RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Karnkowski: Niemcom w lipcu już zimno

Ceny energii w Niemczech już wcześniej były wysokie (fot. Shutterstock)
Ceny energii w Niemczech już wcześniej były wysokie (fot. Shutterstock)

Gdy jeszcze solidarność energetyczna Unii Europejskiej polegać miała na tym, że państwa wspólnie kupują gaz, by zabezpieczyć się przed wymierzonych w poszczególnych członków rosyjskim szantażem, planu nie udało się przeprowadzić. Choć był to pomysł Donalda Tuska jako premiera, już jako szef Rady Europejskiej ten sam Donald Tusk nie wracał do tego planu, nie przywiązała się do niego również jego następczyni, Ewa Kopacz. Dziś znów mowa jednak o solidarności, polegać ma ona jednak na tym, że państwa bardziej zapobiegawcze ratować mają tych, których upór sprowadził kłopoty na wszystkich, a największe – na nich samych.

Grecki rząd odrzucił propozycję KE w sprawie gazu

Rząd Grecji nie zgadza się na propozycję Komisji Europejskiej zakładającą ograniczenie w całej Unii Europejskiej zużycia gazu ziemnego o 15 proc....

zobacz więcej

Choć wyborcy nie zawsze reagują na przytaczane przez polityków dowody anegdotyczne, wskazujące, że wbrew naszym subiektywnym odczuciom, kłopoty mają wszyscy, a za miedzą trawa nie jest wcale bardziej zielona (ba, nawet z energią bywa różnie!) jest prawdą, że nasi zachodni sąsiedzi, przez lata będący dla wielu symbolem dobrobytu, są w poważnych tarapatach. Nie od dziś zresztą, choć zbyt wiele się o tym w Polsce nie mówiło. Najpierw zjednoczenie, które dla Zachodu było wydatkiem, a dla Wschodu skokiem na wspólny majątek i końcem marzeń, porównywalnym z szokiem, jakim dla nas były reformy Balcerowicza, a także przerwaniem wielu, nie zawsze związanych z polityką karier (pod pretekstem dekomunizacji bardzo często pozbywano się po prostu pochodzących ze wschodu przedstawicieli kadry urzędniczo-zarządzającej, nie patrząc na ich sympatie, a dysproporcje między udziałem przedstawiciel landów byłego NRD i reszty krajów na różnych stanowiskach do dziś są bardzo drastyczne).

Potem zamiatane pod dywan politycznej poprawności kryzysy migracyjne, lecz również zacinanie się dotąd uważanej za wzorcową niemieckiej machiny, widoczne głównie w problemach tego kraju z cyfryzacją. Narastający brak rąk do pracy, którego nie sposób dziś równoważyć nawet napływem pracowników z naturalnego rezerwuaru Niemiec – Turcji. Wreszcie – bankructwo polityki energetycznej i to właśnie, obok wojny i broni dla Ukrainy, najważniejszy temat ostatnich tygodni i największą porażka kolejnych ekip.

Zobacz także: UE poprosi kraje unijne o oszczędzanie gazu przed zimą


Niemcy od lat likwidowali swój atom. Co prawda można by powiedzieć, że nie ma tego złego – efektem ubocznym lęku przed energią jądrową jest przecież bardzo lubiany również i w Polsce serial „Dark”, jednak konsekwencje tego szaleństwa wykraczają poza popkulturę. Okazało się bowiem, że gdy promowana, nawet kosztem przyrody, energia odnawialna zwyczajnie nie daje rady zaspokoić niemieckich potrzeb, a do tego Rosjanie zaczynają ograniczać dostawy gazu zanim jeszcze władze w Berlinie zdecydują same, czy wypada od nich ten gaz brać, czy nie, zwyczajnie nie ma czym napędzić gospodarki. Za chwilę też nie będzie czym ogrzać mieszkań, choć tu akurat i atom za wiele by nie pomógł, bo niemieckie gospodarstwa domowe w większości grzeją się błękitnym paliwem.

Redukcja produkcji i gaz dla Niemiec. Spotkanie przedstawicieli państw UE z komisarzem

W środę 20 lipca ma się odbyć spotkanie przedstawicieli państw UE z komisarzem ds. Energii Kadri Simsonem – informuje portal wPolityce.pl. Tematem...

zobacz więcej

Ale oczywiście to też trochę nieprawda, bo zawsze można sobie jakoś to ogrzewanie dywersyfikować prądem właśnie, o ile jest czym i za co. Ten drugi element też jest bardzo istotny, ponieważ ceny energii w Niemczech już wcześniej były na tyle wysokie, że wręcz powszechne stało się wyłączanie gospodarstwom domowym dostaw prądu z powodu nieuregulowania opłat. Mamy jednak rok 2022 i nagle okazuje się, że nie ma ani atomu, ani gazu. Co więcej, wciąż przywiązani do swoich obsesji politycy okłamują własny naród, przedstawiając mu zafałszowane ekspertyzy, według których ostatnich elektrowni atomowych nie da się już uratować, choć eksperci wiedzą dobrze, że niedobitków wyłączać wcale nie trzeba, a te, wyłączone w ostatnim czasie, można jeszcze uruchomić niewielkim nakładem środków od nowa. Po co jednak komu czysty atom, gdy jest brudny dotąd i wyklinany węgiel?

Do węgla wraca Unia, bojąc się zamieszek, wracają Niemcy, wraca ta sama polska opozycja, która nie tak dawno licytowała się w programach wyborczych, która partia wpisze wcześniejszą datę całkowitego odejścia od tego surowca. I która chciała chwile temu z dnia na dzień zamykać Turów, bo skoro unijna sędzia, opłacająca składki członkowskie Europejskiej Partii Ludowej każe, to miliony Polaków przecież muszą. Węgiel to jednak nie wszystko, Niemcy chcą też gazu. Berlin widzi się na czele Unii Europejskiej i ogłasza to coraz głośniej i coraz bardziej formalnie. Mamy więc rozmawiać o niemieckim przywództwie w obliczu niemieckiego bankructwa, na pewno jest to dla Olafa Scholza wygodniejsze.

Tyle, że jego ekipie w oczy już patrzy zima, tak samo zresztą, jak wszystkim rządom Europy, z polskim włącznie. Polska próbuje zwiększyć wydobycie węgla i miejmy nadzieję, że z początkowego wrażenia chaosu wyjdzie stabilizacja w kolejnych kwartałach i latach, a rezerwy uzupełnia na zagranicznych rynkach, kupuje też na całym świecie gaz. Niemcy natomiast chcą, wykorzystując do tego Unię, rzecz załatwić w bardzo niemieckim stylu, zwyczajnie zabierając innym – słabszym, lecz mającym jeszcze zapasy.

Think-tank radzi, co UE będzie musiała zrobić, jeśli Rosja wstrzyma przesył gazu

Jeśli Rosja całkowicie odetnie gaz Europie, to Unia będzie musiała zmniejszyć swoje zapotrzebowanie na ten surowiec średnio o 15 proc.; w przypadku...

zobacz więcej

Nowa solidarność energetyczna polegać ma na tym, że unijni urzędnicy odgórnie nakażą zmniejszenie zużycia paliw w państwach członkowskich, by uzyskaną w ten sposób nadwyżkę przekazać państwu, które zasygnalizowało centrali jego brak. Sprytne. I jak w kawale można już wskazać nazwisko, a raczej nazwę tego państwa. Będą to Niemcy, wsparte przez drugi kraj, który musi się zgłosić, by mechanizm zadziałał. Chętnych, w odróżnieniu od gazu nie zabraknie, nasi sąsiedzi maja wiele lat doświadczenia załatwiania swoich brutalnych interesów rękami pomagierów i z zachowaniem pozornej neutralności.

Po drugiej wojnie światowej „cały naród odbudowywał swoją stolicę” i według wielu opinii, to właśnie tu początek na pielęgnowana przez lata i pokolenia niechęć do Warszawy i „warszawki” tak na prowincji powszechna. Miano bowiem poczucie, że stolica (choć przecież tak naprawdę chodziło o zaludniających jej lepsze dzielnice urzędników i partyjniaków) prowincję drenuje, niewiele lub nic dając jej w zamian. Zapewne uczucie to bywało uzasadnione mniej lub bardziej w zależności od tego, kto rządził, znalazło też oczywiście odbicie w postawach warszawiaków, zwłaszcza tych, którzy sami mieli kompleks prowincji. Który zresztą ma się znakomicie i dziś, gdy wielu wrzucających po kolejnych wyborach posty o ciemnych i zacofanych wyborcach, swe polityczne frustracje zajada słoikami, przywiezionymi od rodziców i dziadków z tej właśnie strasznej, prowincjonalnej i małomiasteczkowej Polski, z Podkarpacia i Podlasia. Czy Niemcy gotowi są na podobną niechęć, chcąc wykazywać swoją wyższość wobec innych krajów UE? Pewnym pilotażem było już zachowanie Niemców w trakcie wspólnego, unijnego kupowania szczepionek na Covid-19 w pierwszym okresie, gdy było to jeszcze dobro tyleż pożądane, co deficytowe.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Trudno się dziwić, że tym razem nie wszyscy reagują na ten pomysł z entuzjazmem i bynajmniej nie chodzi tu o Polskę. Przeciw jest południe Europy, które ma swój gaz i swoje kłopoty, i niekoniecznie chce ratować Niemcom skórę. Zwłaszcza, że zapewne dobrze jeszcze pamięta przywołany wyżej rok 2020, gdy samo doświadczyło, jak unijna solidarność i równość wygląda w praktyce. A Polska? Cóż, Polska czeka na pieniądze z KPO i właśnie kolejny raz dowiaduje się, że to jeszcze nie teraz, choć przecież to fundusz na zwalczanie skutków pandemii, do którego się dorzuciliśmy, ba!, wciąż się dorzucamy, a nie nagroda za dobre sprawowanie. Może więc przypadkiem nasi niemieccy przyjaciele dają nam właśnie do ręki całkiem niezły argument negocjacyjny? Warto chyba się nad tym zastanowić, może Jacek Saryusz-Wolski by tutaj coś sensownego doradził.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej