RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Symbol orężem. Jak Zełenski buduje mit

Wołodymyr Zełenski nie prezentuje się jak typowy polityk (fot. PAP/EPA/UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE)
Wołodymyr Zełenski nie prezentuje się jak typowy polityk (fot. PAP/EPA/UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE)

Wojna i władza mają kilka wspólnych mianowników, ale jeden jest szczególnie wyraźny. To konieczność zbudowania symbolu, który jednoczy stronnictwa czy walczącą stronę. W przypadku Ukrainy takim symbolem stał się prezydent Wołodymyr Zełenski. Opinia międzynarodowa widzi w nim ucieleśnienie dramatu i bohaterstwa obywateli kraju zaatakowanego przez rosyjską dyktaturę. Jego postawa, odezwy połączone z obrazami okrutnej wojny, rosyjskimi zbrodniami sprawiły, że Zełenski już stał się jednym z najważniejszych symboli XXI wieku. Warto na niego spojrzeć przez pryzmat jednego z najsilniejszych symboli walki o wolność XX wieku, Mahatmę Gandhiego.

Rosja u progu rewolucji? Potrzebna następna Cuszima

Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie. Odrywanie Donbasu to żaden sukces. Gigantyczne straty ponoszone przez wojsko w ludziach i sprzęcie sprawiają, że...

zobacz więcej

Oczywiście sytuacja Indii pierwszej połowy ubiegłego wieku oraz Ukrainy ostatnich 10 lat jest całkowicie odmienna. Pierwszy kraj był wówczas częścią brytyjskiej monarchii, „Perłą w koronie” imperium kolonialnego. Był rządzony ze stolicy znajdującej się tysiące kilometrów dalej, poprzez namiestnika oraz dzięki kontrolowaniu lokalnych arystokratów pochodzenia tubylczego.


Podział był jasny – Hindusi i przedstawiciele innych narodów i grup etnicznych pracowali na rzecz Korony, w warunkach nierzadko niewolniczych, biorąc pod uwagę skalę wyzysku. Długie dziesięciolecia nikomu nie marzyła się niepodległość, życie bez wyzysku, bo nikt nie znał niepodległości. Była to taka sama abstrakcja jak podróż na Marsa.


Ukraina to kraj również będący w przeszłości częścią imperium, Związku Sowieckiego, którego wersja kolonializmu była o wiele bardziej okrutna. Zbrodniczy system kierowany z Rosji również zaowocował niewolnictwem, ale także ludobójstwem, jakim był Wielki Głód sztucznie wywołany przez Józefa Stalina, co kosztowało życie milionów ludzi.


Neoimperialne zakusy Putina


W ten wiek Ukraina weszła jako kraj niepodległy – efekt rozpadu ZSRR – ale szybko znalazła się w orbicie neoimperialnych zakusów Władimira Putina. Pierwszą wojnę Moskwa wywołała w 2014 roku, zajmując Krym, wydzierając część Donbasu, i tworząc tam bandyckie pseudopaństwa – Doniecką Republikę Ludową i Ługańską Republikę Ludową.


Teraz Putin zaatakował po raz drugi. U naszych sąsiadów dochodzi do niewyobrażalnych zbrodni wojennych. Bucza, Izium czy Mariupol na zawsze staną się synonimami rosyjskiego zdziczenia. Bohaterska obrona Ukraińców, ich poświęcenie, nie byłyby możliwe bez symboli jednoczących naród w walce z dyktaturą. Pierwszy to idea niepodległej Ukrainy, drugi – Zełenski.

Eksterminacja, której świat raczy nie widzieć

Czy można kogoś obciążyć odpowiedzialnością za zbrodnię pośrednią? Można. Wojna wywołana przez Władimira Putina na Ukrainie – niszczenie upraw –...

zobacz więcej

Wojna na Ukrainie ma twarz prezydenta – z brodą, w koszulce polo albo t-shircie. Żadnych garniturów, nawet podczas wizyt zagranicznych przywódców. Wizerunek, symbol, mit – budowane bardzo umiejętnie i skutecznie. Aż prosi się, żeby spojrzeć nań przez pryzmat innego umiejętnie budowanego symbolu, który zainspirował cały świat.


Mahatma Gandhi. Wzorowali się na nim Martin Luther King i czarnoskórzy bojownicy o równouprawnienie w Stanach Zjednoczonych, przeciwnicy apartheidu w Południowej Afryce, antykomunistyczna opozycja w Europie i Chinach, Dalajlama i Tybetańczycy walczący o wyzwolenie spod jarzma komunistycznych Chin, czy dysydentka Aung San Suu Kyi w Birmie.


Walka o niepodległość


Mohandas Karamchand Gandhi – imię Mahatmy (Wielki duchem) nadał mu ponoć indyjski pisarz Rabindranath Tagore, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1913 roku – wybrał nieoczywistą drogę dla walki o niepodległość swojego kraju. Zdobył wykształcenie prawnicze, choć nie był szczególnie pilnym uczniem ani studentem. Bezkonkurencyjny okazał się natomiast idąc w nierówne starcie z imperium, używając nowego oręża – mediów.


W walce postawił na bierny opór, co też wynikało z jego cech charakteru. Nie miał wielkiej charyzmy i był chorobliwie nieśmiały. Gdy jako młody prawnik przemawiał w sądzie, czynił to z twarzą skierowaną w dół ze względu na paraliżujący go wstyd. Do tego, jak większość Hindusów, musiał znosić wiele rasistowskich sytuacji. Poczucie niesprawiedliwości i krzywdy stało się źródłem jego siły.


Był ofiarą systemu, jak miliony jego rodaków, i to sprawiło, że potrafił do nich dotrzeć. Zachowało się nagranie z wiecu Gandhiego z 1922 roku, gdy przyszły ojciec niepodległości Indii miał 53 lata i 26 lat do tragicznej śmierci z rąk zamachowca. Wiec zgromadził tysiące osób, z czego wielu szpicli i policjantów, już wtedy bowiem Brytyjczycy dostrzegali jakie zagrożenie niesie, obawiali się jego popularności. Był nazywany „terrorystą” i „anarchistą”.

Mahatma Gandhi był mistrzem kreowania wizerunku (fot. Public Domain)
Mahatma Gandhi był mistrzem kreowania wizerunku (fot. Public Domain)

Ukraina się wykrwawia, ale chociaż Angela Merkel śpi snem sprawiedliwego

Jeśli ktoś myślał, że Angela Merkel będzie potrafiła uderzyć się w piersi i przyznać do licznych błędów w swojej polityce wobec Rosji, Ukrainy i...

zobacz więcej

Szybko ludzie zaczęli wierzyć, że ten prawnik zdobędzie dla nich wolność, czymkolwiek ona była. Był kreowany na magika, mesjasza. Doceniano jego umiejętność jednoczenia ponad podziałami, potrafił wejść w sojusz choćby z Muhammadem Alim Jauharem z Ligi Muzułmańskiej. Mieszkańcy subkontynentu czuli, że pod jego przewodnictwem mogą zajść zmiany, wydarzą się wielkie rzeczy.


Marketing polityczny


Z dzisiejszej perspektywy możemy spojrzeć na Gandhiego jak na produkt marketingu politycznego. Wiedział, że nie tylko trzeba wznieść się ponad podziały polityczne, kastowe czy religijne, ale też zadbać o jak największy rozgłos. Mistrzowskim posunięciem był jeden z największych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa w historii – Marsz Solny, który miał miejsce między 12 marca a 6 kwietnia 1930 roku.


Marsz stanowił wyraz rosnącego zniecierpliwienia Indyjskiego Kongresu Narodowego własną bezsilnością w starciu z Brytyjczykami, natomiast bezpośrednim bodźcem, który go wywołał, była odmowa przez Koronę przyznania Indiom statusu dominium i wprowadzenie podatku solnego. Gandhi poprowadził tysiące zwolenników ze swojego aśramu w Gudźaracie do wioski Dandi na wybrzeżu Morza Arabskiego w pobliżu miasta Navsari w tym samym stanie, oddalonej o około 380 kilometrów.



Celem było zbieranie i ważenie soli, ale wiadomo, że nie o to tylko chodziło. U kresu podróży, nad brzegiem morza, Gandhi symbolicznie odparował dla siebie garść soli po czym w nocy z 4 na 5 maja został aresztowany, a po nim kilkadziesiąt tysięcy uczestników marszu i członków oraz zwolenników jego ruchu.


Po zwolnieniu rok później Gandhi odwołał kampanię bojkotującą rządowy monopol solny i zawarł układ z Brytyjczykami. Zezwalał on między innymi na organizowanie pokojowych demonstracji popierających kampanię na rzecz indyjskiej produkcji. To były doraźne korzyści, ale dwie były przełomowe – Brytyjczycy poszli na ustępstwa, ale przede wszystkim liczył się odzew na arenie międzynarodowej.

Gdy nienawiść zaślepia umysł. Kreml puszcza „Ghostwriter”, a totalsi tańczą

Totalna opozycja i jej zaplecze medialno-celebryckie jest gotowe uwiarygadniać każdą rosyjską dezinformację, byleby tylko uderzyć w PiS. Pomimo...

zobacz więcej

Gandhi wiedział, że ważniejsze od soli były reklama, kamery. Pokazowe zbieranie soli na plaży to był tylko gest. Tradycyjny strój, szybki marsz i imponowanie tężyzną, a jednocześnie podpieranie się laską – zagranie pod publikę skierowane do odbiorcy w kraju i za granicą. Sprzeciwienie się przez jednego człowieka wielkiemu mocarstwu – to zakończona sukcesem próba budowania mitu, symbolu.


Jeden niepozorny człowiek sprzeciwił się prawom możnych tego świata i wcale nie musi stać na straconej pozycji. Postanowił zawrócić wiatr historii nie czynem zbrojnym a pokojowym działaniem. Taka postawa przyniosła mu międzynarodową sławę, a sprawie niepodległości Indii tak potrzebną uwagę. Marsz Solny relacjonowały amerykańskie media, Gandhi trafił na okładkę magazynu „Time”.


Gandhi - symbol


Przestał być jakimś „terrorystą” i „anarchistą”, stał się dla Brytyjczyków czymś o wiele groźniejszym – symbolem, za którym pójdą miliony. Dla Korony to była klęska, bolesna porażka w wojnie propagandowej. Spektakularne zwycięstwo odniósł natomiast niepozorny prawnik, który potrafił wyjść z sali rozpraw w Durbanie obrażony, że każą mu zdjąć turban.


Brytyjczycy jeszcze nie raz aresztowali Gandhiego, ale nie byli w stanie zniszczyć jego mitu. Ten budował się sam – zarówno podczas wieców, jak i gdy był za kratami. Stał się najważniejszą osobą w Indiach, ale umiał otworzyć się na cały świat. Wiedział, jaką moc ma obraz, film i umiał tę wiedzę wykorzystać.


Był też doskonałym kreatorem wizerunku. Wiedział, że najkorzystniej wypada z profilu i głównie tak ustawiał się do kamer. Kadry z nim były najczęściej doskonale wyreżyserowane. Gandhi doskonale zdawał sobie sprawę, że nawet takie szczegóły mają znaczenie w kreowaniu mitu. Brytyjczycy nie mieli na to odpowiedzi. To pośrednio kosztowało ich utratę Indii i rozpad imperium.

Zełenski jest symbolem walki z rosyjskim imperializmem (fot. J. Scott Applewhite-Pool/Getty Images)
Zełenski jest symbolem walki z rosyjskim imperializmem (fot. J. Scott Applewhite-Pool/Getty Images)

Putin igra z gazem. Europa nie poddaje się szantażyście

Rosja szantażuje Europę zakręceniem kurka z gazem, a najgorzej na tym wychodzą Niemcy, najbardziej uzależnieni od dostaw ze Wschodu. Gazprom...

zobacz więcej

Teraz Zełenski, współczesny mistrz kreowania wizerunku. Można pokusić się o stwierdzenie, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Być może w czasach pokoju byłby zwyczajnym prezydentem, trochę bardziej młodzieżowym, ale szybko utonąłby w szarej politycznej rzeczywistości. Agresja na Ukrainę sprawiła, że urósł do rangi symbolu.


Aktor, komik, który został prezydentem był od początku dobrym tematem dla mediów. Stworzenie z tego materiału na męża stanu było znacznie trudniejsze niż wygranie wyborów. Historia pokazuje jednak, że jest to wykonalne. Tak było z Ronaldem Reaganem, hollywoodzkim aktorem o lewicujących poglądach, który stwierdził, że zostanie konserwatywnym prezydentem, przywódcą wolnego świata i dopiął swego.


Wzbudził szacunek


Rzeczywistość postawiła przed Zełenskim arcytrudne zadanie, ale wywiązuje się on z niego znakomicie. Warto pamiętać, że już przed wybuchem wojny pokazał, że nie będzie gabinetowo-garniturowym politykiem. Gdy pojechał na linię rozgraniczenia między ukraińskimi i rosyjskimi żołnierzami w Donbasie potrafił wdać się w ostrzejszą wymianę zdań ze swoimi ludźmi. Mówił ich językiem i choć się z nim nie zgadzali, wzbudził ich szacunek.


Po rosyjskiej agresji rozpoczął swoje codzienne wystąpienia w mediach społecznościowych, doskonale wykorzystując ich potencjał. Jest aktywny na wszystkich liczących się platformach – publikuje zdjęcia, ale przede wszystkim nagrania. Nie mówi jak polityk, a jak przywódca, ale – wzorem Gandhiego – dopasowuje się do oczekiwań i wyzwań. Jest szczery i autentyczny, potrafi rzucić celne zwroty, jak słynne „potrzebuję amunicji, nie podwózki” na początku wojny.


T-shirty, koszulki polo, bojówki, bluza w kolorze khaki, adidasy, do tego broda, zamiast koszuli, krawata i gładkiego ogolenia. To przywódca zaatakowanego kraju, a nie wymoczkowaty polityk. Do tego dochodzą odpowiednie kadry „od dołu”, przydatne w przypadku osoby wzrostu mocno średniego, jaką jest prezydent.


Wojna pokazała prawdę. Unia to równi i równiejsi

Wojna Rosji przeciw Ukrainie, jak każdy kryzys, wiele powiedziała o świecie. Wiele też powiedziała o Unii Europejskiej, która okazała się w...

zobacz więcej

Cały wizerunek, przemówienia skierowane do konkretnych grup, krajów, a przede wszystkim odpowiednio dobrane słowa otuchy dla rodaków sprawiają, że Zełenski prezentuje się dokładnie jak powinien się prezentować, żeby wzbudzić zaufanie w ojczyźnie, a przede wszystkim uwagę opinii międzynarodowej.


Show business


Nie bez znaczenia są jego aktorskie przygotowanie i doświadczenie w show businessie. Zełenski potrafi być jednocześnie zmęczony wojną, ale także, dumny, nieugięty i pełen nadziei. Jak cały naród ukraiński. Bez tego ruszenie sumienia, zdobywanie poparcia czy broni do walki z rosyjskim agresorem byłoby trudniejsze, niezależnie od stopnia zdystansowania konkretnych krajów czy grup do polityki Kremla.


W zasadzie pojawił się tylko jeden zgrzyt, ale to też zależy, jak go postrzegać. Ostatnio Zełenski wraz z żoną Ołeną wzięli udział w sesji zdjęciowej dla amerykańskiego magazynu „Vogue”. Zdjęcia wykonała Annie Leibovitz, więc wszystko jest dokładnie wyreżyserowane. A to Wołodymyr i Ołena patrzą w obiektyw, trzymając się za ręce, a to pierwsza dama stoi obok wraku zniszczonego przez Rosjan Antonowa.


Zaraz pojawiły się głosy krytyczne, że tu wojna, ludzie giną, a polityk urządza sobie przesłodzoną sesję zdjęciową. Szczególnie ostro zaatakowali amerykańscy konserwatyści, którzy tylko szukają okazji, żeby uderzyć w prezydenta Joe Bidena. „Po co przekazywaliśmy Ukrainie 54 miliardów dolarów, skoro Zełenski i jego żona pozują dla »Vogue’a«? W waszym kraju trwa wojna, a wy macie czas na fotki?” – pytał na Twitterze konserwatywny aktywista Scott Presley.


Twoje INFO - kontakt z TVP INFO


„Wiadomość do Bidena: wysyłajmy dalej miliardy dolarów w postaci pomocy zagranicznej dla Ukrainy. Oni tego potrzebują! A jak jest w rzeczywistości? Rodzina Zełenskich raczy nas okładkowymi zdjęciami dla »Vogue’a«” – kpiła kongresmenka z Teksasu Mayra Flores. Tego typu wpisy można położyć na karb wojny politycznej w USA, dla realnej wojny na Ukrainie sesja Zełenskich to jeszcze jedna próba dotarcia do konkretnej grupy ludzi, możnych tego świata, a w tym nie ma nic złego.


Po ataku na Ukrainę Wołodymyr Zełenski stał się symbolem narodu walczącego z barbarzyńską agresją. Musiał. I radzi sobie ze swoim zadaniem znakomicie. Jest tym, kogo kraj teraz potrzebuje. Można pokusić się o stwierdzenie, że – tak jak w przypadku Gdandhiego – osobowość ukraińskiego przywódcy i umiejętne wykorzystanie mediów to jedne z najważniejszych oręży w walce. Medialnie tę wojnę agresorzy przegrywają z kretesem, pozostaje mieć nadzieję, że tak samo będzie z wymiarem militarnym.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej