RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Mateusz Kosiński: Tylko wyścig zbrojeń obali Rosję

Na Ukrainę trafia broń m.in. z USA (fot. FB/General Staff of the Armed Forces of Ukraine)
Na Ukrainę trafia broń m.in. z USA (fot. FB/General Staff of the Armed Forces of Ukraine)

Wśród państw Unii Europejskiej i NATO od kilku miesięcy trwa dyskusja o tym, na jakim poziomie należy wspierać militarnie Ukrainę. Wśród jastrzębi można wyróżnić Polskę – i słusznie, taka taktyka już raz dała Zachodowi zwycięstwo.

Szef BBN w USA. „Potrzebne są szybkie decyzje w sprawie dostaw broni dla Kijowa”

Administracja USA wydaje się głęboko zdeterminowana, by doprowadzić do rozstrzygnięć militarnych korzystnych dla Ukrainy - powiedział PAP w...

zobacz więcej

Kilka dni temu Stany Zjednoczone poinformowały, że przekażą Ukrainie kolejną transze pomocy militarnej – tym razem o wartości miliarda dolarów. To największe jednorazowe wsparcie dla tego państwa od początku barbarzyńskiej agresji Rosji. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, podobnie jak Polska i liczne państwa Europy Środkowo-Wschodniej (które wiedzą, co oznacza rosyjska dominacja w regionie) od samego początku wojny przyjęły taktykę dozbrajania Ukrainy. Zupełnie inaczej na sprawę patrzy część państw zachodniej Europy, szczególnie Niemcy, gdzie w opinii publicznej dominuje narracja mówiąca, że dozbrajanie Ukrainy powoduje przedłużenie wojny. 

 

Co najważniejsze – rosyjska armia, do tej pory uznawana za drugą potęgę świata, już odczuwa skutki oporu ukraińskiego – Jarosław Wolski, ekspert związany z magazynami Frag Out Magazine i Nową Techniką Wojskową, ocenia, że Rosja już straciła około połowę nowoczesnych czołgów, a uzupełnianie strat potrwa przynajmniej do 2030 r. Wielu ekspertów od geopolityki twierdzi, że konsekwencją wojny na Ukrainie może być rozpad Rosji w tych granicach, które znamy. Analogii można szukać w historii upadku Związku Radzieckiego, na który ważny wpływ miał fakt, że ten nie mógł utrzymać tempa wyścigu zbrojeń narzuconego przez administrację Ronalda Reagana. Mało kto pamięta, że jeszcze kilkanaście lat wcześniej sytuacja była zgoła odmienna.  

 

Sowieci nie wytrzymają tempa 


Ronald Reagan, który prezydenturę objął w styczniu 1981 r., zastał amerykańskie wojsko w dość słabej sytuacji, będące gorzej rozwinięte od armii Związku Radzieckiego. Republikański prezydent doskonale zrozumiał to, że armia amerykańska nie jest już światowym liderem. W trakcie przemówienia wygłoszonego na IV Konferencji Akcji Politycznej, 6 lutego 1977 powiedział: „Armia Czerwona ma nad nami przewagę dwa do jednego, a licząc rezerwy cztery do jednego. Wydają na zbrojenia o 50 % więcej niż my. Ich marynarka przewyższa nas dwa razy w liczbie okrętów i łodzi podwodnych. Mają od nas trzy razy więcej dział i cztery razy więcej czołgów. (...) W świetle tych dowodów staje się jasne, że jesteśmy dopiero numerem dwa na świecie. (...) Nie możemy być drugą najsilniejszą potęgą na świecie z prostego powodu: kto jest drugi, automatycznie jest ostatni.”


Mocne zarzuty pod adresem Scholza. „Celowo opóźnia dostawy broni dla Ukrainy”

„To strategia opóźniania” – oświadczył szef opozycyjnej partii CDU Friedrich Merz, oskarżając kanclerza Niemiec Olafa Scholza o celowe opóźnianie...

zobacz więcej

Reagan po przejęciu władzy natychmiast przystąpił do zmian w amerykańskiej armii. A te były bardzo ambitne. Reagan zakładał, że Związek Radziecki wydaje na wojskowość tak dużo pieniędzy, że nie wytrzyma powiększenia wydatków i odbije się to na potrzebach konsumpcji społeczeństwa, co może doprowadzić do napięć wewnętrznych. Administracja Reagana modernizowała i unowocześniała armię według planu ogłoszonego podczas konferencji 2 października 1981 r. Plan ten zakładał rozbudowę trzech najważniejszych elementów amerykańskiej armii – bombowców, łodzi podwodnych i lądowych wyrzutni rakiet.  

 

Zmiany w lotnictwie wynikały ze zrewidowania całej doktryny obronnej. W przeciwieństwie do poprzedników, Reagan zdobycia przewagi militarnej upatrywał w rozwoju amerykańskich sił strategicznych. Były to międzykontynentalne bombowce, które mają możliwość przenoszenia bomb – zarówno konwencjonalnych jak i atomowych. Samoloty te to bombowce dalekiego zasięgu, które mogły być wykorzystywane do misji interkontynentalnych bez międzytankowań.  

 

Łącznie pojawiło się ich równo sto sztuk, co kosztowało budżet około 20 mld dolarów. Przyspieszeniu uległy również prace nad samolotami uderzeniowymi (F-117) o obniżonej wykrywalności. Zadaniem tego typu maszyn miało być dokonywanie dokładnych ataków na dobrze bronione obiekty. Łącznie wyprodukowano 57 tego typu samolotów, a każdy z nich kosztował 73 mln dolarów. Pod koniec drugiej kadencji rozpoczęto pracę nad bombowcem typu B-2, nieuchwytnym przez radary bombowcem strategicznym, który mógłby niszczyć ruchome wyrzutnie rakiet. Prototyp tego samolotu pojawił się w 1988 r. Koszt jednego samolotu wynosił 570 mln dolarów.  

 

Spełnione marzenia  


Pociski przeciwradarowe AGM-88 HARM dla Ukrainy. Pentagon potwierdza

Pentagon potwierdził, że USA przekazały Ukrainie pociski przeciwradarowe AGM-88 HARM - podała we wtorek telewizja CNN. Wcześniej po raz pierwszy o...

zobacz więcej

Dużych zmian spodziewano się również w marynarce wojennej, która lata swojej świetności dawno miała za sobą. Plan Departamentu Obrony zakładał podniesienie stanu marynarki z 455 do 600 jednostek, co miało stanowić 15 grup bojowych posiadających po jednym lotniskowcu. Gdy Ronald Reagan kończył sprawowanie drugiej kadencji, flota liczyła 568 okrętów. Nie udało się więc dopiąć planu, jednak stan zwiększył się o około 120 jednostek. Zmiana zakładała również inwestowanie w okręty podwodne wyposażone w pociski z głowicami do przenoszenia ładunków nuklearnych.   

 

Dzięki dodatkowym pieniądzom przyznanym na produkcję pocisków antyrakietowych typu „Patriot”, udało się zakończyć próby w roku 1981. Do końca pierwszej kadencji Ronalda Reagana wyprodukowano 7058 egzemplarzy czołgu III generacji M1 Abrams.  

 

Prezydentura Ronalda Reagana charakteryzuje się tym, że wydatki na cele wojskowe były najwyższe w historii, jeżeli mowa o okresie pokoju. Łącznie w latach kadencji Ronalda Reagana wyniosły one 2,13 biliona dolarów. Wydatki te rosły systematycznie w skali rocznej. W 1981 roku było to 178 mld dolarów, w 1982 – 213 mld w 1983, rekordowo 302 mld w roku 1987. Gdy Reagan opuszczał Biały Dom, armia amerykańska liczyła 777 tys. żołnierzy i oficerów. Okres rządów Ronalda Reagana to dla wojska i kompleksu zbrojeniowego czas największej potęgi. Pod koniec lat 80. Stany Zjednoczone stanem armii jak i myślą technologiczną wyraźnie wyprzedzały Związek Radziecki. Spełniło się marzenie Reagana o tym, że to armia USA znów jest najsilniejszą armią świata. Wkrótce spełnić się miało kolejne marzenie Reagana – Związek Radziecki, niczym prawdziwy kolos na glinianych nogach zachwiał się ostatecznie upadł.  

 

Czy i tym razem nowy wyścig zbrojeń przyniesie nam podobne rozwiązanie? 


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej