„Krokodyl” wygryzł heroinę

Potocznie mówi się o nim „krokodyl” albo „ruska heroina”. Nawet jedno zażycie tego narkotyku prowadzi do śmierci i to po wielu miesiącach cierpienia. Śmiertelne żniwo krokodyl zbiera już w kilku krajach Europy.

Dezomorfina, potocznie zwana „krokodylem”, to mieszanina kodeiny, czerwonego foskoru, jodu oraz olei przemysłowych. To narkotyk, który rozpuszcza człowieka od wewnątrz. Nawet jedna dawka jest dawką śmiertelną.

Śmierć nie przychodzi od razu. Dopiero po wielu miesiącach, a nawet latach. Narkotyk podawany dożylnie systematycznie wyniszcza organizm, powoduje najpierw plamy, potem rozpad ciała. – Skóra ludzi, którzy biorą dezomorfinę zmienia się, zaczyna wyglądać jak u krokodyla. I tak jak krokodyl, narkotyk odgryza ręce i nogi – tłumaczy lekarz Siergiej Wołkow.

Mimo to, według szacunków, w Rosji uzależnionych od dezomorfiny jest od 100 do 250 tys. ludzi. Narkotyk zabił tam już 30 tys. osób.

„Krokodyl” jest popularny, bo kosztuje mniej niż puszka piwa. Po dramatycznych przypadkach śmierci władze wprowadzają ograniczenia w handlu kodeiną – głównym składnikiem „krokodyla”. Od czerwca będzie ją można kupić tylko na receptę.

– Używanie tych narkotyków to już epidemia. Niedawno większość narkomanów stosowała heroinę. Teraz przerzucili się na jeszcze groźniejszą dezomorfinę – mówi Wiktor Iwanow, szef służby ds. zwalczania przestępczości narkotykowej.

Ta epidemia przeniosła się do innych krajów. Śmiertelne przypadki po zażyciu „krokodyla” odnotowano już we Francji, Belgii i Niemczech.

– Na chwilę obecną nie ma żadnych takich danych, żebyśmy mogli powiedzieć, że w tej chwili coś niebezpiecznego z „krokodylem” w Polsce się dzieje – uspokaja Piotr Jabłoński z Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Nieoficjalnie mówi się, że z powodu „krokodyla” w grudniu zmarła już w Polsce jedna osoba. To 23-latek z Warszawy. Oficjalne dane na ten temat milczą.

źródło:
Zobacz więcej