowy złożony z polityków obozu prezydenckiego i dalsze zbliżanie do Rosji. Unia Europejska nie ma wpływu na wewnętrzną politykę Bułgarii, nie chce nawet podjąć inicjatywy w tej sprawie. Co innego Putin, od lat grający na osłabienie UE i NATO. Dla niego wyciągnięcie Bułgarii z orbity Zachodu to kolejny cel w ramach tych działań. Niepokojąco łatwy do zrealizowania i coraz bliższy ziszczenia.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej