RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Miłosz Manasterski: Kto jeszcze się boi Adama Michnika?

Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik (fot. Michal Fludra/NurPhoto via Getty)
Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik (fot. Michal Fludra/NurPhoto via Getty)

Zaglądając za kulisy redakcji „Gazety Wyborczej” (dzięki taśmom ujawnionym przez portal tvp.pl) nie znajdziemy tam przywiązania do wysokich dziennikarskich standardów ani zasad etyki. Za to możemy poczuć woń rozkładu dawnego imperium medialnego, kontrolującego niegdyś polityków i umysły wyborców.

Taśmy „Wyborczej”: Walka „o władze i pieniądze” i specjalna komórka od „tropienia Obajtka”

Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, kierujący działem Kraj nadzoruje specjalny zespół od „tropienia Obajtka” – ujawnił na wewnętrznym...

zobacz więcej

Dwa lata temu spotkałem Adama Michnika w jednym z warszawskich teatrów. Przedstawiciel miejskiej instytucji odprowadził osobiście redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” na miejsce na widowni… tuż przede mną. Zapowiadał się ciekawy antrakt, a nawet dwa. Sądziłem, że w przerwie spektaklu wokół Michnika zaroi się od czytelników, wielbicielek i ciekawskich. Owszem, był to czas pandemiczny i przez większość czasu wszyscy mieliśmy na twarzach maseczki. Jednak sławy redaktora Michnika nie da się przykryć nędznym kawałkiem materiału. Jego gwiazda powinna przyćmić wszystkich aktorów na scenie.

Samo centrum stolicy (Pałac Kultury), warszawska widownia w wieku trzydziestu, czterdziestu lat, modny dramaturg i popularny temat. I tylko Adam Michnik stoi sam (ściślej pisząc z osobą, która mu towarzyszyła). Warszawska publiczność wydaje się w ogóle nie wiedzieć, z kim ma do czynienia. Nikt nie przybiegł po autograf, nikt nie składa hołdów, nikt nie próbuje nic załatwić z „czwartą władzą”. Ba, nawet nikt nie zerka z ciekawością. Miałem wrażenie, że jestem jedyną osobą na tym spektaklu, która wie, kim jest ten starszy pan. I uświadomiłem sobie (a być może on również!), że to oznacza bolesną porażkę Pierwszego Naczelnego III RP.

Taśmy „Wyborczej”: Ultimatum Michnika. Zawieszenie broni za stołek w zarządzie [WIDEO]

Transakcja wiązana, a konkretnie stanowisko członka zarządu dla swojego człowieka w zamian za powstrzymanie się od działań wymierzonych przeciwko...

zobacz więcej

Czas „Wyborczej” przeminął – ten czas, kiedy chcąc lub nie chcąc, celowo lub przypadkiem, mogła jeszcze zrobić coś dobrego. Wylansować pisarza, skierować uwagę na młodego reżysera czy podbić sondaże partyjne. Lata, kiedy pochwała na jej łamach zamieniała się w złoto, a nagana rujnowała karierę, już nie wrócą. Sam fakt, że jej redaktorzy muszą walczyć o utrzymanie swojej pozycji w holdingu Agora, który, jak pokazują taśmy ujawnione przez portal tvp.info, został według nich powołany do bycia „parasolem ochronnym” dla dziennika, pokazuje realną sytuację. Adam Michnik musi w końcu uciekać się do szantażu, że poświeci zarządowi Agory okładkę. – Tu mamy do czynienia z tym, że dziennikarze jasno o tym mówią. Mówią, że ich cele są polityczne. Mówią o Agorze, która miała być parasolem politycznym, a teraz im przeszkadza fakt, że tym parasolem miałaby przestać być – mówił Samuel Pereira, szef portalu tvp.info, który udostępnił nagrania z Czerskiej.

I to jest bardzo ważny fragment nagrania, definiujący czym „Gazeta Wyborcza” jest obecnie – stetryczałym dziadkiem, który nie może już uczyć młodych, jak mają żyć, ale dzięki układom i resztkom autorytetu może nadal niektórym zaszkodzić. Personalne ataki „GW” mogą sprawić ból, wywołać rozdrażnienie, utrudnić relacje rodzinne i towarzyskie, a nawet aktywować falę hejtu w internecie. Ale nie spowodują śmierci cywilnej. Tej siły rażenia „GW” już nie ma i mieć nie będzie.

Najlepszym dowodem, że „Wyborcza” ma wyrwane zęby jadowe są obiekty jej ciągłej napaści. Jarosław Kaczyński jest prezesem rządzącego w Polsce PiS, choć był m. in. wpisywany przez redaktorów z Czerskiej w wydumaną „aferę Birgfellnera”. Mało kto już pamięta, o co chodziło w tej sprawie i tym też jest porażka „GW”. Jarosławowi Kaczyńskiemu bicie piany przez dziennik w pewnym sensie nawet pomogło, bo wiele osób uświadomiło sobie, że prezes PiS zachowuje się tak samo prywatnie jak i publicznie. Do tego lubi pożartować i ma świetne rozeznanie w tematach gospodarczych (czego przez lata odmawiała mu m. in. „GW”.

Obajtek o „taśmach »Wyborczej«”: Żaden prezes spółki nie był poddany takiemu atakowi

To nagonka na niego oraz kierowany przez niego koncern – tak prezes PKN Orlen Daniel Obajtek komentuje ujawnione przez portal tvp.info „taśmy...

zobacz więcej

Drugi główny „ścigany” przez „GW” to Daniel Obajtek. Według taśm ujawnionych przez portal tvp.info powstała nawet cała komórka szukająca śledząca każdy jego ruch. I co? Prezes PKN Orlen nie tylko ma się dobrze, ale i wygrywa z „Wyborczą” kolejne pojedynki w sądach. Po fali bardzo ciężkich ataków medialnych w lutym ubiegłego roku akcje Orlenu nie spadły, ale wręcz wzrosły. Inwestorzy nie czytają „Wyborczej” albo mają w głębokim poważaniu jej sensacje. Jednak trzeba uczciwie przyznać, że w dniu zmasowanego ataku na jeden dzień akcje PKN spadły. Dla spekulantów to już wystarczająco długo, żeby skorzystać z szansy. Niemniej krachu nie było i nie będzie z powodu artykułu w „GW” nawet na pierwszej stronie i nawet promowanego w TVN24.

Ostatnimi ludźmi, który naprawdę chyba jeszcze się boją pisma Adama Michnika, są członkowie zarządu Agory. Na nich bowiem szantaż sformułowany przez Michnika podziałał:

„My nie chcemy znaleźć się w sytuacji, że na pierwszej stronie »Gazety Wyborczej« znajdzie się artykuł »na czym polega konflikt zarządu Agory z redakcją „Gazetą Wyborczą«”. Nie chcemy być w takiej sytuacji, nie stawiajcie nas pod ścianą, nie stawiajcie nas, bo się nie cofniemy” – mówi na taśmach Adam Michnik. – Michnik mówi wprost i otwarcie, że liczy się tylko jedno: jeśli chcesz uratować twarz, musisz to załatwić – wraca uwagę szef portalu tvp.info Samuel Pereira.

Taśmy „GW”. Tarczyński: Usłyszeliśmy, że chodzi o władzę, ale nie o władzę w Agorze

Na ile to medialne ramię zbrojne możemy nazwać faktycznie niezależnym medium? Bo to nie ja ich o to oskarżam, to słyszeliśmy na tym nagraniu. Są...

zobacz więcej

Tak, okładka „GW” jeszcze może namieszać, ale już nie sama w sobie. Tak stanie się dopiero, kiedy okładkę tę pokazywać będą inne media. „GW” stała się już tylko elementem „kontrrzeczywistości”, o której mówi prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jej przekaz wymaga wzmocnienia przez TOK FM, a przede wszystkim TVN czy mediów RASP. To paradoks, że dzisiaj dużo więcej osób przeczyta omówienie artykułu z „GW” w Onecie, niż zapozna się z oryginałem. W tym układzie systemu medialnego plasuje to „Wyborczą” po stronie agencji prasowych albo dostarczycieli tzw. kontentu dla dużych graczy. Bez tych „wzmacniaczy” oddziaływanie „Wyborczej” byłoby porównywalne z internetowym forum KOD-u. Pomyśleć, że kiedyś naprawdę rządziła w polskiej infosferze…

Oczywiście są jeszcze ostatni wierni wyznawcy-czytelnicy, w coraz bardziej zaawansowanym wieku, dla których dzień bez lektury „GW” jest dniem straconym. Narzekają, że coraz trudniej kupić papierowe wydanie w kiosku i to na pewno spisek (rzecz w tym, że tam gdzie ono leży, leży zwykle do samego wieczora). Nie jest ich wielu, ale często pełnią ważne funkcje w naszym życiu społecznym. Do tej miłości mają oczywiście prawo, nawet jeśli od lat dziennik zawęża, a nie poszerza ich horyzonty myślowe. Wiernych czytelników jest jednak zbyt mało, by utrzymać kosztowny zespół „Wyborczej” razem z komórką do obserwowania prezesa PKN Orlen, co stało się kwestią sporu z zarządem Agory. A przecież zwolennicy „żelaznej ręki rynku” powinni trafnie odczytać wysyłane przez rynek sygnały…

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej